Społeczeństwo
Piotr i Gabriel - pomysłodawcy i prowadzący 'Covidowy Talk-Show'. (Fot. Archiwum prywatne)
Piotr i Gabriel - pomysłodawcy i prowadzący 'Covidowy Talk-Show'. (Fot. Archiwum prywatne)

Raczej nie trafiłabym na "Covidowy Talk-Show", gdyby nie Mariusz Szczygieł. Zaciekawiło mnie oświadczenie, które zaspany i potargany reportażysta opublikował na swoim profilu na Instagramie, oznaczając @covidowy_talk_show. Uspokajał swoich obserwatorów, że wbrew pozorom czuje się doskonale i wcale nie miał wylewu, o czym mógł świadczyć opadający kącik ust zaprezentowany podczas rozmowy z dwoma nastolatkami. Szczerze? Odszukałam nagranie tylko po to, żeby się przekonać, czy Szczygieł rzeczywiście wyglądał podejrzanie. Wyglądał. Ale już na wstępie wyjaśnił powód: wizyta u dentysty i miejscowe znieczulenie, które "zamroziło mu połowę twarzy".

A w rozmowę wsiąkłam. Dawno tak się nie śmiałam, oglądając wywiad w sieci.

Mariusz Szczygieł, któremu – jak wyjaśnia mi przez telefon – pytania w żadnym show nie przeszkadzają i "zawsze bierze na siebie wartkość rozmowy, z profesjonalistami też, bo taki już ma charakter", w wywiadzie udzielonym Piotrowi i Gabrielowi opowiadał między innymi o życiu psychicznym swojej kotki Afonii, które przeniosło się do akwarium, naśladował dźwięki, jakie z radości wydają rybki (!), tłumaczył, że pieniądze nie są dla niego najważniejsze i że cieszą go małe rzeczy.

Też mi ktoś kiedyś podał rękę

Dlaczego piszę o "Covidowym Talk-Show"? Bo to program nietypowy – nagrywany telefonem przez nastolatków, bardzo statyczny, w którym 95 procent słów pada z ust gości, kręcony na tle różowej ściany z wiszącym na niej obrazkiem Jezusa lub drewnianej szafy. Niecodzienna w tym programie jest urocza amatorszczyzna prowadzących. Gdyby nie Paulina Smaszcz (gościni pierwszej rozmowy), pewnie wciąż widać by było połowy siedzących w pewnym oddaleniu od siebie chłopców. Smaszcz poprosiła, żeby usiedli bliżej siebie, zapewniła, że tylko robienie czegoś inaczej może ich wyróżnić, siarczyście także przeklęła i pocieszyła, że na początku pracy w telewizji była tak zestresowana, że przed rozmową z Marylą Rodowicz miała torsje.

"Covidowy Talk-Show" tuż przed sylwestrem 2020 roku odpaliło na Instagramie dwóch nastolatków z Otwocka: Piotr Przybyłek (pomysł na program pojawił się w jego głowie w czasie pandemicznych wakacji) oraz jego kolega z klasy ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Otwocku Gabriel Bernat. Mówią, że nie chcieli robić kolejnego kanału, na którym gra się w gry i o tym opowiada. Dostrzegli także niszę w formacie wywiadów. – Nasi rówieśnicy takich programów nie nagrywają – tłumaczą.

Zdarza im się mylić imiona rozmówców, a pierwszą kwestią, jaką poruszają, jest: jak mija piątek lub czwartek (w te dni odbywają się nagrania). Dowiadujemy się więc, że Mariusz Szczygieł jest szczęśliwy, bo dentystka powiedziała, że już zakończył leczenie zębów, a szef kuchni Kuba Steuermark właśnie wrócił z sanek z córką i będzie oglądał skoki narciarskie.

Następnie chłopcy zadają gościom przygotowane wcześniej pytania i z grzeczności i stresu nie przerywają im wypowiedzi. Co jest w tym wypadku plusem, bo jak tłumaczy Mariusz Szczygieł zgodnie z dewizą klasyka amerykańskiego talk-show Jaya Leno: "Pozwól ludziom mówić o sobie, a słuchać cię będą godzinami".

Anna Głogowska, tancerka, która także przyjęła zaproszenie Piotra i Gabriela, dodaje, że często pracuje z młodymi ludźmi podczas zajęć z tańca, nastolatkami, którzy nie mają doświadczenia, odwagi, żeby przerywać rozmówcy. – A wchodzenie w słowo zdarza się często dziennikarzom, którzy bywają zadufani. W przypadku prowadzących "Covidowy Talk-Show”"gość musi sam im pomagać, temat rozwijać, podpowiadać pytania.

Głogowska nie ma zresztą wątpliwości, że z czasem chłopcy rozluźnią się, nabiorą wprawy.

Piotr Przybyłek (Fot. Archiwum prywatne) , Gabriel Bernat (Fot. Archiwum prywatne)

"Poważne podejście w uprzejmym tonie"

Dlaczego zaproszeni goście zgadzają się poświęcić swój czas dwóm ośmioklasistom? Mariusz Szczygieł przyjął propozycję, bo chłopcy przysłali mu formalną, napisaną z uwzględnieniem wszelkich form grzecznościowych prośbę. – Początkowo chciałem odmówić, bo sporo mam zaproszeń do rozmów o niczym. Dopiero kiedy zajrzałem na profil jednego z nich, zorientowałem się, że to bardzo młodzi ludzie. Sam zacząłem drukować teksty w wieku 16 lat i też ktoś podał mi rękę. I także byłem tak spięty jak oni. Nie mogłem odmówić.

Tancerkę Annę Głogowską 15-latkowie ujęli wdziękiem, młodością, uprzejmością. – Tym swoim skupieniem, odwagą, poważnym podejściem, spięciem, niezrozumiałą dla mnie potrzebą robienia takich wywiadów – bardzo to było urokliwe.

Dziennikarza Roberta Stockingera zaś urzekło to, że ci dwaj młodzi ludzie mogliby robić coś zupełnie innego: grać w gry, siedzieć na YouTubie i TikToku. – A oni wymyślili sobie program. I jeszcze z odniesieniem do koronawirusa. Nie wiedzieli może, jak to zrobić, ale wiedzieli, że chcą.

Do Stockingera napisali z bardzo dużym wyprzedzeniem. – Co świadczy o ich poważnym podejściu. Pod względem producenckim, researcherskim, dokumentalistycznym są bardzo profesjonalni, a nawet bardziej niż profesjonalni, bo nam, profesjonalistom, czasem głupio upewniać się, czy ktoś nie zapomniał o wywiadzie. A oni są cały czas w kontakcie z zaproszonym gościem, pilnują, sprawdzają, potwierdzają, przypominają o nagraniu dwa dni wcześniej, dzień wcześniej, godzinę wcześniej – śmieje się.

Potwierdzam, sama tego doświadczyłam. Piotr i Gabriel bardzo trzymają się formy w korespondencji i w rozmowie. Kiedy pytam – co zresztą ciekawi także ich dotychczasowych gości – jakim kluczem się kierują, zapraszając gości do talk-show, mówią, że dbałością o zróżnicowanie: pod względem płci, wykonywanego zawodu, poruszanych tematów. To już nie tylko dziennikarze, aktorzy czy pisarz (pierwsi rozmówcy), ale i sportowcy (Monika Pyrek, Piotr Myszka) oraz mechanik samochodowy z własnym programem telewizyjnym (Adam Klimek).

Dlaczego jednak wybierają osoby, które, wydawałoby się, raczej nie są w sferze zainteresowań ich rówieśników (między innymi aktorka Dorota Landowska, kabareciarz Bogdan Kalus, pogodynka Marzena Kawa, aktorka Katarzyna Herman). – Stereotypowo myśli się, że jak ktoś jest młody, to słucha rapu, a nie disco polo, wie, kto to Tymek, a nie wie, kim był Zbigniew Wodecki. My znamy różne postacie, także te, które popularność zdobyły, zanim się urodziliśmy – wyjaśnia Piotr. – Ciekawią nas. Dobór gości ma przełamywać stereotypy dotyczące osób w naszym wieku – dodaje Gabriel.

Ale spokojnie, prowadzący "Covidowy Talk-Show" na TikToku i na YouTubie także spędzają czas. I tak jak ich rówieśnicy obserwują Blowka, Friz Ekipę, LittleMonster96, Nolif, LJay PL. Oglądają też wyścigi samochodowe. Gabriel – DTM, S1, Moto GP, trochę piłkę nożną, skoki narciarskie. Piotr w ósmej klasie ma najlepsze od czterech lat oceny, Gabriel również nie narzeka na wyniki, "mimo że nie jest orłem". Obu bliżej do przedmiotów humanistycznych: WOS-u, historii, języka polskiego. – Przedmioty ścisłe to dla nas czarna magia – śmieją się.

Zapisy rozmów z gośćmi Covidowego Talk Show z Pauliną Smaszcz, Mariuszem Szczygłem i Moniką Pyrek. (Fot. Screen IG TV/Covidowy_Talk_Show)

W covidzie taki styl się sprawdza

Marcin Budzyński, szef agencji social mediowej BiggerB, mówi, że media społecznościowe to idealne narzędzie dla programu takiego jak "Covidowy Talk-Show". – Dziś karierę może na nich zbudować każdy, kto choć trochę jest interesujący i unikalny, a co ważniejsze – zaangażowany.

Ekspert zwraca uwagę, że w czasie pandemii większość łączeń antenowych z gośćmi wygląda dokładnie jak w "Covidowym Talk-Show" – rozmówcy nadają z domu, na tle półek z książkami, ze wskakującym na kolana kotem, szczekającym w tle psem, dzieckiem wchodzącym w kadr, bez telewizyjnego makijażu i dobrego oświetlenia.

Co mówi o Piotrze i Gabrielu? – W dobie powszechnej sztuczności ta dwójka jest autentyczna, jest kwintesencją mediów społecznościowych w podstawowej formie. To ich największa siła.

Nie wątpi, że mają wiele braków, zarówno warsztatowych, jak i technicznych. – To jest do nadrobienia – przez obserwację innych czy konsultowanie się z bardziej doświadczonymi specjalistami. Sam format jest ciekawym powrotem do nieco zakurzonego wywiadu – dodaje szef BiggerB.

Medioznawczyni, kierowniczka Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej SWPS we Wrocławiu dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. – Myślę, że jednym z głównych powodów sympatii, jaką wzbudzają "redaktorzy", jest to, że odbiegają od negatywnego stereotypu ludzi młodych, którzy niczym się nie interesują, nie angażują się, grają tylko na komputerze i siedzą na YouTubie i Tik Toku. W tym sensie są fenomenem – mówi.

Spontaniczność, naturalność, nieporadność, o której mówią goście talk-show, to zdaniem Stasiuk-Krajewskiej cechy, które pasują do społecznych oczekiwań wobec młodości. - Które jesteśmy w stanie młodości wybaczyć i w młodości polubić. Dużo bardziej niż arogancję, nadmierną - w naszej ocenie - pewność siebie, popisywanie się. Myślę, że oni reprezentują tę dobrą, społecznie akceptowalną stronę młodości - jeszcze brak kompetencji, ale już otwartość, zaangażowanie i do tego spontaniczność. Taka młodość wzbudza sympatię – wyjaśnia medioznawczyni.

Szlifowanie kantów

Mariusz Szczygieł mówi, że nie zwraca uwagi na tytuł, na redakcję, z której przychodzi do niego dziennikarz, bo "każdy tytuł – no, może prawie każdy – zasługuje na pełnowartościową odpowiedź". – Ale jest jeszcze kwestia tego, kogo ten tytuł wysyła na rozmowę. Jedni dziennikarze potrafią słuchać, inni nie. W rozmowie tworzę sytuacje, kiedy dwa razy mówię o czymś niezwykle frapującym i prosi się, żeby zadać pytanie dodatkowe, typu: dlaczego? jak to się stało? czy to możliwe? Zdarza się, że dziennikarz czy dziennikarka nie chwyta tego. Zadaje następne pytanie z kartki. Mogę powiedzieć: "Kiedy miałem siedem lat, zabiłem staruszkę”, a na to słyszę: "Jak to się stało, że zainteresował się pan Czechami?'". No to wtedy widzę, że rzucam perły przed wieprze i nie ma żadnego sensu się w tej rozmowie wysilać – mówi.

Ale ta zasada ma zastosowanie do dorosłych dziennikarzy, nie nastoletnich amatorów.

Robert Stockinger widzi, że Piotr i Gabriel się rozwijają. – Ze mną prowadzili dość ożywioną dyskusję, mają chęci, a umiejętności zdobędą, nagrywając kolejne wywiady. Profesjonalnie robi się to inaczej, ale skąd 15-latek ma wiedzieć, jak się tworzy prawdziwy program? Niech działają po swojemu, bawią się, niech to będzie amatorskie, chłopięce, inne – podkreśla dziennikarz TVN.

Niektórym pytania zadawane przez Piotra i Gabriela mogą wydawać się sztampowe (Skąd wzięła się u Anny Głogowskiej pasja do tańca? Czy Roberta Stockingera mylą z ojcem? Czym jest dla Mariusza Szczygła rzetelne dziennikarstwo?). Zdaniem Kariny Stasiuk-Krajewskiej niesłusznie, bo nastolatki pytają o to, co ich interesuje. – Proste sprawy z codziennego życia ludzi, których znają z mediów i których lubią. Zwykły świat, wspomnienia z dzieciństwa – rzeczywistość, do której mogą się odnieść. Być może zresztą ogólnie jesteśmy trochę zmęczeni "poważnymi", "trudnymi" tematami w tych trudnych przecież czasach – mówi medioznawczyni.

Piotr i Gabriel nie planują zmieniać scenografii - wolą skupić się na rozmowie. (Fot. Screen IG TV/Covidowy_Talk_Show)

Najbliższa przyszłość

Robienie programu zajmuje nam około pięciu dni. Tyle czasu zabiera przygotowanie do rozmowy pytań, wymiana korespondencji – mówą Piotr i Gabriel.

Z dotychczasowych nagrań Piotr i Gabriel są raczej zadowoleni. Scenografii nie zamierzają rozbudowywać, bo "wolą skupić się na rozmowie". Zdarza się, że telefon, którym nagrywają wywiad, zatrzęsie się, bo kot wskoczy na stół. Gabriel wrócił ostatnio do pierwszych nagrań, żeby ocenić postępy w dziennikarskim obyciu.

W pierwszym odcinku, co miało związek z ogromnym stresem, byliśmy bardzo sztywni. W skali od jednego do 10 oceniam nas na 4. Z odcinka na odcinek jest jednak lepiej – zapewnia nastolatek.

Jako przedstawiciele pokolenia, które nie zna życia bez Internetu, obydwaj doskonale zdają sobie sprawę z tego, że kto wchodzi do sieci, ten musi być przygotowany na hejt. – Na razie się z nim nie spotkaliśmy, ale jesteśmy świadomi, że go nie unikniemy – podkreślają.

Jest ich dwóch, znają się od dekady, o wszystkim wspólnie decydują, rzadko się kłócą, dają sobie wsparcie. Nie są tak popularni, żeby zaglądały do nich trolle i zostawiały niemiłe komentarze.

Pasję i chęć zrobienia czegoś kreatywnego przekuli w możliwość zdobycia doświadczenia, otrzaskania się. Główny cel jest oddalony o pięć lat i nie jest bezpośrednio związany z programem – to dostanie się na studia na kierunku dziennikarstwo. Wcześniej, bo już za rok, chcą zdać do liceum o profilu dziennikarskim. Dorobek w postaci "Covidowego Talk-Show" bardzo im się więc przyda – zaświadczy dobitnie o ich przedsiębiorczości, konsekwencji i poważnym podejściu.

Kiedy skończy się pandemia, będą musieli pomyśleć o zmianie nazwy formatu. Chcą rozwijać profil, zapraszając coraz bardziej znane osoby, które mają duże grono obserwujących. W sferze marzeń obu prowadzących jest Adam Małysz. Gabriel za cel postawił sobie rozmowy z Robertami: Kubicą, Lewandowskim, Makłowiczem, a także Łukaszem Piszczkiem i kucharzami Wojciechem Modestem Amaro i Michelem Moranem. Piotr chętnie zaprosiłby do programu między innymi Roksanę Węgiel, Agatę Młynarską, Marzenę Rogalską, Kamila Stocha i Tomasza Sekielskiego.

Tomasz Sekielski jako dziennikarz jest zresztą wymieniany przez Piotra – obok Włodzimierza Szaranowicza, Krzysztofa Ziemca, Mariusza Szczygła i Agaty Młynarskiej – jako dziennikarska inspiracja. Dla Gabriela zawodowym wzorem do naśladowania jest z kolei dziennikarz Maciej Kurzajewski.

Na razie ich talk-show jest niszowy, kameralny. Najlepszy odcinek z Mariuszem Szczygłem nagrany przez chłopców miał ponad 4 tys. wyświetleń, starsze – po 640 wyświetleń, nowsze – 250. Prowadzący z poczuciem humoru przyjmują liczbę widzów, którzy oglądają ich program na żywo. Śmieją się: "Oho, mamy pięć osób, to nasz rekord!".

Robert Stockinger (Fot. Archiwum Covidowy Talk Show) , Dorota Landowska (Fot. Archiwum Covidowy Talk Show) , Jakub Steuermark (Fot. Archiwum Covidowy Talk Show)

Talk-show tworzony jest na niezbyt popularnym wśród instagramerów Instagram TV (opcja zamieszczania dłuższych niż Instastory nagrań). Dlaczego niezbyt popularnym? Ponieważ instagramerzy zarabiają na postach sponsorowanych albo na pokazywaniu produktów w ramach stories. Na IG TV oznaczanie firm, marek i osób nie jest tak proste, stąd na stronie Red Lipstick Monster filmy IG TV są dwa, a na profilu Maffashion – sześć.

Czy młodzieńcza przygoda ma szansę zaprowadzić dwóch 15-latków gdzieś dalej? Zdaniem Kariny Stasiuk-Krajewskiej "pójść gdzieś dalej" oznacza "dać się oszlifować". – A to może odebrać im spontaniczność, czyli to, co w tej chwili stanowi ich siłę.

Można mieć satysfakcję, nie idąc dalej, niezmiennie nagrywając z pokoju w Otwocku i ciesząc się z rozmów. Tworzyć, kreować, angażować się. I robić to po swojemu. Covidowa rzeczywistość jest nieprzewidywalna. Być może taki też będzie los prowadzących "Covidowy Talk-Show".

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.