Społeczeństwo
Niestety w inwestowaniu nie ma pewniaków. (Fot. Shutterstock)
Niestety w inwestowaniu nie ma pewniaków. (Fot. Shutterstock)

Ten tekst nie jest o tęgich głowach i analitycznych umysłach oraz działających od lat na giełdzie rekinach finansjery. Nie jest o ludziach, którzy dzień zaczynają od analizy światowych notowań, a wieczorami przebudowują swoje portfolio inwestycyjne.

Jest o ludziach, którzy zdają sobie sprawę, że emerytury raczej nie będą mieli, a jeśli już – to marną. I dlatego muszą dołożyć wszelkich starań, żeby zgromadzić kapitał na starość. I o tych, którzy czytają kolejne informacje o topniejącym oprocentowaniu rachunków oszczędnościowych, śmiesznie niskim oprocentowaniu lokat i o ofiarach piramid finansowych. Chcieliby coś zrobić z pieniędzmi, które sumiennie odkładają na rachunku oszczędnościowym i nie zostawiać ich na pożarcie inflacji.

Nie wiem, ale się wypowiem

O seksie i pieniądzach w Polsce nie rozmawiamy. Nikt Polaków nie edukuje systemowo w żadnej z tych dziedzin. Z badania "Poziom wiedzy finansowej Polaków 2020" wykonanego na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości i Fundacji GPW wynika, że w 2020 roku wzrósł odsetek osób oceniających poziom swojej wiedzy finansowej jako "raczej mały" lub "bardzo mały" – z 49  do 52 procent.

Z badania "Finansowe DNA Polek i Polaków 2020" wykonanego we wrześniu 2020 roku przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska wynika, że wolimy bezpieczeństwo i wybieramy nisko oprocentowane lokaty. Tego przekonania nie zmieniły rekordowo niskie stopy procentowe. Pod koniec 2020 roku depozyty stanowiły 72 procent aktywów finansowych gospodarstw domowych w Polsce (więcej na lokatach mają tylko Grecy i Cypryjczycy), podczas gdy średnia europejska to 37 procent. W funduszach, w tym emerytalnych oraz akcjach, Polacy posiadali w 2019 roku 28 procent swoich aktywów, podczas gdy średnia europejska wynosi 63 procent.

Kobiety, które pytałam o inwestowanie, twierdziły, że poza wykupieniem dodatkowej polisy i wpłacaniem regularnie określonej kwoty na fundusz emerytalny nic nie robią. Odkładają co miesiąc deklarowaną kwotę, bo ktoś je namówił, ale robią to bezrefleksyjnie i całkiem pasywnie. Mężczyźni, którzy ze mną porozmawiali, mieli większe – choć bardzo różne - doświadczenie. Prawie wszyscy prowadzą własne firmy, jeden jest na etacie. Wszyscy mają świadomość, że od nich zależy, jaki standard życia będą mieli za 30 lat.

"Próbuję, mam sukcesy i porażki"

Szymon razem z żoną prowadzi własny biznes, wie, że "emeryturkę będą mieli mizerną". Do 2010 roku trzymali pieniądze na nieźle oprocentowanym rachunku oszczędnościowym (5-6 procent). Tam umieścili środki finansowe z dwóch spadków i przelewali zarabiane nadwyżki. Po kilku latach dzięki tej kwocie kupili mieszkanie na wynajem. Wkład własny połączyli z kredytem w proporcjach pół na pół. Mieszkanie ma najemców, rata kredytu jest opłacana z kwoty najmu.

Szymon ma uruchomioną w banku opcję maklerską, stworzył portfel inwestycyjny.  Czasami kupuje akcje – na jednych traci więcej, na innych traci mniej. Tak było w zeszłym roku, kiedy znajomy – bardziej obeznany na giełdzie – powiedział mu, żeby zainwestował w firmy produkujące panele fotowoltaiczne. Szymon zrobił szybkie rozeznanie rynku i kupił akcje firmy Solar. Zmylony nazwą, zainwestował jednak nie w panele, a w firmę odzieżową.

Wśród Polakó wciąż najbardziej popularną formą inwestowania są lokaty bankowe. (Fot. Shutterstock)

W 2020 roku kupił także akcje trzech firm produkujących gry komputerowe. Jedne stopniowo rosły w związku ze zbliżającą się premierą wyczekiwanej gry. Szymon dokupił więc więcej akcji. Gdyby sprzedał je w odpowiednim momencie, byłyby 10 tysięcy złotych do przodu. Ale się zagapił. – Kupowanie i sprzedawanie to jest dużo jak na moje nerwy, a opisy działalności poszczególnych spółek nużą mnie po już drugiej stronie. Kupuję z polecenia albo zachęcony jakąś informacją. Nie ma w tym większej logiki – tłumaczy.

Szymon kupił też ogólny pakiet inwestycyjny chińskiej gospodarki, oprócz tego mają z żoną Indywidualne Konta Emerytalne w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych plus ubezpieczenie pół na pół z agresywniejszym pakietem inwestycyjnym. – Te ostatnie sprawdzam raz w roku, kiedy pocztą przychodzi zestawienie – zazwyczaj są to półtoraprocentowe wzrosty – mówi. - Czy mam poczucie, że działam w sposób świadomy? Absolutnie nie! – śmieje się. – Ale próbuję przynajmniej coś robić, żeby pieniądze nie leżały odłogiem.

Oszczędzanie – od tego trzeba zacząć

Michał jest fanem blogera ekonomicznego Michała Szafrańskiego – autora książki "Finansowy Ninja" i bloga "Jak oszczędzać pieniądze”. Jest nawet w zamkniętym Klanie Finansowych Ninja, na którym działa forum oraz pojawiają się bardziej ekskluzywne treści. Zgodnie z tym, do czego nawołuje jego guru, nie żyje ponad stan. - Warto oszczędzać, odkładać nadwyżki, nie wydawać na głupoty, nie wydawać więcej, niż mamy - mówi. Od kiedy pracuje, oszczędza pieniądze i je inwestuje.

Nie każdy nadaje się do inwestowania - warto zastanowić się nad naszymi możliwościami. (Fot. Shutterstock)

Mam za sobą wiele błędów, lepszych i gorszych decyzji, przemyśleń, wniosków. Dopiero po latach nauki – czytania, analizowania i próbowania na własnych błędach dociera do mnie, które instrumenty inwestycyjne są dla mnie lepsze. To nie jest łatwy i przyjemny temat, tym bardziej że jest wiele firm żerujących na klientach – na przykład towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Ważne, żeby dobrać rodzaj inwestowania do siebie – stopnia naszego zaangażowania, czasu, jaki możemy temu poświęcić, silnych nerwów, ryzyka, na jakie jesteśmy gotowi. I żeby miejsce, w którym inwestujemy, pobierało małe opłaty za obsługę. W Polsce są one ogólnie wyższe niż w innych krajach europejskich i dość wyraźnie mogą obniżać nasz zysk – wyjaśnia Michał.

W 2020 roku wzrósł odsetek osób oceniających poziom swojej wiedzy finansowej jako 'raczej mały' lub 'bardzo mały' - z 49 do 52 procent (Fot. Shutterstock)

Michał inwestuje w wiele narzędzi: to oprócz IKE także Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, fundusze inwestycyjne, giełda, obligacje prywatne. – Giełda – wiadomo – jest jak ruletka. Z obligacjami prywatnymi różnie bywa – i dobrze, i źle. Przejechałem się na nich, kiedy firma, w którą zainwestowałem, zbankrutowała. Takie porażki są dla mnie zawsze bardzo nieprzyjemne i odczuwalne. Dzisiaj wybieram spokój, nie potrzebuję dodatkowego stresu, na zamkniętych forach mam dostęp do głębszych analiz, rad i wsparcia. Inwestowanie zaspokaja moją potrzebę uczenia się – bo to decyzje poprzedzone lekturą i analizami – mówi.

Zbiera kapitał na przyszłość – z nadzieją, że zgromadzi takie fundusze, że nie będzie musiał pracować. - Jak byłem młodszy, założyłem sobie granicę na zrealizowanie tego celu do 45. urodzin, teraz przesunąłem ją o kolejne 10 lat – śmieje się. I dodaje: - Z dwoma kredytami mój kapitał i tak jest na minusie, ale cierpliwie dążymy z żoną do ich spłaty, żeby kiedyś móc pracować dla przyjemności – mówi. Jak Michał posumowałby swoje działania? - Ruchy na giełdzie na minus, obligacje na zero, fundusze na plus.

W przyszłość z optymizmem

Radosław i jego siostra dostali mieszkanie od rodziców. I też chce zapewnić swoim dzieciom lokum na start. – Mieszkanie jest dobrym zabezpieczeniem - można je zawsze spieniężyć i mieć na emeryturę - dodaje. Dba o oszczędności – muszą mieć z żoną poduszkę finansową w razie powinięcia się nogi. Inwestycją jest dla niego także jego firma, którą być może będzie chciał sprzedać.

Radek przyznaje, że utopił pieniądze w akcjach i inwestując w startup odzieżowy. Jego znajomi kupują tzw. young timery, czyli kultowe modele samochodów, które za kilka lat mają poważnie zyskać na wartości. - To jednak kłopotliwa inwestycja, bo oprócz renowacji zniszczonych części trzeba jeszcze doliczyć koszty garażowania – najmniej 1200 złotych rocznie - ubezpieczenie i uzbroić się w cierpliwość - mówi. Są samochody, które - nawet nowe - nie tracą na wartości. Na przykład nowa sportowa wersja Toyoty Yaris, podobnie jak kilka lat temu Suzuki Jimny po liftingu, wypuszczona została w małej liczbie egzemplarzy. – Ten, kto złapał jeden z niewielu samochodów puszczonych na Polskę, przy ewentualnej odsprzedaży nowej Yaris GR może zarobić 30 tysięcy złotych – podkreśla Radek.

Są ludzie, którzy inwestują w samochody, inni zbierają kolekcjonerskie zestawy Lego. (Fot. Mateusz Rostek/Shutterstock)

Sugeruje się przede wszystkim marketingiem szeptanym i udaje mu się raz na jakiś czas trafić pojedynczy strzał – kupić i sprzedać akcje, udzielić znajomemu rocznej, podpisanej u notariusza pożyczki na sześć procent. A poza tym? – Mamy z żoną ubezpieczenia na życie, wpłacamy na fundusze emerytalne, mamy dwa kredyty na mieszkanie, spłacające się kwotą wynajmu, wchodzę w IKZE – wylicza. Znajomy polecił mu pięć lat temu włożenie pieniędzy w polski startup, który opracowuje metodę ekologicznego niskoemisyjnego odzyskiwania złota z hałd z kopalni złota. Czy to będzie udana inwestycja? - Nie wiem – śmieje się Radek, podkreślając, że wierzy, że uda mu się zgromadzić fundusze pozwalające żyć na poziomie na emeryturze.

Raz na wozie, raz pod wozem

Tomasz mówi, że nadwyżki finansowe wkłada w biznesy – jedne udane, drugie mniej. Zajmuje się szkoleniami z rozwijania sprzedaży, często więc spotyka ludzi z pomysłami na działalność.

Kieruję się skalowalnością pomysłu, tym, czy jest oparta na metodologii pozyskania klienta, na technologii. Jeśli działa na małej skali, to dosypanie pieniędzy pozwoli działać na większej i nie będzie wymagało zaangażowania z mojej strony – wyjaśnia.

Tomasz, nauczony doświadczeniem, wchodzi w biznesy, w których nie ma wielu wspólników ("im więcej osób, tym trudniej się skomunikować i skupić na rozwoju") i w których jest inwestorem większościowym („decyzyjność nie może być rozmyta”). – Przez 10 lat raczej traciłem, dopiero za czwartym razem interes wypalił, odrobił straty i dał mi zarobić – mówi Tomasz.

GIełdę często porównuje się do grania w ruletkę w kasynie. (Fot. Shutterstock)

W rozmowie z Tomkiem także przewija się temat IKZE. - To ciekawa propozycja, bo na dzień dobry – w zależności od tego, jak się rozliczasz – daje ulgę podatkową, minimum 18 procent od każdej wpłaty. Ja mam do emerytury dużo czasu, więc wybiorę fundusze i spółki działające agresywnie, ale gdybym miał horyzont wypłaty pięć-dziesięć lat, wybrałbym fundusze obligacyjne i czekał cierpliwie. Z myślą o dzieciach kupowałbym obligacje skarbowe i korporacyjne różnych firm – mówi.

Nic na siłę

Nieruchomości – to zdaniem Polaków najbardziej zyskowna inwestycja. Aż 65 procent badanych uważa, że tak ulokowane pieniądze mogą przynieść wysokie albo bardzo wysokie zyski (raport IBRiS wykonany na zlecenie Santander Bank Polska). Bitcoiny? Waluta? Złoto? Nawet nasi rozmówcy uważają, że to ryzykowne pomysły. Zwłaszcza kryptowaluta wydaje się niepewna. – Nikt nie wie, dlaczego kryptowaluty ulegają wahaniom – co, lub kto, stoi za spadkami – mówi Tomasz.

Ale spokojnie! Jak pisze na swoim blogu guru Michała – Michał Szafrański: nie każdy musi inwestować, nie każdy jest do tego stworzony – i nie ma w tym nic złego. Inwestowanie jest zawsze obarczone ryzykiem, tu nie ma pewniaków. Pewni siebie eksperci, głoszący tezy bez cienia wątpliwości na temat przyszłości, także popełniają błędy – zapewnia Szafrański. I od lat już namawia, by żyć oszczędnie, gromadzić pieniądze, które pozwolą przeżyć dwa lata bez przychodów, spłacić długi konsumenckie. Inwestycją może być także spłata kredytu hipotecznego.

Rok, który daje do myślenia

Rok z pandemią to czas, w którym powinniśmy najwięcej i najszybciej nauczyć się na temat swoich pieniędzy. Choćby tego, że musimy być przygotowani na utratę dochodów. Warto policzyć: jakie mamy raty, jakimi kwotami obciążone są nasze karty kredytowe, jakie mamy w sumie miesięczne zobowiązania, jaka minimalna kwota jest nam potrzebna do przeżycia.

I tutaj włączają się kobiety, o których pisałam na początku: Maria, Olga i Joanna. Miewają oszczędności, żadna z nich nie inwestuje. Wszystkie odczuły finansowo konsekwencje pandemii i musiały włączyć tryb awaryjny.

Maria od kwietnia do grudnia 2020 roku miała obciętą o 20 procent pensję. Oldze odjechała sprzed nosa premia za wyrobiony cel, którą wydała akonto, posiłkując się kredytem obrotowym. Joanna w lipcu została zwolniona.

Żeby mieć za co żyć na emeryturze, trzeba odkładać środki, nie wydawać wszystkiego, nie żyć ponad stan. (Fot. Shutterstock)

Maria przeszła całkowicie na pracę zdalną i przyspieszyła decyzję o przeprowadzce do innego miasta i zamieszkaniu z narzeczonym. Ścięła wszelkie wydatki na przyjemności i od razu zaczęła szukać dodatkowego źródła dochodu. Efekt? W rok od pojawienia się pandemii udało jej się – pomimo obniżki pensji – odłożyć 10 tysięcy złotych.

Olga kredyt spłaciła pieniędzmi pożyczonymi od rodziców (planuje je oddać w drugim kwartale 2021 roku, jak zostaną uwolnione premie), ale też mocno ograniczyła wydatki. Przeraziła się, że w życiu nic nie jest pewne i nie można żyć za pieniądze, których się nie ma.

Joanna nie miała oszczędności – szybko okazało się, że opłacenie tylko z pensji męża prywatnego przedszkola i prywatnej szkoły oraz raty kredytu na mieszkanie nie jest możliwe. Musieli podjąć drastyczne kroki – wrócili do domu teściów, dzieci od września poszły do państwowych placówek, wynajęli swoje mieszkanie. Na razie trwają w finansowej hibernacji, a Joanna od pół roku szuka pracy, biorąc luźne zlecenia. - Wyciągnęłam naukę z tej lekcji. Wszyscy powinniśmy – mówi Joanna.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.