Społeczeństwo
Korki potrafią być bardzo stresujące (fot. Shutterstock)
Korki potrafią być bardzo stresujące (fot. Shutterstock)

Bez względu na to, jak bardzo uzasadniony jest nasz stres, kiedy mózg postrzega sytuację jako zagrożenie, zawsze uruchamia ten sam proces. Musi traktować każde takie wydarzenie poważnie, podobnie jak ochrona lotniska, bo zlekceważenie potencjalnego niebezpieczeństwa może okazać się katastrofalne w skutkach. Dlatego zawsze w kontakcie z bodźcem - czy to niedźwiedź, zapchana autostrada czy podejrzanie ubrany podróżny - nasz mózg musi ocenić, czy to coś zamierza nas zabić. To reakcja o bardzo wysokim priorytecie, bez której nie da się podjąć żadnego innego działania. Na pewno nie muszę wyjaśniać, dlaczego mózg człowieka tak działa.*

(...)

Pierwszym, co robi mózg w zetknięciu z bodźcem, jest ocena potencjalnego zagrożenia. Proces ten kontroluje ciało migdałowate, złożone z dwóch symetrycznych części i ukryte głęboko w mózgu, należące do większej struktury zwanej systemem limbicznym. Odpowiada ono za nasze emocje, uczenie się, tworzenie wspomnień (zwłaszcza tych związanych z uczuciami) i podejmowanie podstawowych decyzji. Należy też wiedzieć, że aktywność ciała migdałowatego, podobnie jak niemal całej reszty mózgu, odbywa się poza naszą świadomością.

Ten niezwykle ważny organ ma ogromny wpływ na nasze życie, a my kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z jego poczynań.

Informacje o bodźcu, z jakim się zetknęliśmy, zostają przesłane do mózgu za pomocą narządów zmysłów, a następnie trafiają do ciała migdałowatego, które ocenia niebezpieczeństwo. Uwzględnia przy tym szczegóły sytuacji, kontekst, wspomnienia podobnych doświadczeń oraz instynkt, a następnie podejmuje szybką decyzję, czy mamy do czynienia z groźnym niedźwiedziem czy może tylko z wypchanym pluszakiem. Wiele zależy od kontekstu: może przemierzamy samotnie gęsty las w głębi gór Sierra Nevada i nagle przychodzi nam do głowy, że chyba nie należało pakować na lunch wędzonego łososia, a może pojedynkujemy się na spojrzenia z misiem za ogrodzeniem w zoo.

Oczywiście kontekst będzie mieć wpływ na naszą ocenę poziomu niebezpieczeństwa. Być może mamy już na koncie jakieś doświadczenia z niedźwiedziami, ale najprawdopodobniej opieramy jednak swoją wiedzę na źródłach pośrednich, takich jak książki albo opowieści o ludziach zaatakowanych przez te zwierzęta.

Bez względu na to, jak bardzo uzasadniony jest nasz stres, kiedy mózg postrzega sytuację jako zagrożenie, zawsze uruchamia ten sam proces (fot. Shutterstock)

W przeciwieństwie do wspomnień instynkt nie jest czymś nabytym, lecz odziedziczonym. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek zdołał zidentyfikować wszystkie nasze instynktowne punkty zapalne, ale wiemy, że istnieją pewne cechy wspólne niemal wszystkim drapieżnikom, na które reagujemy bez zastanowienia, takie jak wygięty łukowato grzbiet, warczenie czy odsłonięte zęby. Bez względu na to, jak wyglądają sygnały zagrożenia, najrozsądniej jest przyjąć, że istnieją.

Obserwacja rozwoju mojej córki przez ostatnie osiemnaście miesięcy pomogła mi to potwierdzić. Kiedy mój brat Jon po raz pierwszy odwiedził nas ze swoim psem (bardzo przyjaźnie nastawionym zwierzakiem dwa razy większym od niej), Alyssa się go przestraszyła, choć nigdy wcześniej nie spotkała takiego zwierzęcia (nie miała też żadnych doświadczeń z niedźwiedziami, a mimo to gdy pierwszy raz zobaczyła to zwierzę w filmie "Straż wiejska 2", okazała niepokój i domagała się, żebym zmienił kanał). Domyślam się, że w przypadku braku adekwatnych doświadczeń ciało migdałowate zachęca nas do zachowania ostrożności - i bardzo dobrze, bo na tym polega jego robota. Początkowy strach mojej córki ustąpił po kilku spotkaniach i lepszym poznaniu zwierzaka.

Teraz, podobnie jak większość dzieci w jej wieku, Alyssa uwielbia psy (chociaż w towarzystwie kotów chyba czuje się pewniej). Większość z nas w zetknięciu z rozjuszonym misiem prawdopodobnie zareagowałaby intuicyjnie, bo mało kto przeszedł szkolenie z ujarzmiania tych zwierząt - nie licząc poskramiaczy niedźwiedzi, rodzin na piknikach w parku Jellystone i zarośniętych górskich drwali.

Ciało migdałowate ma to do siebie, że potrafi niesamowicie szybko przetwarzać odpowiednie informacje, zwłaszcza w porównaniu z innymi częściami mózgu. Wspominałem już, że ciało migdałowate odgrywa ważną rolę w podejmowaniu decyzji. Pamiętajmy jednak, że robimy to również z pomocą świadomej części naszego mózgu; korzystasz z niej choćby teraz, żeby przeczytać to zdanie. Kora przedczołowa, część mózgu znajdująca się tuż za czołem, odpowiada za większość aktywności mózgu, którą nazywamy myśleniem.

Zazwyczaj właśnie z kory przedczołowej korzystamy przy podejmowaniu decyzji, ale niestety pracuje ona powoli. Świadomy proces myślowy wymaga rozważenia plusów i minusów każdego działania, bierze pod uwagę doświadczenia z przeszłości i wyobraża sobie możliwe rezultaty, uwzględniając normy i oczekiwania społeczne, a przy tym wykonuje jeszcze masę innych czynności, które pomijam, bo ten akapit i tak robi się już zbyt długi, ale chyba załapaliście, o co chodzi.

Początkowy strach mojej córki ustąpił po kilku spotkaniach i lepszym poznaniu zwierzaka. Teraz, podobnie jak większość dzieci w jej wieku, Alyssa uwielbia psy (fot. Shutterstock)

Świadome podejmowanie decyzji to bardzo, bardzo powolny proces. Wyobraźmy sobie, że nasz mózg tak samo próbowałby ocenić poziom zagrożenia. "Czy to niedźwiedź? Ciekawe, jaki gatunek. Wiem, że niedźwiedzie mogą być niebezpieczne, tak jak psy, ale czworonóg mojego brata jest miluśki. Wygląda, jakby szykował się do ataku, a może jest tylko zainteresowany."

Ani się obejrzę, a już jestem przerabiany na mielonkę. Tu chodzi o rozpoznanie potencjalnego niebezpieczeństwa, więc im szybciej wyprowadzimy trafne wnioski, tym większą szansę będziemy mieć na przetrwanie.

Kiedy ciało migdałowate oceni, że bodziec stanowi potencjalne zagrożenie, nadaje sygnał do części mózgu zwanej podwzgórzem, które również stanowi część systemu limbicznego. Podwzgórze z kolei uruchamia układ współczulny odpowiedzialny za mnóstwo zmian fizjologicznych, które omówię w dalszej części. Te zmiany mają przygotować nasze ciało do koniecznego w tej sytuacji działania. Cały system działa tak szybko, że organizm reaguje, zanim nasza świadomość zdąży go dogonić.

Innymi słowy: napotykamy bodziec, nieświadomie uznajemy go za zagrażający naszemu bezpieczeństwu i odpowiadamy na niego, nim w ogóle dotrze do nas, z czym się właściwie zetknęliśmy (ten sam proces zachodzi podczas ataku paniki). To świetne w przypadku prawdziwego niebezpieczeństwa. Przed tym, jak zorientujesz się, że masz do czynienia z "niedźwiedziem", zaczynasz na niego reagować.

Jeśli jednak sytuacja nie wymaga reakcji stresowej, ten system zmusza nas do działania bez wcześniejszego namysłu. Może akurat jedziesz autostradą i nagle ruch wokół ciebie gęstnieje. Zanim uświadomisz sobie, co jest grane, już czujesz niepokój, a to prawdopodobnie będzie mieć wpływ na twoje zachowanie.

A skoro już mowa o zachowaniu, ciało migdałowate wysyła również informacje do jądra półleżącego, znajdującego się dość blisko środka mózgu. Często zwracam uwagę na jego położenie, bo jeśli nic o nim nie wiesz, to pewnie dzięki temu domyślisz się, że jest dość istotne. Zazwyczaj im coś jest ważniejsze, tym lepiej chronione, może z wyjątkiem Gwiezdnych Niszczycieli z "Gwiezdnych wojen". W przeciwieństwie do wysokich rangą funkcjonariuszy Imperium (których mostek znajduje się w najbezbronniejszej części statku) jądro półleżące jest chronione nie tylko przez czaszkę, ale też izolują je warstwy tkanki mózgowej. Natura upchnęła w centrum naszego mózgu wszystkie struktury odpowiedzialne za podtrzymanie życia. Możesz funkcjonować bez myślenia - przychodzi mi do głowy co najmniej kilka osób potwierdzających tę tezę - ale ciężko byłoby ci przetrwać bez najbardziej podstawowego oprogramowania.

Jeśli jednak sytuacja nie wymaga reakcji stresowej, ten system zmusza nas do działania bez wcześniejszego namysłu (fot. Shutterstock)

Jądro półleżące nie kontroluje naszego zachowania, ale w dużej mierze je motywuje. Być może już wiesz, że uczestniczy ono w naszym doświadczaniu nagrody i nauki przez wzmacnianie. To wszystko prawda, ale mówiąc prościej (czyli tak, jak lubię najbardziej), ta część mózgu ocenia względną wartość dostępnych nam możliwości. Wartość każdej z nich może być pozytywna, czyli poprawiająca naszą jakość życia poprzez dodanie do niej czegoś przyjemnego (mówimy na to "wzmocnienie pozytywne" albo "nagroda"), lub negatywna, która polepszy naszą sytuację, usuwając z niej przykry lub bolesny bodziec ("wzmocnienie negatywne" tudzież "ulga").

Mogę więc poprawić jakość swojego życia poprzez zjedzenie ciasta czekoladowego, ale też uciekając przed niebezpieczeństwem. Jądro półleżące jednak nie przejmuje się, czy poprawa bierze się z ulgi czy nagrody - liczy się jedynie wartość relatywna. Jeśli zjedzenie ciasta przyniesie lepszy natychmiastowy skutek dla mojego samopoczucia niż wykonanie dwudziestu pompek, to już wiadomo, co wybierze mój mózg. Jeszcze o tym porozmawiamy.

Zobacz wideo Wypalenie zawodowe uznane za poważne zagrożenie dla zdrowia

Wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z jakąś niebezpieczną sytuacją. Nie wiem, może na przykład. O, biegnie na nas niedźwiedź. Tak, świetny przykład! Nasze ciało migdałowate oceniło, że coś nam grozi, i zaalarmowało układ współczulny, który teraz zadaje sobie pytanie: "Co należy zrobić?". Niewykluczone, że znalazł więcej niż jedno rozwiązanie. Może wśród nich jest przygotowanie do obrony lub ucieczka. A może lepiej położyć się na ziemi, udawać martwego i mieć nadzieję, że zwierzak okaże się łagodny.

Wszystkie te możliwości oferują ulgę, a nie nagrodę. Wiem, trudno w to uwierzyć, ale nie każdy problem da się rozwiązać za pomocą ciasta czekoladowego.

*Fragmenty książki "Na luzie. Jak sobie radzić ze stresem i nie zamartwiać się na zapas" dra Briana Kinga, tłumaczenie: Aga Zano

Ebook - do 19.01 w promocyjnej cenie - jest dostępny TUTAJ>>>

Książka 'Na luzie. Jak sobie radzić ze stresem i nie zamartwiać się na zapas' dr Briana Kinga (fot. Materiały prasowe)