Społeczeństwo
Generał Marek Papała w 1997 roku (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)
Generał Marek Papała w 1997 roku (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

25 czerwca 1998 roku, czwartek. Imieniny obchodzą Łucja, Dorota, Wilhelm. Cytat Seneki na dziś "Cudze błędy mamy przed oczyma, własne za plecami". Dochodzi 22, warszawskie ulice pustoszeją.

"Nieustalony mężczyzna zawiadomił telefonicznie Wojewódzkie Stanowisko Kierowania Komendy Stołecznej Policji o postrzeleniu człowieka. Około 2 minut później NN kobieta, również telefonicznie, powiadomiła WSK, iż na ul. Rzymowskiego 17 zastrzelono "komendanta Papałę" - tak wyglądają pierwsze policyjne notatki z nocy przed 20 laty.

Kim był zgłaszający zabójstwo mężczyzna, nie wiadomo. Kobietą okazała się Małgorzata Papała, żona zastrzelonego szefa policji. W dniu zbrodni chwilę przed godz. 22 była na spacerze z psem. To wtedy zauważyła samochód męża. Usłyszała dźwięk przypominający próbę włamania. Krótko potem dostrzegła młodego mężczyznę biegnącego od strony parkingu do drogi pożarowej. Podeszła do auta męża. I zobaczyła jego ciało.

Pięć minut po zgłoszeniach na Rzymowskiego przyjeżdża karetka. Lekarz, Marian Z., stwierdza "zgon o cechach kryminogennych spowodowany raną postrzałową czoła i krwotokiem śródczaszkowym". W tym czasie pojawia się policja i niemal jednocześnie prokurator.

Papałę zamordowano na warszawskim Służewie (fot. Piotr Molęcki / AG)

Na parkingu, między oplem astrą a polonezem, wciśnięte tyłem, nieco na krawężniku, stoi daewoo espero, którym jeździł Marek Papała. Przednie drzwi po stronie kierowcy są uchylone.

W raporcie śledczych czytamy: "Zwłoki mężczyzny spoczywały na przednich fotelach, ułożone w taki sposób, iż pośladki znajdowały się na fotelu kierowcy, uda skierowane w stronę drzwi przednich po stronie lewej. Noga lewa od stawu kolanowego znajdowała się poza wnętrzem pojazdu, tułów częściowo opierał się o fotel kierowcy. A górna część pleców oparta była o przyśrodkową część fotela przedniego prawego" .

Nie ma wątpliwości, że generał został zastrzelony. W środku auta, na dywaniku pod prawym przednim fotelem, śledczy znajdują pocisk od naboju kal. 7,62 wzór 30, masa pocisku 5,28 g. Ekspertyza balistyczna wykazuje, że "pocisk był znacznie odkształcony w wyniku uderzenia o twarde przeszkody; został wystrzelony z lufy z gwintem prawoskrętnym, czterokątnym. Ślady przewodu lufy na dowodowym pocisku odpowiadają pistoletowi TT wzór 33 kal. 7,62" .

Nerwowy czwartek

Dzień po zabójstwie odbywa się sekcja zwłok. Dochodzeniowcy zabezpieczają podczas niej wszelkie ślady na folię samoprzylepną. Analiza nie wykaże obecności prochu właściwej dla strzału z tzw. przystawienia. Oznacza to, że nie nastąpił on z bardzo bliska, co jest ważne, bo wyklucza m.in. samobójstwo. "Stwierdza się ranę wlotową w prawej części okolicy czołowej generała, ok. 1,5 cm powyżej nasady nosa, oraz 0,9 cm na prawo od linii środkowej. Kanał rany postrzałowej prowadzi przez istotę korową mózgu" . Innych obrażeń nie ma. Według biegłych przyczyną śmierci Papały była więc "rana przestrzałowa głowy z następowym, rozległym uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego" .

Ruszają przesłuchania (w toku sprawy będą ich tysiące). Policja przepytuje m.in. pracowników i właścicielkę szkoły języków obcych Laris, do której w ostatnich miesiącach przed śmiercią uczęszczał Papała. Pod koniec maja w okolicy szkoły kobieta widziała młodego mężczyznę, który  sprawiał wrażenie, jakby rozglądał się po posesji. Inny świadek, też związany ze szkołą Laris, na początku czerwca 1998 roku widział zaparkowane nieopodal czarne bmw na warszawskich blachach. W samochodzie siedziało dwóch młodych mężczyzn. Sprawiali wrażenie, jakby obserwowali szkołę. Z zeznań jej pracowników wynika też, że mniej więcej od 15 czerwca Marek Papała był bardzo spięty, miał kłopoty z koncentracją. Nauczyciele angielskiego brali to początkowo za stres zbliżającym się egzaminem, ale generał sam temu zaprzeczył. W ostatnim miesiącu często urywał się jednak z zajęć, co wcześniej mu się nie zdarzało.

25 czerwca pojawił się na zajęciach o godzinie 8 i od razu powiedział, że będzie musiał wyjść do ambasady odebrać wizę. Wybierał się do USA na dodatkowe szkolenie z angielskiego. Około 9.30 odebrał telefon, a piętnaście minut później opuścił salę. Wrócił po godzinie, mówiąc, że "ktoś go złapał" i "spotkał się ze znajomą".

Pogrzeb generała Papały w warszawskim kościele św. Krzyża. 1.07.1988 (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Śledczy przeanalizowali połączenia z obu komórek Papały - Nokii 810 w sieci Plus oraz Nokii 3110 w sieci Era. W dniu śmierci dzwonił do wielu osób. Między innymi do Włodzimierza J., pełnomocnika dyrektora Pol-Mot Holding, który kilka lat wcześniej udzielił mu "prywatnej pożyczki" w wysokości 13 tys. zł na spłatę raty w spółdzielni mieszkaniowej. W maju Papała zapewniał J., że odda mu pieniądze po wyjeździe do Brukseli (miał zostać oficerem łącznikowym polskiej policji i znacznie lepiej zarabiać). W rozmowie z J. (25 czerwca, o godz. 12.14 ) Papała nalegał na pilne spotkanie. Nie chciał powiedzieć przez telefon, o co chodzi. J. miał dla niego czas dopiero następnego dnia. Umówili się o 9.30 w hotelu Kuźnia Napoleońska w Paprotni pod Warszawą.

25 czerwca telefon od Papały odebrał także Jan B., doradca ds. bezpieczeństwa ówczesnego posła Leszka Millera. Jego generał też prosił o pilne spotkanie. Podobno był wzburzony, twierdził, że "chcą go wyślizgać z Brukseli" i szykują na niego "haka". Przestrzegał o ryzyku ataku politycznego na Millera oraz planowanych czystkach w policji i pozbyciu się wszystkich osób mających PRL-owską przeszłość.

Dlaczego?

Jedna z wersji śledczych zakładała, że zabicie Papały to była zemsta o podłożu osobistym lub zawodowym. Sprawdzali wątek kobiet w jego życiu oraz pieniędzy. Pod lupę wzięli rozstrzygnięte przetargi na prace lub dostawy dla policji oraz zrealizowane i odrzucone propozycje współpracy. Konflikt osobisty wykluczyli po przesłuchaniu bliższej i dalszej rodziny generała. Nastoletnia córka Natalia oceniła ojca jako "pracoholika", ale człowieka dobrego i dla niej, i dla jej matki. Podobnie mówili matka, siostra, brat oraz kuzyni Papały.

Córka i żona gen. Papały w drodze na konferencję prasową, 2001r. (Fot. Krzysztof Miller / AG)

Policjanci brali pod uwagę, że za zabójstwem może stać zorganizowana grupa przestępcza. Według tej teorii Papała miał zginąć w odwecie "za działalność i zaangażowanie zawodowe" lub w celu zastraszenia środowiska policyjnego. Liczono się też z hipotezą, że zabójca lub zleceniodawca może wywodzić się z kręgu funkcjonariuszy.

Część śledczych skupiała się na bardziej przyziemnych powodach, zakładając, że generał znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Mógł paść ofiarą przypadkowych rabusiów. Tylko czy daewoo espero naprawdę było smacznym kąskiem dla gangu złodziei samochodów? Pod koniec lat 90. plasowało się raczej w grupie tanich i mało chodliwych aut.

Ale mówi się i o handlarzach narkotyków z Pruszkowa. Papała miał udaremnić jeden z dużych przemytów, przez co grupa pruszkowska straciła miliony złotych. Albo o tym, że być może zabójca chciał odzyskać coś od generała - fakturę, wizytówkę, notatkę. Śmierć Papały wiązano też z dosyć zagadkową śmiercią córki jego poprzednika, gen. Jerzego Stańczyka, która została ciężko pobita w Hamburgu. Czy jeden i drugi byli czymś szantażowani?

Niebezpieczne związki

Wśród przesłuchanych musiał znaleźć się Roman K., przez wiele lat najbliższy przyjaciel Papały i jego były zastępca. To on promował generała do kolejnych awansów. To dzięki niemu Papała miał zostać komendantem głównym. Panowie bardzo się wspierali, jednak w pewnym momencie ich stosunki uległy znacznemu ochłodzeniu. Co było przyczyną konfliktu? Jak zeznał K., Papała zaczął się "autokratycznie" zachowywać i usuwać z otoczenia ludzi kompetentnych, o silnych osobowościach. Taką osobą miał być K. Były przyjaciel podkreślił także znaczenie dla całej sprawy sytuacji finansowej Papały, który był obciążony kredytem, pożyczkami. Według K. na kilka tygodni przed śmiercią Papała wyraźnie czegoś się bał. "Poprosił mnie, abym pojechał z nim pod jego dom. Wydawało mi się, że chce mi coś powiedzieć. Obaj jechaliśmy swoimi samochodami. Ale na miejscu nie doszło do żadnej rozmowy" - zeznał, twierdząc, że wyglądało to tak, jakby Papała chciał być eskortowany.

Marek Papała na konferencji prasowej w 1997 roku (Fot. Piotr Molęcki / AG)

O generale opowiadali także jego kierowcy. Opisywali szefa jako człowieka bardzo skrytego, często wykorzystującego służbowe samochody, zarówno w ciągu dnia, jak i po służbie. Cel wyjazdów komendant zazwyczaj utrzymywał w tajemnicy. Kierowcom wydawało się dziwne, że choć miał przy sobie dwa telefony komórkowe, co najmniej 2-3 razy w tygodniu dzwonił z automatów ulicznych przy urzędach pocztowych. Niekiedy po drodze na działkę w Garwolinie. Często tam jeździł, żeby się z kimś spotkać. Z ustaleń śledztwa wynika, że tym kimś miała być ówczesna wiceminister MSWiA Małgorzata K. Jedna z wielu kobiet w życiu generała. Do bliskiej relacji z generałem przyznała się także Aleksandra L., sekretarka. Ich znajomość sięgała początku lat 90. Na podstawie akt można wnioskować, że generał bywał częstym gościem w jej domu i pomagał jej synowi w nauce. 25 czerwca rozmawiali około godz. 21. Kilka minut później spotkali się w samochodzie. Papała miał jej opowiadać o egzaminach córki, a potem stwierdzić, że jedzie do domu się odświeżyć.

Badano też związki Papały z Edwardem M., biznesmenem na stałe mieszkającym w USA, oraz Józefem S., byłym oficerem SB, zastępcą prokuratora generalnego. Do ich spotkania doszło na kilka godzin przed śmiercią Papały w domu Józefa S., który zeznał wprawdzie, że rozmowa dotyczyła wyjazdu Papały do Stanów, ale nie wszyscy dali temu wiarę. Czy naprawdę był to temat, który wymagał nagłego, wieczornego spotkania "na szczycie"? Trzeci z jego uczestników, Edward M., znał Papałę od 8-10 lat. Poznali się przez Romana K. I to właśnie M. miał załatwiać generałowi wyjazd do Stanów. Początkowo planowano go na 29 czerwca, ale na prośbę Papały przesunięto termin na 26 lipca.

Po spotkaniu Papała miał jechać po matkę na Dworzec Centralny, a M. do Leny Sz. Kobieta zeznała, że przyjechał do niej krótko przed godziną 22 "po lekkim drinku", twierdząc, że był na imieninach u żony S. Około 23 ktoś zadzwonił na telefon komórkowy Edwarda M., mówiąc, że Papała nie żyje. M. wyglądał na przerażonego, był blady.

Nazwisko Edwarda M. pojawiało się w kontekście wielu głośnych spraw, jak afery FOZZ czy prywatyzacji Orlenu (fot. Kamil Krzaczyński / AG)

Najmłodszy komendant

Cofnijmy się o dwa lata. 20 czerwca 1996 roku 36-letni wówczas podinspektor Marek Papała zostaje trzecim zastępcą Komendanta Głównego Policji. Ma dowodzić logistyką: zaopatrzeniem, uzbrojeniem i sprzętem, łącznością i służbami kwatermistrzowskimi. Zaledwie pół roku później, 4 stycznia 1997 roku, zostaje już Komendantem Głównym. Niespodziewanym, najmłodszym w historii. Pojawiają się głosy, że to za szybko, że Papała jest za młody, za mało doświadczony i być może jest tylko marionetką, narzędziem do walki o władzę. Stoją przecież za nim lewicowi politycy i biznesmeni z pierwszych stron gazet. On jednak nie przejmuje się krytyką, zapowiada większą otwartość policji wobec mediów oraz powołanie specjalnej struktury do walki z korupcją urzędników. Mówi, że chce zwalczać przemyt narkotyków i bandytyzm. Niecały rok po objęciu funkcji komendanta dostaje propozycję wyjazdu do Brukseli - informują media. Podobno ma wyjechać sam. Mówi się, że chce uwolnić się od żony, z którą łączy go coraz mniej. Albo od układu, jak sugerowali niektórzy publicyści. Papale już po śmierci wytknięto bowiem przyjaźń nie tylko z Edwardem M., ale i byłymi oficerami SB. "To był karierowicz" - opowiadał "Wprost" były oficer KGP.

Leszek Miller i Marek Papała podczas konferencji prasowej w 1997 roku (fot.Sławomir Kamiński / AG)

Hotel Marina

Przez 20 lat nadzór nad śledztwem w sprawie zabójstwa szefa policji zapowiadał każdy minister sprawiedliwości i każdy nowy prokurator generalny. Ustalenie winnego śmierci generała miało być dla nich wyzwaniem numer jeden. A jednocześnie chyba w żadnej innej sprawie przez lata nie pojawiło się tylu fałszywych świadków, tyle wyssanych z palca zeznań i historyjek z kryminałów rodem. Sprawdzano powiązania generała z mafią, polityków - z gangsterami z Włoch i Rosji. Niektóre nitki śledztwa prowadziły do międzynarodowych przemytników broni i narkotyków, inne urywały się w trakcie sprawdzania.

Co ciekawe, dopiero 12 miesięcy po zabójstwie Papały na dobre zaczyna krążyć wersja o zamachu, celowym, ukartowanym morderstwie. Artur Z., ps. "Iwan", członek tzw. Klubu płatnych zabójców, zeznaje prokuratorom, że spisek przeciwko generałowi zawiązał się na dwa miesiące przed jego śmiercią w gdańskim hotelu Marina. Spotkali się tam Ryszard B. - Srebrny As Polskiego Biznesu z 1992 roku, były sponsor wyborów Miss Polonia, Andrzej Z., ps. "Słowik", Nikodem S., ps. "Nikoś", oraz... Edward M. To właśnie M. miał powiedzieć, że Papała stanowi przeszkodę w dalszych interesach i trzeba go usunąć. Pozbycie się generała miało kosztować 40 tys. dolarów, wypłaconych po wykonaniu zlecenia.

Ryszard B. na rozprawie w łódzkim Sądzie Okręgowym (fot. Sergiusz Pęczek / AG)

Według zeznań "Iwana" jedną z osób "włączonych do sprawy" został Ryszard N., ps. "Rzeźnik", gangster z Bielska-Białej znany z zastraszeń, kradzieży samochodów oraz podkładania bomb. Ponad rok po śmierci generała brał udział w zabójstwie bossa gangu pruszkowskiego Andrzeja K., ps. "Pershing", za co został skazany. W 2000 roku N. trafił do zakładu karnego w Wadowicach, skąd uciekł po 10 miesiącach. Udało się go namierzyć dopiero pięć lat później w Niemczech. Mniej więcej w tym samym czasie międzynarodowy list gończy wystawiono za Edwardem M. Amerykański sąd nie wyraził jednak zgody na jego ekstradycję do Polski, twierdząc, że dowody przeciwko biznesmenowi są niewystarczające.

"Iwan" mówił zresztą jeszcze więcej i ciekawiej. Na przykład o finansowaniu przez Edwarda M. rządu Leszka Millera oraz o spotkaniu polityka z Izabelą, żoną bossa mafii Ricardo Fanchiniego. Zdaniem "Iwana" miało do niego dojść na przyjęciu w Monte Carlo w połowie lat 90. Prokuratura nie znalazła jednak żadnych dowodów na znajomość i powiązania polityka z półświatkiem ani na jego jakiekolwiek związki ze śmiercią generała.

Tajemnica grypsu

Pierwszy akt oskarżenia trafia do sądu dopiero 12 lat po śmierci generała. Prokuratura ujmuje w nim tylko dwie osoby - Andrzeja Z., ps. "Słowik", oraz Ryszarda B., dwóch uczestników spotkania w Gdańsku. "Słowik" słyszy zarzut podżegania do zabójstwa generała, a Ryszard B. jest oskarżony o współudział w zabójstwie. Ale nadal nie wiadomo, kto oddał śmiertelny strzał. Prokuratura Krajowa decyduje o przeniesieniu dalszego śledztwa do Łodzi. Pojawiają się argumenty, że sprawę śmierci generała powinno badać się dwutorowo. Śledczy z Łodzi mają zająć się m.in. notatką sporządzoną w lipcu 1998 roku na komisariacie na Mokotowie. Wynikało z niej, że za zabójstwem Papały stoi dwóch gangsterów - Rafał K., ps. "Gruby", oraz Marcin P. Ten drugi miał zeznać później przed sądem, że w sprawę zamieszany jest także niejaki "Baranina", czyli Jeremiasz B.

Gadatliwy "Iwan", główny świadek w sprawie śmierci Papały, nie zdąży stanąć przed sądem. Podczas odsiadywania 15-letniego wyroku za członkostwo w Klubie płatnych zabójców, w styczniu 2010 roku, w tajemniczych okolicznościach umiera w szpitalnym areszcie. Wiadomo, że 23 grudnia Z. otrzymuje tajemniczy gryps, po którym pali notatki i pisze list do żony. Pięć dni później trafia na oddział szpitalny. Ktoś powie, że z powodu zatrucia lekami nasennymi, ktoś inny, że przez zapalenie płuc. Według oficjalnej wersji ma zator płucny. Czy Z. celowo otruł się lekami, chcąc dostać się do szpitala, a potem uciec? Jedni będą stawiać na próbę samobójczą, inni na próbę uciszenia Z. i niedopuszczenia do składania przez niego zeznań.

Andrzej Z., ps. 'Słowik' w drodze na rozprawę w procesie dot. zabójstwa gen. Papały (fot.Bartosz Bobkowski)

W 2006 roku "Życie Warszawy" pisze, że mordercą gen. Papały jest - jak to już wynika z notatki z 1998 roku - prawdopodobnie Rafał K., ps. "Gruby". Ten sam, który poznał Jeremiasza B., ps. "Baranina", z Haliną G., ps. "Inka". Kobieta trzy lata później wystawi zawodowemu mordercy byłego już wówczas ministra Jacka Dębskiego. W dziennikarskim śledztwie "ŻW" powołało się na odtajnione dokumenty ekstradycyjne Edwarda M. Wynika z nich, że ani Ryszard B., ani Ryszard N. nie byli wykonawcami wyroku, chociaż B. w dniu mordu był pod domem generała. Według informacji "ŻW" za spust pociągnął 24-letni wówczas "Gruby". W międzyczasie na 25 lat więzienia sąd w Bielsku-Białej skazuje obu Ryszardów. B. i N. zostają uznani za winnych m.in. kierowania gangiem oraz zabójstwa "Pershinga".

W 2010 roku znowu głośno jest o Edwardzie M., na którego wskazuje tym razem prywatny detektyw Jerzy Godlewski. Pół roku przed śmiercią Papały Godlewski miał go ostrzegać przed znajomością z Edwardem M. Godlewski miał uświadamiać Papałę, że jego polsko-amerykański znajomy ma powiązania z półświatkiem. Miał to powiedzieć podczas przekazywania dokumentów na dowód przemytu z USA narkotyków oraz kradzionych samochodów. Papała wydawał się zszokowany, że w sprawę może być zamieszany M. Według Godlewskiego z jakiegoś powodu śledztwo w sprawie przemytu nigdy się nie rozpoczęło. "W mojej ocenie do śmierci Papały przyczyniły się informacje, które mu przekazałem" - stwierdził Godlewski w czasie przesłuchania.

Przewrót po łódzku

Jest 2012 rok. Pomimo śmierci "Iwana" proces "Słowika" i Ryszarda B. powoli zbliża się do końca. I właśnie wtedy łódzka prokuratura apelacyjna ku zdumieniu wszystkich ogłasza, że zatrzymano osoby mające związek ze śmiercią Papały. "Słowik" i Ryszard B. zostają uniewinnieni. Teraz odpowiedzialnymi za śmierć Papały są złodzieje samochodów. A sam Papała miał zginąć przez przypadek. Takiej wersji dowodzą zeznania byłego członka grupy złodziei, który twierdził, że w dniu zabójstwa generała siedział na czatach.

Igor M., ps. 'Patyk' na rozpoczęciu procesu o zabójstwo gen. Papały w październiku 2015r. (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Informacja wywołuje burzę. Mówi się o porażce prokuratury. Wielu zarzuca śledczym nieudolność oraz próbę zdławienia najgłośniejszego śledztwa ostatnich lat. Czy nowi główni oskarżeni - "Patyk", czyli Igor M., który miał zabić generała, oraz Mariusz M., który miał mu towarzyszyć - a także kilku innych związanych z nimi złodziei to tylko kozły ofiarne? Mało kto wierzy w wersję z przypadkowym zabójstwem. Dlaczego podczas próby kradzieży auta "Patyk" miałby podejść do siedzącego w aucie Papały i oddać do niego strzał? Nie było żadnej szarpaniny, żadnych śladów obrony. Poza tym, czy możliwe, aby przez ponad 12 lat nikt nie pisnął słowa w sprawie napadu na generała, podczas gdy o śledztwie huczała cała Polska?

Proces rusza w 2015 roku. Kilka miesięcy później sąd uchyla areszt zastosowany wobec "Patyka", twierdząc, że może jak inni odpowiadać przed sądem z tzw. wolnej stopy. Przesłuchanych nadal ma zostać co najmniej kilkadziesiąt osób, końca procesu nie widać. Wszystko to sprawia, że większość dziennikarzy śledczych nie czeka już tak naprawdę na nic innego, jak tylko na oficjalny komunikat o umorzeniu sprawy. Od kilku lat o sprawie Papały mówi się już bowiem jako o tej, której "ukręci się łeb".

Zobacz wideo Kryminalne (i tragiczne) historie, które natchnęły reżyserów [Popkultura]

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.