Społeczeństwo
W oczekiwaniu na rozmowę kwalifikacyjną (fot. Bartek Szewczyk/istockphoto)
W oczekiwaniu na rozmowę kwalifikacyjną (fot. Bartek Szewczyk/istockphoto)

Paweł Dangel z zawodu jest reżyserem teatralnym. Ale w branży ubezpieczeniowej znany jest przede wszystkim jako wieloletni prezes Allianz Polska, a wcześniej dyrektor w polskim oddziale Nationale-Nederlanden. Magdalena i Michał Kwiatkiewiczowie ukończyli budownictwo na Politechnice Poznańskiej. Ale znani są nie z efektownych konstrukcji budynków, a z precyzyjnej roboty - to założyciele firmy jubilerskiej YES.

- W najwyższym segmencie rynku pracy - na stanowiskach kierowniczych - liczy się nie tyle wyuczony zawód, co udowodnione w praktyce kompetencje. A tych nabiera się dziś głównie w toku pracy, nie w trakcie studiów - mówi Marzena Haponiuk, socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim. Tylko jak sprawić, by ktoś te kompetencje zauważył?

W Polsce prezes łatwo znajdzie pracę. Gorzej ma zwykły Kowalski (fot. JULIEF514/istockphoto)

Na tym wysokim szczeblu rynku pracy liczą się kontakty. Ale te kontakty muszą wiedzieć, że jesteś dobry. Marzena Haponiuk wskazuje, że rekrutacja na wyższe stanowiska w wielu największych firmach ma dwa szczeble. Do pewnego poziomu szuka się pracownika "wewnętrznie", wśród znanych działowi HR ludzi, których kompetencje można ocenić. Ale kandydaci na najwyższy szczebel firmowej drabiny są pozyskiwani z zewnątrz. To ci ludzie - dyrektorzy, kierownicy, specjaliści - mogą liczyć na najwyższe pensje , a ich rekrutacją zajmują się wyspecjalizowane firmy HR i headhunterzy.

Sam proces rekrutacji wcale nie jest łatwy - konkurencja jest duża, a rekrutacje trwają długo - nawet 6-9 miesięcy - wskazuje serwis Pracuj.pl . Co zrobić, by trafić do kajecika headhuntera?

- Tu wchodzi drugie kluczowe dla wyższej kadry słowo: networking. Sieć kontaktów i umiejętność bycia tam, gdzie są ci, którzy szukają pracowników - na branżowych imprezach, na portalach zawodowo-biznesowych, na spotkaniach organizowanych w ramach stowarzyszeń skupiających osoby na wyższych szczeblach karier. Pracownik poszukiwany to taki, który umie sprawić, żeby go szukali - podkreśla Marzena Haponiuk.

Pracę domową musi też odrobić sam headhunter. Nie może czekać, aż ceniony spec wyśle CV. To on musi speca "wyłowić". Dopasować go do potrzeb firmy, która chce go "podkraść' konkurencji. Dotrzeć do jego miejsca zatrudnienia, zdobyć kontakt. Dobry "łowca głów" ma swoje bazy kontaktów, wie, kto gdzie przeszedł i kto skąd się zwolnił.

Kogo potrzebuje rynek? Pielęgniarek, budowlańców, spawaczy, kierowców

A teraz schodzimy na ziemię. I odwiedzamy inny rynek pracy. Taki bliższy zwykłemu Kowalskiemu. - Coraz rzadziej potrzebni są wykonawcy prostych zadań. Firmy szukają trzech kategorii pracowników. Pierwsza to specjaliści i personel średniego szczebla (lekarze, pielęgniarki, specjaliści ds. ekonomicznych, HR, pracownicy IT). Druga - to robotnicy wykwalifikowani - np. operatorzy maszyn i monterzy-specjaliści, którzy mogą pochwalić się nie tylko dobrym wykształceniem technicznym, ale i praktyką. Trzecia - jak wynika z Badania "Bilans Kapitału Ludzkiego - to sprzedawcy i pracownicy usług - mówi Haponiuk.

Spawacz podczas pracy przy instalacji grzewczej (fot. Tomasz Stańczak/AG)

Bo to właśnie w stronę usług przechyla się rynek pracy. Gdzie brakuje pracowników? Ekspertka wylicza branże: handel, gastronomia, hotelarstwo, edukacja, opieka zdrowotna, służba zdrowia. Podobne wyniki wskazują analitycy Sedlak&Sedlak.

- Jak wynika z danych opublikowanych w Barometrze Zawodów 2016, polscy pracodawcy zgłaszają obecnie największe zapotrzebowanie na pracowników fizycznych, szczególnie budowlańców, kierowców tirów czy spawaczy - mówi Maria Hajec z Sedlak&Sedlak. Problemy ze znalezieniem kandydatów widoczne są również w służbie zdrowia.

- Niemal we wszystkich województwach liczba ofert pracy dla pielęgniarek znacznie przewyższa liczbę osób starających się o pracę w tym zawodzie - dodaje specjalistka z Sedlak&Sedlak. W niektórych regionach Polski zaczyna też brakować lekarzy. - Ale nie we wszystkich z tych branż wzrost popytu na pracowników idzie w parze z wysokością zarobków - zastrzega Marzena Haponiuk i trudno się z nią nie zgodzić, zwłaszcza jeśli przypomnieć sobie wypowiedzi pielęgniarek .

Gdzie Polak - specjalista może dużo zarobić? Przede wszystkim w innowacyjnych gałęziach gospodarki, czyli m.in. w sektorze IT, w dużych miastach. - To tam potrzebują programistów i administratorów stron internetowych, analityków, testerów, operatorów i administratorów systemów teleinformatycznych oraz projektantów i administratorów baz danych - komentuje dla magazynu Weekend.Gazeta.pl Maria Hajec. Osoby po studiach informatycznych otrzymywały w Polsce najwyższe wynagrodzenia w 2015 roku - ich mediana wyniosła 6 250 PLN brutto . Takie są wyniki Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego w 2015 r. - dodaje. Na kolejnych miejscach znalazły się: elektronika i automatyka, mechanika i metalurgia, elektryka i energetyka oraz specjalistyczna medycyna - m.in. stomatologia. Na wysokie wynagrodzenia mogą niezmiennie liczyć też np. bankowcy.

Witamy w Polsce

A teraz schodzimy jeszcze szczebelek niżej. I odwiedzamy te zakamarki rynku pracy, o których zdążyliście już zapomnieć, albo wręcz nigdy tam nie dotarliście. Witajcie w pośredniaku! I od razu uwaga! - Są w Polsce rejony o tradycyjnie wysokim poziome bezrobocia, jak i takie, gdzie stopa bezrobocia jest niska. Stąd też i ocena pracy pośredniaków nie może być jednoznaczna - zastrzega Marzena Haponiuk. Podkreśla, że w grę wchodzi multum czynników: koniunktura w kraju, poziom migracji, demografia, poziom lokalnych zasobów pracy itd.

Powiatowy Urząd Pracy w Bydgoszczy (fot. Tymon Markowski/AG)

Jest jednak wspólna prawidłowość. Urzędy pracy mają dość trudne zadanie. W dużym uproszczeniu: być pośrednikiem między osobami, które często nie wierzą, że właśnie tu znajdą pracę lub wcale jej nie szukają, albo nie są na jej podjęcie gotowe, a pracodawcami, których oferty są mało atrakcyjne.

- W Powiatowych Urzędach Pracy raczej nie znajdziemy tych dobrze płatnych propozycji. Urzędy odpowiadają głównie na zapotrzebowanie lokalnych rynków. Obok absolwentów zarejestrowanymi bezrobotnymi są często osoby powracające na rynek pracy po krótszej lub dłuższej nieobecności (np. matki po urodzeniu dziecka, pracownicy 50+, itd.). Luka w zatrudnieniu powoduje, że osoby te często nie mają już pożądanych przez pracodawców kompetencji, albo już się one zdezaktualizowały. Są też osoby, które obawiają się podjęcia pracy, mają barierę psychologiczną - tłumaczy Marzena Haponiuk. Jest jednak jeszcze inna grupa. To aż 30 proc. zarejestrowanych w urzędach. Ci, którzy nie poszukują zatrudnienia, a jedynie ubezpieczenia zdrowotnego.

Źle rokujący kandydaci to tylko jeden problem. Drugi to pracodawcy, którzy mają kłopot ze znalezieniem pracowników, bo niejednokrotnie sami są sobie winni - chcą zatrudniać za płacę minimalną.

Wygoda w szukaniu pracy to przywilej kilku branż i najwyższej klasy stanowisk

Wnioski? Jeżeli nasze kwalifikacje, opinia w środowisku i doświadczenie nie lokują nas w uprzywilejowanej grupie pracowników najwyższego szczebla, nikt za nas pracy nie znajdzie, sam pracodawca też raczej nie zapuka do drzwi. Atrakcyjne i dobrze płatne stanowiska są często obsadzane z polecenia. Networking bywa tu kluczowy. Znajomy prezes chętniej poleci innemu prezesowi człowieka, z którym przegadał o biznesie parę godzin na nieformalnej imprezie. I trudno się dziwić specom od HR-u, że na eksponowane stanowisko obciążone dużą odpowiedzialnością, nie chcą rekrutować kogoś "z ulicy". Za to na niższych szczeblach kariery wygrywają ci, którym się chce. Osoby aktywne, samodzielnie poszukujące pracy.

Praca w biurze (fot. istockphoto)

- Nic się tu nie zmieniło. Może poza tym, że w obecnej sytuacji na rynku w wielu branżach to pracodawcy są w potrzebie, a nie pracownicy - mówi Marzena Haponiuk. - Dlatego na pytanie: czy wysyłać CV, dzwonić do działów kadr, robić staże i praktyki - odpowiem po prostu: tak .

Alternatywą jest emigracja. A tę według  danych GUS cytowanych przez Forsal.pl na koniec 2014 roku wybrało ponad 2,3 miliona Polaków. Ale i tam trzeba się przebić.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie .