Biografie
Portret Marii Konopnickiej, 1897 rok (Fot. Leopold Bude/Domena publiczna via Wikipedia Commons)
Portret Marii Konopnickiej, 1897 rok (Fot. Leopold Bude/Domena publiczna via Wikipedia Commons)

1
Po raz pierwszy na oddział dla chorych nerwowo Helena Konopnicka trafia w czerwcu 1888 roku.  Prawdopodobnie wtedy, bo dowodów brak. Są tylko poszlaki. Wśród nich pytanie Marii do Ignacego Wasiłowskiego: "Czy odebrałeś, najdroższy Stryjeczku, mój ostatni list, w którym pozwoliłam sobie tak szeroko mówić o moich udręczeniach z Heleną?". Sam list zaginie, jego treść pozostanie nieznana.

Są też aluzje w korespondencji do Teofila Lenartowicza: "[…] miałam tu ciężkie smutki rodzinne, których gorycz trzeba było zdusić w piersiach i na świat nie puszczać". I do czeskiego poety Jaroslava Vrchlickiego, któremu Konopnicka wspomina mimochodem, że chwile, jakie spędziła ostatnio nad tłumaczeniem jego dramatu, były "[…] prawdziwą rozkoszą i pozwoliły zagłuszyć w sobie bardzo dojmujący smutek, którego była teraz pełna dusza moja".

Jedynie w liście do męża półtora roku później Maria wspomni wprost, że Helena "[…] była leczoną w szpitalu wariatów". Daty jednak nie poda.

2

Odkąd mieszka w Warszawie, Maria Konopnicka, oprócz więzień, odwiedza dzielnice nędzy i szpitale. W sukni do ziemi, w gorsecie i kapeluszu, w rękawiczkach i ciasno zapiętych trzewikach wizytuje też oddziały dla chorych nerwowo. Mężczyźni dotknięci obłędem trafiają do Szpitala Świętego Jana Bożego, dla kobiet przeznaczono oddział w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy placu Wareckim. Obłąkani Żydzi obu płci są pacjentami Szpitala Starozakonnych przy Pokornej 12.

Maria Konopnicka, ok. 1875 r. (Fot. Biblioteka Narodowa)

Poetkę dusi fetor niewietrzonych pomieszczeń, ogonem spódnicy zmiata pokryte nieczystościami korytarze, zachodzi niemal wszędzie, "zwyciężając jakieś chodzące […] po plecach ciarki". Zadaje pytania lekarzom, rozmawia z chorymi, notuje odpowiedzi. Wieczorami przepisuje notatki na czysto i pracuje nad reportażami dla gazet.

"Weszliśmy do oddziału [obłąkanych] kobiet przez błotnistą sionkę, wpadłszy w nią niespodziewanie z błotnistego progu" – w 1887 roku pisze relację z wizyty w szpitalu żydowskim dla pisma "Izraelita". "Tu dopiero jaskrawo występuje nędza szpitala! Brudno, ciasno, duszno – strach!"

Maria przygląda się trzydziestu kobietom stłoczonym w dwóch niskich i okopconych salach. Niektóre skulone, brudne, potargane siedzą pod ścianą i kiwają się, objąwszy kolana. Przy piecu "jakaś poczwarna idiotka, z ogromną głową na bardzo wątłym korpusie, obierała się z robactwa, wyrzucając od czasu do czasu z piersi jakiś krzyk ohydny". Jedna z chorych tańczy z butami na dłoniach, inne znów, w czystej bieliźnie, są zajęte szyciem. Pomiędzy nimi bawi się pięcioletnia dziewczynka, córka którejś z obłąkanych. Konopnicka zauważa: "W salach męskich, których jest także dwie, przebywa drugie tyle mężczyzn. Ale kobiety są straszniejsze, bardziej ohydne, więcej hałaśliwe".

Po wizycie w Szpitalu Świętego Jana Bożego Maria Konopnicka pisze artykuł, nadając mu tytuł Z domu obłąkanych. Wspomina stamtąd postać malarza D., który milczy od czterech miesięcy: "Coś tragicznego było w tej postaci. Grzbiet zgarbiony nieco, szyja w tył przegięta, głowa o kafle oparta, twarz zwrócona ku górze […]. Ruina człowieka". Zarzuca jednak reportaż w połowie, nigdy nie oddaje go do druku.

Jeśli odwiedziła obłąkane kobiety w Szpitalu Dzieciątka Jezus, nie został po tym ślad w jej notatkach, twórczości czy korespondencji. Może nie chciała opisywać miejsca pobytu swojej córki. 

3

W Warszawie od dziesięcioleci toczą się rozmowy o konieczności wybudowania nowoczesnego szpitala psychiatrycznego. Trwają spory o lokalizację, pieniądze, metody leczenia i urządzenia placówki. Tymczasem drewniany pawilon chorych gwałtownych przy Szpitalu Dzieciątka Jezus grozi zawaleniem.

W końcu decyzja zostaje podjęta. Rada Dobroczynności i Użyteczności Publicznej, której podlega Komitet Budowy Szpitala Psychiatrycznego, w 1882 roku kupuje folwark Tworki o powierzchni pięćdziesięciu czterech hektarów. Ma tu powstać pierwszy szpital w Królestwie oświetlany elektrycznością, przeznaczony dla czterystu dwudziestu chorych kobiet i mężczyzn, w tym stu czterech osób nieuleczalnie chorych.

Kiedy w połowie lipca 1888 roku rozpoczyna się budowa Warszawskiej Lecznicy dla Obłąkanych, Helena jest już wolna. Jej matka odmawia w szpitalu podpisania deklaracji, że zaopiekuje się córką. 

"Dokąd ten wyrodek Helena dąży"

Jest wrzesień 1888 roku. Pierwszy miesiąc.

Maria Konopnicka pisze do Zofii: "Helena dostała jakieś miejsce nauczycielki, gdzie są nią zachwyceni, jak zwykle w 1. akcie jej dramatów".

Październik 1888 roku. Drugi miesiąc.

"O Helenie, szczęściem, nie słychać".

Nikodemowi Iwanowskiemu wydaje się, że zna na wskroś życie Marii. Dzieli się spostrzeżeniami z Elizą Orzeszkową: "Ostatni list p. Konopnickiej do mnie był smutny bardzo. Myślałem nad nim długo i przyszedłem do przekonania, że jej rzeczywiście potrzeba Warszawę porzucić".

Akt ślubu Marii Stanisławy Wasiłowskiej i Jana Jarosława z Kroczowa Konopnickiego, rok 1862 r (Fot. Archiwum Państwowe w Poznaniu via Wikipedia Commons) , Dworek Marii Konopnickiej w Żarnowcu, prezent od narodu dla poetki. Obecnie jest tu muzeum (Fot. Stanisław Szydło via Wikipedia Commons)

Żmudzin winą za melancholię poetki obarcza miasto, któremu brakuje świeżej i moralnej atmosfery. Wszystko tam jest przyciasne – krytyka warszawska, pozytywizm, patriotyzm, naturalizm. "P. Konopnicka przy tym wszystkim na swoje utrapienie jest bardzo miłą w towarzystwie […]. Aureola uznania, jaka ją otacza, powiedziałbym, olśniewa czasami naszego poetę, a stąd i kolce cierniowej korony bolą go podwójnie".

Iwanowski wie, jak Maria powinna żyć. Szczęście przyniosłoby jej mieszkanie przy którymś z dzieci, na wsi albo i w mieście – byle nie w Warszawie. Powinna zarzucić pisanie do dzienników, a skupić się na książkach, wyprzedzając "znacznie epokę warszawskiego naturalizmu". Spośród mnóstwa znajomych zostawiłby jej szczupłe grono przyjaciół, sam w nim stając.

Miesiąc trzeci. Już listopad 1888 roku.

Konopnicka otrzymuje list, w którym człowiek o nazwisku Ostrowski odwołuje swoją miłość do Heleny.

Poetka pisze do Zofii: "Żałuje stokrotnie wszystkiego, co zaszło, i prosi z największym żalem o przebaczenie. […]. Nie pisze, co go rozczarowało i okazało Helenę we właściwym świetle […]. Dokąd ten wyrodek Helena dąży… Strach pomyśleć. Bo, że nie ma zamiaru wyjść za mąż – to widoczne. Udawałaby dłużej i lepiej. A zatem zrezygnowała, już widać, zupełnie na życie bez hamulca i bez czci. Okropna istota".

Elizie Orzeszkowej chyba nie podoba się niedyskrecja Iwanowskiego. Odpisuje mu chłodno, że uwielbia Marię jako poetkę, ale zna ją dość słabo. Czas spędzony wspólnie w szkole nic nie znaczy. Widują się rzadko, nigdy w cztery oczy. Nawet gdy Konopnicka przyjeżdża do Grodna, zatrzymuje się u Wilhelminy Zyndram-Kościałkowskiej, a nie u niej. "Wobec tedy takiej nieznajomości osoby, jej charakteru, smaku, nawyknień, potrzeb, niepodobna mi jest wydać zdania o tym, gdzie lepiej jej, szczęśliwiej i bezpieczniej mieszkać". Dzieci Konopnickiej Orzeszkowa nie zna, Maria nigdy jej o nich nie opowiadała ani ich nie pokazała, pisarka nie wie zatem, czy są dobre, złe, zdolne, niezdolne ani w jakim są wieku, i nie wie, czy mogłaby czerpać z nich pociechę i pomoc moralną. "Słowem, ponieważ wielka nasza poetka w najmniejszym stopniu nie uczyniła mnie powiernicą ani przyjaciółką swoją […] w najmniejszym stopniu decydować o jej stosunkach i położeniu ani czegokolwiek im doradzać nie jestem w stanie".

Do Iwanowskiego Maria pisze krótką wiadomość: "Stałam dziś z rana długo przed tem starem biureczkiem, nad którem obrazek Pana wisi – i oto, dlaczego dziś piszę. Słońce na tym obrazku zachodzi jeszcze; ale w rzeczywistości zaszło już – od dawna, wszak prawda?".

Grudzień 1888. "Pan nie powinien tak kończyć listów, jak jest zakończony ostatni. Pan przede wszystkim powinien zgubić klucz od «składu wrażeń». […] Śnieg i mróz jest teraz na Frascati, a róż – żadnych nie ma" – Konopnicka odpisuje na list Żmudzina.

W styczniu 1889 roku Maria pisze w liście do Zofii: "[Helena] była u państwa Bobrowskich za nauczycielkę, […] pobrała im różne rzeczy, a gdy je znaleziono i pani zrobiła jej wymówkę, H[elena] na to: «O, proszę pani, jeżeli mamy zważać na takie drobiazgi, to lepiej się zaraz rozstańmy!». (Jednym z tych drobiazgów był jakiś duży, kosztowny obrus). No i odeszła od nich, i to jako sama obrażona".

W lutym 1889 roku poetka pyta Iwanowskiego: "Czy Pan już do mnie nigdy nie napisze?".

Marzec 1889. Na Litwę leci krótka wiadomość: "Co do mnie – żyję. […] Trochę pracy, trochę marzeń, trochę wspomnień, trochę nadziei, a dużo bólu i odrętwienia – oto, co składa elementy takiego życia".

Kwiecień 1889: "[…] dziękuję Panu za otrzymane dziś słówko pamięci i cieszę się, że Pan zdrów i życzliwość mi swoją zachował. Do zobaczenia kiedyś. M. Konopnicka".

Maria Konopnicka (Fot. drzeworyt Aleksandra Regulskiego według rysunku Józefa Buchbindera (1883) / Wikipedia Commons)

W maju 1889 roku Helena wsiada w dorożkę i każe się obwieźć po Warszawie. Na koniec bierze kurs na Frascati, pod dom matki. Wysiada i prosząc dorożkarza, żeby zaczekał, obchodzi budynek, uciekając dolną furtą w kierunku miasta.

Z powodu dużego brzucha porusza się wolno. To już ósmy miesiąc.

Poetka nie kryje wzburzenia: "Dorożkarzowi musiałam zapłacić trzy ruble, bo stróż widział, kto jedzie. Miałamże pozwolić, aby nas po cyrkułach szargano? Ach, co za bezwstyd i łotrostwo".

Jerzy Wacław, syn Heleny

1

Jest piątek 21 czerwca (9 czerwca) 1889 roku.

Warszawa walczy ze skutkami wczorajszej burzy, ulewy i wichury. Pozalewane są piwnice i mieszkania, w mieście pękło szesnaście rur gazowych, niektóre ulice trzeba będzie przebrukować.

Maria Konopnicka po raz pierwszy zostaje babcią.

O czwartej po południu w przytułku ubogich matek przy ulicy Dobrej dwudziestodwuletnia Helena Konopnicka rodzi syna Jerzego Wacława.

"Przytułek ten zajmuje całe pierwsze piętro, 6 pokojów i dwie kuchnie […] dwupiętrowego, prawie na brzegu Wisły stojącego domu, od której oddziela go spory ogród owocowy […]. Jedyny niedostatek stanowi to, że nie jest skanalizowany […]" – relacjonuje w czasopiśmie "Medycyna" doktor Jakub Rogowicz, ginekolog i filantrop.

I dodaje, że odbiera się tutaj dwieście porodów rocznie.

Ulica Dobra biegnie przez Powiśle – dzielnicę warszawskiej nędzy.

* Publikujemy fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej "Dezorientacje. Biografia Konopnickiej", która ukazała się 13 listopada 2024 roku nakładem Wydawnictwa Znak.