[…] Była też zbyt mała, by przyglądać się swemu ojcu, gdy siadał w pracowni przed sztalugami. Dzieci nie miały prawa zawracać mu głowy. Elżbieta (Kossak - przyp. red.) pilnowała, by jej mąż miał spokój i ich córki nie wchodziły do jego pracowni. "Ojca z bliska widywałyśmy raz do roku z okazji Bożego Narodzenia - wspominała Gloria (siostra Simony Kossak). - Był obcym panem, mieszkającym z drugiej strony domu, któremu lepiej było nie przebiegać drogi"1. *
Zapach matki to jedno ze wspomnień Simony z jej dzieciństwa, którym podzieliła się z innymi. O tym, jak cieszyła się matką, dotykając rąbka jej sukni, opowiadała m.in. koleżankom ze studiów, które pytały o kufry z sukniami w Jerzówce. "Jeden z wielu kufrów, które stały w holu, był pełen wachlarzy i tiulowych szali boa z piór. Simona nie zaglądała do środka tych kufrów. Niczego nie wolno było jej tknąć" — wspomina Jolanta Wątek, jej koleżanka ze studiów, która przez dwa lata mieszkała w Kossakówce.
Matka wchodziła do pokoju córek tylko wtedy, gdy Gloria lub Simona były chore albo trzeba było je ukarać. Kiedy w Jerzówce odbywały się przyjęcia, pilnowała, by nie wychodziły do gości. Miały też zakaz korzystania z łazienki. Na czas balu w ich pokoju guwernantka stawiała nocnik. Bale odbywały się w Jerzówce wtedy, gdy nastąpił przypływ gotówki, czyli gdy Kossak sprzedał obraz. W salonie lał się wtedy szampan, Jerzy bawił się ze swoją pachnącą Antylopą żoną, a w tym czasie Simona najczęściej płakała w swoim pokoju. Może dlatego dzieliła się wspomnieniami krótko, prędko, niechętnie. Jakby chciała od nich uciec szybko jak antylopa.
Kindersztuba
Nie kłaść się na stole. Nie zakładać nogi na nogę. Nie bujać się na krześle. Nie garbić się. Nie przechylać głowy do tyłu. Nie wieszać ręki na oparciu krzesła. Nie mówić smacznego. Nie rozwalać się na siedzeniu. Nie trzymać łokci na stole. Nie gadać. Nie mlaskać. Nie rzucać się do talerza. Nie jeść szybko. Nie chrząkać. Nie śpiewać. Nie śmiać się do rozpuku. Nie grymasić. Nie chlupać. Nie żuć - słyszała na lekcjach domowej kindersztuby. Sztućce środka stołu to: nóż i widelec do pieczeni — musiała zapamiętać. Łyżka do szparagów, łopatka do kawioru, czerpak do sosu, szufelka do cukru, widelec do homarów, łyżka do ponczu, czerpak do śmietanki. Mosiężna miseczka z ciepłą wodą, stojąca na stole, służy do mycia rąk; gdy służąca przyniesie i poda owoce, na przykład czereśnie, należy umyć w niej ręce i dopiero wtedy schwytać czereśnię za ogonek i włożyć do ust, rzecz jasna bez ogonka.
O tym, by nie trzymać łokci na stole, nie dało się zapomnieć. W domu Kossaków były przy tym pomocne: Meyers Konversations-Lexikon, encyklopedia Brockhausa albo francuski Larousse illustré. Tomy encyklopedii wkładano kilkuletniej Simonie pod pachy i musiała trzymać łokcie przy sobie. Wszystko odbywało się oczywiście pod czujnym okiem Elżbiety, hausgestapo - jak nazywa dziś swoją babcię Joanna Kossak, reprezentantka piątego pokolenia Kossaków. W domu Elżbiety i Jerzego Kossaków ściśle przestrzegano reguł zachowania się przy stole i w towarzystwie. Tu trzeba było wiedzieć, że wszystko ma swój czas i miejsce. I wszystko miało być zrobione na rozkaz, szybko i pod linijkę - klasyczny pruski dryl. "Simona to, Simona tamto - wspominała młodsza Kossakówna. - Córkom nie było wolno nic albo prawie nic. Miały być tylko dobrze wychowane i dobrze się uczyć"2.
W razie łamania zasad o dobrym wychowaniu przypominał wiszący na ścianie pejcz. Simona była bita szpicrutą po całym ciele, także po głowie, gdzie popadnie. Za to, że się spóźniła albo czegoś nie zjadła, za to, że czegoś nie zrobiła. Trudno powiedzieć, czy była przywiązywana do krzesła, żeby nie uciekała od stołu i zjadała wszystko, co dostała na talerzu, jak to czasem bywało w dobrych ziemiańskich domach przed wojną, ale wiadomo, że jak nie mogła zjeść, ukrywała jedzenie za kredensem, za co też dostawała od matki lanie. Zgodnie z przedwojenną zasadą panującą w tak zwanych dobrych domach córki siadały do stołu w wieku siedmiu, ośmiu lat i wtedy zaczynały się uczyć dobrych manier. Wcześniej natomiast na hasło Jerzego "Dzieci, buda!", Simona wraz z siostrą wchodziły pod stół albo znikały ojcu z pola widzenia. Obiad jadły w dziecinnym pokoju z guwernantką.
Z dzieciństwa Simona zapamięta lęk**
Kiedy już dorosły i usiadły z rodzicami w jadalni, na środku stołu stał mosiężny dzwonek z rączką, którym ich matka przywoływała służącą w białym fartuszku. "U szczytu stołu rezydowała mama z ogromną zieloną papugą na oparciu krzesła - wspominała Gloria. - Po prawej ręce mamy siedział tata, a na stole stał dzwonek na służbę. Machnięcie dzwonkiem - wjeżdża na stół zupa, następne - drugie danie, trzecie - deser, jak w bajce "Stoliczku, nakryj się". Przy obiedzie nie wolno było nam, dzieciom, odezwać się ni jednym słowem, ani jeden też kąsek nie mógł pozostać na talerzu - i w tym pomagały nam opatrznościowe leżące pod stołem psy" 3.
Nie wiadomo, czy to właśnie w jadalni, czy też w jakichś innych sytuacjach, Elżbieta z mężem rozmawiali ze sobą tak, by córki nic nie rozumiały, czyli po niemiecku, zgodnie z zasadą: Pas devant les enfants! (Nie przy dzieciach!). Simona została wychowana w domu, w którym świat dzieci był oddzielony od świata dorosłych żelazną kurtyną. Miała być dzieckiem zahartowanym w rygorze, pozbawionym zachcianek, które ma wykazać się wytrzymałością i odwagą. W dzieciństwie słyszała: "Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie", "Dzieci i ryby głosu nie mają". To ostatnie powiedzenie sprawdzi za kilkanaście lat w swojej pracy magisterskiej na temat głosu ryb. Z dzieciństwa, które toczyło się całkiem innym rytmem niż świat dorosłych, Simona zapamięta też lęk. "W dzieciństwie i młodości bardzo często przeżywałam strach przed innymi ludźmi i chyba dorastając, doszłam do wniosku, że jest to najbardziej upokarzające uczucie, jakie można przeżywać, ale się z tego strachu wyzwoliłam", wspominała po latach.4
Kilkuletnia Simona, zgodnie z hasłem: An Englishmans home is his castle!, do domu przy placu Kossaka 4 nie mogła zapraszać żadnych koleżanek.5 Dziecko z dobrego domu nie mogło spotykać się z byle kim i byle kogo u siebie gościć. To było "mauvais genre". "W złym stylu". Kontakty z rówieśnikami były możliwe jedynie w czasie wizyt z rodzicami u znajomych albo babci Anny Śmiałowskiej w ściśle wyselekcjonowanym gronie. "A to herbatka u księżnej Lubomirskiej przy ulicy św. Marka lub u Dudy hrabiny Łubieńskiej przy ulicy Sobieskiego, czasem kinderbal u Berdziakiewiczów, w najlepszym wypadku tylko spacer w niedzielę na Planty - koniecznie pod «Drobnerówkę», gdzie za parę złotych wypożyczało się drewniane, zielono malowane, składane krzesła ogrodowe, w dodatku bardzo niewygodne, i siedziało się godnie i sztywno, od czasu do czasu odpowiadając grzecznie na bezmyślne pytania zatrzymujących się na krótkie, zdawkowe rozmowy znajomych babci", opowiadała Gloria. 6
Dzieci Kossaków - życie w świecie reguł**
Kinderbale odbywały się w bawialniach małych panienek z dobrych domów. Rówieśnice Simony były wyfiokowane i ubrane w muśliny. Młodsza Kossakówna, zgodnie z przedwojennymi zasadami: "Skromnie, wygodnie, swobodnie, zdrowo!", "na klejnoty przyjdzie czas", nosiła zwykle jedną szarą sukienkę i jedną parę tenisówek. Było bowiem nieprzyzwoitością przyciągać uwagę ubraniem. W szafie Kossakówien królowała wełna. "Wełna, wełna i jeszcze raz wełna. Ona jest zawsze ostatnim krzykiem mody i dystynkcji"7 - głosiły podręczniki przedwojennej kindersztuby, i do wełny Elżbieta Kossak miała stosunek szczególny. Z wczesnego dzieciństwa Simona zapamiętała wełniany, gryzący sweterek, uszyty z koca jeszcze w czasie wojny, a z czasów szkolnych wełnianą drapiącą kamizelkę, zakładaną obowiązkowo na gołe ciało, którą kazała jej nosić matka. Nie wiadomo, czy wynikało to bardziej z wyznawanej przez nią szkoły charakteru, czy z troski o zdrowie zapadającej na anginy córki. W wełnianej gryzącej kamizelce Simona musiała się jednak czuć jak w piecu hutniczym z kolcami. Wełniany serdak powodował rany na ciele. Nie chciała się nim "kłuć". Co rano ściągała go w drodze do szkoły i wkładała do tornistra. (W dorosłym życiu nie będzie mogła nosić nawet wełnianych skarpetek). Wpadała przez ten sweterek do klasy spóźniona, co było akurat gwałtem na podstawowej zasadzie punktualności wpisanej w żelazne reguły przedwojennej kindersztuby. W dorosłym życiu pozostanie wierna tej zasadzie i punktualności będzie wymagała także od innych.
Wśród reguł, według których została wychowana, były także: szacunek do rodziców, służby i zwierząt. Skromność, odpowiedzialność, rzetelność. Dyskrecja i troska o zachowanie intymności. Wiedza i praca. Izolacja. Pouczenia Marii z Colonna Walewskich Wielopolskiej, wyroczni w sprawach obyczajów towarzyskich, w rodzaju: "Obcuję z ludźmi jak najmniej, by zachować odrębność, odmienność swoją. To jedynie stanowi wartość. Kto dużo obcuje, z konieczności staje się w końcu podobnym do szarego ogółu", wbijano jej do głowy. Wydaje się, że dla Elżbiety Kossak, która stała na straży wychowywania córek w przedwojennym stylu, kindersztuba była niczym religia. "W domu Simony, w którym zawsze panowały standardy zachowań jak w dobrych domach przed wojną, obowiązywała na przykład zasada nieuzewnętrzniania uczuć - wspomina Oskar Starzeński, krewny Elżbiety. - Szlochać można było w zamkniętym pokoju, nigdy publicznie. To, że działo się coś niedobrego, można było wyczytać z niedomówień, nigdy wprost. Na zewnątrz należało dbać o podtrzymywanie atmosfery entuzjazmu i radości życia". Zaprawiona w kindersztubie mała Simona nie będzie więc nigdy płakała publicznie, będzie chciała żyć w izolacji, nie będzie się nikomu zwierzać, a już na pewno nie będzie mówiła o swoich słabościach. I tak już zostanie. Za dwadzieścia parę lat Simona zamieszka w środku puszczy, ale wbrew pozorom pozostanie wierna zasadom wpojonym w dzieciństwie przez matkę. I nie zmieni tego ani ucieczka z domu rodzinnego, ani nowy styl życia, którym wyprzedzi swoją epokę, ani konflikty z rodziną.
1 G. Kossak, W rodzinnej Kossakówce.
2 A. Balicka, Opowieści z Kossakówki, rozmowa z Simoną Kossak.
3 G. Kossak, W rodzinnej Kossakówce.
4 Dlaczego w trawie piszczy? Gawędy Simony Kossak.
5 Angielskie przysłowie: Mój dom jest moją twierdzą.
6 G. Kossak, W rodzinnej Kossakówce.
7 Maria z Colonna Walewskich Wielopolska, Obyczaje towarzyskie, Lwów 1938
*Publikujemy fragment książki Anny Kamińskiej "Simona. życie Simony Kossak", która ukazała się 6 listopada 2024 roku w Wydawnictwie Literackim.
** Śródtytuły pochodzące od redakcji.

