Biografie
Elvis i Priscilla wsiadają do prywatnego samolotu. Tak podróżowali rzadko, Elvis wolał wyjazd autokarem (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)
Elvis i Priscilla wsiadają do prywatnego samolotu. Tak podróżowali rzadko, Elvis wolał wyjazd autokarem (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)

Myślałam o nim zawsze, gdy z nim nie byłam. Całkowicie zawładnął moim życiem, a jednak były chwile, kiedy sprawiał mi zawód. Któregoś wieczoru powiedział mi, że zadzwoni, ale tego nie zrobił. Kiedy następnego dnia w końcu się odezwał, powiedział:*

– Cześć, kochanie. Myślisz, że uda ci się przyjechać dziś wieczorem?

– Czy coś się stało wczoraj wieczór? Miałeś zadzwonić.

– Doprawdy? Niech to diabli. – Trenował karate i zapomniał.

Musiałam pogodzić się z tym, że nie zawsze dotrzymuje słowa. To było źródłem mojego zgorzknienia, ale taki po prostu był.

Elvis dzwonił zwykle po siódmej, informując mnie, że zostanę odebrana około ósmej. Musiałam się szybko przyszykować, starając się znaleźć jakiś sposób, żeby wyglądać na więcej lat, niż miałam. Jego ojciec się martwił, że Elvis zadaje się z małolatą. Moja garderoba składała się z prostych młodzieżowych spódnic i swetrów. Czasami pożyczałam ubrania matki, licząc, że wszyscy uznają, że mam co najmniej szesnaście lat.

Gdy bliżej poznałam Elvisa, przekonałam się, że poza bazą praktycznie żył jak odludek. Nie miał za bardzo wyboru. Jak tylko wychodził na zewnątrz, od razu otaczał go tłum miłośniczek. Nawet wypad do miejscowego kina wymagał skomplikowanego planowania. Ktoś podjeżdżał samochodem Elvisa przed dom. Następnie Elvis wybiegał, przeskakiwał przez płot i wskakiwał do samochodu, zanim fanki zaczęły błagać go o autograf. Zawsze osaczały go tłumy, nawołując, wyczekując przed domem, wręcz szarżując na niego, gdy pojawiał się w miejscu publicznym.

Niejednego wieczoru, kiedy Elvis zaczynał pełnić służbę wcześnie rano, z Goethestrasse 14 odbierał mnie i odwoził albo Lamar Fike, przyjaciel, którego Elvis ściągnął ze Stanów, albo Vernon Presley.

Pewnego dnia, kiedy ani Lamar, ani Vernon nie mogli odwieźć mnie do domu, Elvis poprosił o to "przyjaciela", którego nazwijmy Kurt (to nie jest jego prawdziwe imię).

Priscilla w wieku 13 lat (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley) , W dniu ślubu (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)

Kurt odwoził mnie z domu Elvisa do Wiesbaden. Byłam zmęczona i zasypiałam. Nagle poczułam, że droga robi się wyboista. Otworzyłam oczy.

– Co się dzieje? – zapytałam.

– Zaraz się przekonasz – powiedział, odwracając ode mnie głowę.

Zjechaliśmy z autostrady na nieutwardzoną drogę. W oddali dostrzegłam światła domu, reszta świata była pogrążona w ciemności. Zaczęłam się bać.

– Czy coś się stało? – zapytałam zdezorientowana.

Kurt zatrzymał samochód i wyłączył silnik.

Powtórzyłam pytanie, ale on nie odpowiedział. Zamiast tego się odwrócił i chwycił mnie, próbując mnie pocałować. Odepchnęłam go, walcząc. Szarpnął mną w dół, kładąc na siedzeniu.

Spanikowana błagałam:

– Nie rób tego! Zostaw mnie w spokoju!

Zaczęłam walczyć. Kopnięciem otworzyłam jedne drzwi, a ręką drugie – od strony kierowcy, jednocześnie waląc w klakson, uderzając we włącznik świateł i drapiąc go po twarzy. Sfrustrowany i ze strachu przed przyłapaniem, w końcu się poddał.

Przez resztę drogi do domu nie odezwał się ani słowem. Siedziałam w środku, szlochałam, nie dowierzając i modląc się, abym bezpiecznie wróciła do domu.

Od tamtej nocy minęły trzy dni, zanim Elvis się odezwał. Moi rodzice domyślali się, że coś jest nie tak. Nie mogłam im jednak wyznać, że Kurt mnie napastował, ponieważ nigdy więcej nie pozwoliliby mi z nim jechać. Pozbawiona tej możliwości, jak dotarłabym do Elvisa i z powrotem do domu, gdyby Lamar i Vernon byli niedostępni? Moja wyobraźnia szalała. Bałam się powiedzieć Elvisowi przekonana, że Kurt jest jego przyjacielem. Przyszło mi na myśl, że być może Elvis wiedział, czego Kurt próbował. Może byłam dla Elvisa tylko zabawką, kimś, kogo można było przekazać Kurtowi albo innemu chętnemu. Zadręczałam się tymi myślami.

W końcu Kurt zadzwonił, oznajmiając, że Elvis chce się ze mną spotkać. Nie pozostało mi nic innego, jak z nim pojechać.

Podczas jazdy do Bad Nauheim Kurt nie wspomniał ani słowem o tym, co zaszło. Ja też do tego nie nawiązywałam. Czułam się bardzo nieswojo w jego towarzystwie. Kiedy odrywał rękę od kierownicy, nie wiedziałam, czy zamierza mnie dotknąć, czy też może co innego chodziło mu po głowie. Nie miałam wyboru, jak tylko powiedzieć Elvisowi.

Tego wieczoru, kiedy byliśmy sami w jego pokoju, Elvis zapytał mnie, czy coś się stało.

Drżał mi głos. Ledwo mogłam wydusić z siebie cokolwiek. Kiedy w końcu mu powiedziałam, Elvis wpadł w szał.

– Zabiję go! – krzyczał.

Chodził po pokoju tam i z powrotem, przeklinając Kurta. Powiedział, że chociaż jestem jego dziewczyną, on sam nigdy nie przeszedł do rzeczy. Teraz inny facet, ten jego tak zwany przyjaciel, próbował mnie zgwałcić. Słuchałam jego krzyków, odczuwając w skrytości ulgę z powodu jego reakcji. Jak mogłam kiedykolwiek zwątpić w Elvisa?

Był tak wściekły, że uspokojenie go zajęło mi cały wieczór. W końcu przekonałam go, że musimy zataić napaść Kurta przed moimi rodzicami, inaczej nigdy nie pozwolą mi wrócić. Elvis objął mnie mocno, jakby chciał pozbyć się bolesnych wspomnień. Czuł się winny, że naraził mnie na tak niebezpieczną sytuację.

Odtąd Kurt został praktycznie wykluczony z jego życia. Nie sądzę, żeby Elvis kiedykolwiek powiedział mu dlaczego, ale on musiał się domyślać. Potem rzadko się pojawiał.

Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że Elvis oczekiwał od swoich przyjaciół bezwzględnej lojalności. Gdyby ktoś go zdradził, po prostu wykreśliłby tę osobę ze swojego otoczenia.

Elvis i Priscilla (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley) , Z córką (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)

Vernon nosił teraz starannie przystrzyżone wąsy, do których zapuszczenia – jak twierdził Elvis – przekonała go Dee Stanley. Nasze rozmowy w samochodzie były dość zdawkowe i zawsze miałam wrażenie, że Vernon myślami był już gdzie indziej, na przykład z Dee, która czasami towarzyszyła nam zresztą podczas jazdy.

W tamte dni, przyjeżdżając na Goethestrasse 14, często zastawałam Elvisa na górze, trenującego z instruktorem dawny styl walki karate, lub na dole w salonie, demonstrującego dumnie nowe ciosy swojej świcie, która zachwycała się jego mistrzowskim opanowaniem tej od niedawna zyskującej popularność sztuki walki.

Elvis spędzał też długie godziny z na wpół szalonym niemieckim masażystą. Ów przekonał go, że jego tajemne zabiegi odmłodzą twarz Elvisa, który od zawsze miał kompleks na punkcie porowatej cery.

Joe Esposito podpuścił raz Elvisa, pytając:

– Cóż takiego wyjątkowego robi ten twój masażysta? Na moje oko wyglądasz tak samo.

W odpowiedzi Elvis wypalił:

– Nie czepiaj się! Mówi, że minie trochę czasu, zanim pojawią się rezultaty.

Na to Vernon wtrącił:

– Czasu? A jakże, prawdopodobnie dostatecznie dużo, żeby nas wszystkich puścić z torbami, tyle sobie śpiewa. Jestem ostatnią osobą, która byłaby skłonna mu zaufać.

Babcia Elvisa była zawsze jedną z osób, wokół których skupiała się aktywność w domu. Elvis przezywał ją Dodger – od uniku, jakim popisała się, kiedy jako pięcioletni chłopiec cisnął ze złości piłką baseballową, która minęła jej głowę zaledwie o kilka cali. Elvis zażartował: "Udał jej się ten błyskawiczny unik". Odtąd nazywał ją Dodger [Dodgers – drużyna bejsbolowa w Los Angeles; dodge (ang.) – unikać, uchylić się ominąć - przyp.red.].

Babcia dbała o dom, gotowała, trzymała wszystkich i wszystko pod kontrolą. Sprawiała wrażenie osoby mającej bardzo konkretny cel w życiu – jeśli chodzi o Elvisa, było nim zapewnienie mu dobrej opieki. Kiedy zależało mi na chwili spokoju, podczas gdy Elvis ćwiczył karate, mogłam uciec do jej pokoju. Przesiadywałyśmy w nim godzinami, a ona opowiadała mi o dawnych czasach, o Gladys i jej bezgranicznej miłości do Elvisa, o niezmordowanej walce, jaką Presleyowie toczyli, żeby przetrwać. Była przy Vernonie i Gladys od narodzin Elvisa, pomagając im, gdy Gladys imała się różnych zajęć, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Jako silna kobieta babcia przetrwała to, że opuścił ją mąż, zostawiając ją z pięciorgiem dzieci. Dodger dawała innym do zrozumienia, że żywi urazę do J.D. Presleya, ale jej serce było przepełnione przebaczeniem i jestem przekonana, że darzyła go uczuciem.

Pomagała wychowywać Elvisa jak własnego syna, nieco go rozpieszczając, jak to babcia. Zawsze stawała w jego obronie, gdy czuła, że Gladys traktowała go zbyt surowo.

– Gladys zawsze nazywała mnie panią Presley, od chwili gdy ją poznałam, aż do ostatniego tchnienia  – wyznała. – Któregoś dnia Elvis wparował do domu, rzucając: "Cześć, Minnie!". Żal mi się chłopaka zrobiło. Gladys wstała, chwyciła chłopca za rękę i powiedziała: "Nigdy nie zwracaj się do niej po imieniu. Nie bądź niegrzeczny. To twoja babcia". Płakał przez godzinę. Poszłam do niego, pocieszając: "Synu, wszystko będzie w porządku. Ona tylko zrobiła to, co uznała za stosowne. A teraz idź i ją przeproś". Biedny chłopczyk patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Tak mi go było żal. O tak, potrafiła być dla niego sroga. Ale on był dobrym dzieckiem. Nigdy nie sprawiał kłopotów, zawsze po szkole wracał prosto do domu i pilnował swoich obowiązków domowych. Gladys miała na niego baczne oko z obawy, że stanie mu się krzywda. Gdy chodził do szkoły, bardzo chciał grać w football.

W dniu ślubu (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley) , Priscilla i Elvis na Hawajach (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)

Babcia, bujając się na swoim fotelu, najwyraźniej przypomniała sobie coś z przeszłości – coś, co skłoniło ją do zabawy wsuwkami we włosach. Sięgnęła do swojego małego pudełka z tabaką, wzięła szczyptę, umieściła ją tam, gdzie trzeba, i ciągnęła swoją opowieść:

– O tak, kochał sport.

– W takim razie dlaczego żadnego nie uprawiał, babciu?

– Co to, to nie. Gladys by na to nie pozwoliła. Mawiała: "Och, pani Presley, nie darowałabym sobie, gdyby Elvisowi coś się stało. To by mnie zabiło. Widziałam ich podczas gry. Nie patyczkują się ze sobą. Myślę, że zadawanie sobie nawzajem bólu sprawia im przyjemność. Elvis taki nie jest. Po wyjściu na boisko byłby jak ranny ptak pośród sfory dzikich psów. Nie mój chłopak". Dowiedziałam się, że nieustanne zatroskanie Gladys o Elvisa było wynikiem jej cierpienia po śmierci jego brata bliźniaka Jessego Garona.

Pokochałam Dodger i to, co sobą reprezentowała – troskę i całkowite oddanie swojej rodzinie.



Moim największym problemem w tamtym czasie było to, że Elvis i ja nigdy nie mieliśmy dla siebie wystarczająco dużo czasu. Ludzie nieustannie wpadali, kręcili się po salonie, rozmawiali i śmiali się, dopóki Elvis nie wyszedł ze swojego pokoju. Skoro tylko się pojawił, w pokoju zapadała cisza, dopóki nie okazało się, w jakim jest nastroju. Nikt, łącznie ze mną, nie odważył się żartować, chyba że on sam się roześmiał, a wtedy śmiech udzielał się nam wszystkim.

Konieczność dzielenia się z innymi tą małą ilością czasu, jaki spędzałam z Elvisem, zaczęła wzbudzać we mnie zazdrość i stawałam się zaborcza. Dopiero późnym wieczorem, kiedy byliśmy w jego sypialni, byłam naprawdę szczęśliwa.

Mieliśmy wieczorny rytuał. Około dziesiątej lub jedenastej Elvis spoglądał na mnie ukradkiem, kierując następnie wymownie wzrok na schody. Następnie, naiwnie zakładając, że nikt nie wie, dokąd zmierzam, od niechcenia szłam do jego sypialni, gdzie kładłam się na łóżku, wyczekując go niecierpliwie. Kiedy do mnie dołączał, kładł się jak najbliżej mnie.

– Kocham cię – szeptałam.

– Ciii – uciszał mnie, kładąc palce na moich ustach. – Nie bardzo mogę się zorientować w swoich uczuciach. Zakochałem się w tobie, Cilla. Tata ciągle przypomina mi, ile masz lat i że nie jest możliwe… Jak wrócę do domu… Tylko czas pokaże.

Każdego wspólnego wieczora powierzał mi coraz więcej siebie – swoje wątpliwości, sekrety i frustracje. Trudno było oczekiwać od łatwowiernej czternastolatki, że pojmie to wszystko, ale i tak się starałam. Czułam jego ból po śmierci matki. Niepokoiło mnie jego obsesyjne pragnienie zostania wielkim aktorem, takim jak jego idole Marlon Brando, James Dean, Karl Malden i Rod Steiger. Martwiły mnie jego obawy, że nie odzyska popularności, którą w swoim odczuciu utracił po wstąpieniu do armii. I upajałam się jego śmiechem, kiedy pytał: "A co, jeśli pewnego dnia przyjdzie mi znów jeździć ciężarówką Crown Electric? To dopiero byłoby coś!".

Elvis i Priscilla w Palm Springs, wieczór przed ślubem. Wznoszą toast za siebie nawzajem (fot. Archiwum prywatne Priscilli Presley)

Byłam przy nim, żeby słuchać, trzymać go za rękę lub stroić miny, które go rozweselały w chwilach smutku.

Czasami Elvis wchodził do swojej sypialni w świetnym humorze. Tęskniłam za tymi nocami, kiedy gasił światła i kładł się obok.

– Skarbie – mawiał, obejmując mnie ramionami. – Jesteś taka śliczna, kochanie.

A potem całowaliśmy się długo, niepowściągliwie i namiętnie, a jego pocałunki sprawiały, że omdlewałam z pożądania.

W te wieczory, kiedy był spokojny i wyciszony, opisywał swój ideał kobiety, wyjaśniając mi, jak doskonale do niego pasuję.

Lubił brunetki o łagodnym głosie i niebieskich oczach. Chciał mnie uformować na kształt swoich wyobrażeń i upodobań. Pomimo reputacji buntownika wyznawał tradycyjny pogląd na związek. Kobieta miała w nim swoje miejsce, ale inicjatywa należała do mężczyzny.

Bardzo ważna była dla niego wierność, zwłaszcza u kobiety. Nieustannie przypominał mi, że jego dziewczyna musi być bezwzględnie lojalna. Przyznał, że niepokoiła go Anita. Była królową piękności z Memphis i osobowością telewizyjną. Elvis wyznał mi, że ostatnio jej listy stały się bardzo zdawkowe i podejrzewał, że ma kogoś innego.

Pomimo moralizowania Elvisa obawiałam się, że nie do końca był mi wierny. Sposób, w jaki flirtował z innymi dziewczynami u siebie w domu, skłaniał mnie do przypuszczeń, że znał je bliżej.

Któregoś wieczoru grał na pianinie dla stałych bywalców i dwóch Angielek. Kiedy podniósł gitarę, rozejrzał się, ale nie mógł znaleźć swojej kostki.

– Czy ktoś widział moją kostkę do gitary? – zapytał.

Jedna z Angielek podniosła głowę z uśmiechem.

– Jest na górze, na stoliku nocnym obok twojego łóżka. Przyniosę ci.

Wszystkie oczy, łącznie z moimi, odprowadzały ją, gdy ta wchodziła po schodach, wiedząc, że jest teraz w centrum uwagi.

Wściekła z powodu jego jawnej zdrady, spojrzałam na niego, ale on unikał mojego wzroku, patrząc na swoją gitarę i brzdąkając na niej, jakby wymagała nastrojenia. Potem zaśpiewał Lawdy, Miss Clawdy.

Bez kostki musiały go bardzo boleć palce, ale choćby nie wiem co nie zamierzał odłożyć gitary. Wiedział, że popadł w tarapaty.

Po kilku piosenkach Elvis przeprosił i wyszedł do kuchni, a ja tuż za nim.

– Spałeś z nią? – zażądałam odpowiedzi.

– Nie – zarzekał się Elvis.

– Skoro tak, to skąd wiedziała, gdzie jest twój pokój i kostka do gitary?

– Była u nas pewnego wieczoru i napomknąłem o bałaganie, który tu panuje – odpowiedział z chłopięcym uśmiechem na twarzy. – Zaproponowała, że posprząta, ot tak.

Mimo że zapewniał o swojej niewinności, nie mogłam się uspokoić. Był obiektem pożądania milionów fanek i mógł przebierać w nich do woli. Żeby przetrwać, szybko nauczyłam się nie zadawać zbyt wielu pytań.

*Fragmenty książki "Priscilla. Elvis i ja" Sandry Harmon i Priscilli Presley, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, tłumaczenie: Antoni Górny, Emilia Skowrońska, Krzysztof Kowalczyk, premiera 14.02.2024