Biografie
Whitney Houston i jej mąż, Bobby Brown (fot. Shutterstock)
Whitney Houston i jej mąż, Bobby Brown (fot. Shutterstock)

Wychodziłam właśnie z domu do pracy, kiedy zadzwoniła Silvia [asystentka Whitney – przyp.red.].*

– Robyn, dłużej tego nie zniosę. Bobby i Whitney znów się awanturują! 

Dzień wcześniej Whitney z Silvią poleciały z Jersey do Atlanty, żeby Whit mogła zrobić niespodziankę mężowi, który był w trasie koncertowej z New Edition. Dotarły do hotelu Ritz-Carlton dopiero wieczorem i poszły prosto do jego pokoju. 

Długo pukały do drzwi, ale nikt im nie odpowiadał. W recepcji Whitney zażądała klucza do apartamentu męża, ale obsługa hotelowa jej odmówiła. Whit wynajęła więc pokój na tym samym piętrze. 

Kiedy wróciły na górę, zastały w korytarzu Tommy’ego Kenny’ego (producenta i zarazem ochroniarza Bobby’ego) i jeszcze jednego nieznajomego mężczyznę. Whitney zapytała, gdzie się podziewa jej mąż. I wtedy otworzyły się drzwi pokoju, z którego wyłonił się Bobby. 

– Nie chcę cię tutaj. To moje sprawy i mój czas.

 
– Dlaczego nie otworzyłeś drzwi, kiedy pukałam? – poprosiła o wyjaśnienie Whitney. 

W odpowiedzi mąż zbliżył się i splunął jej prosto w twarz. Rozpłakała się i odeszła korytarzem z Silvią. Bobby ruszył ich śladem, klnąc. Wpadł za nimi do pokoju, złapał jakąś szklankę i rzucił nią w stronę Whitney. Sil instynktownie ją odepchnęła, a szklanka ledwie ominęła jej twarz, nim roztrzaskała się o ścianę. Whitney chwyciła za hotelowy telefon, żeby zadzwonić do ojca, ale zanim zdążyła dokończyć wybieranie numeru, Bobby wyrwał jej z dłoni słuchawkę, którą następnie uderzył Whit w głowę. Whitney krzyknęła i upadła na podłogę, obiema rękoma trzymając się za głowę. 

Zachowanie Bobby’ego mnie nie zaskoczyło. Bobby przypominał mi mojego ojca, który miał wiele dzieci ze związków pozamałżeńskich, ale znęcał się nad moją matką i fałszywie oskarżał ją o to, że go zdradzała. Widzieliśmy jego wybuchy szaleńczej zazdrości i agresji. 

Wkrótce potem ochroniarz Whitney, który zatrzymał się w hotelu po przeciwnej stronie ulicy, został wezwany do Ritza-Carltona, by odwieźć Silvię i Whit na lotnisko. Ale w połowie drogi Whitney zmieniła zdanie i postanowiła wrócić. Jakby tego było mało, ochroniarz Whit stracił pracę po tym, jak Bobby oskarżył ją, że z nim sypia. 

Podobny scenariusz powtarzał się wielokrotnie i z czasem stał się normą. Przyglądanie się temu było konfundujące i oburzające. Nie potrafiłam pojąć, dlaczego odzyskiwanie zdrowego rozsądku zabiera Whitney tak dużo czasu. Za każdym razem, gdy przydarzało się coś takiego, mówiłam sobie w duchu: "Tego już za wiele". Bobby zachowywał swoje najgorsze ekscesy na chwile, kiedy nie było mnie w pobliżu, ale opowieści o nich zawsze do mnie docierały. 

Whitney i Bobby (fot. Shutterstock)

Oczywiście narkotyki nie pomagały. Chciałabym móc powiedzieć, że Whitney zachowywała się trzeźwo i miała świadomość tego, co się wokół niej dzieje, ale tak nie było. A ja nie miałam już możliwości wpływania na nią ani zapobiegania takim incydentom. Kiedy Whitney wracała do domu, wcale nie odpoczywała. Po co odpoczywać, skoro zamiast tego można odlecieć jeszcze bardziej? Jej małżeństwo wysysało z niej resztki godności. Kiedyś wynajęła prywatnego detektywa, żeby ukradkiem śledził każdy ruch Bobby’ego. Detektyw potwierdził to, o czym już wiedziała. Wtedy akurat jej mąż przebywał w Los Angeles i zabawiał się z córką znanego muzyka. 

Byłam w domu, kiedy Whit wręczyła córce ciotki Bae, Laurie, przesyłkę z nagranymi na taśmie wideo dowodami. Poleciła jej, by zaniosła taśmę na dół i gdzieś schowała. Nigdy nie chciałam oglądać tego nagrania. Miałam nadzieję, że tym razem Whit w końcu pozbędzie się Bobby’ego, ale znów niczego nie zrobiła. Zdawałam sobie sprawę, że popada w coraz głębsze uzależnienie od narkotyków i że muszę jej pomóc. 

Kiedy następnym razem Whitney dołączyła do Bobby’ego w trasie koncertowej, towarzyszyły jej Bobbi Kris [córka Whitney i Bobby’ego - przyp.red.], Silvia i Shelly [najmłodsza córka ciotki Bae, znajomej jej mamy Cissy, u której Whitney często zostawała, gdy Cissy była w trasie – przyp.red.]. Ale nie minęło wiele czasu i rozgorączkowana Silvia zadzwoniła do mnie z pokoju hotelowego w Detroit. 

– Robyn, musisz przyjechać. Whitney jest w kiepskim stanie i w żaden sposób nie potrafię jej pomóc. 

– Co robi? 

– Jest na haju od wielu dni i wszyscy się z niej naśmiewają. Wygląda koszmarnie, Robyn. Musisz przyjechać i ją z tego wyciągnąć. 

Niedługo potem siedziałam już w samolocie. W hotelowym lobby natknęłam się na mnóstwo ludzi z obsługi koncertów. Widziałam kilka znajomych twarzy, ale starałam się nie zwracać na siebie uwagi. Poszłam prosto do pokoju Silvii znajdującego się na parterze i sąsiadującego z pokojem Nip [przydomek, który Whitney nadał jej ojciec – przyp.red.]. Idąc korytarzem, usłyszałam, że ktoś woła mnie po imieniu. Obróciłam głowę i pomachałam do jednej z tancerek, nie zwalniając kroku. Gdy znalazłam się blisko drzwi Silvii, ta wyjrzała na korytarz, po czym odezwała się cicho: 

Wejdź

Córka ciotki Bae, Shelly, i Bobbi Kris oglądały telewizję na sofie, a Silvia zapoznawała mnie z sytuacją: 

– Whitney nie wie, że tu jesteś. Ona nawet nie wie, co robi. Nie jest teraz przy zdrowych zmysłach. Bobby natomiast wynajął dodatkowy pokój na innym piętrze, by móc się w nim spotykać z pewną kobietą. Whitney podejrzewała, że zabawia się z kimś na boku i wdali się w kłótnię. 

Robyn Crawford (fot. Marc Hom)

Silvia zapukała do drzwi pokoju Whitney. 

– Whitney, otwórz. To ja, Silvia. 

Drzwi się otworzyły, a Nip nawet mnie nie zauważyła. Kiedy weszłam, obróciła się i z lekceważącym wyrazem twarzy zmierzyła mnie wzrokiem. Starałam się wymyślić, co powiedzieć, ale żadne słowa nie przychodziły mi do głowy. Pokój był wąski, z tandetnym, tanim wystrojem – nie było to luksusowe zakwaterowanie, do jakiego przywykłyśmy. 

Whit wyglądała na zaniedbaną i wycieńczoną, włosy miała przesuszone i zebrane w niechlujny kok. Chciałam ją przytulić, przyciągnąć do siebie, zabrać stamtąd. Objęłam ją i nie protestowała, ale jej ciało było bezwładne, jakby w ogóle mnie nie czuła. 

– Cześć, Robyn – powiedziała głosem, w którym dało się słyszeć, że jest pod wpływem narkotyków. 

Słyszałyśmy różne rzeczy, więc przyjechałam, żeby zobaczyć, co u ciebie, przekonać się, czy wszystko jest w porządku. Silvia powiedziała, że potrzebuje pomocy i że powinnyśmy zabrać cię do domu. 

– Serio? Muszę jechać do domu? – odpowiedziała, spoglądając na Silvię. 

Przysunęłam krzesło i usiadłam, rozglądając się po pomieszczeniu i zastanawiając, jak najlepiej w dyskretny sposób wyciągnąć stąd Whitney. 

– Zabierzmy ją do twojego pokoju – szepnęłam do Silvii. 

Ale zanim zdołałyśmy się przenieść, w zadziornym nastroju wkroczył Bobby. 

– Spójrz na siebie. Wyglądasz paskudnie – powiedział do Nip. 

A potem dostrzegł mnie i rzucił: 

– A ona co tu, kurwa, robi? Wezwałaś ją? 

– Nie, nie wezwałam jej tutaj. – Odpowiedź Whitney zabrzmiała żałośnie. 

– Przyjechałam, bo dowiedziałam się, że Nip jest w złym stanie i powinna wrócić do domu – wtrąciłam. Bobby miał okazję, by wykazać się troską o swoją żonę i moją przyjaciółkę. Lub przynajmniej wyjść i wrócić do tego, czym zazwyczaj się zajmował. A jednak zapytał: 

– Nippy, musisz jechać do domu? – Było jasne, jakiej odpowiedzi się po niej spodziewał. 

– Nie, nie muszę jechać do domu – odpowiedziała i zwróciła się do mnie: – Ty musisz jechać do domu, Robyn. 

– Przyleciałam, żeby się dowiedzieć, że nic ci nie jest. Patrzę na ciebie i widzę, że jest inaczej. Musisz się stąd wynieść, Nip. 

Łypnęła na mnie i odparła: 

– Czuję się dobrze. 

Wstałam, wyszłam i poleciałam z powrotem do New Jersey. Po moim powrocie powiadomiłam pana Houstona i Donnę o stanie Whitney, dodając, że nie było tam nikogo, kto mógłby zapewnić jej ochronę, poza bodyguardem Bobby’ego. Ale później nie miałam od nich żadnych informacji na ten temat. 

Whitney w 2001 roku (fot. Shutterstock)

Pozostałam w bliskim kontakcie z Silvią – miałam stale włączony pager i trzymałam go przy sobie dzień i noc. Któregoś ranka zadzwoniła do mnie spanikowana, że nie może znaleźć Whitney. Zatrzymali się w jakimś hotelu na głębokiej prowincji i Whitney zaginęła. 

– Gdzie jest Bobby? – zapytałam. 

Powiedziała, że wyjechał z miasta z resztą ekipy koncertowej, zabierając ze sobą Krissi i Shelly. Zadzwoniła znów z taksówki w drodze na lotnisko. Dowiedziała się, że Whitney kazała obsłudze hotelowej zarezerwować dla niej lot do Miami. Silvia niezwłocznie zadzwoniła do linii lotniczej z prośbą o wstrzymanie lotu. Kiedy dotarła na lotnisko, okazało się, że Whit została ulokowana bezpiecznie w prywatnym pokoju. Silvia zabrała ją do łazienki, umyła, pomogła przebrać się w świeże ubrania i szminką dodała jej ustom nieco barwy. W kolejnej wiadomości powiadomiła mnie, że są już w autobusie, którym Whit podróżuje w trakcie tournée. Brat Bobby’ego, Tommy, zabrał je z lotniska. Z perspektywy czasu Silvia żałowała, że nie postarała się bardziej, by zabrać Whitney na Florydę, z dala od całego tego szaleństwa. 

Sil była zdecydowana powiadomić rodziców Whitney o tym, co się działo. Dochodziła do kresu wytrzymałości i była wyczerpana tym, że utknęła w środku spektaklu odgrywanego przez Whitney i Bobby’ego. Skrajnie zestresowana, czuła się niekomfortowo w obecności Bobby’ego i bała się o Whit. Co najistotniejsze, czuła, że jej obowiązkiem jest poinformowanie Johna i Cissy o tym, jak poważny jest problem narkotykowy ich córki. 

Rzecz w tym, że wieści z tournée dochodziły do nas wszystkich. Dbały o to tabloidy, a do Johna zadzwonił ktoś, kto w przeszłości jeździł z nami w trasę i twierdził, że wpadł na Whitney, ale w ogóle jej nie poznał. Dopiero po jakimś czasie zorientował się, że to ona. 

Spotkanie Silvii z rodzicami Whitney trwało prawie godzinę, a kiedy się skończyło, zajrzała do mojego biura, które zajmowało już całe skrzydło w tylnej części budynku. Opadła na fotel naprzeciwko i zakomunikowała: 

– Powiedziałam im wszystko. 

– Dobrze – odparłam. – Dobrze. 

*Fragmenty książki "A song for you. Moje życie z Whitney Houston". Książka do kupienia w formie elektronicznej w Publio lub w formie papierowej w Kulturalnym Sklepie