Biografie
Wilma Glodean Rudolph (fot. Domena publiczna)
Wilma Glodean Rudolph (fot. Domena publiczna)

Wilmie Glodean Rudolph spieszyło się już od pierwszych chwil życia. Przyszła na świat w siódmym miesiącu ciąży, 23 czerwca 1940 roku, jako 20. z 22 dzieci pracownika kolei Eda Rudolpha i jego drugiej żony Blanche, która była praczką. Blanche chwilę po narodzinach córki usłyszała, że niemowlę, ważące niecałe 2 kg, ma mniej niż połowę szans na przeżycie. Ale mała Wilma już wówczas pokazała, jak bardzo jest waleczna.

Rosła i rozwijała się prawidłowo pod czułą opieką matki i starszego rodzeństwa. Była jednak chorowita. Najpierw przyplątała się szkarlatyna, następnie krztusiec i ospa wietrzna, a zaraz po niej zapalenie płuc. Wszystkie te choroby w środowisku ubogich czarnoskórych mieszkańców małych miasteczek położonych w wilgotnym klimacie południa USA – czyli takich jak Clarksville – mogły skończyć się śmiercią. Wilma wychodziła z nich bez szwanku, do czasu gdy w wieku czterech lat zapadła na polio.

Polio, zwane też chorobą Heinego-Medina, od nazwisk Jakoba Heinego i Karla Oskara Medina, dwóch uczonych, którzy pierwsi je opisali, w tamtych czasach często kończyło się śmiercią. A jeśli dziecku udało się przeżyć, jego kończyny były zdeformowane lub sparaliżowane. Skuteczna szczepionka przeciw polio została wynaleziona w latach 50. W 1944 roku diagnoza polio dla dziecka z ubogiej rodziny była wyrokiem. Kiedy lekarz zobaczył chorą Wilmę, powiedział jej matce, że dziewczynka nie będzie chodzić. Ale Blanche była innego zdania.

Wilma, pielęgnowana przez matkę i starsze rodzeństwo, istotnie wyzdrowiała, ale choroba pozostawiła pamiątkę w postaci ostrego niedowładu lewej nogi. Dziewczynce założono na nią metalowy stelaż, który towarzyszył jej nieustannie w dzień i w nocy. Konstrukcja na nodze i charakterystyczny chód sprawiły, że Wilma stała się obiektem drwin rówieśników – ilekroć ją widzieli, śmiali się i wołali "kulawiec". Nikt wtedy nawet nie podejrzewał, że ta dziewczynka w przyszłości będzie członkinią drużyny olimpijskiej. Tak szybką, że każdy jej start będzie reklamowany słowami: "Nie mrugajcie, bo przegapicie jej bieg".

Komar

Dzieciństwo Wilmy przypadło na czasy segregacji rasowej. Jednym z jej przejawów było utrudnianie czarnoskórej społeczności dostępu do służby zdrowia, szczególnie w małych miasteczkach na południu kraju. W misję powrotu Wilmy do zdrowia z poświęceniem i determinacją zaangażowała się rodzina. Blanche, która pracowała jako praczka, krawcowa i pokojówka u bogatych białych, dwa razy w tygodniu brała wolne. Wstawała wtedy o świcie i wraz z córeczką wsiadała do jadącego do Nashville autobusu. W autobiografii "Wilma. A story of Wilma Rudolph" wydanej w 1977 roku Wilma napisała, że jej matka za każdym razem modliła się w duchu, by znalazło się dla nich miejsce w tylnych rzędach. W przednich, przeznaczonych wyłącznie dla białych, nie miały prawa usiąść, nawet gdyby świeciły one pustkami. Bywało więc, że przez 70 km drogi w jedną stronę musiały stać. Często towarzyszyło im któreś ze starszego rodzeństwa Wilmy. Podczas gdy siostra była poddawana rehabilitacji, siostra czy brat przyglądali się masażom i ćwiczeniom, by choć część z nich móc odtworzyć w domu.

Wilma w 1960 roku (fot. Dutch National Archives, The Hague, Fotocollectie Algemeen Nederlands Persbureau (ANEFO) / CC BY-SA 3.0 nl)

Wysiłek Wilmy i jej bliskich przyniósł efekty. W wieku dziewięciu lat dziewczynka mogła wreszcie zrzucić z nogi metalową ortezę. Jej brat zrobił z ortezy kosz i zaczął uczyć siostrę gry w koszykówkę. Wilma, którą po latach ograniczonej swobody dosłownie roznosiła energia, szybko okazała się w tym sporcie lepsza od niego, a nawet na tyle dobra, że przyjęto ją do szkolnej drużyny, w której grała już jej starsza siostra. Trener Clinton Gray był pod wrażeniem zwinności młodszej panny Rudolph. To on nadał jej przezwisko "Skeeter", oznaczające w potocznym języku angielskim komara. Wilmy wszędzie było pełno. Wśród dziewcząt z drużyny Clarksville i okolicznych miejscowości nie miała sobie równych. W jednym z meczów rzuciła 49 punktów i została powołana do reprezentacji stanu. A gdy trener lekkoatletyczny na Tennessee State University Ed Temple powiedział Grayowi, że szuka uzdolnionych dziewczyn i chce, by ten mu pomógł, wuefista nie miał wątpliwości, że Wilma to prawdziwy talent.

Wilma Rudolph zaczęła trenować pod czujnym okiem Temple’a. Choć wciąż uczyła się w liceum, dołączyła do drużyny lekkoatletycznej studentek. Znów była najlepsza, mimo że Ed nie stosował wobec niej taryfy ulgowej. Trener z własnej kieszeni opłacał uniwersytecką bieżnię i woził podopieczne na zawody swoim samochodem – po tym, jak kierowca autobusu odmówił zawiezienia czarnoskórych dziewcząt na zawody do Teksasu, wolał nie ryzykować – a jednocześnie zasady miał surowe. Dziewczęta nie mogły nosić spodni, trenować musiały w spódniczkach. A każda minuta spóźnienia na trening skutkowała karnym okrążeniem wokół boiska. Wilma, która treningi łączyła z nauką w liceum, spóźniła się raz, pół godziny, za co musiała obiec boisko trzydziestokrotnie.

A kiedy jej surowy trener stanął przed wyborem zawodniczek do amerykańskiej reprezentacji na igrzyska w Melbourne w 1956 roku, wiedział, że nie może tam zabraknąć Wilmy. Niestety, panna Rudolph w olimpijskim debiucie odpadła w eliminacjach do biegu na 200 m. Ale już sztafeta, w której skład weszła, wbiegła na metę jako trzecia i Amerykanki zdobyły brąz. Kiedy Wilma wróciła do ojczyzny, powitały ją nagłówki: "Najbardziej schorowana dziewczyna w Clarksville medalistką olimpijską".

Gazela

Po igrzyskach fani i prasa nadali Wilmie przydomek "Czarna Gazela". Nikt już nie mówił o niej "kulawiec", niegdysiejsi prześladowcy patrzyli na nią z nieskrywanym podziwem i szacunkiem. A ona czuła, że może osiągnąć więcej – na horyzoncie były kolejne igrzyska.

W ostatniej klasie liceum Wilma zorientowała się, że jest w ciąży. Wkrótce na świat przyszła jej córeczka, nazwana imieniem jednej z sióstr Rudolph – Yolanda. Ojciec dziewczynki Robert Eldridge, szkolna miłość Wilmy, chciał być obecny w życiu dziecka i jego matki. Ale ojciec Wilmy uznał, że nie jest on dość dobry dla jego mającej przed sobą sportową karierę córki, i kazał mu zniknąć z jej życia. Na szczęście samodzielne macierzyństwo w tak licznej i wspierającej się rodzinie, jaką byli Rudolphowie, nie stanowiło problemu. Gdy Wilma szła na trening, Yolandą zajmowała się jej ciotka imienniczka. A trener Temple, choć początkowo chciał wykluczyć Rudolph z drużyny, dowiedziawszy się o jej ciąży, przemyślał sprawę. Doszedł do wniosku, że taki talent nie jest wart upierania się przy zasadzie, że żadna z jego podopiecznych nie może być matką.

"Czarna Gazela" szybko wróciła do formy po ciąży. Zaczęła naukę na Tennessee State University w Nashville. Koszty pokrywało stypendium. Umowa zakładała, że Rudolph przez dwie godziny dziennie będzie wykonywała pracę na rzecz kampusu. W pozostałym czasie bez reszty oddawała się treningom przygotowującym do igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku.

Rudolph podczas biegu na 100 metrów na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie, 1960 r. (fot. Domena publiczna)

Idolem Wilmy był Jesse Owens, czarnoskóry lekkoatleta, który stał się gwiazdą na igrzyskach w Berlinie w 1936 roku. Odbywały się one w atmosferze narastającego faszyzmu, a amerykańska drużyna walczyła przy akompaniamencie gwizdów i wyzwisk. Jesse ustanowił rekord świata w skoku w dal, a potem wygrał bieg na 100 i 200 m oraz w sztafecie 4x100 m. Zdobył aż cztery złote medale. W tym samym czasie 10 z 11 pozostałych czarnych lekkoatletów amerykańskiej drużyny również zajęło miejsca na podium. Dla pragnącego pokazu aryjskiej siły Adolfa Hitlera ich sukces był jak policzek.

Wilma tak jak jej idol pragnęła przywieźć z igrzysk złoto. Udało się. Wróciła z Rzymu z trzema złotymi medalami – na 100 i 200 m oraz w sztafecie 4x100 m – i dwoma rekordami świata. Była pierwszą Amerykanką, której udało się zdobyć aż trzy złote medale podczas jednych igrzysk.

Wyczyn Wilmy został doceniony przez prezydenta USA – John Fitzgerald Kennedy zaprosił medalistkę do Białego Domu. Rudolph przyjęła zaproszenie, ale na wizytę u gubernatora stanu Tennessee Buforda Ellingtona się nie zgodziła. Nie chciała wyrazów uznania od mężczyzny, który opowiadał się za segregacją rasową i tym samym był współsprawcą upokorzeń, których doświadczała od dziecka. Postawiła na swoim jeszcze raz, kiedy w jej rodzinnym Clarksville chciano zorganizować uroczystość z okazji jej powrotu – Welcome Wilma Day. Wilma zgodziła się pod jednym warunkiem – że będzie to wspólna impreza, na której biali i czarni będą traktowani jednakowo. Spełniono jej życzenie.

Pożegnanie

Zaledwie dwa lata po swoim wielkim sukcesie Wilma Rudolph w wieku 22 lat postanowiła wycofać się ze sportu. "Jeżeli na następnych igrzyskach zdobędę nie trzy, ale dwa złota, czegoś będzie mi brakowało. A ja chcę odejść, kiedy jestem na szczycie" – oświadczyła dumnie w wywiadzie dla "Chicago Tribune".

W autobiografii wspominała, że impulsem do przejścia na sportową emeryturę były dla niej zawody na Uniwersytecie Stanforda. W mityngu lekkoatletycznym reprezentacja Stanów Zjednoczonych konkurowała z reprezentacją Związku Radzieckiego. Rudolph rywalizowała wówczas w sprincie na 100 m oraz w sztafecie 4x100 m. Choć w obydwu startach wygrała, postanowiła, że będą to jej ostatnie zawody. "Kiedy w sztafecie nadchodziła moja kolej, doskonale wiedziałam, że jesteśmy w tyle. Wtedy przyrzekłam sobie: ‘Jeśli dogonisz Rosjankę, przejdziesz do historii i zasłużysz na emeryturę. Jeśli nie złapiesz Rosjanki, to pakujesz się do Tokio’. Tamten bieg przeszedł do historii, a ja przeszłam na zasłużoną emeryturę. To był najlepszy występ w mojej karierze, a owacja na stojąco we własnym kraju, na otwartym stadionie to najwspanialszy jej moment. Nigdy nie żałowałam, że podjęłam taką, a nie inną decyzję" – wspominała Wilma w swojej książce.

Wilma Rudolph odbierająca nagrodę Fraternal Order of Eagles w 1961 roku z Rogerem Marisem (fot. Fraternal Order of Eagles Photo Archive / CC BY-SA 3.0)

Po zakończeniu kariery Wilma ukończyła studia i pracowała w jednym z liceów jako nauczycielka wychowania fizycznego. Po tym, jak w 1963 roku rozpadło się jej pierwsze małżeństwo, z Williamem Wardem, poślubionym ledwie dwa lata wcześniej, ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem został Robert Eldridge, ten sam, którego niegdyś jej ojciec odrzucił. Bo choć sukces Wilmy Rudolph nie przełożył się wcale na wysokie honoraria i finansowy dobrobyt, dał jej coś ważniejszego – pewność siebie, potrzebną, by wziąć życie w swoje ręce. Z Robertem miała jeszcze trójkę dzieci: Djuannę, Roberta Juniora oraz Xurry’ego. Rozwiedli się po 17 latach małżeństwa.

Wilma Rudolph nie zapomniała, jak wiele jej rodzina musiała poświęcić, by ona mogła rozwijać swoją karierę. Dlatego w 1981 roku założyła Wilma Rudolph Foundation. Jej zadaniem było wspieranie zdolnych młodych sportowców pochodzących z ubogich rodzin.

Zmarła w 1994 roku, w wieku zaledwie 54 lat. W dniu jej pogrzebu flagi państwowe w stanie Tennessee, gdzie uprzedzenia rasowe wciąż były wówczas żywe, zostały opuszczone do połowy masztu na znak żałoby.

Pisząc tekst, korzystałam m.in. z:

https://kierunektokio.pl/wygrac-z-bolem-trzy-olimpijskie-historie-o-pokonywaniu-wlasnych-slabosci/
https://legendysportu.pl/wilma-rudolph-czarna-gazela/
https://www.magazynbieganie.pl/wilma-rudolph/
https://www.nytimes.com/1994/11/13/obituaries/wilma-rudolph-star-of-the-1960-olympics-dies-at-54.html
https://www.theguardian.com/sport/blog/2012/jun/01/50-stunning-olympic-moments-wilma-rudolph
http://www.espn.com/sportscentury/features/00016444.html

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem K MAG, portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Cykl o kobietach

W nowym cyklu Weekend Gazeta.pl będziemy przybliżać historie kobiet, które zmieniły świat, ale ich zasługi zostały przemilczane bądź przypisane innym osobom.