Biografie
Hope Cooke, królowa Sikkim (fot. Library of Congress)
Hope Cooke, królowa Sikkim (fot. Library of Congress)

Pokryte śniegiem Himalaje, bajkowe krajobrazy, 500 odmian dzikich orchidei, największa na świecie uprawa kardamonu… i Amerykanka z Nowego Jorku przechadzająca się w jedwabnych szatach ulicami Gangtoku, stolicy Sikkimu, małego himalajskiego królestwa wciśniętego pomiędzy Bhutan, Nepal, Tybet i Indie.

"Kwitnie wśród nas kwiat Zachodu" – śpiewali na rocznicę ślubu Hope Cooke z Paldenem Thondupem Namgyalem dworscy muzycy. Redaktorzy "The Vogue" pytali, jakiego kremu używa, żeby utrzymać idealnie nawilżoną skórę na dużych wysokościach. Henry Kissinger stwierdził, że stała się bardziej buddyjska niż lokalna ludność. A ona, ubrana w tradycyjny sikkimski strój kho, spoglądała tęsknym wzrokiem z pierwszych stron gazet.

O Sikkimie i amerykańskiej królowej mogłaby powstać piękna baśń. Nigdy jednak nie powstanie. Chyba że taka w duchu baśni braci Grimm. Hope była ostatnią królową Sikkimu, z którego musiała uciekać, a wbrew przewidywaniom nadwornych astrologów jej małżeństwo bardzo szybko zaczęło się rozpadać.

Bitniczka w trampkach

Swoją biografię "Zmiana czasu" Hope zaczęła od osieroconego dzieciństwa, które spędziła w Nowym Jorku. Najpierw odszedł ojciec, zostawił rodzinę wkrótce po tym, jak Hope pojawiła się na świecie. Jej matka zajmowała się amatorsko lataniem. Miała tylko 25 lat, kiedy wystartowała swoim samolotem szkolno-turystycznym (Piper Cub) z prawie pustym zbiornikiem paliwa. Skończyło się tragicznie. Hope miała wówczas dwa lata, a opiekę nad nią przejęli dziadkowie. Po ich śmierci, przeprowadziła się w wieku 15 lat do ciotki i wuja, ówczesnych ambasadorów USA w Iranie, tam skończyła szkołę.

Jeszcze jako nastolatka odbyła podróż do Indii i już na zawsze zostawiła tam swoje serce. "Nigdy nie byłam tak szczęśliwa… Indie! Moje serce eksploduje... Wschód jest moim domem... Muszę pozostać w pobliżu Indii…" – mówiła.

Hope była zafascynowana Azją, buddyzmem i Dalekim Wschodem. Jej koleżanka z nowojorskiego college’u Sarah Lawrence powiedziała w jednym z wywiadów, że "Hopey zawsze była trochę nie na miejscu tutaj, na Zachodzie".

Prasa z kolei sugerowała, że Hope, gdy brała ślub z potomkiem Namgyalów, bardziej była zauroczona wizją przeprowadzki do himalajskiego pałacu niż swoim mężem. 

Król i Królowa Sikkim w 1966 roku (fot. Ron Kroon / Anefo - Nationaal Archief)

Małe buforowe państewko

Sikkim to obecnie drugi najmniejszy stan indyjski, zaraz po turystycznym Goa. Leży w północno-wschodniej części kraju i zajmuje niewiele ponad 7 tys. km² – to mniej niż powierzchnia województwa opolskiego. Powstał w XVII wieku jako małe królestwo u stóp Himalajów. Już po kilkudziesięciu latach stracił część swoich zachodnich ziem na rzecz Nepalu, ale mimo to przetrwał aż do XIX stulecia, kiedy został brytyjskim protektoratem. Rdzennymi mieszkańcami Sikkimu byli Lepcha, z czasem osiedlili się na tym terenie przedstawiciele ludu Bhutia, a na końcu Nepalczycy, którzy dziś stanowią większość społeczności stanu.

Na przełomie XIX i XX wieku Brytyjczycy zachęcali nepalską ludność do migracji na ziemie królestwa. Cel był prosty – pozyskanie taniej siły roboczej. To właśnie Nepalczycy pierwsi rozpoczęli na tych terenach uprawę kardamonu, który lubi duże wysokości. Malownicze tarasowe uprawy na wzgórzach to ich zasługa. Razem z imigracją Nepalczyków zmieniła się sytuacja językowa. Lingua franca Sikkimu to nepalski.

W czasach pobrytyjskich Sikkim funkcjonował, przynajmniej formalnie, jako niezależna monarchia. Indie przyjęły odpowiedzialność za jego komunikację, obronę i sprawy zagraniczne, a także za integralność terytorialną. Sikkim miał autonomię w sprawach wewnętrznych. To wtedy Hope i jej mąż objęli rządy nad królestwem, które przez swoje nieszczęśliwe położenie było coraz bardziej narażone na naciski ze strony chińskiej i indyjskiej. Na horyzoncie zaczęła majaczyć rychła utrata autonomii. Ale zanim stanie się nieuniknione, Hope zazna królewskiego życia.

Królowa lubiła wypić szkocką przed obiadem

Trafili na siebie w lobby hotelu Windermere w urzekającym indyjskim mieście Dardżyling. Był rok 1959, a 20-letnia amerykańska piękność nie wiedziała jeszcze, że stanie się drugą Grace Kelly. "Oświadczył się, kiedy spotkaliśmy się po raz drugi. Zakochałam się w tych jego wielkich, smutnych oczach" – tak "The New York Times" cytował Hope Cooke.

Amerykańska prasa była zachwycona, kiedy Hope w 1963 roku poślubiła niemal dwa razy od niej starszego księcia buddyjskiego Sikkimu Paldena Thondupa Namgyala. On był wdowcem z trójką dzieci i pretendentem do tronu. Ona – wielbicielką Orientu o bitnikowskich zapędach, która w trampkach i znoszonych ubraniach wyglądała jak współczesny Kopciuszek. Dwa lata po ich ślubie, w 1965 roku, zmarł ojciec Paldena. Palden został więc królem, a Hope królową.

 

Czarne chmury szybko zawisły zarówno nad ich małżeństwem, jak i nad przyszłością królestwa. Jak opisywała po latach Hope, król był zapalonym włóczęgą z odrażającą nutą seksizmu. Typ macho. Utrzymywał romans z zamężną kobietą w Belgii jeszcze przed ślubem i nie zrezygnował z tego związku mimo małżeństwa z Hope. Poleciał odwiedzić kochankę kilka tygodni przed tym, jak żona urodziła ich pierwsze dziecko – syna. Potem na świat przyszła jeszcze córka. Kochanka pisała do Paldena listy. Hope niektóre z nich czytała, gdy mąż odprawiał akurat swoje buddyjskie modlitwy.

Palden, z natury kobieciarz, nie ograniczał się tylko do kontaktów z belgijską kochanką. Kiedy był zajęty innymi kobietami i powstrzymywaniem Indii przed wchłonięciem Sikkimu, Hope poświęciła się pracy. Promowała produkty pochodzenia sikkimskiego za granicą. Dzięki jej kontaktom i staraniom Sikkim eksportował na świat dywaniki z grubego włosia, a także złotą i srebrną biżuterię wykonywaną przez miejscowych rzemieślników. Oprócz tego nadzorowała tworzenie nowych podręczników dla szkół, brała lekcje tybetańskiego. Wstawała około ósmej rano i zaczynała dzień od przejrzenia przy śniadaniu amerykańskich magazynów, które pałac prenumerował. Przez kolejne kilka godzin pisała listy, opracowywała menu i nadzorowała pracę służących w pałacu. Było ich 15, pracowali na dwie zmiany. Pilnowała też budżetu rodzinnego. Roczny dochód króla Sikkimu wynosił około 42 tys. dolarów, stałych wydatków było 27 tys.

Królowa kończyła swoje zajęcia o szesnastej. Wtedy wychodziła na spacer po Gangtoku, stolicy królestwa. Zgrabna, ubrana w jedwabne szaty, z ciemnobrązowymi włosami opadającymi na ramiona przechadzała się kaskadowo ułożonymi ulicami i wywoływała zachwyt. Grywała też w tenisa. Wieczory zwykle wypełniały jej oficjalne spotkania lub przyjęcia. Lubiła szkocką z napojem gazowanym. Zwykle przed obiadem.

Nie unikała podróży. Polityka jej męża Paldena polegała na tym, żeby każdą wioskę w obrębie królestwa odwiedzić chociaż raz na trzy lata. Dlatego król co jakiś czas przemierzał górzysty Sikkim jeepami i konno, a Hope towarzyszyła mu, kiedy tylko mogła. Nawet gdy odwiedzał tereny położone blisko wrogich, komunistycznych Chin.

Bez happy endu

Jej mąż teoretycznie ukształtował modelowe państwo. Przez pierwszych pięć lat władania królestwem skoncentrował się na elektryfikacji i edukacji, kontynuując wiele pomysłów swojego ojca. Za czasów jego panowania wskaźnik alfabetyzacji podniósł się z 25 do 40 procent, a liczba sikkimskich dzieci w szkołach wzrosła czterokrotnie. Dochody państwa podwoiły się, a średni dochód na mieszkańca wzrósł o jedną trzecią, do 100 dolarów rocznie.

Paldenowi udawało się zachować niezależność Sikkimu mimo nieszczęśliwego położenia. Kiedy niepodległość Sikkimu została zagrożona przez śmierć Jawaharlala Nehru, premiera Indii, który starannie zachowywał autonomię Sikkimu na warunkach protektoratu, Palden zaczął więcej pić i miewać napady złości. Gdy na arenę polityczną wkroczyła nowa premier, Indira Gandhi, sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Wtedy już i Hope zaczynała dzień od piwa, kontynuując go odurzona mieszanką whisky, valium i papierosów.

Król i Królowa Sikkimu oraz ich córka świętują urodziny w Gangtoku (fot. Library of Congress)

Zdała sobie sprawę, że być może plotki na jej temat to prawda – kochała Wschód, nie Paldena. Podczas jednej z podróży do Nowego Jorku wdała się w romans z dawnym przyjacielem. Po powrocie ze Stanów nie była sobą. Coraz częściej leżała w łóżku otumaniona alkoholem i lekami, patrząc na gramofon, z którego Joan Baez śpiewała piosenki o wolności.

Królowa szpiegiem amerykańskiego wywiadu?

Sprawa Sikkimu, który wciąż nie był podległy Indiom, już od dawna denerwowała tamtejszy establishment, a Indira Gandhi snuła plany, jak przeprowadzić aneksję. Jakby królestwo nie miało wystarczająco dużo problemów, Hope napisała artykuł dla Instytutu Tybetologii w Gangtoku, w którym stwierdziła, że Dardżyling powinien wrócić do Sikkimu. Obecnie ten region jest częścią indyjskiego Bengalu Zachodniego, Sikkim wydzierżawił go Brytyjczykom w latach 30. XIX wieku.

Indyjska prasa zaczęła krytykować Hope za wtrącanie się w sprawy państwowe. Rozeszła się  pogłoska, jakoby królowa była agentką amerykańskiego wywiadu. Pisały o tym indyjskie gazety, "Newsweek" nazwał ją "himalajską Marią Antoniną", a w archiwalnych numerach "New York Timesa" można przeczytać artykuły o tym, jak fairytale gone bad – bajka skończyła się źle. 

Królestwo podzielone

W Sikkimie rosło napięcie między rdzenną mniejszością a pozbawionymi praw obywatelskich nepalskimi imigrantami. Ich populacja wzrosła w latach 70. do 75 procent sikkimskiego społeczeństwa. Król nie potrafił zapewnić wszystkim poddanym politycznej reprezentacji i prawdopodobnie to go zgubiło. 

W 1974 roku Gangtok, stolica Sikkimu, przeistoczył się w fortecę, na teren królestwa zaczęły wjeżdżać wojska indyjskie. Doradcy błagali króla, żeby uciekał do Nepalu w przebraniu mnicha, on jednak zdecydował, że zostanie. W tym czasie w Indiach przegłosowano aneksję Sikkimu. Król wezwał do przeprowadzenia w kraju uczciwego referendum. Większość mieszkańców opowiedziała się za przyłączeniem się do Indii.

9 kwietnia 1975 roku o godzinie 12.45 uzbrojeni żołnierze indyjskiej armii otoczyli pałac i zastrzelili strażnika broniącego wejścia. Przejęcie władzy trwało 20 minut. Król dostał areszt domowy. Zakończyło się panowanie dynastii Namgyalów, które trwało 333 lata. Miesiąc później, 16 maja, Sikkim został stanem Indii.

Hope miała wtedy 35 lat. Zabrała dzieci i wróciła do Stanów Zjednoczonych, a później rozwiodła się z Namgyalem.

Widok na Gangtok, stolicę Sikkimu (fot. Shutterstock)

Punkt zwrotny. Hope Cooke: Zaczęłam chodzić i patrzeć

"Och, jesteś Hope Cooke? Hope Cooke, przewodnik miejska?" – zapytał mężczyzna na jednej z nowojorskich imprez. Tak, to ona. Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych zaczęła oprowadzać wycieczki po Nowym Jorku i nikt już nie kojarzył jej z amerykańską królową małego, dalekiego państewka. W tamtym momencie Hope poczuła, że ostatecznie pożegnała się z przeszłością. 

81-letnia dziś ostatnia panująca królowa Sikkimu przeszła długą drogę, nim znalazła bezpieczny ląd. Kiedy wróciła z dziećmi do Nowego Jorku, czuła się nie na miejscu, była samotną matką w obcym mieście. Po raz pierwszy od 11 lat założyła krótką sukienkę. Jej dzieci były zawstydzone. Nigdy wcześniej nie widziały jej nóg.

Odzyskanie amerykańskiego obywatelstwa też nie było łatwe. Zarzucano jej, że zbyt lekko je odrzuciła, przez mrzonki o byciu królową wyzbyła się swojej tożsamości. W końcu jednak się udało.

Cooke zaczęła wykładać na amerykańskich uczelniach, gdzie opowiadała o swoich azjatyckich doświadczeniach. Napisała autobiografię pod tytułem "Time Change". I polubiła spacery po nowojorskich ulicach. Wsiąkła w to miasto i rozpoczęła wykłady w Yale – tym razem poświęcone historii Nowego Jorku. A o tamtejszych zabytkach pisała dla "The Daily News" felietony.

Jej syn, książę, został bankierem, córka – specjalistką od public relations. W życiu Hope pojawił się też mężczyzna. Z Michaelem Wallace’em, którego poznała na spotkaniu historyków, wzięła ślub i zamieszkali w domu na Brooklynie. Małżeństwo zakończyło się jednak rozwodem. O ich życiu prywatnym nie wiadomo za wiele. Po tym, jak dawna królowa opuściła Sikkim, zaczęła chronić swoje życie prywatne przed ciekawskimi mediami, od lat nie udziela wywiadów, unika rozgłosu.

Hope w 1995 roku wydała książkę o pieszych wędrówkach po Nowym Jorku, cały czas oprowadzała wycieczki i w końcu, jak mówiła, wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Nie było już Gyalmo, królowej himalajskiego państewka. Była – i jest – Hope Cooke, przewodnik miejska, która w końcu czuje się zakorzeniona w Stanach Zjednoczonych.

Historia usunięta z podręczników

Dzięki przyłączeniu do Indii Sikkim zyskał nowe fundusze od rządu, co zaowocowało między innymi wybudowaniem ponad 350 km dróg – ten, kto miał okazję jeździć w górach zdezelowanym jeepem i spoglądać w przepaść, wie, że to naprawdę istotna potrzeba w regionie. Wzrosło turystyczne zainteresowanie terenami byłego królestwa. Zaczęli przyjeżdżać tu zarówno Indusi, jak i zagraniczni goście, którzy chcieli zobaczyć inne, buddyjskie Indie. Rozwinęła się turystyka górska – trekkingi w rejonie Dzongri cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. PKB stanu wzrosło aż o 50 procent w zaledwie pięć lat od przyłączenia Sikkimu do Indii, a do 1985 roku prawie połowa wiosek zyskała stały dostęp do elektryczności. Zwiększyła się liczba szkół zawodowych i uczelni, a Sikkim przestał utrzymywać się głównie z rolnictwa. Dawne królestwo, dzisiaj stan Indii, funkcjonuje tak dobrze w dużej mierze dzięki pieniądzom z rządu centralnego.

Z biegiem czasu maleje liczba osób, które pamiętają Sikkim jako autonomiczne królestwo. Wszelkie wzmianki na ten temat zostały usunięte z podręczników w całym stanie, a starsze pokolenia nie opowiadają młodym o królewskiej przeszłości tego miejsca. 

"W ciągu ostatnich kilku lat modne stało się umieszczanie na samochodach naklejek z flagą Sikkimu, ale chcę zapytać ludzi, którzy to robią: czy znacie w ogóle naszą historię?" – cytuje Josepha Lepchę, dziennikarza z Gangtoku, portal fiftytwo.in.  

Dzięki wsparciu programu zagrożonych archiwów prowadzonego przez British Library Pema Abrahams, wnuczka ostatniego króla i jego pierwszej żony, pracuje nad zachowaniem zdjęć i dokumentów z archiwum pałacu w Gangtoku. Współpracując z 20-latkami z Sikkimu przy swoim projekcie, odkryła, że większość nie zdawała sobie sprawy z faktu, że państwo było autonomicznym królestwem do lat 70. XX wieku.