Najpierw jej posłuchajcie:
To „Chuncho" („Forest Creatures") – „Leśne stworzenia". Zdaniem krytyków właśnie w tym, nagranym w 1953 roku utworze Yma Sumac pokazała swoje słynne cztery i pół oktawy. Liczba oktaw określa zakres rejestrów dźwięku – od najniższych do najwyższych – jaki może osiągnąć ludzki głos. Zwykły człowiek ma od jednej do półtorej oktawy. Celine Dion – trzy. Czterooktawową skalą głosu zasłynęli nieliczni: Whitney Houston, Freddie Mercury, Thom Yorke, a w Polsce – Violetta Villas i Edyta Górniak.
Według wielu Yma Sumac była „w swojej własnej lidze". Mogła „tworzyć dźwięki, których nie był w stanie wydać żaden inny człowiek"*. Twierdziła, że potrafi osiągać pięć oktaw, że „ma w gardle słowika i panterę". Po historycznym występie Sumac w 1950 roku w Hollywood Bowl oszołomiony recenzent napisał, że śpiewa „głosem ptaków i trzęsienia ziemi".
Była genialnym muzycznym samoukiem.
Słodko i czysto śpiewała przez 40 lat. Wśród jej fanów byli Walt Disney, Marlena Dietrich i Nikita Chruszczow. Szczyt kariery Sumac przypadł na lata 50., gdy została królową nowego gatunku muzyki: egzotycznej. Ale i dziś wciąż ktoś odkrywa ją na nowo. Jej piosenki pojawiły się na ścieżkach dźwiękowych filmu „Big Lebowski" i serialu „Mad Men", w słynnym reality show z drag queens „RuPaul’s Drag Race", na igrzyskach olimpijskich w 2018 roku, a ostatnio – w reklamie iPhone’a 12. Podczas oglądania tego spotu zapewne niejedna osoba zadała sobie pytanie: kim jest kobieta śpiewająca w tle?
Niełatwo na nie odpowiedzieć, bo biografia Ymy Sumac zawiera dziesiątki sprzecznych informacji.
Ale pytanie jest bardzo dobre.
Elita
Urodziła się 13 września 1922 roku w Peru jako Zoila Augusta Emperatriz Chavarri del Castillo. W Los Angeles odmłodzono ją o pięć lat.
Nie pochodziła z „plemienia nieznanego etnografom" i nie mieszkała w „nędznej chacie z rozpadającej się ziemi", jak po latach napisał pewien dziennikarz. Rodzina Ymy była zamożna i szanowana. Konsul generalny Peru poświadczył nawet, że jej matka Emilia Atahualpa była w prostej linii potomkinią ostatniego cesarza Inków, zabitego przez Hiszpanów w 1533 roku, zatem Yma również nią jest.
Była przepiękna, charakterna i ten głos! Yma stanowiła gotowy materiał na legendę, a nawet kult, którym zresztą z czasem ją otoczono. Potrzebowała tylko kilku szlifów.
To wytwórnia muzyczna Capitol Records sięgnęła po jej rzekomo królewski rodowód i rozkręciła bajkę o księżniczce. Podobno Ymie ten pomysł wcale się nie podobał, ale i ona w końcu go kupiła.
Nicholas E. Limansky, autor najpełniejszej i najbardziej wiarygodnej biografii Sumac, zatytułowanej „Yma Sumac. The Art Behind the Legend", napisał:
Hollywood zabrało tę miłą dziewczynę, która chciała być piosenkarką folkową, ubrało ją i powiedziało, że jest księżniczką
Zdaniem Caroliny Mirandy, felietonistki „Los Angeles Times", Yma „przyjęła rolę z wyniosłą wielkością". Limansky: „Wyglądała jak księżniczka i tak się zachowywała".
Hollywoodzkie „szlify" zrobiły z niej zupełnie inną osobę.
Dziwne trio
Pseudonim artystyczny – Imma Sumack, w języku keczua oznaczający „jak pięknie" – wymyśliła w 1942 roku jeszcze w Peru. Ponoć bała się, że rodzina rozgniewa się, gdy odkryje, że 20-letnia córka śpiewa w radiu, zamiast się uczyć. Spece od reklamy z Capitol Records przerobili Immę na egzotyczniej brzmiącą Ymę.
W zagmatwanej biografii Ymy mity nakładają się na plotki. Jeden z największych brzmi: Sumac przybyła do USA jako nikomu nieznana artystka, to tu ją odkryto. Nieprawda. W USA „tylko" wymyślono ją na nowo. Obwieszono złotem, ubrano w pióropusze i rozłożyste suknie, do których zresztą miała słabość.
Gdy w 1946 roku trafiła do Nowego Jorku, w Ameryce Południowej – nie tylko w rodzimym Peru, ale też w Meksyku, Boliwii i Argentynie – jako artystka osiągnęła już wszystko. Wystąpiła z recitalem na zaproszenie prezydenta Meksyku, była na okładkach magazynów. Współtworzyła tercet Inca Taky Trio. Z mężem Moisesem Vivanco i Yolandą „Cholito" Rivero, największą przyjaciółką i zarazem największym wrogiem.
Trio przyjechało do USA pewne sukcesu. Tak bardzo, że wprowadziło się do luksusowego hotelu Waldorf-Astoria przy Park Avenue na Manhattanie. Długoterminowo.
Ale początki w USA były trudne, wręcz szokujące. Dla Amerykanów Yma była nikim. Z Waldorf-Astorii wraz z mężem i przyjaciółką wyniosła się do taniego mieszkania w Greenwich Village, gdzie zdumiona i wściekła diwa „pierwszy raz w życiu robiła pranie i próbowała coś ugotować". Sąsiedzi zaś byli „zupełnie oszołomieni nieziemskim głosem, który odbijał się echem na korytarzach". By cokolwiek zarobić, trio występowało na salach pooperacyjnych i w żydowskich delikatesach.
Capitol i zdrada
Może odnosiłaby większe sukcesy, gdyby „ubierała się seksowniej"? Na te słowa „wiodącego agenta teatralnego" Yma wrzasnęła po hiszpańsku: „Ty idioto! Jestem Imma Sumac! Nie jakaś atrakcja jednego sezonu".
Był rok 1948, trio miało już za sobą dobrze przyjęty występ w prestiżowej Carnegie Hall. A Cholita zaszła w ciążę. Z Moisesem.
Yma była ponoć zdruzgotana zdradą dwóch najbliższych sobie osób. Chciała wrócić do Peru, ale Moises ją ubłagał. By uniknąć skandalu, postanowili, że to Yma będzie dla dziecka matką, a Cholita – „ciocią Yolą". Przynajmniej taka informacja – rodząca więcej pytań niż odpowiedzi – znajduje się na oficjalnej stronie Sumac prowadzonej przez jej przyjaciela i byłego asystenta Damona Devine’a.
Karta odwróciła się po występie w eleganckim klubie Blue Angel. Na widowni siedział łowca talentów z wytwórni Capitol Records. Nie miał wątpliwości: trzeba podpisać kontrakt z tą Peruwianką, nim zrobi to ktoś inny. Ale w Capitolu drapali się po głowach: trio było „zbyt etniczne".
Postanowili, że zainwestują w Ymę, jeśli przeniesie się do Los Angeles. Reszta tercetu ich nie interesuje, ale mogą zostać w zespole. Vivanco ogłosił się menedżerem żony. Limansky przytacza historię, którą sprzedał Capitolowi, jak to całymi dniami podróżował do małej wioski w Andach Wysokich, by odszukać kobietę potrafiącą rozmawiać z „ptakami, zwierzętami i wiatrem". Tak naprawdę poznali się w Limie.
Podobno za każdą reklamową bzdurą Capitolu na temat Ymy stał on – jej wiarołomny mąż.
Aranżację płyty powierzono Lesowi Baxterowi. Krążek „Voice of the Xtabay" stanowił mariaż peruwiańskiej egzotyki ze ścieżką dźwiękową rodem z ekranowych przygód Indiany Jonesa. Ymie akompaniowała orkiestra złożona z muzyków trzech wielkich wytwórni filmowych: Metro-Goldwyn-Mayer, Warner Bros i Paramount Pictures. Carolina Miranda określiła krążek jako „nieziemski dowód potęgi" Sumac, „operowe trele (...), które brzmiały tak, jakby mogły rozbić szkło". Limansky: „Wzięła peruwiańską muzykę tradycyjną, nadała jej styl muzyki popularnej i zaśpiewała [to wszystko] koloraturowym sopranem, nasyconym jazzem i bluesem. Fascynująca mikstura".
W pierwszym roku album sprzedał się w milionie egzemplarzy. Amerykanie nigdy czegoś takiego nie słyszeli. I nie widzieli: na okładce winyla ociekająca złotem „księżniczka Inków" pozuje na tle erupcji wulkanu. Wulkany – najczęściej styropianowe – przypisano jej na dobre. A także sztuczne filary ognia, tukany, papugi, tropikalną roślinność i inkaskie totemy. Zmysłowość łamaną na kicz.
Limansky nie miał złudzeń:
Sumac prawie nigdy nie była traktowana poważnie jako artystka (...) Została zaszeregowana jako dziwaczna
Yma Sumac, a może Amy Camus?
Amerykańska kariera Sumac nabrała tempa. Jej pierwszy znaczący występ, w Hollywood Bowl w sierpniu 1950 roku, przyjęto ze zdziwieniem, po którym nastąpił „ryk do bisów" sześciotysięcznej publiczności. Krytycy i producenci filmowi oszaleli. Okrzyknięto ją „córką słońca".
Wyprzedawała każdą widownię – czy to w Carnegie Hall, czy w Hollywood Bowl. Zarabiała 10 tys. dolarów tygodniowo. Kupiła luksusowy dom w Los Angeles i wprowadziła się do niego z małym Charlesem, Moisesem i Cholitą.
Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się też najbardziej żywotna plotka na jej temat: że Yma Sumac to tak naprawdę Amy Camus, żydowska gospodyni domowa z Brooklynu, która sfingowała swoją tożsamość. Dowód? Wystarczy przeczytać jej pseudonim od tyłu. Pogłoska puszczona przez dziennikarza Waltera Winchella była absurdalna, ale wystarczyła, by część opinii publicznej nabrała podejrzeń. Na pytanie o to, kim naprawdę jest, Yma odpowiadała przez kolejne cztery dekady. Udawała rozbawioną, ale „denerwowało ją to do końca życia".
W 1952 roku Sumac zarabiała już 25 tys. dolarów tygodniowo.
Zagrała w filmie przygodowym „Tajemnica Inków" u boku młodego Charltona Hestona. „Jeżeli film oglądali jacyś etnografowie, to chyba płakali ze śmiechu", skomentował jeden z użytkowników Filmwebu. Trafnie. Yma jako produkt Capitolu śpiewała rzekomo „inkaskie hymny", które w istocie były hollywoodzkim pastiszem kultury Inków. W Peru jeszcze jej to wypomną.
W lipcu 1955 roku oficjalnie została amerykańską obywatelką, Moises – nie. Za to wyszło na jaw, że miał romans z jej 20-letnią asystentką i właśnie został ojcem bliźniaków. Mimo to para występowała razem na scenie aż do 1968 roku. Potem nigdy więcej się nie zobaczyli.
W 1957 roku dyskografia Ymy zawierała już pięć albumów wydanych z Capitolem. Została królową mambo z... gigantycznymi długami na koncie. Jak to możliwe? Ano przez siedem lat odpowiedzialny za finanse pary Moises nie płacił żadnych podatków. Yma wniosła o rozwód, a długi spłacała przez kilkadziesiąt lat.
Nim nadeszły lata 60. i wszystko w muzyce przyćmił rock and roll, Sumac nagrała ostatni album z Capitolem. Media spekulowały, że zeszła się z Vivanco – taką informację do dziś można znaleźć w wielu źródłach. Zdaniem byłego asystenta Ymy drugiego małżeństwa z Moisesem nigdy nie było.
Diwa rozstała się za to na dobre z kalifornijską wytwórnią.
Triumf w ZSRR
W 1960 roku jako jedna z pierwszych sław dostała swoją gwiazdę w Alei Gwiazd w Los Angeles. Chwilę później ruszyła w wielkie tournée po Związku Radzieckim. Ta trasa okazała się jednym z największych triumfów w jej całej karierze. Z czterech tygodni rozciągnęła się na sześć miesięcy. Jedne źródła podają, że Sumac zaśpiewała wtedy dla 20 milionów ludzi, inne – że dla 70.
Co noc zapełniała największe sale, przeplatając Wagnera, Mozarta i Verdiego z peruwiańskim repertuarem. Na koniec zawsze śpiewała po rosyjsku „Moscow Nights", wywołując na widowni ekstazę. W Operze Czajkowskiego słuchacze wypuszczali w niebo białe gołębie, a „radzieccy żołnierze zrywali z piersi medale i rzucali jej pod nogi". Głęboko ją to poruszało. Poznała Nikitę Chruszczowa, kompozytorów Szostakowicza i Chaczaturiana i nawiązała romans z młodym Rosjaninem. To jedna z nielicznych dostępnych informacji na temat jej miłostek.
Po powrocie do USA Yma ze zdziwieniem odkryła, że gusta muzyczne Amerykanów się zmieniły. Reszta świata niecierpliwie wyczekiwała jej występów. W tym czasie koncertowała wszędzie – od Japonii po Peru. Ale w Peru wielki kolorowy show spod znaku „Peruvian Exotic" w ogóle się nie podobał. Yma dowiedziała się, że „amerykanizuje" i ośmiesza narodową kulturę. Jej postawę uznano za „niegodną".
Obraziła się na osiem lat. Na koniec rzuciła gazetom, że nigdy nie była w związku z Vivanco. Czy próbowała w ten sposób odwrócić uwagę od tego, jak głęboko ją zraniono?
Żegnaj, kochanie
Małżeństwo z Moisesem się skończyło. Bez kontrolującego mężczyzny u boku – Limansky pisał, że niepewny swojej wartości Vivanco „strzegł Ymy niczym rzadkiego kwiatu cieplarnianego" – diwa była z jednej strony oszołomiona popularnością, a z drugiej zagubiona. Zaczęła zyskiwać opinię „trudnej we współpracy". Zwalniała i zatrudniała kolejnych menedżerów, gromiła spojrzeniem muzyków. Już do końca pozostanie „trudna".
W 1971 roku wydała pierwszy od 12 lat album: „Miracles". Wspólnie z... Lesem Baxterem. Ale choć gazety umieściły Ymę w pozie Jezusa i ogłosiły jej „ponowne przyjście", między nią i Lesem trwała wojna. Ymie nie podobała się okładka z jej małą graficzną podobizną ani to, że Les przypisał sobie aranżacje wszystkich utworów, kiedy podczas nagrań to ona improwizowała. Z kolei Les po latach mówił, że bał się, iż Yma go zabije. Winyl wycofano, co zapewniło płycie status białego kruka.
Wydawało się, że w Peru też już zupełnie przestali ją kochać. Gdy w 1974 roku przyjechała do umierającej matki, młodzi ludzie obrzucili jej samochód zgnilizną. Warknęła: „Gdyby nie ja, nikt nie słyszałby o Peru!". „Zarazem czuła, że nic dla rodaków nie zrobiła".
Nie wróci do ojczyzny przez 32 lata.
Miała 53 lata i po udanych koncertach w Nowym Jorku wierzyła, że może jeszcze zacząć od nowa. Fani ją kochali. Z wzajemnością. Ale coraz trudniej było pracować z kłótliwą i nieustępliwą gwiazdą. Jej występy stały się nierówne. Miranda:
Były noce piękne i straszne
Zniknęła w 1976 roku na kilkanaście lat. Po powrocie tłumaczyła dziennikarzom, że lekarz kazał jej odpocząć w Peru. Kłamała. Cały czas była w Los Angeles. Na prywatnych zdjęciach z tamtego okresu trzyma oposa przyjmującego witaminy w kalifornijskim sanktuarium dla zwierząt.
Nowa popularność
19 lipca 1982 roku na raka jajnika umiera Cholita Rivero. Jedyną osobą, która opiekowała się nią przez ostatnie miesiące życia, była Yma.
Tymczasem winyle Ymy odkryli fani muzyki gotyckiej i punka. Uznali ją za pokrewną duszę, święcie przekonani, że nie żyje. Inspirowała drag queens, stale otaczał ją wianuszek gejów. Queery widziały w niej kampową ikonę.
Za jakiś czas Dita von Teese, gwiazda burleski i dziewczyna Marilyna Mansona, zacznie nosić sukienki w stylu Sumac. W 2010 roku słynny magazyn modowy „V Magazine" okrzyknie Ymę jedną z 10 światowych ikon mody wszech czasów. „Musiała mieć 300 par butów w stylu lat 50.", wspominał były asystent.
Nagrała album z egzotycznymi interpretacjami piosenek Disneya. A gdy dowiedziała się, że niemiecka telewizja kręci o niej dokument, zadzwoniła do wszystkich krewnych i znajomych, zakazując im udziału w tym projekcie. Film na nowo rozpalił zainteresowanie jej osobą.
W tym czasie – już 70-letnia – nagrała niesławny koncert dla niemieckiej telewizji. Jakoś zdzierżyła fakt, że konferansjer powitał ją absurdalnie ubrany. Ale w połowie piosenki powiedziała, że nie będzie dalej śpiewać, bo „tamta pani na widowni się z niej śmieje". Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, w furii zeszła ze sceny.
W latach 90. wydano na CD wszystkie klasyczne płyty Sumac z Capitolu. Doprowadzili do tego jej fanatyczni wielbiciele. Premiera odbyła się w Tower Records przy Sunset Strip w Los Angeles – więcej ludzi przyjdzie tu tylko dla Marilyna Mansona.
Sumac dała jeszcze dwa megakoncerty. „Odrodzenie egzotyki z lat 50. XX wieku ogarnęło cały naród". Występ na Montreal Jazz Festival w Kanadzie był ostatnim w jej życiu.
Tęsknię za moim domem
W 2005 roku zaczęła się u Ymy demencja. Nadal ciężko pracowała, latając po całym świecie i rozdając autografy nieprzebranym tłumom. Ale wymagała już stałej opieki.
Tymczasem młody peruwiański fan napisał do rządu Peru z sugestią, że najwyższy czas uznać Sumac za skarb narodowy. Wróciła do kraju, którego już nie poznawała, i przyjęła najwyższe odznaczenie – Order Słońca. Czuła się stara i bardzo zmęczona. I głęboko zawiedziona tym, jak późno doceniono ją w ojczyźnie. „Tęsknię za moim domem" – powiedziała w prywatnej rozmowie, myśląc o Los Angeles.
Umarła w 2008 roku w Silverlake w Hollywood, w pełnym makijażu, po ośmiomiesięcznej walce z rakiem okrężnicy. Spoczęła na cmentarzu Hollywood Forever.
***
Zdaniem Zoili Mendozy, peruwiańskiej antropolożki z Uniwersytetu Kalifornijskiego, której matka Zoila Rosa Beoutis Joffré przyjaźniła się z Ymą, rola Sumac w wykoślawieniu peruwiańskiej sztuki jest niejasna. Była w pełni świadoma czy padła ofiarą męża i chciwych specjalistów od marketingu? Dla Mendozy pewne jest to, że Ymie do końca życia zależało na jednym: by znano ją przede wszystkim w Peru.
*Większość informacji i cytatów – jeśli w tekście nie zaznaczono inaczej – pochodzi z biografii Ymy Sumac zamieszczonej na jej oficjalnej stronie internetowej. Korzystałam też z fragmentów biografii „Yma Sumac. The Art Behind The Legend" autorstwa Nicholasa E. Limansky’ego oraz publikacji autorstwa Zoili Mendozy i Caroliny Mirandy.
Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.