Biografie
Nellie Bly przed podróżą dokoła świata (fot. domena publiczna)
Nellie Bly przed podróżą dokoła świata (fot. domena publiczna)

W czasach, kiedy powszechne było przekonanie, że kobiety nadają się tylko do kuchni i rodzenia dzieci, a podróżowanie bez mężczyzny uważano za wysoce niestosowne, ona samotnie objechała świat. Dokonała tego na zlecenie samego Josepha Pulitzera w zaledwie 72 dni, pobijając tym samym fikcyjny rekord z powieści Juliusza Verne'a. Kilka miesięcy wcześniej spędziła 10 dni w szpitalu psychiatrycznym, czego efektem był reportaż, który przyczynił się do procesu i zamknięcia placówki.

Przyspieszone dorastanie

Reporterka urodziła się 5 maja 1864 roku jako Elizabeth Jane Cochran na przedmieściach Pittsburgha w stanie Pensylwania. Ojciec dziewczynki i czternaściorga jej rodzeństwa, Michael Cochran, był właścicielem lokalnego młyna i większości ziem wokół niego. Tereny te nosiły później nazwę Cochran's Mills (Młyn Cochrana). Dzięki przedsiębiorczości głowy rodziny dzieci dorastały w dostatku.

Idylla skończyła się, kiedy Elizabeth miała zaledwie sześć lat. Pan Cochran zmarł nagle. Nie zdążył nawet spisać testamentu. Było to o tyle problematyczne, że matka Elizabeth, Mary Jane, była jego drugą żoną i miała z nim "zaledwie" pięcioro dzieci. Większość majątku przypadła więc dziesiątce potomstwa pierwszej pani Cochran, a Mary Jane sama musiała zarobić na utrzymanie swojej gromadki. Prawdopodobnie uważała, że będzie jej łatwiej z mężczyzną u boku, bo niebawem ponownie wyszła za mąż. Ale małżonek nie kwapił się do żadnej pracy, za to pił od rana do wieczora, wydając ciężko zarobione przez żonę pieniądze.

Nellie Bly (fot. domena publiczna)

W domu pojawiła się też przemoc fizyczna. Na szczęście Mary Jane nie zamierzała być bierną ofiarą. Jako jedna z pierwszych kobiet w Pensylwanii wystąpiła o rozwód. Udało się go sfinalizować w dużej mierze dzięki nastoletniej Elizabeth, która swoimi zeznaniami ostatecznie pogrążyła ojczyma.

Ze względu na trudną sytuację finansową w domu Elizabeth musiała szybko dorosnąć i zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. Zaczęła się szkolić, aby w przyszłości zostać nauczycielką - był to jeden z nielicznych zawodów, które wypadało wówczas wykonywać kobietom. Przerwała jednak kurs ze względu na brak pieniędzy.

Od "Samotna Sierota" do reporterka

W poszukiwaniu lepszego życia rodzina w 1880 roku przeprowadziła się do Pittsburgha. W styczniu 1885 roku w lokalnym dzienniku "The Pittsburgh Dispatch" Elizabeth trafiła na artykuł Erasmusa Wilsona. I wpadła w szał. Dziennikarz swoim tekstem zatytułowanym "What Girls Are Good For" [Do czego nadają się dziewczęta - przyp. aut.] wypowiadał wojnę rozwijającemu się ruchowi sufrażystek. Wilson twierdził, że kobiety powinny skupić się na roli żon i matek, strażniczek domowego ogniska, i nie interesować się "męskimi sprawami". Tym, co najbardziej ubodło Elizabeth, była opinia, jakoby kobiety, które pracują, były "monstrami", czymś niezgodnym z naturą.

Panna Cochrane (w wieku kilkunastu lat Elizabeth do nazwiska zaczęła dodawać "e") napisała w odpowiedzi list, w którym nie przebierając w słowach, wygarnęła autorowi, że niektóre dziewczęta, takie jak ona, są zmuszone podjąć pracę, po to by ich najbliżsi nie umarli z głodu. Tekst podpisała "Samotna Sierota" i wysłała do redakcji.

Cięty język i trafne obserwacje spodobały się redaktorowi naczelnemu dziennika. Umieścił w kolejnym numerze ogłoszenie, w którym prosił autorkę, aby się ujawniła i przyszła do niego na rozmowę. Panna Cochrane stawiła się w siedzibie "The Pittsburgh Dispatch", a kiedy naczelny zamienił z nią kilka słów, utwierdził się w przekonaniu, że chce mieć taką osobę w swoim zespole, i zaproponował jej napisanie jeszcze jednego tekstu pod pseudonimem "Samotna Sierota". 

Nellie Bly (fot. Library of Congress / domena publiczna)

Felieton "The Girl Puzzle" mówił o tym, co autorka znała z autopsji, czyli o wpływie rozwodu na życie kobiet. Artykuł został świetnie przyjęty, więc naczelny zaproponował Elizabeth stałą współpracę. Młoda redaktor miała jednak pewne obiekcje. Nie chciała pisać o modzie, organizacji popołudniowych herbatek i uprawie ogrodu, a tego właśnie od niej oczekiwano. Postawiła więc warunek, że jej artykuły będą dotyczyć spraw społecznych. W przeciwnym wypadku zacznie szukać pracy gdzie indziej.

Naczelny zgodził się na zaproponowane przez Elizabeth warunki, ale tylko jeśli będzie tworzyć pod pseudonimem - kobiecie nie uchodziło pisać pod własnym nazwiskiem.

Wobec wizji zdobycia pracy, która nie tylko oferowała przyzwoite wynagrodzenie, ale też potencjalnie mogła przysłużyć się słusznej sprawie, panna Cochrane zgodziła się na takie ustępstwo. Zainspirowała się popularną wówczas ludową piosenką i tak narodziła się Nellie Bly.

Szybko okazało się, że Nellie jest cennym nabytkiem dla redakcji. Jej pierwszym poważnym zadaniem było napisanie serii artykułów śledczych o losie pracownic fabryk, opłacanych znacznie gorzej niż mężczyźni, często poniżanych i molestowanych przez swoich zwierzchników. Mimo że teksty Nellie były rzetelne i dobrze napisane, nie wszystkim się podobały. Naczelny zauważył, że z "The Pittsburgh Dispatch" w zaskakującym tempie wycofują się reklamodawcy. Okazało się, że byli nimi przede wszystkim właściciele fabryk lub ludzie związani z zakładami, o których pisała Bly.

Aby pozbyć się niewygodnej dziennikarki, ale jednocześnie wciąż korzystać z jej talentu, wysłano 21-latkę jako korespondentkę do Meksyku. Jej teksty stamtąd szybko przerodziły się w krytykę reżimu Porfirio Diaza. Kiedy władze Meksyku dowiedziały się o artykule opisującym nieprawidłowości w rządzie, Nellie musiała uciekać do USA, aby uniknąć więzienia. Tam czekał na nią wściekły naczelny, który skierował niepokorną reporterkę do działu kobiecego. Ale Bly nie zamierzała zagrzać tam miejsca.

Nellie Bly (fot. Library of Congress / domena publiczna)

"Dziesięć dni w domu wariatów"

Nellie Bly słusznie uważała, że dotychczasowe publikacje pozwolą jej znaleźć pracę w miejscu, które zapewni jej większą wolność. W 1886 roku przeprowadziła się do Nowego Jorku. Tam trafiła do dziennika "New York World", którego redaktorem naczelnym był sam Joseph Pulitzer, i wymyśliła sobie wyjątkowo trudne zadanie.

Nellie natknęła się na wzmianki, jakoby w szpitalu dla chorych psychicznie kobiet na wyspie Blackwell dochodziło do rażących nieprawidłowości. Wiedziała, że aby napisać rzetelny artykuł, musi zdobyć wiarygodne informacje. To z kolei było możliwe tylko wówczas, jeśli sama tam trafi. Pomysłem podzieliła się z sekretarzem redakcji, ten jednak, delikatnie mówiąc, nie był do niego przekonany. Wtargnął wściekły do gabinetu Pulitzera, wrzeszcząc, że ta kobieta chce się zamknąć w domu wariatów, żeby napisać tekst, co świadczy o tym, że sama jest po prostu szalona. Tymczasem Pulitzerowi pomysł Nellie od razu się spodobał.

W ramach przygotowań Bly przez kilka dni ćwiczyła przed lustrem zachowanie osoby chorej psychicznie. Przeprowadziła się też do czynszowej kamienicy w ubogiej dzielnicy. W domu wrzeszczała i opowiadała niestworzone historie. W końcu sprawiła, że sąsiedzi wezwali policję, a ta odstawiła ją do zakładu na wyspie Blackwell.

O poziomie tamtejszych psychiatrów i jednocześnie o talencie aktorskim Nellie świadczy to, że żaden z trzech lekarzy, którzy ją badali, nie miał wątpliwości: kobieta była psychicznie chora. Bly oficjalnie została pacjentką i na własnej skórze przekonała się, że wszystko, co słyszała o Szpitalu dla Obłąkanych, jest prawdą.

Szpital na Wyspie Blackwell (fot. octagonnyc.com)

W zakładzie panowały nieludzkie warunki - było przeraźliwie zimno, sale zamieszkiwały kolonie szczurów i robactwa, a pacjentom podawano zepsute jedzenie i zanieczyszczoną wodę. Pielęgniarki stosowały metody rodem ze średniowiecza. Nellie wspominała później w reportażu: "Pracownice biły mnie miotłami i skakały po mnie. Któregoś dnia połamały mi żebra. Wiązały mi ręce i nogi, narzucały prześcieradło na głowę i okręcały wokół szyi, żebym nie krzyczała. Potem wrzucały mnie do wanny z lodowatą wodą. Trzymały mnie tam, aż się uspokoiłam. Nie mogliśmy powiedzieć o tym lekarzom, bo groziły nam, że dalej będą nas bić. Byliśmy zastraszani".

Kiedy zebrała wystarczająco materiału, chciała wyjść na wolność. Usiłowała w tym celu przekonać personel, że jest zdrowa. Bezskutecznie. Nikt jej nie słuchał. "Szpital dla Obłąkanych na wyspie Blackwell jest pułapką na ludzi. Bardzo łatwo dostać się do środka, ale wydostanie się jest niemożliwe" - czytamy w książce Nellie "Dziesięć dni w domu wariatów".

Kiedy po tytułowych dziesięciu dniach Pulitzerowi udało się wreszcie dzięki swoim wpływom wyciągnąć dziennikarkę z wyspy, Nellie była w tak złym stanie, że naczelny zasugerował jej urlop. Ale Bly nie po to przeszła piekło, żeby opisanie go odkładać na później.

Reportaż Nellie, który następnie przerodził się w książkę zatytułowaną "Dziesięć dni w domu wariatów", obnażał rażące nieprawidłowości, do których dochodziło w Szpitalu dla Obłąkanych. Materiał został zauważony nie tylko przez czytelników, ale też przez władze stanu Nowy Jork. Na wyspie Blackwell przeprowadzono wiele kontroli, w wyniku których placówkę zamknięto, a jej pracownicy trafili przed sąd.

Nellie była jednym ze świadków w procesie. Dziennikarka zwracała uwagę nie tylko na to, że pensjonariuszki traktowano karygodnie, ale też na fakt, że wiele z nich było równie "szalonych" jak ona. Na wyspę Blackwell często trafiały kobiety nieprzystosowane społecznie, wybitnie wrażliwe czy takie, które z różnych względów były niewygodne dla swoich mężów czy rodzin.

Wynikiem działań Bly było nie tylko zamknięcie zakładu i skazanie jego pracowników, ale też przekazanie przez rząd dodatkowego miliona dolarów na dofinansowanie ośrodków dla osób chorych psychicznie.

Budynek szpitala na Wyspie Blackwell jest obecnie częścią kompleksu mieszkalnego (fot. Shutterstock)

W 72 dni dookoła świata

Sukces reportażu z wyspy Blackwell zapewnił Nellie stałą posadę w "New York World". Ale ona potrzebowała nowych wyzwań. Lektura powieści Juliusza Verne'a "W 80 dni dookoła świata" podsunęła jej myśl na kolejny reportaż. Zamierzała pobić fikcyjny rekord Phileasa Fogga i okrążyć glob jeszcze szybciej. Gdy Pulitzer usłyszał o kolejnym pomyśle swojej pracownicy, złapał się za głowę. Samotnie podróżująca kobieta w 1888 roku wzbudziłaby powszechne oburzenie. Jednak instynkt podpowiadał mu, że ta podróż zrobi jego gazecie świetną reklamę. Nie tylko więc przystał na pomysł Bly, ale też polecił jej, żeby podczas podróży nie przejmowała się wydatkami. W czasach, kiedy przeciętny Amerykanin zarabiał około 8000 dolarów rocznie, wyposażył Nellie w 200 funtów szterlingów (ok. 1000 dolarów) i nakazał jej wysyłać telegramy z relacjami tak często, jak tylko będzie to możliwe.

Podróż młodej reporterki stała się głośna, jeszcze zanim Bly opuściła Nowy Jork. Konkurencja nie spała - magazyn "Cosmopolitan" również postanowił wysłać w podróż swoją dziennikarkę, Elizabeth Bisland, która miała się ścigać z Nellie. Luksusowe butiki też się ścigały - w propozycjach skompletowania podróżnej garderoby reporterki. Oferowały stroje wieczorowe, sportowe, odpowiednie do pobytu w tropikach i na statku. Tymczasem panna Bly oświadczyła, że zamierza ograniczyć bagaż do minimum i zabrać jedynie kilka zmian bielizny oraz najpotrzebniejsze przybory toaletowe. Na pokładzie statku "Augusta Victoria" stawiła się jedynie z niewielką walizeczką i podręcznym neseserem. Podczas gdy damy podróżowały z całym arsenałem kufrów i pudeł na kapelusze, było to sensacją niemal równą jej samotnej eskapadzie. Za to skromny płaszczyk w kratę, który miała na sobie, stał się podstawą jej szeroko rozpowszechnianego wizerunku. Podobizna Nellie w tym okryciu pojawiała się w reklamach, powstała nawet gra planszowa z nią w roli głównej.

Bly podróżowała pociągami, rikszami, statkami. Zwiedziła Anglię, Francję, Cejlon, Chiny, Japonię i Singapur, gdzie kupiła... małpę. Co kilka dni wysyłała telegrafem do redakcji krótkie sprawozdania z kolejnych etapów wyścigu. Czytelnicy "New York World" z wypiekami na twarzy czekali na kolejny odcinek. Pulitzer wyznaczył nagrodę dla tego, kto dokładnie wytypuje datę i godzinę, o której jego pracownica zakończy swoje zadanie. Szczęśliwiec miał wygrać podróż do Europy.

Nellie w słynnym płaszczyku w kratę (fot. domena publiczna)

Ostatecznie Bly dotarła do celu 25 stycznia, czyli dwa dni po planowanym terminie. Winę za opóźnienie ponosił szalejący na Pacyfiku sztorm. Joseph Pulitzer robił, co mógł, by pomóc swojej pracownicy osiągnąć cel, wyczarterował nawet prywatny pociąg, dzięki czemu reporterka uniknęła jeszcze większych opóźnień. Ekspres, nazwany Miss Nellie Bly Special, przybył na stację docelową po 72 dniach, 6 godzinach, 11 minutach i 14 sekundach od chwili startu wyścigu. Sponsorowana przez "Cosmopolitan" Elizabeth Bisland dotarła do celu cztery dni po Bly.

W małżeństwie i na wojnie

Kiedy Nellie wracała ze swojej podróży, witano ją jak bohaterkę. O swoich wojażach napisała też książkę. Ale sukces nie przełożył się na finanse. Bly czuła się niedoceniana. Dlatego mimo że podczas podróży odrzucała propozycje matrymonialne składane jej przez przeróżnych kandydatów, w pięć lat po historycznym wyczynie, w 1895 roku powiedziała "tak" starszemu od niej o 42 lata milionerowi Robertowi Seamanowi.

Nie jest pewne, jak para się poznała - z jednych relacji wynika, że na bankiecie, z innych, że w pociągu. Magnat finansowy wkrótce podupadł na zdrowiu i zmarł, a Nellie przejęła jego firmę Iron Clad Manufacturing Company, zajmującą się produkcją baniek do transportu mleka oraz metalowych akcesoriów kuchennych. Niestety, na czele Iron Clad nie sprawdziła się tak dobrze jak z piórem w ręku. Miała co prawda na koncie dwa udane patenty: na unowocześnioną kankę na mleko o pojemności 55 galonów oraz beczkę na benzynę, jednak z powodu jej nieumiejętnego zarządzania oraz sprzeniewierzenia środków przez podwładnego w 1911 roku firma zbankrutowała.

Fiasko sprawiło, że Nellie wróciła do dziennikarstwa. Jej decyzja przypadła na ciekawe czasy dla reporterów. Kiedy Bly przebywała na wakacjach u przyjaciółki w Austrii, wybuchła I wojna światowa. Szybko stało się jasne, że to, co miało być spokojnym wypoczynkiem, przerodzi się w kolejne ryzykowne zadanie.

Reklama firmy Iron Clad (fot. domena publiczna)

Bly została pierwszą wojenną korespondentką i zarazem pierwszą kobietą w strefie wojny pomiędzy Austrią i Serbią. Aresztowano ją nawet pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii i zwolniono dopiero po interwencji redakcji "The New York Evening Journal", gdzie Nellie miała swoją kolumnę. Dla magazynu zaczęła pisać jeszcze przed wojną, między innymi o ruchu sufrażystek. Opisała historyczny marsz kobiet w 1913 roku i znów doprowadziła do skandalu - swoją relację zatytułowała "Sufrażystki stoją wyżej od mężczyzn".

Tworzyła aż do 27 stycznia 1922 roku, kiedy w wieku 57 lat zmarła na zapalenie płuc. W dzień po jej śmierci "The New York Evening Journal" opublikował tekst, w którym nazwał Nellie Bly najlepszą reporterką Ameryki.

Natalia Jeziorek . Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.