Biografie
"Z kamerą wśród Kardashianów" (fot. Brian Bowen Smith/E!)

Akt pierwszy

Najnowszy odcinek programu "Z kamerą u Kardashianów". Pora lunchu, restauracja z owocami morza, w tle tłum. - Strzelmy sobie selfika, tak mało mamy wspólnych zdjęć - mówi Kim, druga w kolejności siostra w klanie Kardashianów, do swojego szwagra Scotta Disicka (nieślubnego, bo Kourtney, starszej siostrze Kim, nadal nie udało się przekonać ojca swojej trójki dzieci do małżeństwa). Kim, wystrojona w czarną, superobcisłą sukienkę, jakby za chwilę miała stanąć na ściance, układa usta w wyuczony dzióbek.

- Widziałaś tę okładkę? Nazywają mnie kolesiem w średnim wieku. I piszą, że spałem z waszą młodszą siostrą Kendall! - wkurza się Scott, który każe mianować się lordem (na Instagramie można go znaleźć pod nazwą Let the Lord Be With You - "niech lord będzie z tobą", co w oczywisty sposób nawiązuje do hasła z "Gwiezdnych wojen"), choć pochodzi z Long Island, a nie z Downton Abbey. - Bzdura, średni wiek to czterdziestka, a ty masz dopiero 31 lat! - mówi Kim, dalej ćwicząc miny i unosząc iPhone'a, żeby złapać najlepsze światło do zdjęcia. - Teraz ludzie są ładni niezależnie od wieku, bo mogą się odpimpować tak, jak się tuninguje auta - podsumowuje wymianę zdań Scott, który próbuje swoich sił w handlu nieruchomościami i samochodami, ale naprawdę kocha cygara, drogie ubrania i imprezy w klubach. Kurtyna w dół.

Khloe Kardashian (fot. Instagram)

Akt drugi

Khloé, trzecia w kolejności, w gabinecie chirurga plastycznego chce pozbyć się cellulitu i rozstępów. Znajdujących się oczywiście na pokaźnych pośladkach, znaku rozpoznawczym dziewczyn z klanu K. - Rozjaśniłaś włosy? - pyta Kim, z uwagą obserwując zabieg. - Nie, wszyscy tak myślą, bo ostatnio wrzuciłam na Instagram przefiltrowane zdjęcie - odpowiada Khloé, ironicznie unosząc perfekcyjnie podkreślone brwi, poprawiane codziennie w ulubionym brow barze. Pracę lekarza obserwuje także, podjadając kolorowe babeczki, Kendall, 19-letnia supermodelka, muza Karla Lagerfelda, ambasadorka marki Calvin Klein, najlepsza przyjaciółka Cary Delevingne.

 

Wszystkie siostry noszą ubrania Chanel, Balmain albo Givenchy, mocne makijaże, idealnie gładkie, lśniące włosy, prosto od fryzjera. Wyglądają jak z obrazka. Zaraz, zaraz, przecież oglądamy perfekcyjnie wystylizowany obrazek przebrany za program telewizyjny. Choć dialogi bez puenty, nieśpieszne tempo akcji i intymne szczegóły z życia mogłyby sugerować, że oglądamy nagranie z ukrytej kamery, reality show "Z kamerą wśród Kardashianów" (ang. "Keeping Up With the Kardashians" - nadążyć za Kardashianami), w którym element "show" przyćmiewa "reality", jest starannie wyreżyserowany. Banalne kwestie o jedzeniu, modzie i relacjach międzyludzkich są wypowiadane z najwyższą powagą. Sprawdzony telewizyjny środek wyrazu, nadmierna ekspresja, granicząca z egzaltacją (która śmieszy w programach typu "Pamiętniki z wakacji"), sprawia, że widzom łatwiej usprawiedliwić to, że Kardashianki rozmawiają o - wcale nie przysłowiowej - "dupie", tak jakby roztrząsały problem pokoju na świecie.

"Z kamerą wśród Kardashianów" (fot. materiały promocyjne / E!)

Akt trzeci

Tym razem na talerzach sióstr piętrzą się frytki (czy one naprawdę zawsze jedzą?). Obgadują najmłodszą, 17-letnią Kylie, która powiększyła sobie usta, a nie chce się do tego przyznać. - One zmieniły jej życie! - wykrzykuje Khloé. - Od dziecka była niepewna siebie. Dobrze, że to zrobiła - przytakuje Kim. Potem plotkują o "pierwszym własnym projekcie Kylie", czyli kolekcji dopinek do włosów. - Moim fanom podoba się, że tak często zmieniam fryzury, a teraz mogą robić to ze mną! - tłumaczy sama Kylie, najbardziej nieśmiała z sióstr, która miała zaledwie dziewięć lat, gdy do jej dziecięcego pokoju po raz pierwszy weszły kamery.

Kylie Jenner (fot. Instagram)

Kardashianów wciąż otaczają profesjonaliści - ogromna ekipa filmowa, dyrektorzy artystyczni, fotografowie, doradcy inwestycyjni. Na ich tle jeszcze wyraźniej widać dyletanctwo, ignorancję i miałkość głównych bohaterów. Choć nie są traktowani jak królowie, wszyscy są po to, żeby im służyć - produktowi, który sprzedaje sam siebie. Nowe włosy, nowe usta, nowa pupa. W świecie Kardashianów wszystko można natychmiast kupić i równie szybko sprzedać: w telewizji, na Instagramie, w magazynach plotkarskich. Każdy dzień otwiera przed bohaterkami nowe możliwości. Tożsamości mogą wybierać jak makijaże, meble i sukienki, ale to decyzje w sprawie najbłahszych elementów stylu życia urastają do rangi dylematów, bo to one najlepiej podkreślają dystynkcję, ustawiają Kardashianki w pozycji trendsetterek, czyniąc je godnymi kopiowania przez setki milionów fanów na całym świecie, także po wyłączeniu kamer.

Kardashianki łamią tabu

Za Kardashianami trudno nadążyć, co podkreśla angielski tytuł ich programu ("Keeping up with the Kardashians"). W jednym tygodniu Kim wydała album z selfikami zatytułowany przekornie "Selfish", Bruce Jenner, ojczym sióstr, udzielił wywiadu, w którym wyznał, że czuje się kobietą, a Kylie paliła marihuanę ze swoim starszym o osiem lat chłopakiem, raperem Tygą. Ale intrygi, kontrowersje i skandale (dawkowane z umiarem!) Kardashianki przekuły na sukces. Uszło im już na sucho, że pisały SMS-y w trakcie minuty ciszy, którą na gali MTV uczczono zastrzelonego w Ferguson 18-letniego Michaela Browna, że przebrały się za prostytutki arabskich szejków i wąchały się nawzajem poniżej pasa, by zbadać zbawienny wpływ soku z ananasa na intymną woń. Ale świeże jest to, że Kardashianowie łamią tabu nie dla kontestacji i prowokacji, tylko z niewiedzy. I dlatego, że przecież tej rodzinie wszystko wolno, bo Kardashianowie są tolerancyjni (bez większych oporów przyjęli decyzję Bruce'a o zmianie płci), nie oceniają ludzi po kolorze skóry, zawartości portfela, tego, z kim sypiają. - Kardashianowie sprzedają styl życia nowej rodziny: na widoku i na luzie. Są produktem wibrującym: sami propagują styl, sylwetkę i sposób bycia. Muszą jednak nasłuchiwać, czy gdzieś nie rodzi się nowy trend, który mógłby im zagrozić. Tworzą własną tożsamość (nie wiem, czy kiedykolwiek zaprzestaną tej czynności) i są tworzeni przez świat zewnętrzny. Bo jeszcze jest kawał świata bez ich udziału - mówi prof. dr hab. Wiesław Godzic, kulturoznawca z SWPS, zwracając uwagę na ambiwalencję Kardashianów, którzy z jednej strony pełnymi garściami czerpią z dostępnych strategii stylów życia, stając się wytrawnymi ekspertami od konsumpcji, a z drugiej traktują się jak produkt, na który sami kreują zapotrzebowanie.

Kim Kardashian i Kanye West (fot. REUTERS/Lucas Jackson)

Własny reality show to czubek góry lodowej. Premierowy odcinek programu "Z kamerą wśród Kardashianów" telewizja kablowa E!, znana z plotkarskich reportaży z czerwonego dywanu , wyemitowała 14 października 2007 roku. Dziesiąty sezon oglądają teraz dwa miliony widzów, a powstaną jeszcze cztery serie zakontraktowane na 100 milionów dolarów. Główną rolę w życiu rodziny gra 34-letnia Kim, współczesna księżniczka z 33 milionami fanów na Instagramie i 85 milionami dolarów na koncie, zarobionymi na występach w telewizji, własnej grze komputerowej "Kim Kardashian: Hollywood", marce modowej Dash, założonej z siostrami i licznych kampaniach reklamowych. Kim za jeden promocyjny wpis na Facebooku, Instagramie albo Twitterze dostaje 25 tysięcy dolarów. Od kiedy związała się z raperem Kanye Westem (który nie podpisał kontraktu z telewizją E! i rzadko pojawia się w programie), uchodzi też za najbardziej stylową z sióstr, choć jej sukienki przylegają do krągłego ciała tak ściśle, że wyglądają, jakby w każdej chwili mogły pęknąć.

Kim ma starszą o rok, znacznie skromniejszą siostrę Kourtney, która w tym roku urodziła trzecie dziecko, i młodszą - 30-letnią Khloé, znaną z sarkastycznego humoru i burzliwego małżeństwa z koszykarzem Lamarem Odomem. Siostry i 28-letni brat Rob, który przed kamerą czuje się najmniej pewnie i zniknął z ekranu, bo właśnie przechodzi załamanie nerwowe, to dzieci przedsiębiorczej Kris Jenner (zwanej też "momager", czyli mamusią menedżerką) i Roberta Kardashiana, zmarłego 12 lat temu adwokata (zasłynął obroną O.J. Simpsona, aktora i gwiazdy futbolu amerykańskiego oskarżonego o zabójstwo byłej żony i jej kochanka). W programie występuje także wspomniany wyżej Bruce, drugi eksmąż Kris, złoty medalista w dziesięcioboju na olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku. Bruce ma czwórkę dzieci z poprzednich małżeństw i dwie córki z Kris - Kendall i Kylie. "Z kamerą wśród Kardashianów" to wspólny projekt całej rodziny, ale każdy pomnaża majątek na własną rękę. Kourtney i  Khloé wystąpiły w programie "Kourtney and Khloé Take the Hamptons", Khloé miała swój serial z Lamarem, a Kourtney serię z Kim, kręconą w Miami. Teraz swój show ("Dash Dolls") będą miały nawet dziewczyny, które pracują w butiku Kardashianek.

Kourtney Kardashian (fot. Instagram)

Koniec epoki talentów

Kariera Kardashianów, telewizyjna i w mediach społecznościowych, przypieczętowuje koniec epoki tradycyjnych talentów. Nie trzeba już grać, śpiewać ani tańczyć. Talentem staje się samozwrotna umiejętność sprzedawania (się) i budowanie marki na podstawie tego, że inni chcą oglądać każdy ruch swoich idoli. Jeśli gwiazdy dzielą się na te, które przede wszystkim chcą być usłyszane i te, które chcą być zobaczone, łatwo zgadnąć, gdzie plasują się Kardashianowie. Umiejętnie tworzą własny system wartości, w którym na pierwszym miejscu jest rodzina, potem długo, długo nic, aż wreszcie perfekcyjny wygląd i posiadanie przedmiotów prestiżu. Ci, którzy życie poświęcają temu, żeby być widzianymi, nie przepraszają za to, że ich obsesją są fasady i pozory. Zmuszają widza do patrzenia na siebie dokładnie pod tym kątem, pod którym chcą być postrzegani, i tylko w takim stopniu, w jakim chcą być widziani. Dlatego Kardashianowie poszerzyli swoją dominację o media społecznościowe, w których ogląda ich setki razy więcej osób niż na ekranie telewizora. - Social media utrzymują komunikację z fanami w stanie wrzenia. A jeśli ten związek można zmonetyzować, to już pełnia szczęścia - uważa prof. dr hab. Wiesław Godzic.

Profile Kardashianów, które gromadzą po 20-30 milionów fanów, są bezużyteczne i nastawione na metaprzekaz. Choć jedyną odpowiedzią na kolejne z serii niekończących się selfików, która wydaje się adekwatna, jest momentalna ocena "hot or not", fani zostawiają komentarze z wyznaniami miłości, groźbami, prośbami o lajkowanie ich inspirowanych Kardashianami ilustracji, komiksów, obrazów. Gdy ci odpiszą choćby na jeden komentarz, dla fanów to jak boska odpowiedź na modlitwy. Fani, prosząc, żeby rodzina śledziła ich życie, proszą o nadanie sobie ważności. Arbitralność decyzji idoli czyni ich jednak jeszcze dalszymi, bo kapryśnymi jak bóstwa. Wektor jest tu ustawiony zawsze tak samo - komunikat płynie od idoli do ich fanów. I choć obecność stała się miarą celebryckości, Kardashianowie rzadko zachowują pozory kontaktu. Co z tego, że fani wiedzą, co gwiazdy jedzą na śniadanie, co ubierają i z kim sypiają, skoro takie życie nigdy nie stanie się ich udziałem, bo jest bogatsze, bardziej kolorowe, bardziej luksusowe. Kardashianowie wytrącili broń z rąk paparazzich i magazynów plotkarskich, publikując w czasie rzeczywistym intymne informacje o swoim życiu, poddane jednak ścisłej autocenzurze.

Khloe Kardashian i Kylie Jenner (fot. Evan Agostini/Invision/AP)

- Serwisy społecznościowe są dla celebrytów świetnym miejscem, żeby wpuszczać fanów do swojego życia. Publikować zdjęcia tego, co zjedli, gdzie, jak i z kim spędzają wakacje, gdzie bawią się wieczorem. Wszystko jest podawane w czasie rzeczywistym i okraszone relacją zdjęciową. Takie kreowanie wizerunku nie ma oczywiście nic wspólnego z budowaniem reputacji - podkreśla Barbara Stawarz, dyrektor zarządzający w agencji Content King. Kardashianowie są więc wszędzie. Traktujemy ich trochę jak małe próżne dzieci, maskotki, szczeniaczki, które zabawiają się dla naszej uciechy, choć w zasadzie naszym kosztem. Łatwo powiedzieć, że oni reprezentują wszystko, co jest nie tak ze światem: botoksy, iPhone'y, porsche. - Można mieć do nich skrajnie negatywny stosunek, ale trudno jest nie mieć pojęcia o ich istnieniu. Są ekstremalnym przykładem dotykającym procesów związanych z tabloidyzacją mediów, z celebrytyzacją sfery publicznej, ale też z tym, że w kulturze nadmiaru widoczność często okazuje się dobrem bardziej pożądanym niż prywatność - mówi prof. Mirosław Filiciak z Instytutu Kulturoznawstwa SWPS.

Kardashianowie działają jak płachta na byka tych, którzy mówią, że wszystko kiedyś było lepsze. Celebryci, kobiety, telewizja. Ale ci, którzy nie znają nazwiska Kim, wcale nie są lepsi, bo zwyczajnie udają. Lepiej już zacząć ich obserwować, by wyrobić sobie własne zdanie. Zwłaszcza że domeną, w której funkcjonuje ta rodzina, pozostaje estetyka, a wybory z nią związane zdają się wypierać inne. Ewolucja, jaką przeszły Kardashianki - od opalonych, tęższych i gorzej ubranych przyjaciółek Paris Hilton do własnej marki, która narzuca, że należy mieć długie i proste włosy, wykonturowaną makijażem twarz i krągłe kształty - udowadnia nie tyle ich nośność, co fenomenalną intuicję do selekcjonowania z trendów tego, co już za chwilę chwyci. - Estetyka kiczu do kwadratu w stanie przenikania się różnych mediów. Całościowy obraz tego fenomenu jest spójny, ale jednocześnie gotowy przyjąć nowe elementy: zamknięty (dzięki temu jest rozpoznawalny) i otwarty (żeby nie przegapić nowinek) - twierdzi prof. dr hab. Wiesław Godzic.

Kris Jenner, Kylie Jenner i Khloe Kardashian (fot. Evan Agostini/Invision/AP)

Ewelina Gralak, stylistka "Elle", która na co dzień lubi naturalny i nonszalancki styl, obserwuje profile Kardashianów na Instagramie, bo są "idealni": - Oglądanie ich zdjęć jest jak podziwianie muffinek. Są nierealni, piękni, smaczni. Chociaż wiem, że nie pokazują wszystkiego i ściśle selekcjonują fakty ze swojego prywatnego życia, podoba nam się, że ciężko pracują. Kardashianki jako jedne z pierwszych odkryły, że budzenie się tylko po to, żeby trzy godziny spędzić na malowaniu i robieniu fryzury, a potem wyjść na lunch z przyjaciółkami i dać się sfotografować, to też ciężka praca. Sprzedawanie samych siebie jako produktu wymaga dużego samozaparcia. Patrzenie na Kim to jak oglądanie pokazów mody. Projektanci specjalnie dla niej szyją sukienki w rozmiarze większym niż dla modelek, co w gruncie rzeczy tworzy pozytywny wizerunek kobiecości . Kardashianki to kapitalistki w czystej postaci, które przez akumulację dóbr, stylów i tożsamości podlegają procesowi samodoskonalenia się, zarówno w wymiarze materialnego bogacenia się, jak i zdobywania kapitału kulturowego.

Dziewczynka, która stała się lalką

- Ta rodzina jest znana z tego, że świetnie wygląda, potrafi ten wygląd przekuć na sławę, a sławę na dochód - pisał analityk Jeffrey Dorfman w "Forbesie". Kapitalistyczna nauka pomnażania trafiła pod strzechy. Kardashianowie nie powielają mitu od pucybuta do milionera, w który trudno uwierzyć, tylko dają przykład, jak rozmnożyć dobra. - Kardashianowie wykonują pracę, tyle że niematerialną. Dziś kreowanie mód, trendów, wizerunku jest ważną częścią współczesnego kapitalizmu kognitywnego - dodaje prof. Filiciak. Dlatego o Kim, najbardziej reprezentatywnej z całego klanu, można opowiedzieć odwrotnie niż o Pinokiu. To dzieje dziewczynki, która zmieniła się w lalkę. Kim stała się dziełem sztuki, dmuchaną lalką z sex shopu albo wystawy Jeffa Koonsa, która mówi: Możesz mnie oglądać, ale nie możesz dotknąć! Jeszcze nigdy nie było gwiazdy tak bliskiej i dalekiej jednocześnie. Współczesna Marilyn Monroe, równie tajemnicza i niedostępna, sama na ścianach dziecinnego pokoju wieszała zdjęcia Raquel Welch i Sophii Loren, marząc, że wśród kalifornijskich blondynek zapanuje moda na prawdziwą kobiecość.

Kim Kardashian (fot. REUTERS/Brendan McDermid )

Kim miała 14 lat, gdy na szkolnym nagraniu wideo powiedziała, że będzie sławna. Za wszelką cenę i jakkolwiek bądź. Tata posłał ją wtedy do szkoły kosmetologii, żeby nauczyła się robić makijaż, potem stylizowała Lindsay Lohan i Brandy, z której bratem, Rayem J, nagrała sekstaśmę. A reszta to już historia. Teraz Kim ma wszystko. Męża, który podobnie jak poprzedni, Kris, też ma imię na "K" (to z pewnością znalazło się na podstawowej liście wymogów dla wybranka), biznesowe imperium, status najczęściej fotografowanej (przez siebie samą i innych) kobiety świata. A nad swoimi poprzedniczkami: Jackie O., Marilyn Monroe i Lady Di, Kim ma tę przewagę, że to ona decyduje o tym, jak ją widzą, bo to ona eksponuje, kreuje i przedstawia siebie najlepiej. Swojego pierwszego selfika zrobiła podobno w wieku czterech lat. To pierwsze zdjęcie na 445 stronach albumu "Selfish", który ujawnia jednocześnie niezwykły narcyzm i imponujące samozaparcie. Selfie w czerwonym świetle, selfie w kopalni diamentów, selfie podczas operacji plastycznej . Wszystkie robione z tego samego kąta, tak by twarz Kim wyglądała jak maska. Każda strona albumu to kolejny etap ewolucji i przegląd najważniejszych trendów ostatnich 20 lat. Kim zawsze była w samym ich centrum: kreując, powielając, rezonując. I bez żalu porzucając, gdy w pogoni za doskonałością uznała, że dany kolor szminki czy krój sukienki nie jest odpowiednio osadzony w "dzisiaj". Archetypiczna Kim wie, że sprzedaje się ambiwalencja, gra więc przeciwieństwami: trochę wysokiej mody, odrobina porno. Bywa dziwką i matką z małą North u piersi, materialistką, która sprzedaje swoje zdjęcia za tysiące dolarów i ambasadorką dobrej woli. Zawsze aktualna, zawsze obecna, zawsze na bieżąco.

Kim Kardashian wydała album z selfikami zatytułowany przekornie "Selfish"(fot. REUTERS/Shannon Stapleton)

Sama jedna Kim jest jednocześnie przyczyną i  remedium na FOMO [ang. Fear of missing out - lęk przed tym, że coś nas ominie - przyp. red.]. Wzbudzając potrzebę bycia z nią 24 godziny na dobę, natychmiast ją spełnia. Ale nie działa tu prosta zasada utożsamienia. Kim nie udaje, że jest taka jak jej fani. Pisze o lotach helikopterem z Hamptons do Nowego Jorku, hotelach, w których cały pokój wygląda jak akwarium, i przebierankach z jednej sukni za dziesiątki tysięcy dolarów w drugą podczas kolacji, bo za drzwiami czekają paparazzi. Nikt tak naprawdę nie chciałby tak żyć. Bo komu by się chciało spędzać trzy godziny każdego ranka u makijażysty?

"American Dream" i "Nightmare"

Oglądając Kim i jej klan, fani przeżywają wydarzenia z ich życia zastępczo, w każdej chwili mogąc wyłączyć telewizor, komputer, smartfon. Dlatego po internecie krążą testy: "dlaczego nie dotrzymujesz Kardashianom kroku i dlaczego masz szczęście". Kardashianowie to American Dream [amerykański sen] i Nightmare [koszmar] jednocześnie. Święta rodzina, która sprzedaje złudzenie, że jak się czegoś naprawdę chce, wszystko jest możliwe. Znudzonych lemingów, których największym zmartwieniem bywa wybór między nasionami chia a quinoą, Kardashianowie utwierdzają w przekonaniu, że wyglądać to być, fotografować się to przeżywać, mówić to komunikować. Talent Kardashianów polegający na utrzymywaniu się na szczycie przez pokazywanie tego, co ludzie chcą zobaczyć, pozornie można w sobie łatwo odnaleźć. Ale bezpieczniej jest podglądać, bo wtedy można do woli hejtować, kopiować, kupować. Kardashianowie wzięli na siebie ciężar bycia na świeczniku, żeby ich fani mogli mieć święty spokój. Są zafiksowani na sławę, próżni, słabi - to nie ulega wątpliwości. Ale czy nie czujemy się lepiej ze sobą, obserwując ich grzeszne życie?

Kim Kardashian (fot. REUTERS/Shannon Stapleton)

W serialu "Dwie spłukane dziewczyny" pada zdanie: Kardashianowie są jak rodzina Kennedych, tylko z większymi tyłkami . Sama Kim powiedziała kiedyś, że jej ulubionym politykiem jest wciąż JFK. Kardashianowie każdym odcinkiem, zdjęciem i kampanią przypominają, że podział na rzeczywiste i wirtualne, publiczne i prywatne, wysokie i niskie stracił rację bytu. Kardashianowie są arystokratami nowej epoki, w której tytuł szlachecki można kupić, a wszystkiego i tak jest za dużo, więc klasę udowadnia się, konsumując ładniej. To bohaterowie epoki, w której jednego dnia można pokazać naoliwiony tyłek, a następnego spotkać się z prezydentem, epoki, w której można patrzeć, a nie trzeba rozumieć, epoki, w której wizerunek zastąpił osobowość.

Kim Kardashian (fot. Instagram)

Słoweński socjolog Slavoj Žižek w "Patrząc z ukosa" pisze, że w epoce postmodernizmu jesteśmy zmuszeni do przeżywania przyjemności. Dążenie do niej, realizowane przez wybory związane ze stylem życia, stało się obowiązkiem, a nie przywilejem. To konsekwencja dominacji estetycznych projektów tożsamości nad innymi wymiarami życia społecznego: politycznego, religijnego, wspólnotowego. Bez wykreowanego stylu życia nie ma pieniędzy, władzy, sławy. Kardashianom udało się arbitralne wybory estetyczne wyzyskać, zmonetyzować, zawłaszczyć. A tego lekceważyć nie można.

Anna Konieczyńska . Sekretarz redakcji magazynu "InStyle", jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego Qkmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.