Hollywood - kraina silikonem i botoksem płynąca. Pociągnięcie chirurgicznego skalpela ma tam rangę muśnięcia boskim palcem. I nie, nie jest to wcale moda ostatnich lat, dekady ani nawet półwiecza. Już gwiazda kina niemego Mary Pickford tak przesadziła z naciąganiem, korzystając z mocno niedoskonałych w owych czasach metod liftingu, że ponoć każdy uśmiech przychodził jej z trudem. Życzliwi znajomi nazywali ją mumią.
>>> Od dzisiaj działamy siedem dni w tygodniu. Poznaj nowy Weekend w Gazeta.pl
Marilyn Monroe, podawana dzisiaj za przykład naturalnego piękna, aby lepiej zaprezentować się przed kamerą podczas zdjęć próbnych do "Asfaltowej dżungli", zdecydowała się na implant podbródka... Ale jak powie całe lata później Cher, istny chodzący pomnik na cześć operacji plastycznych: Nawet jeśli zechcę przeszczepić sobie cycki na plecy, to nikomu nic do tego.
Narzeczone Frankensteina
Niby tak, lecz teoria teorią, a praktyka praktyką. Kolejne zabiegi i poprawki upiększające to żer dla prasy brukowej - vide przypadek odświeżonej Renée Zellweger, która wciąż nie przyznała się do skorzystania z usług chirurga. To dla dobrze trzymającej się i emanującej seksapilem gwiazdy po czterdziestce prawdziwa obelga. Przekonał się o tym chociażby pozwany przed przeszło dziesięcioma laty przez Sharon Stone lekarz, który utrzymywał, że dostąpił zaszczytu dokonania drobnych poprawek jej twarzy. Faktem jest, że często chociażby lekka korekta i wygładzenie zmarszczek mogą okazać się konieczne, aby producenci i reżyserzy przypomnieli sobie o niektórych aktorkach. Doskonale obrazuje to przykład modelki Susan Miller - króliczek "Playboya" roku 1972, znana głównie ze "Śpiocha" Woody'ego Allena - która kolejne zlecenia zaczęła otrzymywać dopiero po przejściu operacji plastycznej.
Zresztą nie tylko panie decydowały i decydują się na chirurgiczną poprawę swojego image . Nawet najwięksi twardziele kina, jak Gary Cooper, Burt Lancaster, John Wayne i Clark Gable, chętnie płacili za zabiegi upiększające. Trudno jednak orzec, kiedy wybuchło istne szaleństwo na punkcie plastycznych i kosmetycznych "sztuczek". Gwiazda amerykańskiej telewizji Betty White z sukcesem ukrywała takie sekrety przez czterdzieści lat. Dopiero w wydanym w 2011 roku pamiętniku wyjawiła fanom, że niegdyś poprawiła sobie powieki. Tori Spelling, znana z serialu "Beverly Hills 90210", do operacji plastycznej, którą przeszła jako 16-latka, przyznała się przed czterdziestką. Ale cóż poradzić, Fabryka Snów od zawsze produkowała marzenia o pięknych i gładkich.
Niestety czasem i w Hollywood piękny sen potrafił przeistoczyć się w koszmar. Symbolem krzywdy, jaką potrafi wyrządzić albo niewydarzony chirurg, albo sam bezmyślny klient, niezmiennie pozostaje Michael Jackson, całymi latami borykający się z uzależnieniem od skalpela. Bywały dni, że zasłaniał twarz ciemnymi okularami i maską. Ale nie on jeden cierpiał podobne katusze, serwując sobie coraz to nowe dawki botoksu lub dając się kroić z zatrważającą regularnością. Amerykańska celebrytka Heidi Montag, nie mogąc powstrzymać się przed kolejnymi zabiegami, przedawkowała na stole operacyjnym lek przeciwbólowy Demerol, co, jak twierdzi, niemal przypłaciła życiem. Przy tym narzekania Nicole Kidman, która musiała odstawić botoks, bo nie mogła zmarszczyć czoła, zdają się błahostką.
Zresztą dzisiaj, kiedy chirurgia plastyczna przestała być już luksusem, na który stać jedynie nielicznych, a kolejne (niekoniecznie profesjonalne) kliniki wyrastają w dużych miastach jak grzyby po deszczu, do grona niezadowolonych z poziomu świadczonych usług dołącza cała rzesza oszpeconych. Szczęśliwi ci, którzy dostaną się (o co oczywiście niełatwo) do programu "Plastyczna fuszerka" prowadzonego przez doświadczonych chirurgów plastycznych Terry'ego Dubrowa i Paula Nassifa, którzy poprawiają to, co inni spaprali. A przynajmniej podejmują takie próby. - Jeśli ktoś poważnie schrzanił sprawę, to nie ma mowy, żebyśmy potrafili poskładać pacjenta do kupy. Możemy co najwyżej spróbować potwora uczynić przynajmniej brzydkim - mówi Dubrow.
Dr Nassif prowadzi prywatną klinikę w Beverly Hills i wykłada na kalifornijskich uniwersytetach, zaś jego kolega ze studia i gabinetu to absolwent prestiżowego Yale. Dr Dubrow nie pracuje ze skalpelem przed kamerą po raz pierwszy - sławę zyskał jako ekspert w telewizyjnym reality show "The Swan".
Galeria osobliwości
Analiza statystyk American Society for Aesthetic Plastic Surgery (amerykańskie towarzystwo zrzeszające ekspertów chirurgii plastycznej i estetycznej) prowadzi tylko do jednego wniosku: za oceanem kochają skalpel i botoks. W zeszłym roku w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono 350 tys. zabiegów liposukcji, poprawiono ponad pół miliona biustów i wyprostowano 150 tys. nosów. Dodajmy jednak, że jedna na pięć osób nie była zadowolona z uzyskanych efektów. Nie dziwota, że do "Plastycznej fuszerki" ciągną tłumy. - Do pierwszego sezonu mieliśmy pięćset, może sześćset zgłoszeń i choć nie mogę ujawnić nazwisk, były wśród nich osoby z pierwszych stron gazet - przyznaje dr Paul Nassif. - Teraz, w drugim sezonie chciało przyjść do nas już pięć tysięcy ludzi po nieudanych zabiegach - dodaje dr Terry Dubrow. - Kręciłem głową z niedowierzaniem, bo tak po prawdzie nikt, szczególnie gwiazdy, nie potrzebuje chirurgii plastycznej.
Co więc Terry Dubrow mówi swoim pacjentom? - Żeby lepiej dobrze się zastanowili. Poszli poćwiczyć. Przeszli na dietę. Zabawili się. I przemyśleli sprawę - odpowiada szczerze chirurg. Dzisiaj, kiedy kanony piękna wyznaczają celebryci, coraz więcej ludzi zmaga się z różnorakimi kompleksami i dąży do niedoścignionego, a zarazem wątpliwego ideału. Posuwają się do rozwiązań skrajnych, zahaczających nie tyle o śmieszność, co trwałe oszpecenie. Głośno było o chłopaku, który upodobnił się do lalki Kena, i kobiecie chcącej zostać Barbie. Przy nich marzący o wyglądzie Angeliny Jolie czy Justina Biebera wydają się zaledwie niegroźnymi ekscentrykami.
Niewykluczone, że za parę lat ci sami ludzie ponownie chętnie położą się na chirurgicznym stole, aby przerobić się na wzór innej modnej gwiazdy. - Niegdyś podnoszenie pośladków przez usunięcie tkanki tłuszczowej z jednej części ciała i wstrzyknięcie jej w inną było popularne praktycznie tylko w Brazylii - zauważa dr Dubrow. - Dzisiaj Stany Zjednoczone dosłownie oszalały na punkcie tego zabiegu. Nie mówię, że to z powodu Kim Kardashian, choć skłaniam się ku tej teorii, bo to dość oczywisty wniosek. Kim całkowicie zmieniła spojrzenie na kobiecą pupę .
Mody na konkretny zabieg różnią się w zależności od nawet nie tyle kontynentu czy kraju, ale nawet stanu, miasta i dzielnicy. - Mam klinikę w Newport Beach - mówi dr Dubrow. - Moi pacjenci rzadko decydują się na poważne ingerencje chirurgiczne, preferują raczej kosmetyczne poprawki. Z kolei klienci Paula z jego kliniki w Beverly Hills, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, dążą do wyglądu idealnego, osiągniętego przy pomocy skalpela.
Zachodnie fanaberie nie wydają się jednak aż tak ekstrawaganckie jak te z drugiej strony globu. Dr Dubrow o chirurgii plastycznej w Korei mówi jako o zupełnie innej lidze: - Tam na porządku dziennym jest przycinanie i kształtowanie kości twarzy. My nie mielibyśmy nawet pojęcia, jak się za to zabrać, jak wyciąć kawałek szczęki i wymodelować praktycznie wszystko na nowo. To wiąże się z niesamowitymi komplikacjami. Drżę na samą myśl o podobnych rzeczach, nigdy bym się czegoś takiego nie podjął .
Choć trudno uwierzyć, nie jest to wcale przypadek najbardziej ekstremalny. Plotki o Amerykance Jasmine Tridevil, która rzekomo zdecydowała się przeszczepić sobie trzecią pierś, okazały się na szczęście jedynie skokiem na krótkotrwałą sławę. Ale już Jordan Parke, brytyjski makijażysta, faktycznie przerobił się na karykaturę Kim Kardashian. Nie szczędził przy tym pieniędzy na wytatuowanie sobie brwi oraz powiększenie ust. Z kolei 25-latka Penny Brown, Australijka mieszkająca w Japonii, zwęziła talię i powiększyła biust do rozmiaru 36 O, żeby upodobnić się do kreskówkowej Jessiki Rabbit, bohaterki filmu "Kto wrobił Królika Rogera?".
Lustereczko, powiedz przecie...
Nie potrzeba uciekać się do przywoływania aż tak osobliwych operacji o wysokim stopniu ryzyka, bo nawet najprostszy zabieg przeprowadzony przez niekompetentnego lekarza może wyrządzić niekiedy nieodwracalne szkody. "Plastyczna fuszerka" dokumentuje oczywiście sprawy najcięższe, przypadki będące prawdziwym wyzwaniem dla Dubrowa i Nassifa, zarówno na poziomie zawodowym, jak i zwyczajnie ludzkim. Prawda jest taka, że na tak kosztowne poprawki niewielu może sobie pozwolić. Z pewnością jest to uzasadnienie takiej liczby chętnych, gotowych pokazać całemu światu wstydliwe mankamenty ciała. - Naszym zadaniem nie jest pomoc komuś, kto po prostu chce sobie zrobić operację, ale pomoc temu, kto naprawdę tego potrzebuje . Wybieramy ludzi, którym ktoś zrujnował życie. Na szczęście dysponujemy odpowiednim zestawem umiejętności i środków - podkreśla Nassif. - Staramy się dać naszym pacjentom szansę wyjścia na prostą - wtóruje mu dr Dubrow. - Raz jeszcze podkreślę, że nie zrobimy tutaj z nikogo piękności dnia .
Z czym borykali się do tej pory? - Zdarzają się, niestety dość często, nieudane operacje powiększenia piersi, w wyniku których następowało obumarcie sutka - opowiada dr Nassif. - Ale to przypadki mniej poważne, bo do programu bierzemy osoby naprawdę zmasakrowane. Zdarzały się i takie, dla których nic nie mogliśmy zrobić. Zmiany były zbyt zaawansowane. Miałem kiedyś pacjentkę, która z powodu nieudanego zabiegu chirurgii plastycznej nosa zaszyła się w domu na dwadzieścia dwa lata. Dosłownie . Mało? Wstrząsających przykładów jest więcej. Cheryl Ling, która chciała wyglądać po "kaukasku", dała sobie wszczepić chińskie czarnorynkowe implanty. Justin Jedlica zafundował sobie sto trzydzieści dwa zabiegi, żeby wyglądać jak lalka Ken (kilka z nich nie poszło po jego myśli). Toby Sheldon wydał 100 tys. dolarów, aby być jak Justin Bieber - nie udało się. Lacey Wildd wszczepiono świńską skórę podtrzymującą jej gigantyczne piersi. I tak dalej, i tak dalej...
Nie tylko "zwyczajni" ludzie szukają pomocy u Dubrowa i Nassifa, czasem nierozważne pociągnięcie skalpela potrafi zepsuć karierę osobie, której atrakcyjny wygląd warunkuje zatrudnienie. - Kiedy przyszła do mnie Janice Dickinson, czułem się jak dziecko, które latami stało w kolejce do Disneylandu i nareszcie dostało swój bilet. Ogromne, ogromne wyzwanie. Ale daliśmy radę - wspomina dr Dubrow. Przypadek Dickinson, nazywanej pierwszą supermodelką świata, której trzydziestoletnie implanty piersi nie przetrwały próby czasu, nie był tym najtrudniejszym w ich karierze. W jednym z odcinków mieli pacjentkę, która chciała zaoszczędzić na anestezjologu i wybrała się na operację do Meksyku. - Tam położyli jej na brzuchu ogromny blok lodu dla znieczulenia - opowiada dr Dubrow. - I choć jakimś cudem udało im się odessać tłuszcz, doznała poważnych odmrożeń. Pozszywali ją byle jak. Kiedy się za nią zabraliśmy, okazało się, że praktycznie straciła cały płat skóry od okolic łonowych do piersi. Ponaciągali ją i wszystko trzymało się na szwach.
Ten kolejny dramatyczny przypadek zdaje się tylko potwierdzać słuszność słów doktora Dubrowa, że ryzyko jest zbyt duże w stosunku do efektów, tym bardziej że nikt tak naprawdę nie potrzebuje podobnych poprawek chirurgicznych. Zapewne miliony Amerykanów by się z nim nie zgodziły. Regularne wizyty w gabinetach zabiegowych, zarówno renomowanych, jak i tych wątpliwej jakości, przypominają poszukiwania mitycznego źródła wiecznej młodości. Mimo że bardzo często finał jest bolesnym rozczarowaniem, ta pogoń za mrzonką wcale się jednak nie kończy.
Bartosz Czartoryski. Samozwańczy spec od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury; prowadzi fanpage Kill All Movies .