Historia
Kobiety obsługiwały windy ciężarowe, wstawiały i szkliły okna, spawały oraz tynkowały. Ich praca miała rzeczywisty wymiar. Na zdjęciu brygada kobieca budująca blok mieszkalny na Muranowie, lata 1952-1959 (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Kobiety obsługiwały windy ciężarowe, wstawiały i szkliły okna, spawały oraz tynkowały. Ich praca miała rzeczywisty wymiar. Na zdjęciu brygada kobieca budująca blok mieszkalny na Muranowie, lata 1952-1959 (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

"Poszczerbione mury umarłych domów, przez jamy okien widać łagodne szare niebo i gruzy wnętrz" – taką Warszawę zobaczyła Maria Dąbrowska podczas wędrówki po stolicy 4 lutego 1945 roku. To jednak nie gruzy w największym stopniu przykuły jej uwagę, lecz ludzie, którzy "niczym nie zrażeni, gotowi żyć śród ruin, gotowi natychmiast odbudować to miasto" wracali do Warszawy z wygnania. Między nimi było więcej kobiet niż mężczyzn, którzy wciąż służyli w wojsku, pozostawali w obozach jenieckich lub mieli nie wrócić już nigdy. Zatem to kobiety w dużej mierze przywróciły stolicę do życia. Każda na swój sposób: Maria Dąbrowska piórem, Barbara Brukalska ołówkiem i ekierką, Zofia Döllinger strzykawką, a Halina Dymkowska mezzosopranem.

Powołane 14 lutego 1945 roku Biuro Odbudowy Stolicy (BOS) miało co prawda męskie kierownictwo – Roman Piotrowski i jego zastępcy Józef Sigalin oraz Witold Plapis – ale liczba zatrudnionych w BOS kobiet zdecydowanie przekraczała średnią w przedwojennych biurach projektowych. Jak zauważyła varsavianistka Urszula Zielińska-Meissner, niemal co trzecia osoba zatrudniona w BOS była kobietą, inne merytorycznie współpracowały z instytucją. Wykonywały różne prace: urbanistek, architektek, artystek, kreślarek, socjolożek, dziennikarek, rzeczoznawczyń, sekretarek czy pielęgniarek.

W zimie 1945 roku Warszawa była potwornie zniszczona, jednak pomysły na jej odbudowę wcale nie musiały powstawać od zera. Architekci i architektki, szczególnie ci o reformatorskim nastawieniu, opracowywali plany przebudowy miasta już przed wojną. Czas okupacji, gdy tylko w niewielkim stopniu mogli działać w swoim zawodzie, wykorzystali na prowadzenie w konspiracji wszechstronnych studiów urbanistycznych. Kreślili Warszawę, która miała sprostać wymaganiom zdrowotnym, odpowiadać na przemiany społeczne i mogła wykorzystać postęp techniczny na rzecz mieszkańców.

Kobiety projektują nową Warszawę

Konspiracyjne plany osiedli warszawskich powstawały pod kierunkiem Heleny Syrkus, która w latach 1942–1944 razem z Romanem Piotrowskim kierowała Pracownią Architektoniczno-Urbanistyczną. Równolegle prowadzono prace nad nową urbanistyką Warszawy: oddzieleniem mieszkań od przemysłu, zapewnieniem dojazdu do pracy, udostępnieniem terenów wypoczynkowych, zdrową lokalizacją mieszkań, sprawną komunikacją, dostępem do terenów wypoczynkowych.

Kobieta przed gablotą Biura Odbudowy Stolicy na placu Unii Lubelskiej (Fot. Stefan Rassalski/Narodowe Archiwum Cyfrowe) , Wyburzanie zniszczonych budynków na placu Powstańców Warszawy w 1945 roku (Fot. Autorstwa Leonard Jabrzemski - Adolf Ciborowski, Stanisław Jankowski, Warszawa odbudowana, Wydawnictwo 'Polonia', Warszawa 1963, p. 100/Domena publiczna via Wikipedia Commons)

Przed wojną Syrkus była jedną z najważniejszych postaci polskiej awangardy architektonicznej. Wraz z mężem Szymonem działała w Międzynarodowych Kongresach Architektury Nowoczesnej, współpracowała z najwybitniejszymi architektami, dążącymi do zreformowania miast, jak choćby z Le Corbusierem czy Walterem Gropiusem. Niemieccy okupanci aresztowali ją pod koniec 1944 roku, przerywając prace nad koncepcją zorganizowania instytucji, która zaledwie kilka miesięcy później skrystalizowała się jako BOS. Gdy tylko Syrkus wydostała się z niewoli w maju 1945 roku, natychmiast zgłosiła się do Biura.

Przedwojenna Warszawa budziła sentyment, przywoływała wspomnienia młodości, ale dla urbanistów była przede wszystkim miastem gęsto i bezplanowo zabudowanym, niewygodnym i niezdrowym. Pracując razem ze swoim kolegami, architektki BOS takie jak Helena Syrkus, Barbara Brukalska czy Helena Morsztynkiewicz dążyły do zreformowania miasta. Chciały przekuć niespotykaną wojenną tragedię w sukces, w poprawny funkcjonalnie plan, który zagwarantuje dojazd do pracy w 30 minut, większe odstępy między budynkami, zieleń za oknem mieszkania, wpadające do wnętrza świeże powietrze i światło słoneczne. Pragnęły tak zaprojektować Warszawę, by dawała mieszkańcom to, czego dramatycznie brakowało w przedwojennym mieście: szkoły z boiskami, dzielnicowe parki, połączenia komunikacyjne. To wymagało zupełnie odmiennego podejścia do projektowania terenów mieszkaniowych.

W miejsce kamienic budowanych jedna przy drugiej Syrkus i jej współpracownicy proponowali osiedla – zorganizowany system zabudowy, w którym na określoną liczbę mieszkańców przypadnie odpowiednia liczba szkół, sklepów, bibliotek czy miejsc w żłobku. Architektka uznawała, że wielkość osiedla powinno się mierzyć wytrzymałością dziecięcych nóg – tak by uczniowie szkół podstawowych mogli do szkoły dotrzeć samodzielnie, bez przechodzenia przez większe ulice. Idee te znalazły odbicie w planowaniu osiedli, w których Syrkus miała udział – na Pradze, Kole, Rakowcu – oraz tych, w których nie brała bezpośredniego udziału: na Muranowie, Mirowie, Mokotowie i wielu innych.

Dla Barbary Brukalskiej, która przed wojną, podczas okupacji i po jej zakończeniu związana była przede wszystkim z planowaniem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (WSM) na Żoliborzu, najważniejsza była idea więzi społecznej. W czasie okupacji miała okazję zaobserwować niespotykaną solidarność wśród mieszkańców WSM. To osobiste doświadczenie i wiele godzin dyskusji ze współpracownikami przekuły się w jedną z najważniejszych prac teoretycznych "Zasady społeczne projektowania osiedli mieszkaniowych", opublikowaną w 1948 roku.

MDM, czyli Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, rozciągała się wzdłuż ulicy Marszałkowskiej od ulicy Wilczej do placu Unii Lubelskiej. Na zdjęciu widać budynki przy placu Konstytucji (Fot. Użytkownik o nicku Emptywords/Wikipedia Commons) , Płaskorzeźba 'Narada architektów II' Adam Smolana z 1952 roku przy placu Konstytucji (Fot. Użytkownik o nicku Szczebrzeszynski/Wikipedia Commons) , Zegar z mozaiką autorstwa Hanny Główczewskiej przy ul. Wilczej 35-41 w Warszawie (Fot. Piotr Panek/Wikipedia Commons)

Brukalska stworzyła dzieło, które było nie tylko dopracowanym podręcznikiem urbanistyki mieszkaniowej, ale przede wszystkim propozycją przygotowania środowiska dla zintegrowanej społeczności. Architektka dążyła do tego, by mieszkańcy, korzystając ze wspólnych terenów sportowych, instytucji kulturalnych oraz zieleni, podejmując decyzje i rozwiązując problemy, uczyli się swych praw i odpowiedzialności za osiedle. Dla Brukalskiej to była prawdziwa szkoła demokracji, podwalina samorządu i społeczeństwa obywatelskiego. Władze komunistyczne, dostrzegając niebezpieczeństwo znajdujące się w tej propozycji, nakazały zniszczenie całego nakładu. Część egzemplarzy zdążyła jednak już trafić do rąk czytelników.

Codzienny widok ruin był tak brutalny, męczący i wszechobecny, że Zofia Cydzikowa, architektka zajmująca się odbudową zabytków, cieszyła się na myśl o tym, że w ramach swoich obowiązków regularnie odwiedza Łazienki Królewskie. Cydzikowa odnajdowała i inwentaryzowała mniej zniszczone elementy spalonego Pałacu na Wodzie, by w czasie odbudowy każdy trafił na swoje miejsce. Od wiosny na terenie parku królowała zieleń. Architektkę otaczał wówczas żywioł przyrody: tysiące liści, krzewów i kwiatów, dlatego pracę w Łazienkach określała jako "wytchnienie dla oczu".

Ze śladami wojny w nieco inny sposób walczyły artystki plastyczki: dekorowały miasto sztuką, ożywiały barwami szare ściany. Rzeźbiarka Barbara Zbrożyna rekonstruowała zabytkowe rzeźby i modelowała nowe, jak choćby "Przekupkę" na Mariensztacie. Zofia Czarnocka-Kowalska zdobiła polichromiami kamienice Starego Miasta, Zofia Artymowska wykonywała tam freski, Krystyna Kozłowska wykrawała sgraffita na Nowym Mieście, a Hanna Główczewska układała wielobarwne mozaiki – jej najczęściej oglądane dzieło to tarcza zegara na MDM na rogu Marszałkowskiej i Wilczej. Razem dążyły do realizacji idei, aby odbudowane miasto było także ekspozycją sztuki w przestrzeni publicznej – dostępnej dla wszystkich na co dzień.

Socjolożki, pielęgniarki, handlarki, ciche bohaterki

Z grupami projektowymi BOS pracowały kobiety innych specjalności. Ekspertyzy socjologiczne koncepcji osiedla przygotowywała Wanda Lipińska. Szeroka publiczność nie do końca rozumiała idee przebudowy miasta, za to widziała wyburzanie budynków, co było źle odbierane. Wielu podejrzewało, że kryją się za tym cele polityczne, tymczasem do 1949 roku partia w ograniczonym stopniu interesowała się architekturą i urbanistyką, doktrynę socrealizmu zaczęto wprowadzać dopiero w okresie planu sześcioletniego (1950–1955). W celu tłumaczenia idei przebudowy miasta BOS powołało więc zespół redagujący pismo "Skarpa Warszawska". W 1946 roku zatrudniła się w nim Hanna Szwankowska, która w kolejnych dekadach stała się jedną z najbardziej zasłużonych varsavianistek. Obdarzona talentem pisarskim i organizatorskim, niesłychanie pracowita, badała dzieje miasta, upowszechniała je, opiekowała się zabytkami, a w czasopiśmie "Stolica", które zastąpiło "Skarpę Warszawską", pisała o Warszawie do końca życia.

Biuro Odbudowy Stolicy przy ul. Chocimskiej 31 w Warszawie. Na zdjęciu architekci podczas pracy (Fot. Stefan Rassalski/Narodowe Archiwum Cyfrowe) , Obchody Dnia Zwycięstwa w Warszawie, 1946 rok. Na tle uczestników pochodu na placu Teatralnym widoczna jest m.in. tablica z napisem BOS (Fot. Stefan Rassalski/Narodowe Archiwum Cyfrowe)

BOS w szczytowym okresie zatrudniało 1500 pracowników, którzy wraz z rodzinami tworzyli niemałe grono. Wielu z nich osłabiły wojenne przeżycia, jadło się skromnie, za to obficie wdychało się pył z warszawskich gruzowisk, ludzie więc chorowali częściej. Opiekę nad nimi w latach 1945–1946 sprawowała Zofia Döllinger, kierująca zespołem sióstr w ambulatorium BOS. Pacjenci znali ją jako empatyczną osobę, a nie wiedzieli, że mają do czynienia z bohaterką. W czasie wojny Döllinger zgłosiła się do służby więziennej na oddziale kobiecym Pawiaka, tzw. Serbii. Jej konspiracyjnym zadaniem było utrzymywanie kontaktu między aresztowanymi a podziemiem. To ryzykowne zadanie wypełniała, pomagając także innym więźniom, będąc dla nich jedynym źródłem otuchy i nadziei.

Wojna okaleczyła polskie rodziny, wdowy, opuszczone żony, sieroty musiały zadbać o siebie same. Czas, gdy dominował model niepracującej żony pozostającej przy mężu, odchodził w przeszłość. Widok kobiet samodzielnie prowadzących sklep czy jadłodajnię w powojennej Warszawie nie należał do wyjątków. Odbudowująca się stolica potrzebowała handlu jak ryba wody – bez wymiany, bez możliwości odzyskania z gruzów przedmiotów codziennego użytku, bez jedzenia powracający do miasta mieszkańcy nie mieliby jak funkcjonować.

Dlatego w pierwszych powojennych miesiącach ulica Marszałkowska odrodziła się w postaci, która zaskakiwała zatrzymujących się w hotelu Polonia przedstawicieli zagranicznych państw. Właściciele usuwali grożące zawaleniem ściany, częściowo rozbierali ruiny kamienic, a na parterach remontowali i uruchamiali sklepy. Wzdłuż Marszałkowskiej powstał przedziwny pasaż ze szklanymi witrynami, z kolorowymi szyldami i artystycznym liternictwem, z oświetlonymi wystawami. Można tam było kupić prawie wszystko: pieczywo, masło i alkohol, śledzie z beczki, wędzone łososie i węgorze, amerykańskie papierosy i czekoladę, prawdziwą kawę, pasy, papeterię i przybory kreślarskie, wełny i jedwabie. Na rogu Pięknej pani Orzugowska sprzedawała galanterię i trykotaże, a u Zofii na placu Zbawiciela można było skorzystać z pralni chemicznej. Jadwiga Grabowska, projektantka mody, a w czasach PRL dyrektor Mody Polskiej, wspominała 1945 rok: "Na Marszałkowskiej, wtedy jeszcze parterowej, tuż przy skrzyżowaniu z Koszykową otwarłam więc sklepik. Dzisiaj nazywałoby się to butikiem. Z początku nie miałam prawie nic – trochę własnych sukien. Ale szybko ludzie zaczęli przynosić rzeczy przysyłane w paczkach z zagranicy, wyciągane z szaf zapasy materiałów, jakieś guziki, apaszki, szaliki, torebki, co kto miał".

Najwięcej w prasie pisało się o budowie Muranowa i MDM. Na zdjęciu: bloki Muranowa Południowego na zdjęciu z 2010 roku (Fot. Użytkownik o nicku Szczebrzeszynski/Wikipedia Commons) , Już w latach 1949-1950 na warszawskich budowach pracowało sześć tysięcy robotnic. Na zdjęciu: ulica Nowolipie na Muranowie (Fot. Maciej Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl)

Z tej przypadkowej zbieraniny narodził się zakład krawiecki Feniks – prawdziwy luksus w powojennej Warszawie. Niekiedy ryzyko prowadzenia handlu w przyziemiu nierozebranego budynku kończyło się tragicznie. Wiosną 1946 roku pani Kwiatkowska oraz jej córka, które zorganizowały sklep z towarami winno-kolonialnymi w ruinach domu na rogu Marszałkowskiej i Hożej, zginęły przygniecione zawaloną ścianą. Niebezpieczeństwo było jednak powszednim składnikiem dnia codziennego w powojennej Warszawie. Każdego mogła dosięgnąć eksplozja niewybuchu lub miny pułapki pozostawionej przez niemieckie oddziały, zarażenie jedną z wielu chorób, przemoc ze strony bandytów, którzy grasowali szczególnie pod osłoną spowijających stolicę ciemności.

Kobiety na traktory. I nie tylko

Na przełomie lat 40. i 50. kwestia pracy kobiet stała się istotnym tematem działań propagandowych. Władze chciały zmobilizować całe społeczeństwo do wykonania planu uprzemysłowienia Polski obliczonego na sześć lat. Hasła emancypacji kobiet, uwolnienia ich od obowiązków domowych i umożliwienia im pracy zawodowej były bardzo na rękę władzy. Kobiety miały zasilić załogi zakładów przemysłowych, budowy, przejąć część prac od mężczyzn. Ulice miast i wsi zapełniły się plakatami pań prowadzących traktory, kopiących łopatami, wymachujących kielniami czy spoglądających znad architektonicznych planów.

Roman Piotrowski (w środku), kierownik Biura Odbudowy Stolicy, z pracownikami BOS (Fot. Autor nieznany, Album 'Warszawa 1945-1966', Warszawskie Wydawnictwo Prasowe RSW 'Prasa' i Redakcja Tygodnika 'Stolica' via Wikipedia Commons)

Prawdziwym szokiem dla niektórych tradycyjnie nastawionych pasażerów było podróżowanie tramwajem czy autobusem kierowanym przez kobietę. Panie nalewały paliwo na niektórych stacjach benzynowych. Polska Kronika Filmowa (PKF), której materiały o propagandowym charakterze pokazywano przed seansami filmowymi, nagłośniła przejęcie obsługi stacji Warszawa-Śródmieście przez brygadę kobiecą w styczniu 1951 roku. Wówczas pociągi jeździły otwartym wykopem od placu Zawiszy aż do okolic ulicy Marszałkowskiej, a stacja, perony i urządzenia do 1955 roku były prowizoryczne. Kobiety pełniły służbę na wszystkich stanowiskach stacji: od zawiadowczyni, poprzez dyżurną, do megafonistki czy nastawniczej. Lektor Kroniki – popularny aktor Andrzej Łapicki – podkreślał, że podróżujący z zadowoleniem przyjmują nową sytuację, gdy obsługa w pawilonie "ma tak miły uśmiech jak kasjerka Chmielińska lub bileterka Kowalska", podczas gdy przez megafon na peronie "Halina Dymkowska pięknym mezzosopranem zapowiada odjazd pociągu".

Przygoda na Muranowie

Najwięcej w prasie pisało się o budowie Muranowa i Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej (MDM), ale pojawiały się też relacje ze wznoszenia Młynowa, Mirowa, Mokotowa, Ochoty I czy Pragi II. Jak ustalił historyk Błażej Brzostek, już w latach 1949–1950 na warszawskich budowach zaangażowano sześć tysięcy robotnic. Kobiety obsługiwały windy ciężarowe, wstawiały i szkliły okna, spawały oraz tynkowały. Ich praca miała rzeczywisty wymiar – przyczyniła się do powstania miasta – choć ich wizerunki możemy dziś poznać głównie poprzez propagandowo tendencyjne materiały Kroniki Filmowej.

Przodująca spawaczka Jadwiga Kowalska pomagała koleżankom, a Dzień Kobiet uczciła zobowiązaniami produkcyjnymi. Młoda brygadzistka zakładów elektrotechnicznych Krystyna Sobiech po pracy w hali montażowej poświęcała się grze w tenisa stołowego, a przed powrotem do nowego mieszkania na MDM ścigała się na motocyklu. Windziarki z Muranowa "po wesołej pogawędce w przerwie obiadowej" wracały na budowę. Materiał kręcono w lutym 1951 roku. Ich uśmiechnięte twarze było widać spomiędzy chust, którymi mocno się opatuliły, wcześniej włożywszy waciaki i grube trzewiki, by nie zamarznąć na swoich stanowiskach.

Zobacz wideo Kasia założyła "babską" szkołę jazdy. Prowadzi ją już 15 lat

Kamera powędrowała za Janiną Jackowską, która "stanęła przy motorze". Pociągnięciem dźwigni wysyłała ciężki ładunek na górne piętra, a przestawieniem jej pozycji w przeciwną stronę ściągała windę na dół. Winda nie miała żadnych zabezpieczeń, więc moment dekoncentracji – pociągnięcie dźwigni za wcześnie – mógł skończyć się poważnym wypadkiem. Ta dość monotonna praca wymagała skupienia i cierpliwości. Sądzę, że w komentarzu kończącym kronikę: "Muranowscy robotnicy twierdzą, że windziarki-kobiety lepiej i dokładniej obsługują windy niż mężczyźni. Na Muranowie wszystkie windy obsługiwane są przez kobiety" – powinniśmy dopatrywać się nie tylko propagandowej zachęty, ale także śladu prawdziwego uznania.

Mimo gorących zachęt kobiety nie garnęły się jednak do zawodu murarza. Jak wyjaśniła Beata Chomątowska, badaczka historii Muranowa, nie chodziło tylko o to, że była to praca wyjątkowo ciężka fizycznie. Panie dostawały po prostu niższe wynagrodzenie od mężczyzn zatrudnionych na tych samych stanowiskach. W prasie nagłaśniano przykłady wzorowych pracownic, jak choćby trudniącej się ciesielstwem Janiny Grońskiej, która lepiej od innych zdała egzaminy i w nagrodę wysłano ją na kurs dla brygadzistów. Kiedy jednak na osiedlu Mirów utworzono budowę prowadzoną wyłącznie przez kobiety – pięć dwójek murarskich i ciesielskich – to majstrem i instruktorami byli mężczyźni. Paniom trudno było przebić ten szklany sufit. Zdecydowanie łatwiej przychodziło to tym, które miały wyższe wykształcenie. Architektka Eleonora Sekrecka przejęła w 1953 roku od Stanisława Jankowskiego kierowanie prestiżową Pracownią MDM i wzniosła najpiękniejszą część osiedla – Latawiec. Halina Skibniewska stworzyła osiedle Sady Żoliborskie, które jest przestrzennym rozwinięciem żoliborskiej Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Barbary Brukalskiej.

Można stwierdzić, że szczególnie w dziedzinie projektowania urbanistycznego kobiety zdecydowanie wyszły poza rolę – jak to ujęła Marta Leśniakowska – "niewidocznych pomocnic" awangardowych architektów wizjonerów i wniosły niepodważalny wkład w odbudowę stolicy. 

W artykule wykorzystano:

Aleksandra Boćkowska, Jadwiga Grabowska [https://culture.pl/pl/tworca/jadwiga-grabowska].
Błażej Brzostek, Robotnicy Warszawy. Konflikty codzienne (1950–1954), Warszawa 2002, s. 83.
Beata Chomątowska, Murarze i windziarki. Herosi na rusztowaniach, wykład w Muzeum POLIN [https://www.youtube.com/watch?v=sx9NxJfrSQk].
Maria Dąbrowska, Moja pierwsza wędrówka do Warszawy, w: Pamięć warszawskiej odbudowy 1945–1949, red. Jan Górski, Warszawa 1972, s. 72–73.
Marta Leśniakowska, Barbara Brukalska: subtelna budownicza płaszczyzn i form, w: Architektki, red. Tomasz Kunz, Kraków 2016, s. 39.
Urszula Zielińska-Meissner, Odbudowa Warszawy – kobiety budują stolicę [https://um.warszawa.pl/waw/zabytki/-/odbudowa-warszawy-kobiety-buduja-stolice].
Polska Kronika Filmowa: Stację obsługuje brygada kobieca (PKF 2/51), Towarzyszki pracy (PKF 10/51), Przodownica Krystyna Sobiech (PKF 8/52).

Krzysztof Mordyński. Historyk, wykładowca, bada dzieje stolicy, za książkę "Sny o Warszawie. Wizje przebudowy miasta 1945–1952" otrzymał nagrodę KLIO, a w maju br. ukaże się jego monografia "MDM.  Marszałkowska Dzielnica Marzeń".