Zamek Lengberg wzniesiono na niewielkim wzgórzu w Tyrolu Wschodnim w Austrii. Z fortecy otoczonej zielonymi drzewami iglastymi roztacza się widok na pofałdowane pola i majaczące w oddali ośnieżone szczyty. Nawet kiedy ogląda się tę scenerię na fotografii, można odnieść wrażenie, że wdycha się łagodne i chłodne tyrolskie powietrze. Kto by pomyślał, że ta urocza, choć nieco złowroga fasada przez pięćset lat skrywała fascynującą tajemnicę, której odkrycie wstrząsnęło podwalinami naszej dotychczasowej wiedzy na temat bielizny.*
Latem 2008 roku archeolodzy rozpoczęli na zamku prace rekonstrukcyjne. Na drugim piętrze południowego skrzydła trafili na skrytkę, która do tamtej pory pozostawała niezauważona. Była to przestrzeń między poziomami budynku, zamurowana od 1485 roku, kiedy to do zamku dodano nową kaplicę. Choć brzmi to jak fabuła filmu grozy, archeologowie odkryli coś znacznie bardziej interesującego niż hordę krwiożerczych zombie. Krypta była wypełniona rozmaitymi materiałami: gałązkami, słomą, starymi kawałkami drewna, butami; znaleziono ponad dwa tysiące siedemset fragmentów tkanin. Po dokładnym przejrzeniu znalezisk badacze wydobyli nie jeden czy dwa, ale aż cztery biustonosze. To najstarsze istniejące staniki, których odkrycie zaskoczyło większość historyków mody, sądzących, że ten element garderoby wynaleziono około czterystu lat później.
Archeolożka o cudownie brzmiących imieniu i nazwisku Beatrix Nutz, która odkryła tajemnice piętnastowiecznych staników, zgromadziła istotne dowody pisemne na istnienie "worków na piersi", jak nazywano je w ówczesnych źródłach, i zasugerowała, że konieczność dodatkowego wsparcia biustu była związana z nowymi trendami w krawiectwie. Zamiast sukni z obcisłym gorsetem, który podtrzymywał piersi, mocno je ściskając, szyto luźniejsze stroje, które rozdzielały piersi. Staniki z Lengbergu zaprojektowano, aby unosiły i rozdzielały piersi oraz by zapewniały im niewidoczne wsparcie.
"Wiele [niewiast] używa dwóch worków na piersi – donosi anonimowy autor piętnastowiecznego wiersza satyrycznego z południowych Niemiec – w których paraduje ulicami, nakłaniając mężczyzn, by na nią spozierali i podziwiali jej kształtny biust. Te jednak, które mają piersi zbyt duże, wkładają je w ciasne sakiewki, by mieszczanie nie plotkowali o ich rozmiarze".
Wkrótce zmieniła się moda i popularny stał się "monobiust", pojedyncza gładka krągłość na klatce piersiowej – kształt taki można zobaczyć na niezliczonych szesnastowiecznych portretach, gdzie piersi są spłaszczone pod materiałowym gorsetem podszytym sztywną tkaniną taką jak len, czasem dodatkowo wzmocnionym filcem lub kartonem. Niemniej jednak stanik nie poszedł w zapomnienie, zamurowany w austriackiej krypcie. W renesansie modne były małe piersi, krągłe jak jabłka, dumnie sterczące na klatce piersiowej, ale żeby osiągnąć ten ideał, większość kobiet musiała się postarać, zwłaszcza u progu dorosłości. Marinello doradza, by nosiły część garderoby, której opis do złudzenia przypomina biustonosz, w celu "utrzymania małych piersi przez całe życie".
Radzi, by kobiety przemyły piersi miksturą sporządzoną z wody, octu i kamfory, a następnie "tuż pod biustem [owinęły] się opaską lub [włożyły] piersi do małych woreczków, które sprawiają, że biust trzyma się wysoko, skierowany ku szyi, przez co piersi stają się mniejsze". W tym samym rozdziale autor sugeruje też owijanie piersi tkaniną nasączoną pastą kminkową. Na szczęście i mężczyźni mogą skorzystać z porad Marinella – "wszystkie te specyfiki chronią także przed przerostem jąder". Być może moda na małe, zgrabne jądra, jakie można zobaczyć na renesansowych aktach (przykładem jest Dawid Michała Anioła), oznaczała, że mężczyźni także musieli cierpieć dla urody, katując intymne zakamarki swych ciał?
Artemisia Gentileschi (ok. 1593–1653) to najbardziej znana i wpływowa włoska malarka wczesnej nowożytności. Na obrazie zatytułowanym Autoportret jako lutnistka, na którym wcieliła się w rolę wędrownej bardki zapewniającej dworskie rozrywki, prezentuje widzom bujny biust, który wręcz wylewa się z głęboko wyciętej sukni. Biorąc pod uwagę to, że moda na biustonosze z Lengbergu była przelotna, warto wyjaśnić, w jaki sposób Artemisia osiągnęła tak imponujący dekolt.
Marinello notuje, jak ważne jest nadanie piersiom odpowiedniego kształtu, i na tym z pewnością polega sekret artystki. Jako pierwszą warstwę Artemisia włożyła zapewne spodnią koszulę z białego płótna, która wystaje spod jej niebieskiej sukni. Na suknię nałożyła niebieski gorset, który podtrzymywał piersi i je unosił. Gorset zwykle sznurowało się na plecach (w tamtym okresie ubieranie się wymagało zaangażowania dwóch osób) i należało go mocno ścisnąć, by odpowiednio ułożyć piersi i uzyskać zadowalający efekt. Wiele kobiet zakrywało biust apaszką, ale podczas dworskich zabaw, takich jak bale maskowe, panowała większa swoboda, a niektóre kobiety występowały nawet topless.
Gorset nie tylko spłaszczał lub podtrzymywał piersi, ale wysmuklał także brzuch. Choć zaokrąglone brzuchy były przedmiotem zachwytu, luźne i obwisłe nie budziły entuzjazmu – oczekiwano, że sylwetka będzie mieć gładki zarys, a skóra na brzuchu będzie pozbawiona przebarwień. Uzyskanie jej mogło być problematyczne dla kobiet po wielu ciążach. Zbiory renesansowych przepisów często zawierają receptury na środki przeciw rozstępom. Poniższy fragment Gli ornamenti delle donne Marinella wyjaśnia dlaczego:
niewiele jest niewiast, lub nie ma ich wcale, które po wydaniu na świat dziatwy, nie spostrzegły na swych ciałach rozstępów i rozmaitych przebarwień. Z tego względu tracą całe swe naturalne piękno. Dobrze byłoby więc, drogie damy (jako że po to powołano was do życia, byście życie dawały), abyście po porodzie usunęły te defekty i doprowadziły brzuchy do pożądanego stanu.
Tekst Marinella sugeruje, że jeśli jego czytelniczki nie pozbędą się powyższych "defektów", nie będą w stanie dalej "dawać życia" jako istoty zbyt odrażające, by mężowie chcieli uprawiać z nimi seks.
Ponieważ ówczesne kremy miały ograniczoną skuteczność (tak jak ograniczony był stan wiedzy na temat aktywności fizycznej) w korygowaniu "niemodnych" brzuchów, w XVI wieku zaczęto produkować nowe rodzaje bielizny, które miały wyrzeźbić kobiece sylwetki. W renesansie powszechne było wzmacnianie gorsetów sztywną tkaniną mającą spłaszczyć klatkę piersiową, a mniej więcej od połowy XVI wieku krawcy zaczęli wszywać w bieliznę twarde elementy, takie jak trzciny (puste w środku), kawałki drewna, kościane fiszbiny i druty, by ujarzmić niesforne ciała. Piersi i brzuchy spłaszczano ciasnym kaftanem – gorsetem – dodatkowo usztywnionym bryklami.
Cytując Randle'a Holme'a, "krawca na królewskich komnatach" króla Karola II Stuarta, były to "twarde kawałki drewna lub kości wieloryba wbite w środek gorsu, by utrzymać brzuch prostym a zwartym i nie pozwolić, by pierś i brzuch zanadto się z niego wylewały". Brykle przypominają długie, lekko zakrzywione linijki z delikatnie zaokrąglonymi koniuszkami, zwężające się ku dołowi. Ich wymiary różniły się w zależności od torsu danej osoby, ale mogły mieć mniej więcej trzydzieści centymetrów długości i pięć centymetrów szerokości u góry oraz około dwóch centymetrów u dołu.
Nie dziwi, że ze względu na swój falliczny kształt często bywały źródłem pikantnych aluzji. Do dziś zachowały się wspaniałe brykle z drewna i kości słoniowej wręczane ukochanym na dowód miłości i opatrzone romantycznymi sentencjami: "Póki się nie rozstaniemy, pożądanie moje żarliwe, a miłość niezłomna"; "Izaak miłował swą małżonkę Rebekę, czemuż więc ja nie mogę miłować Fransys?". Brykle wsuwano w środek gorsetu i często przytrzymywano wstążkami.
Najstarszy gorset w typie kaftanika, który przetrwał do naszych czasów, nosiła księżna Palatynatu-Neuburg Dorothea Sabina (1576–1598). Uszyto go z mory, a z tyłu wyposażono w sznurówki, i choć usztywniające go kościane fiszbiny lub trzciny dawno się rozpadły, zachował się tunel z przodu, w którym zapewne znajdowała się brykla mająca spłaszczyć brzuch i rozdzielić piersi.
Tak wykonane ciasne szesnastowieczne gorsety poprzedziły pojawienie się fiszbin i sznurówek, które także miały korygować sylwetkę. Zrekonstruowana bielizna damska z tamtego okresu sugeruje, że ówczesne gorsety były mniej obcisłe (zwłaszcza w talii) niż ich odpowiedniki z XVIII i XIX wieku. Sznurówki można było zaciągnąć lub nie w zależności od pożądanej wygody. Niemniej jednak te elementy garderoby zmuszały noszącą je osobę do pozostawania w pionie, z wyprostowanymi plecami, zwłaszcza w pozycji siedzącej, kiedy nie można było całkiem złączyć (i tak ukrytych pod spódnicami) nóg.
Niektórzy twierdzili, że opisane elementy bielizny są niebezpieczne. W 1588 roku francuski filozof Michel de Montaigne (1533–1592) lamentował nad swoimi rodaczkami: "Aby uzyskać smukłe ciało wzorem Hiszpanek, jakimż torturom się poddają, ciasno zasznurowane i tak ścieśnione, że wzdłuż ich tułowi tworzą się rany aż do mięsa – i owszem, niekiedy wręcz od tego umierają". W Wenecji w 1547 roku senat zakazał kobietom noszenia modnych wówczas długich, spiczastych gorsetów (w weneckim dialekcie nazywanych cassi longhi) z usztywnieniem, prawdopodobnie wykonanych z metalowych prętów owiniętych filcem lub inną miękką tkaniną:
Nie dość, że wyrób gorsetów niebywale jest kosztowny, bywało, iż niewiasty, które się w owe gorsety odziewały, doświadczały bólu, u wielu zaś brzemiennych dochodziło do poronienia, a nawet śmierci. Potomstwo tych, które powiły, przyszło na świat słabe, niedołężne i chore, a część dzieci właśnie z winy gorsetów urodziła się martwa.
Obawy związane z macierzyństwem mogły wynikać z faktu, że spiczaste gorsety uciskały rejon genitaliów, zwłaszcza podczas siedzenia. Uznano, że gorsety powinny być "pozbawione usztywnień, zaokrąglone i ze wszystkich stron mieć jednakową długość".
Wygląda na to, że niektórym kobietom zalecano noszenie gorsetów z metalu ze względów zdrowotnych; francuski chirurg Ambroise Paré rekomendował wyprodukowanie perforowanych żelaznych napierśników, by "skorygować krzywizny ciała". W 1549 roku Eleonora Toledańska zleciła swojemu płatnerzowi wykonanie dwóch tego typu elementów, twierdząc, że potrzebuje dodatkowego wsparcia. Nie powinno nas to dziwić, była bowiem w ciąży niemal przez cały okres od 1540 do 1554 roku.
Kilka żelaznych gorsetów z tamtej epoki zachowało się do dziś, w tym ten z XVII wieku widoczny poniżej, który prawdopodobnie miał wyprostować kręgosłup nastolatki cierpiącej z powodu wrodzonego schorzenia lub choroby takiej jak krzywica. W XVI wieku coraz częściej zdarzało się, że nawet zdrowe dziewczęta nosiły ciasne gorsety – być może za radą autorytetów takich jak Marinello, zalecających, by piersi i tułów prezentowały się ładnie i schludnie – choć inni lekarze alarmowali, że ściskanie tak młodych ciał może być dla nich szkodliwe. Te widoczne na fotografii wyglądają przerażająco – trudno sobie wyobrazić niesforne ciała wciśnięte w korygujące kleszcze żelaza.
*Publikujemy fragment książki Jill Burke "Jak być renesansową kobietą" w przekładzie Marii Borzobohaty-Sawickiej, która ukazała się 26 lutego 2025 roku nakładem wydawnictwa Znak Koncept.


