Historia
Najsłynniejszy portret cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, autorstwa Franza Xavera Winterhaltera. Olej na płótnie, rok 1865. (Fot. Domena publiczna / via Wikimedia Commons)
Najsłynniejszy portret cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, autorstwa Franza Xavera Winterhaltera. Olej na płótnie, rok 1865. (Fot. Domena publiczna / via Wikimedia Commons)

"Małżeństwo to bezsensowna instytucja. Sprzedają cię jako piętnastoletnie dziecko, a Ty składasz przysięgę, której nie rozumiesz, a potem tego żałujesz przez 30 lat czy dłużej, ale nie możesz się już uwolnić" – zapisała słowa matki, cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, znanej jako Sisi, jej najmłodsza córka Maria Waleria w swoim dzienniku1

Elżbieta Bawarska urodziła się 24 grudnia 1837 roku w Monachium jako córka księcia Bawarii Maksymiliana Bawarskiego i Ludwiki Wilhelminy Wittelsbach. Otoczenie, w którym dorastała, sprzyjało rozwijaniu pasji, którymi były głównie jeździectwo, polowania, spacery i poezja.  Te zainteresowania odziedziczyła po ojcu. Podobnie jak zamiłowanie do podróży i… niechęć do etykiety.

Miała 15 lat, gdy towarzyszyła matce i o dwa lata starszej siostrze Helenie podczas wizyty w kurorcie Bad Ischl, gdzie miały zapaść ostateczne decyzje co do małżeństwa cesarza Austrii Franciszka Józefa z Heleną. Po cichu liczono, że Sisi spodoba się młodszemu bratu cesarza.

O tym, że Franciszek Józef znajdzie narzeczoną w rodzinie Wittelsbachów, zdecydowała jego matka, arcyksiężna Zofia. Była to ze wszech miar decyzja polityczna. Przyszłość Austrii Zofia widziała w relacji z Niemcami, stąd – po niepowodzeniu innych planów – przychylne spojrzenie na bawarską linię. I Helenę. Ślub miał też ocieplić wizerunek 23-letniego cesarza, niepopularnego i postrzeganego jako władca absolutny. Plan powiódł się połowicznie, bo miłość od pierwszego wejrzenia stała się co prawda faktem, ale to nie Helena skradła jego serce, lecz Sisi. Z wzajemnością. Decyzja zapadła, trzeba było jeszcze uzyskać zgodę papieża na małżeństwo, bo narzeczeni byli bliskimi kuzynami (matka Sisi i matka Franciszka Józefa były siostrami), ale to była już tylko formalność.

Pałac w Monachium, w którym przyszła na świat przyszła cesarzowa Austrii. (Fot. Domena publiczna / via Wikimedia Commons) , Portret Sisi w wieku 15 lat. (Fot. Karl von Piloty / Public domain, via Wikimedia Commons)

Sisi była zakochana. O tym, czy jest świadoma z czym wiąże się rola cesarzowej, nie rozmawiano. Szybko nadrabiano za to braki w jej edukacji: od historii Austrii przez znajomość języków – francuskiego i włoskiego, angielski już znała – po cesarski protokół.

Ślub odbył się w kwietniu 1854 roku. Na 16-latkę od razu spadł ogrom obowiązków. Od kiedy opuściła rodzinne Monachium i zamieszkała w Wiedniu, sztywny program dnia stał się dla niej koszmarem, choć splendor ją pociągał. Wcześniej podobnie jak ojciec nic sobie nie robiła z dworskiej etykiety, teraz musiała się jej podporządkować. Łatwo nie było od początku, bo choć tłumy na ulicach na jej cześć wiwatowały, to dwór ostentacyjnie ją lekceważył. Nie pasowała do jego wyobrażeń o cesarzowej. Nie była jeszcze tak ładna (jej uroda rozkwitnie za kilka lat), do tego była  niezręczna i nieśmiała oraz nie miała "nieskazitelnego drzewa genealogicznego". Spokrewniona z licznymi domami arystokratycznymi, dorównywała im pozycją, ale ich nie przewyższała.

Kaiservilla, gdzie doszło do spotkania Elżbiety i Franciszka Józefa w 1853 roku. (Fot. Sigmunds / CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

"Bardzo go kocham. Gdybyż był krawcem"

Miesiąc miodowy także był dość nietypowy. Cesarz, stale zapracowany, wracał do Wiednia pełnić obowiązki, podczas gdy ona, za towarzyszki mając damy dworu, jednocześnie tęskniła, czuła się urażona i nie mogła zrozumieć, że mąż stawiał ponad nią sprawy państwowe. "Bardzo go kocham. Gdybyż był krawcem" 2 – miała skwitować pierwsze doświadczenia w małżeństwie. Z kolei Franciszek, racjonalny do bólu i bez krzty fantazji, uległy zasadniczej matce, nie rozumiał jej zachowania, ale był zakochany.

Pierwsze dziecko, Zofia, przyszło na świat w 1855 roku. Bardzo wyczekiwane przez dwór, nie poprawiło jednak pozycji Sisi. Wręcz przeciwnie, arcyksiężna szybko przejęła opiekę nad małą Zofią, tłumacząc tę decyzję brakiem doświadczenia rodzicielskiego młodej matki. Po urodzeniu drugiej córki, w 1856 roku, Sisi była już bardziej stanowcza i jej opiece pozostawiono małą Gizelę. Wymogła też obecność dzieci podczas podróży do Włoch i na Węgry, zyskując w dodatku wsparcie Franciszka dla tej decyzji. Zofia musiała skapitulować. Wyjazd do Włoch jednak niestety skończył się tragedią. Mała Zofia w trakcie podróży nagle zachorowała i zmarła. Z Węgier do Wiednia rodzice wrócili z ciałem dziecka. Sisi odcięła się od ludzi, czując ciężar odpowiedzialności za śmierć córki. Jej stosunki z arcyksiężną jeszcze się pogorszyły. Zrezygnowała z opieki nad Gizelą i z obowiązków dworskich, rzuciła się w kuracje głodowe i wręcz kompulsywną jazdę konną. Taką do utraty sił.

W roku 1858 rodzi się upragniony syn, Rudolf, ale wyrzuty sumienia i utrwalone przekonanie, że nie jest dobrą matką, powodują, że Sisi wychowaniem Rudolfa nie jest zainteresowana. W macierzyństwo zaangażuje się dopiero przy czwartym dziecku – Marii Walerii, która urodzi się na Węgrzech. Będzie ją wychowywać "po węgiersku", porozumiewając się z nią wyłącznie w tym języku i budując miłość do tego kraju przy jednoczesnej niechęci do dworu w Wiedniu. Efekt będzie zaskakujący. Maria Waleria znienawidzi Węgry.

Rodzina cesarska w rezydencji w Gödöllo na Węgrzech. (Fot. Domena publiczna / via Wikimedia Commons)

Na razie jednak trzy porody w ciągu czterech lat, śmierć dziecka, wojny, w które zaangażowana była Austria, doprowadziły Elżbietę na skraj wyczerpania. Lekarze zaordynowali wyjazd na Maderę. Trudno określić jednoznacznie, jaka diagnoza leżała u podstaw tej decyzji – mówi się o chorobie płuc, zagrożeniu gruźlicą, ale też o problemach związanych z drakońskimi kuracjami odchudzającymi, anoreksją oraz załamaniem nerwowym. Pięć miesięcy na Maderze bez dzieci i męża nie spotkało się ze zrozumieniem ze strony ludu, współczucie kierowano raczej pod adresem cesarza – ale Sisi odżyła. Spacerowała z psami, grała w karty, uczyła się języka węgierskiego i odpoczywała od dworu. I tak już było zawsze: w czasie licznych podróży po Europie odzyskiwała zdrowie, a kiedy tylko wracała do Wiednia, natychmiast chorowała. Po pobycie na Maderze, wyjechała na Korfu. I tak spędziła w rozjazdach niemal dwa lata. Podróże dawały jej wytchnienie, dzięki nim zyskała też większą pewność siebie, stała się świadoma swojej urody i tego, jakie wrażenie wywołuje na mężczyznach. To z tego okresu pochodzi jej słynny portret z diamentami. W całym swoim życiu przemierzy świat od Europy przez Afrykę Północną aż do Azji Mniejszej. Szczególną miłością darzyła Grecję, do tego stopnia, że nauczyła się mówić w języku grackim a nawet tłumaczyła Szekspira na ten język.

Achilleion wzniesiony dla Elżbiety na Korfu. (Fot. Alinea / Domena publiczna via Wikimedia) , Pałac w Gödöllo, widok współczesny. Dar Węgrów po koronacji Franciszka Józefa i Elżbiety na króla i królową Węgier. (Fot. Civertan / CC BY-SA 2.5 via Wikimedia Commons)

Swoją siłę, zdobytą w podróżach, wykorzystała, m.in. stawiając na ostrzu noża sprawę wychowania syna. Rudolf, wrażliwy i chorowity, był bardzo do niej podobny. Ale ojciec chciał – zgodnie z tradycją – zrobić z niego żołnierza. Po roku surowego przygotowania życie chłopca było zagrożone z powodu skrajnego wycieńczenia. Sisi szantażem wymusiła odsunięcie wychowawcy Rudolfa. Po 11 latach była stanowcza. Wcześniej zamartwiała się o cesarza, teraz stawiała żądania, grożąc, że odejdzie, a on potraktował szantaż poważnie. Zdawał sobie sprawę z tego, że Sisi ma za nic reputację cesarstwa i jest gotowa groźbę zrealizować. I do tego nadal ją kochał.

Dyplomatka

Franciszek Józef ulegnie też w innej kwestii.

Elżbieta miała pełnić funkcję reprezentacyjną, ale nikt nie widział potrzeby wprowadzenia jej w kwestie polityczne. Kiedy 16-letnia Sisi brała ślub z cesarzem Austrii, w tle toczyła się wojna rosyjsko-turecka, w dniu ich wesela Austria i Prusy zawarły przymierze przeciwko Turkom, cesarstwo traciło Rosję jako sojusznika, a skarbiec świecił pustkami. Spokoju nie było we Włoszech i na Węgrzech. Po stłumieniu rewolucji 1848 roku Zofia oczekiwała stanowczych działań cesarza wobec buntowników, więc Węgrzy, wiedząc, że poglądy Elżbiety i Zofii są krańcowo różne, postanowili wykorzystać to dla swojej sprawy. Oczekiwali koronacji Franciszka na króla Węgier, gwarancji dla węgierskiej konstytucji, a tym samym poluzowania władzy absolutnej. Sisi z sympatią odnosiła się do ich żądań i coraz bardziej krytycznie oceniała rządy absolutystyczne swego męża.

Do tej pory stanowisko cesarza było nieprzejednane, ale gdy Austria straciła Lombardię i Wenecję, a w wojnie z Prusami w 1866 roku została znacznie osłabiona, cesarz przyznał, że dla zachowania monarchii habsburskiej konieczne jest szukanie sojusznika, czyli porozumienie z Węgrami. Sisi stała się lobbystką na rzecz zbliżenia obu krajów. Zaczęła uczyć się węgierskiego i to nie tylko z pobudek politycznych, lecz także na przekór Zofii i arystokracji czeskiej, która dominowała na dworze w Wiedniu. Jej najbliższą powiernicą stała się Ida Ferenczy, oficjalnie zatrudniona do prowadzenia z nią konwersacji po węgiersku. Odegrała jednak ważniejszą rolę. Miała powiązania z węgierskimi liberałami, przede wszystkim z bohaterem narodowym Węgrów Gyulą Andrássym, który pracował nad ugodą węgiersko-austriacką. Kiedy delegacja węgierska przyjechała do Wiednia z oficjalną wizytą, cesarzowa powitała ją w stroju węgierskim i przemówiła bezbłędnie w języku gości. Po kilku miesiącach negocjacji cesarz opowiedział się za ugodą austro-węgierską, choć Węgrom nie ufał, a wobec Czech miał poczucie niesprawiedliwości. Z czasem przekona się, że im bardziej faworyzował Węgrów, tym bardziej wzrastał czeski nacjonalizm. W 1867 roku powstała monarchia austro-węgierska.

Koronacja Elżbiety i Franciszka Józefa na króla i królową Węgier autorstwa Ödöna Tulla (1867). (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons)

Jak to było z tą urodą

172 cm wzrostu, waga maksymalnie 50 kg, talia 50 cm. Kontrolowała wagę dwa razy dziennie. Z czasem ugruntowana świadomość własnej urody przekształci się w poczucie wyjątkowości. Sisi była piękna, zimna, oczekiwała hołdów od mężczyzn, ale nie pozwalała sobie na żadne nieformalne zbliżenie. Jako kobieta pozostająca nieustannie pod lupą opinii publicznej, która nie wybaczała błędów, wpadła w obsesję doskonałości. Za wszelką cenę pozostać młodą – to w pewnym momencie stał się cel życia cesarzowej. Nad tym, co dała jej natura, pracowała godzinami. Co trzy tygodnie myła włosy w koniaku i jajach, a pielęgnacja zajmowała wtedy cały dzień. Codzienna, zwykła, "tylko" trzy godziny. Z czasem jedną z najważniejszych osób na dworze stała się osobista fryzjerka Sisi, która wręcz uzależniła cesarzową od siebie. Poza tym Elżbieta godzinami ćwiczyła – z hantlami, na drążkach, a wszystko w sali gimnastycznej stworzonej dla niej w Hofburgu. Pobudka – latem o godzinie 5, zimą o 6. Zimna kąpiel, masaże, gimnastyka, skąpe śniadanie, czesanie, potem odrobina mięsa na obiad, forsowne spacery. Sznurowanie gorsetu, żeby uzyskać talię osy, zajmowało czasem nawet godzinę, dla lepszego efektu rezygnowała z halki na rzecz króciutkich spodenek, kolejne godziny dochodziły, gdy przebierała się do jazdy konnej lub fechtunku.

Wrażenie, jakie zrobiła podczas balu w 1864 roku w Dreźnie, występując na nim w sukni z wyhaftowanymi gwiazdkami i bukietem kamelii przy dekolcie oraz z diamentowymi gwiazdami we włosach, było niepowtarzalne. Stała się ikoną piękna. Poza jedną kwestią. Miała kompleks nie dość białych zębów, na co zwróciła uwagę już na początku znajomości Zofia. W konsekwencji Sisi niemal nie otwierała ust. Uznano ją więc – jakże błędnie – za osobę, która nie ma nic do powiedzenia. Ona jednak coraz bardziej demonstracyjnie odrzucała obowiązki dworskie i rodzinne. Jej absencja podczas rozmaitych wydarzeń była świadomym wyrazem pogardy. Kiedy wraz z wiekiem uroda zaczęła przemijać, znów chwytała się rozmaitych zabiegów, by opóźnić starzenie, m.in. sypiała w jedwabnej masce, wyłożonej surową cielęciną, co miało podobno chronić ją przed przebarwieniami. Zakazała portretowania się – ostatnie zdjęcie pokazuje ją w wieku 30 lat, ostatni obraz przedstawia ją jako czterdziestolatkę. Nikt, prócz dam dworu, nie mógł już później widzieć jej twarzy, chowanej odtąd za wachlarzem lub woalką.

Elżbieta Bawarska. (Fot. Josef Albert / Domena publiczna via Wikimedia Commons) , Portret Sisi autorstwa Franza Xavera Winterhaltera. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons)

Sisi sportsmenka

Po urodzeniu Marii Walerii w 1868 roku przebywała głównie w Budapeszcie, nie pojawiała się w Wiedniu, nawet na wydarzeniach kulturalnych, które były jej zawsze bliskie, np. na otwarciu Opery czy nowo zbudowanego wiedeńskiego Ringu. Owszem, zajmowała się wolontariatem, ale konsekwentnie robiła to po cichu. Sprawdzała też warunki, w jakich przebywają chorzy w szpitalach psychiatrycznych, choć przy okazji tak wciągnęła się w ten inny świat, że zaczęła ich odwiedzać już nie tylko z chęci pomocy, ale i z ciekawości.

Portret Sisi autorstwa Thomasa Lewisa Atkinsona, lata pomiędzy 1880 a 1882. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons) , Sala gimnastyczna Sisi w Hofburgu. (Fot. Lidia Raś)

Momentem przełomowym mogła być dla Elżbiety śmierć królowej Zofii w 1872 roku. Wraz z jej odejściem kończyła się pewna epoka, a Sisi miała szansę wzmocnić swoją pozycję na dworze. Tak się nie stało. Niezmiennie unikała oficjalnych uroczystości, podróżowała, przedkładała samotność nad kontakty z ludźmi. To dość demonstracyjne zachowanie zaczęli krytykować nawet ci, którzy do tej pory byli jej przychylni, podkreślając, że jeśli przekroczy granicę, nie będzie już postrzegana jako ofiara dworskich koterii. Nikt nie będzie pamiętać, że jej wybory – choćby w kwestii wyjazdów – wynikały z doświadczenia pogardy i odrzucenia. Efekt był jednak taki, że im głośniej ją krytykowano, tym bardziej nienawidziła Wiednia.

Znowu godzinami jeździła konno. Kazała zbudować sobie arenę (jak kiedyś jej ojciec w Monachium), uczyła się sztuki cyrkowej i pracowała z końmi. Żeby brać udział w wyścigach i polowaniach, wyjechała do Anglii. Trenowała jak oszalała, raz nawet skończyło się to upadkiem i wstrząśnieniem mózgu, ale choć cesarz odchodził od zmysłów z przerażenia, Sisi nie miała zamiaru rezygnować ze sportu. Podobnie – na granicy zapomnienia – angażowała się w polowania. Uwielbiała rywalizację, kolejnymi zwycięstwami potwierdzając swoją wartość, bo tu liczyły się jej wysokie umiejętności, a nie pozycja. W odróżnieniu od dam dworu, które musiały jej towarzyszyć, miała niespożyte siły. Kiedy po dziesięciu latach trenowania jeździectwa będzie musiała zamknąć ten rozdział, przerzuci się na wielokilometrowe wędrówki w szybkim tempie, niezależnie od pogody. Zresztą podobnie było w przypadku podróży morskich, którym też oddawała się z rozkoszą, nawet podczas największych burz. Z jednego z rejsów po Morzu Egejskim wróciła w 1888 roku z wytatuowaną na ramieniu kotwicą. 

Sisi wyjeżdżała często do modnych kurortów. M.in. do Bardejovskich Kupeli (Słowacja). Dom zdrojowy, w którym się zatrzymywała ma dziś muzeum jej poświęcone. Można też wynająć pokój, w którym się zatrzymywała. (Fot. Lidia Raś)

Wróżka Tytania

"Być przez 25 lat zamężną to w zupełności wystarczy, nie ma potrzeby jeszcze z tego powodu świętować" – miała powiedzieć do Marii Walerii w 1879 roku, w 25-lecie małżeństwa. 3 A przecież para cesarska mogła też szczycić się sukcesami przy tej okazji. Obowiązywała konstytucja, działał parlament, poszerzyły się swobody obywatelskie, cesarz był wreszcie szanowany. W kwestiach socjalnych miała być – według Bismarcka – najzdrowszym mocarstwem. Ale Sisi jakby tego nie doceniała. Podkreślała, że jest osobą prywatną.

W połowie lat 80. XIX wieku cesarz wybudował dla niej letnią willę przy ogrodzie zoologicznym w Lainzu, którą nazywała czarodziejskim zamkiem Tytanii (królowa wróżek ze "Snu nocy letniej" Williama Szekspira). Zbliżała się do 50. roku życia i czuła upływ czasu. Pogrążała ją świadomość, że "niczego" po sobie nie pozostawia. Postanowiła zaistnieć jako poetka, a w pełnych egzaltacji wierszach robiła bilans życia oraz sławiła wolność. Pisała o sobie i uczuciach, pozostając pod wpływem Heinego, podkreślała, że miłość i rozczarowanie chodzą w parze. W wierszach używała sobie też na swoich wrogach, naturalnie nie personalnie, krytykując obłudę i pretensjonalność; dostawało się wszystkim, ale nie mężowi! On pozostawał w jej utworach troskliwym i szanowanym monarchą.

Swoje pisma przekazała potomnym, a w kasetce dla księcia Teodora, jej brata, zdeponowała list adresowany do "przyjaciela z przyszłości", podpisany "Tytania". Coś w tym było. Dla swoich dzieci, Gizeli i Rudolfa, wychowanych bez matki, była właśnie jak postać z bajki – magiczna i nieuchwytna.

Mayerling. Tu popełnił samobójstwo syn Elżbiety i Franciszka Józefa - Rudolf. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons) , Po śmierci syna, Sisi już nigdy nie pokazała się w sukni innej niż czarna. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons)

Koniec życia za życia

Najbardziej podobny charakterologicznie był do Elżbiety jej syn Rudolf. Wrażliwy wolnomyśliciel,  który także nie znosił dworskiej etykiety. Tym bardziej przeżywał odrzucenie ze strony matki. Przez całe życie nikt nie traktował go poważnie. Marzył o studiach na uniwersytecie – pasjonował się ornitologią – ale cesarz nie wyraził zgody na nie, bo byłoby to niegodne jego pozycji. Na życiową pustkę nie pomogło małżeństwo. Rudolf prowadził rozwiązły tryb życia, a tajemnicze schorzenie, z którym się zmagał, było prawdopodobnie chorobą weneryczną. Kiedy Rudolf mówił, że wkrótce umrze, jak zawsze nie potraktowano jego słów poważnie. Sisi również nie zauważyła, że coś złego dzieje się z synem. W 1889 roku Rudolf popełnił samobójstwo, wcześniej zabijając swoją kochankę. Dla Elżbiety był to cios, z którego już nigdy w pełni się nie podniosła. Od tej pory cesarzowa będzie ubierać się tylko na czarno. Zażądała też, by zaprzestać składania jej życzeń imieninowych i urodzinowych, rozdała całą biżuterię.

Po ślubie Marii Walerii uznała, że straciła już wszystkie dzieci. Schowana za wachlarzem, nie pozwalając się fotografować i malować, znowu jeździła. Z kraju do kraju. Była w Grecji, by za chwilę już być w San Remo, a damy dworu narzekały, że nie są w stanie przewidzieć, gdzie będą musiały ruszyć w kolejnych dwóch–trzech dniach. Nadal obsesyjnie pilnowała wagi, stosując drakońskie metody i cały czas uważając, że jest za gruba. Żyła kawą i wodą, zimnym mięsem, jajami i mlekiem, ale tylko od własnych krów, które woziła ze sobą. Konsekwencją takiej katorżniczej diety była nie tylko anoreksja, ale i obrzęki głodowe.

Katarzyna Schratt

"Gdy już nie będę miała żadnych zobowiązań wobec mojej Walerii […] wtedy będę wolna i rozpocznie się mój 'lot mewy'. Chcę przemierzyć cały świat, tak aby Żyd Wieczny Tułacz w porównaniu ze mną okazał się domatorem. Pragnę żeglować po morzach jak żeński 'latający Holender', dopóki nie zatonę i nie zniknę na wieki" – powiedziała do Marii Walerii Sisi. 4 Miała tylko jedną sprawę do załatwienia.

Dawno minęły czasy, gdy Elżbieta wpadała w histerię, słysząc o romansie Franciszka Józefa. Z wielkiej miłości została sympatia i szacunek. Na tyle głębokie, że Sisi czuła wyrzuty sumienia, wyjeżdżając.

W wiedeńskim Burgtheater, który należał do dworu i był utrzymywany przez cesarza, pojawiła się nowa aktorka – Katarzyna Schratt. Zgodnie z tradycją każdego nowego aktora przedstawiano cesarzowi. Po prezentacji Schratt cesarz Franciszek zaczął częściej odwiedzać teatr, co nie umknęło  uwadze Sisi. Cesarzowa… zaczęła wspierać rodzącą się przyjaźń, a z czasem miłość. Cesarz się zakochał. Sisi snuła umiejętnie intrygę, aż w końcu Katarzyna awansowała do roli jej przyjaciółki, była zapraszana do Schönbrunnu, a w 1899 roku zamieszkała w Wiedniu, obok parku pałacowego w Schönbrunnie. Pojawienie się aktorki przy stole Habsburgów było czymś kompletnie nieprawdopodobnym, a jednak się wydarzyło. Sisi podróżowała, a cesarz nie czuł się samotny. Kiedy Elżbieta zmarła, Katarzyna nie mogła już bywać na dworze. Niemożliwe było też małżeństwo z cesarzem, ponieważ aktorka, choć męża porzuciła, nigdy się z nim nie rozwiodła. Kiedy umarł, cesarz miał 79 lat, ona 56 i choć znajomość trwała, była już bardziej zdystansowana.

Szwajcaria. Cesarzowa (z lewej strony) tydzień przez śmiercią. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons)

Zamach

W roku 1898 monarchia obchodziła 50-lecie rządów cesarza. Naturalnie dla Elżbiety nie miało to większego znaczenia. Teraz pociągała ją Szwajcaria, i to do tego stopnia, że rozważała zamieszkanie tam na stałe. Podróżowała incognito, bez ochrony. Niestety, w jednym hotelu została rozpoznana przez właściciela. Nazajutrz donosiły o tym gazety.

Dla Luigiego Lucheniego, włoskiego anarchisty, członka Bractwa Królobójców, było to zrządzenie losu. Od pewnego czasu przygotowywał się do "wielkiego czynu". Chciał zabić jakiegoś sławnego arystokratę. Rozważał zamordowanie króla Włoch, ale nie miał pieniędzy na bilet do Włoch. Austriacka cesarzowa była arystokratką i też była sławna. Kupił pilnik, w którym opiłował ostrze, by przypominało nóż. Zaczaił się przed hotelem.

10 września 1898 roku cesarzowa postanowiła popłynąć statkiem do Montreux. Wraz z damą dworu ruszyła w kierunku nabrzeża. Miała do pokonania nie więcej niż 100 m. Wtedy nadbiegł Lucheni, staranował ją i pchnął pilnikiem. Wiedział, jak zadać cios, by trafić prosto w serce, studiował przed zamachem poradniki anatomiczne. Długie, gęste włosy Sisi zamortyzowały upadek. Ktoś pomógł jej wstać, ktoś oczyścić suknię. Inni złapali napastnika. Sisi, zaskoczona zdarzeniem, rozpamiętywała, czego mógł chcieć ten dziwny człowiek, i kontynuowała drogę na statek. Weszła na pokład i zemdlała. Podobno jej ostatnie słowa brzmiały: "Ale co to się ze mną stało".

Dopiero gdy rozpięto bluzkę, okazało się, że jest ranna. Na gorsecie widać było tylko cienką strużkę krwi. Statek zawrócił, na prowizorycznych noszach wniesiono ją do hotelu. Lekarz stwierdził zgon. Specjalnym wagonem pogrzebowym wyprodukowanym na zamówienie w ciągu czterech dni w Pierwszym Galicyjskim Towarzystwie Akcyjnym Budowy Wagonów i Maszyn w Sanoku (późniejsza fabryka Autosan) 15 września 1898 roku ciało cesarzowej przywieziono do Wiednia. Pogrzeb odbył się dwa dni później.

Pilnik, którym zamordowano cesarzową. (Fot. KirchenMusiker1800 / CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons) , Kondukt pogrzebowy z trumną cesarzowej Elżbiety. (Fot. Domena publiczna via Wikimedia Commons)

Majątek

Kiedy po jej śmierci zaczęto porządkować spadek, okazało się, że była posiadaczką nieruchomości oraz papierów wartościowych na kwotę blisko 10 mln guldenów. Gromadziła i pomnażała swój majątek od 1875 roku, gdy jedynym spadkobiercą swojego majątku ekscesarz Ferdynand uczynił Franciszka Józefa. Z dnia na dzień cesarz stał się bogatym człowiekiem, a jedną z pierwszych decyzji było podniesienie wynagrodzenia cesarzowej. Sisi kupowała akcje i listy zastawne kolei państwowych, założyła książeczki oszczędnościowe na fikcyjne nazwiska, a część pieniędzy ulokowała w domu bankowym Rothschildów w Szwajcarii, zabezpieczając się na wypadek emigracji. O tej stronie jej życia cesarz prawdopodobnie nie wiedział. A ona nigdy nie miała z tego majątku skorzystać.

Spuścizna Sexaua. Dziennik arcyksiężnej Marii Walerii. Odpis we fragmentach [za:] Brigitte Hamann, "Cesarzowa Sisi", str. 32
Brigitte Hamann, "Cesarzowa Sisi", str. 61
Spuścizna Sexaua. Dziennik arcyksiężnej Marii Walerii. Odpis we fragmentach [za:] Brigitte Hamann, "Cesarzowa Sisi", str. 289"
jw., str. 476

Korzystałam z: 

Brigitte Hamann, "Cesarzowa Elżbieta", PIW, 2023
Dagmar Beňaková, "Toulky po stopách císarovny Sisi", Grada, 2022
"Život Sisi skrývá ješte mnoho tajemství. Svou smrt si prála, ríká badatelka", wywiad z autorką książki, Dagmar Beňakovą

Lidia Raś. Dziennikarka, redaktorka. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedyś m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, obecnie w Weekend.gazeta.pl.