Historia
'Opuścił Legnicę, ale wcześniej zakopał zbiór znaczków w piwnicy domu, w którym mieszkał'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. revers / Shutterstock)
'Opuścił Legnicę, ale wcześniej zakopał zbiór znaczków w piwnicy domu, w którym mieszkał'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. revers / Shutterstock)

 "Zdobywcy Oscara robią film dotyczący zagadki II wojny światowej, która zaprowadziła ich do Legnicy" – pisze mi Edyta Bach. "Historia dotyczy nazistowskiego oficera, który rabował obiekty o wielkiej wartości historycznej należące w większości do skazanych na zagładę Żydów, a uciekając w 1945 roku, ukrył swój skarb w jednej z legnickich kamienic". *

Filmowcy: Dan Sturman, Gary Gilbert i Dylan Nelson zapraszają na spotkanie, na którym mają ujawnić wyniki swoich poszukiwań i ustalenia oraz opowiedzieć o szczegółach powstającego filmu. Zapraszają w samo południe – nie mogło być inaczej – do restauracji Rezydencja przy ulicy Stefana Okrzei 18 w Legnicy.

Informacja brzmi sensacyjnie: nazistowski oficer, zrabowane Żydom kosztowności, dolnośląska skrytka i filmowcy z USA. Dlatego na konferencję prasową mimo mroźnego dnia stawiają się przedstawiciele najważniejszych redakcji w regionie.
Dom Prioma w Legnicy (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl)

Miejsce też wybrane zostało jakby specjalnie. To właśnie w poniemieckiej willi legnickiego fabrykanta Friedricha Teicherta – w Domu Prioma, gdzie od końca lat 90. mieści się restauracja i hotel – zamieszkał zaraz po II wojnie światowej dowódca Północnej Grupy Wojsk Radzieckich marszałek Konstanty Rokossowski. Przebywał tu aż do 1949 roku wraz z żoną Julią Pietrowną i córką Ariadną. W oczekiwaniu na rozpoczęcie wzbudzającego emocje spotkania siadam w holu willi, który – jak i cała restauracja urządzony jest w stylu empire.

Próbuję sobie wyobrazić, co się tutaj działo, gdy na dawne tereny niemieckie wkroczyła Armia Czerwona. Rokossowski, urodzony w Polsce bohater Związku Radzieckiego, był tutaj niepodzielnym władcą. Pewno w tym samym miejscu, gdzie czekam dziś ja, oczekiwali na spotkanie z nim ci, którzy zdołali się dostać przed jego oblicze. Zresztą nie wszedł tu nikt niepowołany. Kwadrat, jak nazwali ten kwartał miasta legniczanie, był dzielnicą zamkniętą. Postawiono mur, posterunki, dzielnica ta miała nawet swoją sieć elektryczną, sklepy i infrastrukturę.

Na budynku niemieckiego fabrykanta Rosjanie powiesili portrety Marksa, Engelsa i Lenina. Ponoć po to, by zakrywały prześwitującą ciągle przez farbę niemiecką swastykę. Kilka miesięcy wcześniej w tym samym budynku siedzibę miał bowiem sztab niemieckiej 18. Dywizji Piechoty.

Trochę z przekąsem zastanawiam się, czy Amerykanin może zrozumieć jakiś rodzaj chichotu historii, który wyłania się z tej opowieści. Z pewnym poślizgiem konferencja w końcu się zaczyna.

Agnieszka Rudzińska, była szefowa Muzeum Historii Żydów Polskich, co nie powinno być w tej historii bez znaczenia, przedstawia nam bohaterów spotkania. Przy stole siedzą Dan Sturman, który w 2003 roku wyprodukował krótkometrażowy dokument Twin Towers (Bliźniacze Wieże) o dwóch braciach, strażaku i policjancie, którzy zginęli w wyniku zawalenia się World Trade Center, za co dostał Oscara. Obok Dylan Nelson – producentka, która między innymi ze Sturmanem wyprodukowała Soundtrack for a Revolution – film dokumentalny opowiadający o ruchu praw obywatelskich i walkach toczonych przez młodych aktywistów afroamerykańskich, który ukazywał rolę muzyki w całym tym procesie. Razem pracowali też nad dokumentem Nanking – historią japońskiej inwazji na chińskie miasto Nankin na początku II wojny światowej. Dylan była nominowana do Nagrody Emmy.

'Kroniki Seinfelda': od lewej: George, Elaine, Kramer, Seinfeld (fot. mat. pras.)

I ostatni – Gary Gilbert – właściwie sprawca tego, co oglądam w Legnicy, producent seriali: Kroniki Seinfelda38, które Netflix Polska emituje od 2021 roku, czy Head of the ClassCamp Wilder.

Gilbert w końcu zaczyna opowiadać to, co usłyszał od swojego znajomego w Stanach Zjednoczonych: – Ojciec mojego znajomego był psychiatrą – mówi. – Pracował w Waszyngtonie. Pewnego dnia pojawiła się u niego kobieta, która opowiedziała mu swoją historię. Jej ojciec był niemieckim oficerem. Nie znaliśmy wtedy jego imienia. Wiedzieliśmy tylko, że ma inicjały R.W. Później dowiedzieliśmy się, że to Rudolf Wahlmann. To on tuż przed śmiercią wyznał córce swoją tajemnicę. Znajomy wiedział, że zbieram znaczki i ta opowieść może mnie zainteresować. Ojciec tej kobiety też zbierał znaczki. Ale oprócz tego, co ciekawe, jako oficer niemiecki miał dostęp do kolekcji znaczków, które były konfiskowane więźniom obozów koncentracyjnych.

W dalszej części opowieści Gary Gilbert mówił, że Wahlmann miał dostęp nie tylko do znaczków, lecz także do innych konfiskowanych zniewolonym ludziom przedmiotów. – Jego zadaniem było zorientowanie się, które ze znaczków miały dużą wartość, a następnie przekazanie ich do Berlina – mówił. – Można powiedzieć: Hitlerowi.

Stawał się on właścicielem nie tylko dzieł sztuki, lecz także niezwykłych i cennych zbiorów znaczków. Co wyznał swojej córce? Miał duszę kolekcjonera. Ja też, myślę, mam taką i rozumiem, co się stało. Uznał, że te najcenniejsze będzie zatrzymywał dla siebie. Miał jakby dwa zbiory znaczków. Te, które miały mniejszą wartość, przekazywał dalej, te cenniejsze zatrzymywał sobie. Chował je pod wstążkę kapelusza.

W tym miejscu Gary wyciągnął kapelusz podobny do tego, który nosił Indiana Jones, i pokazał nam, dziennikarzom, jak Wahlmann chował w kapeluszu wartościowe znaczki. Dalej padły słowa, które poruszyły większość osób na sali. – Ważne, byśmy zauważyli, że ten człowiek ryzykował swoje życie – mówił Gilbert. – Ponieważ ukrywał to, co zabierał. Zgodnie z tym, co przekazała córka, zgromadził niesamowity zbiór. Tak w 2021 roku, niespełna 80 lat po zakończeniu II wojny światowej, mówił wybitny amerykański producent, który kręci w Polsce dokument o Holocauście.

Znaczek pocztowy ku uczczeniu Jerzego Waszyngtona (Polona.pl/Domena publiczna)

Z potencjalnego nazisty – być może z niewiedzy, a może z premedytacją – czyni romantycznego bohatera w stylu Indiany Jonesa. Nie bez powodu na konferencję zabrał kapelusz i pokazywał, jak "z narażeniem życia" Wahlmann chował w nim zrabowane dobra ofiar Holocaustu.

W oczach Gilberta nie był to już przestępca, złodziej i zwolennik śmiertelnie niebezpiecznej ideologii, ale człowiek, który z narażeniem życia pozbawiał Hitlera tego, co zrabował. W tej historii nie będzie już bohaterem negatywnym. To bohater pozytywny, choć w rodzaju łotrzyków, budzący jednak sporą dozę sympatii. A skoro tak, to Amerykanom w ich opowieści brakowało ciągle jednego – ciemnego charakteru.

Legnicki spisek

Co się stało z Wahlmannem? Gdy wojna się kończyła, a Dom Prioma, w którym opowiedziano tę historię w styczniu 2021 roku, podobnie jak cały Dolny Śląsk, zajęli Rosjanie, po prostu uciekł.

– Musiał się ewakuować z trójką dzieci – opowiadał Gary Gilbert. – Opuścił Legnicę, ale wcześniej zakopał zbiór znaczków w piwnicy domu, w którym mieszkał. Gdy usłyszałem tę opowieść, pierwsze pytanie, które mi się nasunęło, brzmiało: Czy uważasz, że te znaczki jeszcze tam się znajdują? Znajomy powiedział, że nie wie. A ja poczułem, że muszę się dowiedzieć. Choćby po to, by upamiętnić te 6 milionów ludzi, którzy nigdy się tego nie dowiedzą. Wiedziałem, że muszę pojechać, znaleźć ten dom i sprawdzić, czy znajduje się tam ta kolekcja. Znajomy dał Gilbertowi mapę miasta, gdzie "skarby" zostały ukryte, i zdjęcie dwóch dziewczynek przed budynkiem, w którym miały być zakopane.

Gary przyjechał do Polski, do Warszawy. Języka polskiego nie znał, więc barwnie opowiadał nam na konferencji, jak napisał sobie na karteczkach pytania i się nimi posługiwał. – Okazało się, że ten budynek nadal istnieje – mówił Amerykanin, nie uściślając, jak udało mu się to ustalić na podstawie mapy Legnicy i zdjęcia. 

Dawny browar w Legnicy (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl) , Urząd miasta w Legnicy (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl)

– Wróciłem do Los Angeles i moim głównym celem stało się odnalezienie tych znaczków i zidentyfikowanie ich, bo znaczki są jak odciski palców, można odnaleźć aukcje, na których je nabyto, i tak dotrzeć do właścicieli. Jeśli nie uda nam się odnaleźć właścicieli, to może chociaż dotrzemy do ich spadkobierców. Jeśli nie, to znajdziemy miejsce, w którym ulokujemy tę kolekcję. W Los Angeles Gary skontaktował się z producentami filmów dokumentalnych – Dylan Nelson i Danym Sturmanem – i opowiedział im całą historię.

– Kiedy Gary podzielił się tym z nami, decyzja była natychmiastowa – mówiła Dylan Nelson w Legnicy. – Wiedzieliśmy, że musimy zrobić ten film.

Chcieliśmy pójść śladem poszukiwań Gary’ego Gilberta i potwierdzić historię nazistowskiego oficera. Razem z nim odnaleźć te znaczki i towarzyszyć mu podczas przekazywania ich spadkobiercom. I choć film traktuje o podróży i poszukiwaniach Gary’ego, to jest to jeszcze jedna opowieść, o Holocauście.

Wydaje się, że po ponad 70 latach o nim zapominamy. Chcemy zwiększyć świadomość i poziom zrozumienia tego, do czego sprowadziły się te wydarzenia.

Dylan, Gary i Dan w 2015 roku przyjeżdżają więc do Polski, by kręcić swój film. – Nasz przyjazd tutaj zbiegł się z historią "złotego pociągu" – opowiada Dan Sturman. – Zastanawialiśmy się wtedy, jak mamy prowadzić to śledztwo, jak odkryć, odkopać to pudło ze znaczkami, pod warunkiem że ono nadal tam jest. Zastanawialiśmy się, jak to zrobić, ale jedno wiedzieliśmy na pewno, nie możemy upublicznić tych informacji. Gdy zwracaliśmy się do mieszkańców domu, w którym Rudolf Wahlmann ukrył znaczki, nie chcieliśmy drugiego "złotego pociągu".

Zobacz wideo Polacy robią karierę nie tylko w Hollywood! Historie polskich sukcesów na całym świecie

Wiedzieliśmy też, że to pudło ze znaczkami ma sporą wartość, a kontaktowaliśmy się z ludźmi, których nie znaliśmy, i baliśmy się, czy ujawnienie tych informacji nie spowoduje niepożądanych konsekwencji. Jakich? Filmowcy nie ukrywali obawy o to, że któryś z mieszkańców sam, poznawszy ich sekret, rozpocznie poszukiwania na własną rękę. Dlatego zdecydowali się na podstęp...

*Publikujemy fragment książki "Pożydowskie. Niewygodna pamięć" Agnieszki Dobkiewicz, która ukazała się 15 maja 2024 roku nakładem wydawnictwa Znak Koncept.