Historia
Niemieckie 'Stuki' nad Polską w 1939 roku (fot. Shutterstock)
Niemieckie 'Stuki' nad Polską w 1939 roku (fot. Shutterstock)

William Shirer [amerykański dziennikarz i historyk - przyp.red.] obserwuje współpodróżnych w pociągu z Bazylei do Berlina.*

"Wyglądali na czystych i uczciwych, z rodzaju tych, dzięki którym tak lubimy Niemców jako ludzi, nie zaś jako nazistów. (...) Dziś dyskusja z kapitanem D.A., oficerem z wojny światowej wielkiego patriotyzmu. Był on przeciwny wojnie podczas kryzysu Monachijskiego, zmienił się jednak, jak zauważyłem, po 28 kwietnia, gdy Hitler wypowiedział traktaty z Wielką Brytanią i Polską. Dzisiaj robił się zły na samo wspomnienie Polaków i Brytyjczyków.

- Dlaczego Brytyjczycy wtrącają się w kwestii Gdańska i grożą wojną o niemieckie miasto? Dlaczego Polacy tak nas prowokują? Czyż nie mamy prawa do niemieckiego miasta takiego jak Gdańsk?

- Czy macie prawo do czeskiego miasta takiego jak Praga?

Cisza, żadnej odpowiedzi. (...)

Lunch z majorem Eliotem i jego żoną. Właśnie przybył z Londynu i Paryża, wysoko ocenia francuską armię i brytyjskie lotnictwo. (...) Spotkałem Joego Barnesa ("Herald Tribune"), w Taverne o północy. Właśnie wrócił z Gdańska i Polski. Jego zdaniem, jeśli Hitler poczeka 9 miesięcy, będzie miał Gdańsk, a może i więcej, bez większych problemów, a z pewnością bez wojny. Sądzi, że polski opór wobec żądań Hitlera załamie się, że Polski po prostu nie stać na dłuższe trwanie w stanie mobilizacji. Sprzeciwiałem się: Wielką Brytanię i Francję stać na zapłacenie rachunku za Polaków. Joemu nie wydaje się jednak, żeby zechciały to robić. (...) Joe bardzo sugestywnie opisał zacofanie Polaków. Wraz z Maurice'm Hindusem odwiedzili kilka wiosek. Jedynie dwa miliony ludzi w Polsce czytuje jakąkolwiek gazetę, a w wielu wioskach nie ma nawet jednego radia".

William Shirer w Paryżu w 1940 (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

***

Rowecki notuje: "Chmury coraz poważniejsze. Niemcy mobilizują ponad 2 miliony żołnierzy do 'pseudomanewrów' nad naszą granicą. Ribbentrop i Ciano udali się do Berchtesgaden do Hitlera, gdzie mają zapaść jakieś ważne decyzje. W Moskwie komisja wojskowa angielsko-francuska omawia współudział Rosji w akcji przeciw Niemcom. Dotychczasowe wahania i kunktatorstwo Rosji przyspiesza akcja Japonii, niedwuznacznie przystępującej do osi Berlin-Rzym. Na Dalekim Wschodzie walczą właściwie od tygodni Japończycy z bolszewikami, tylko nikt nie przyznaje się do tego i, broń Boże, nie uważa za wojnę lub przyczynę do wojny 1939. W Gdańsku w dalszym ciągu prowokacje niemieckie. Dochodzimy chyba do kresu cierpliwości. Jestem na dwudniowym stażu w 10 Brygadzie Kawalerii, niewiele zobaczyłem nowego i ciekawego. Obejrzałem ćwiczenia plutonu motocyklistów w 24 pułku ułanów, którymi nie byłem zbudowany. Dowódca plutonu słabo ćwiczenie prowadził, a jeszcze słabiej przeprowadził jego omówienie. Kiepsko wygląda w 10 Brygadzie Kawalerii problem obrony przeciwlotniczej, na wozach brak odpowiednich uchwytów dla ręcznych karabinów maszynowych i ciężkich karabinów maszynowych na samochody i motocykle. Brak uchwytów również do strzelania poziomego natychmiast, gdyby nieprzyjaciel zaskoczył. Nikt nie stara się o to, nie walczy o zrealizowanie projektów, które swego czasu opracowano, ale nie zostały zatwierdzone, a blisko rok upłynął od tego czasu. Muszę to w Warszawie wziąć na warsztat forsowania i szybko zrealizować!

Przechodzi pojęcie, co za biurokratyzm istnieje w pracy naszego Ministerstwa Spraw Wojskowych. Projekty realne, szalenie ważne, zalegają miesiącami i latami. Po prostu nie ma siły, żeby je popchnąć. Chociażby dla przykładu te projekty uchwytów dla broni maszynowej do obrony przeciwlotniczej. Niestety, nie tylko biurokratyzm jest tu na przeszkodzie. Wychodzą na światło dzienne koszmarne poczynania skorumpowanej jakby szajki 'pseudooficerów'. Utarł się zwyczaj, że rożne projekty uzbrojeniowe, techniczne i inne, realizowane przez organa Ministerstwa Spraw Wojskowych, są przyjmowane przez komisję, przy czym autorzy tych projektów dostają za to specjalne honoraria ryczałtowe lub procentowe. Autorami są przeważnie rożni pracownicy Ministerstwa Spraw Wojskowych (urzędnicy, 'pseudooficerowie' itp.), jeśli autor jest z zewnątrz, spoza Ministerstwa Spraw Wojskowych, to, aby jego projekt przeszedł, powinien być w spółce z odnośnym referentem MSWojsk. Stąd też pewnie stałe sabotowanie i opóźnianie przyjęcia nawet najlepszych projektów, ale robionych bezinteresownie przez formacje wojska w kraju. Jest to jeden wielki skandal, proszący się o wkroczenie natychmiast prokuratora. Niestety, przełożeni jakby przymykają oko na powyższe. Są zresztą przeważnie sami pośrednio zaangażowani. Dostają bowiem specjalne wynagrodzenia (sięgające nieraz do kilku tysięcy złotych miesięcznie) z tytułu udziału swego w zarządach lub radach nadzorczych przedsiębiorstw uzbrojeniowych czy zaopatrzeniowych wojska.

Gdańska w latach 20. XXw. (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Przechodzi też pojęcie, jak niezdarnie i chaotycznie jest montowana obrona odcinka karpackiego. Przed odjazdem z Rzeszowa spotkałem na dworcu podpułkownika Rudnickiego (dawnego redaktora 'Polski Zbrojnej'). Opowiadał mi, że 14 dni temu został depeszą skierowany do Jasła na szefa sztabu Grupy Operacyjnej generała Łukoskiego. Wyjechał tam natychmiast, siedział 10 dni w Jaśle, nie znalazł tam ani generała Łukoskiego, ani nikogo ze sztabu, nie otrzymał dotychczas żadnych rozkazów, więc jedzie do Warszawy, aby dowiedzieć się, o co chodzi. No, jeśli tak będziemy montowali nasze fronty bojowe, to niewiele korzyści z nich będziemy mieli w momencie wybuchu wojny!"

**

Shirer jeszcze w Berlinie. Nie może wyjść ze zdumienia, w jak kompletnie wyizolowanym świecie żyje niemiecki naród. Podczas gdy reszta świata uważa, że Niemcy zamierzają rozpętać wojnę, że to Niemcy grożą zaatakowaniem Polski w sprawie Gdańska, w Niemczech, w świecie tworzonym przez tutejsze gazety, wrażenia są odwrotne. "Nazistowskie gazety piszą co następuje: to Polska zagraża pokojowi europejskiemu; Polska, która grozi Niemcom zbrojną napaścią, i tak dalej. To są Niemcy z września zeszłego roku, kiedy to atak skierowano na Czechosłowację.

'POLSKA? UWAGA!' ostrzega nagłówek dodając: 'ODPOWIEDŹ DLA POLSKI, SZALEJĄCEJ W AMOKU (AMOKLAUFER) PRZECIW POKOJOWI I PRAWU W EUROPIE!'.

Nagłówek 'Der Fuhrer', codziennej gazety z Karlsruhe, którą kupiłem w pociągu: 'WARSZAWA GROZI ZBOMBARDOWANIEM GDAŃSKA - NIEWIARYGODNE NASILENIE POLSKIEGO ARCYSZALEŃSTWA'.

Jako przewrotne wypaczenie prawdy, jest to dobre. Ktoś spyta - przecież Niemcy nie mogą wierzyć w te kłamstwa. Wystarczy jednak z nimi porozmawiać. Wielu wierzy. Jak na razie prasa ogranicza się do Gdańska. Czy Niemcy zachowują swe prawdziwe plany w ukryciu, na później? Każdy głupi wie, że Gdańsk ich wcale nie obchodzi. To jedynie pretekst. Stanowisko nazistów, które otwarcie głoszą kręgi partyjne, jest takie, że Niemcy nie mogą sobie pozwolić na posiadanie silnego militarnie państwa za wschodnią granicą, dlatego Polskę w jej obecnej postaci należy zlikwidować; zajęty musi zostać nie tylko Gdańsk, który dla Polski stanowi okno na świat, ale także korytarz, Poznań i Górny Śląsk. Polska ma zostać krajem kadłubowym, wasalem Niemiec. (...) Uderzyła mnie dziś na ulicach, w restauracjach i w kafejkach brzydota niemieckich kobiet. Kobiety tej narodowości z pewnością są najmniej atrakcyjne w całej Europie. Nie mają kostek. Chodzą brzydko. Ubierają się gorzej niż kiedyś Angielki. Dziś wieczorem do Gdańska".

Gdynia w 1938 roku (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

***

"Ribbentrop wyślizguje się za każdym razem, gdy go proszę o określenie bezpośrednich zamierzeń niemieckich - pisze w swoim dzienniku Galeazzo Ciano, włoski minister spraw zagranicznych. - Nie ma spokojnego sumienia. Zbyt często kłamał na temat zamiarów niemieckich dotyczących Polski, żeby się nie czuć nieswojo obecnie, z powodu tego, co ma mi powiedzieć, i co zamierza zrobić. Jego wola rozpętania wojny jest bezwzględna. Odrzuca wszelkie rozwiązania zdolne zadowolić Niemcy i uchylić jednocześnie konflikt zbrojny. Jestem pewien, że gdyby Niemcom dano więcej niż żądają, zaatakują mimo wszystko, bo po prostu opętani są przez demona zniszczenia". Ciano wyrusza do Niemiec z misją powstrzymania wojny. ("Duce zaleca mi bardzo nalegać, by Niemcy unikali konfliktu z Polską"). W sobotę 12 sierpnia spotyka się w Berghof z Hitlerem. "Hitler jest bardzo serdeczny, lecz niewzruszony i bezwzględny w swych decyzjach - pisze Ciano. - Zdecydowany jest uderzyć i uderzy. Nasze argumenty nie mogą go absolutnie powstrzymać. Powtarza bez przerwy, że pewien jest zlokalizowania konfliktu z Polską".

Dwa dni później Ciano spotyka na plaży we Włoszech polskiego ambasadora Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. "Mówię z nim w słowach bardzo ogólnych i doradzam mu umiarkowanie - notuje w swoim dzienniku. - Nasz radca w Warszawie donosi, że Polska będzie się bić aż do ostatniego żołnierza.

Kościoły są pełne, modlą się do Boga i śpiewają pieśni: 'Boże, ratuj naszą ojczyznę'. Ci ludzie będą jutro zmasakrowani przez żelazo germańskie, choć są zupełnie niewinni. Sercem całym jestem z nimi".

***

Shirer już w Gdańsku. "Jak na miejsce, w którym ma wybuchnąć wojna, Gdańsk nie dorasta do tej roli. Tak jak w Berlinie, mieszkańcy nie sądzą, że dojdzie do wojny. Ślepo wierzą, że Hitler spowoduje ich powrót do Rzeszy bez wojny.

Wolne Miasto poddawane jest szybkiej militaryzacji. Ulicami jeżdżą niemieckie wojskowe ciężarówki i wozy terenowe - z gdańskimi tablicami rejestracyjnymi! Mój hotel, Danzigerhof, pełen jest oficerów niemieckiej armii. Drogi prowadzące z Polski są zablokowane przeszkodami przeciwczołgowymi i zaporami z belek. Przypominają mi Sudety sprzed zaledwie roku. Dwa strategicznie położone wzgórza - Biskupia Górka i Góra Gradowa - zostały ufortyfikowane. Pod osłoną nocy zaś przemyca się wiele broni przez rzekę Nogat z Prus Wschodnich. W większości są to karabiny maszynowe, działa przeciwpancerne i przeciwlotnicze oraz lekka artyleria. Najwyraźniej nie udało się dostarczyć ciężkiej artylerii. Większość broni jest produkcji czeskiej.

Przeszkody przeciwczołgowe w okolicy Gdańska w 1939 roku (fot. Shutterstock)

Najwyższą władzę sprawuje Albert Forster, nazistowski gauleiter, który nawet nie jest gdańszczaninem, pochodzi z Bawarii. Herr Greiser, prezydent Senatu, jest bardziej umiarkowany, ale rozkazy przyjmuje od Forstera.

Wśród mieszkańców napięcie jest mniejsze, niż się spodziewałem. Ludzie chcą, by przyłączono ich do Niemiec. Jednak nie za cenę wojny albo utraty pozycji okna na świat dla polskiego handlu. Bez niego, choć i tak ograniczonego od czasu wybudowania czysto polskiego portu w Gdyni, dwanaście mil na zachód stąd, umarliby z głodu, chyba że Niemcy podbiliby Polskę. Podobnie jak wszyscy Niemcy, chcieliby mieć ciastko i zjeść ciastko.

Gdańsk jest miłym dla oka miastem. (...) Więcej pijaństwa, niż widziałem gdziekolwiek poza Ameryką. Schnapps - nazywa się go tu Danziger Goldwasser, z powodu małych złotych cząstek w nim pływających - jest dobry i mocny. (...)

Coraz bardziej czuję, że Gdańsk nie jest prawdziwym punktem spornym i że marnuję tu czas. Prawdziwym punktem spornym jest niepodległość Polski lub niemiecka dominacja nad nią. Muszę jechać do Warszawy.

 

Dziś kilka razy rozmawiałem przez telefon z Berlinem. Berlińscy radiowcy utrudniają dostęp do urządzeń na moją jutrzejszą audycję stąd. Zadzwonię do Polskiego Radia w Warszawie, by się dowiedzieć, czy mają w Gdyni mikrofon. Mógłbym mówić stamtąd. Nie podoba mi się, że Niemcy próbują zupełnie uniemożliwić mi nadawanie, bo dotarłem tak daleko i mam coś do powiedzenia. Tutejsi naziści traktują mnie bardzo chłodno.

W kuszetce Gdynia-Warszawa, 13 sierpnia, północ.

Moją audycję do Nowego Jorku zrobiłem w Gdyni zamiast w Gdańsku. Niemcy w Berlinie nie chcieli powiedzieć tak ani nie. Polacy w Warszawie elegancko się zgodzili. Jestem zadowolony, że udało mi się pokrzyżować nazistom zamiar uciszenia mnie. Planowałem przejechać samochodem dwanaście mil dzielących Gdańsk z Gdynią, ale mój niemiecki szofer wystraszył się, powiedział, że Polacy zastrzelą go w gdańskim samochodzie. Pobiegłem na dworzec i wsiadłem w pociąg. Diabelnie dużo czasu zajęło znalezienie studia radiowego w Gdyni. Nikt nie wiedział, gdzie się ono mieści. Nie było go w książce telefonicznej. Informacja telefoniczna nie wiedziała. Armia, marynarka, policja - nikt nie wiedział. Wreszcie, gdy już pożegnałem się z nadzieją na audycję, odkryliśmy studio w gmachu poczty.

Niemieckie wojska wjeżdżają do Polski w 1939 roku (fot. Shutterstock)

Połączenie radiotelefoniczne z Londynem, skąd nadawano na falach krótkich do Nowego Jorku, zostało ustanowione w ostatniej chwili. Odbiór jednak, zdaniem Londynu, był dobry. Rozmawiałem z dwoma polskimi inżynierami radiowcami, którzy przyjechali z Torunia, by obsługiwać audycję. Byli spokojni i pewni siebie. Powiedzieli: 'Jesteśmy gotowi. Będziemy walczyć. Urodziliśmy się w tej okolicy pod niemieckim panowaniem i wolimy umrzeć, niż dostać się pod nie ponownie'.

Po kolacji, czekając na ekspres do Warszawy, miałem czas przyjrzeć się temu portowemu miastu. Polacy, z pomocą Francuzów, dokonali wielkiego dzieła. Piętnaście lat temu Gdynia była senną wioską rybacką z czterystoma duszami. Dzisiaj to największy port na Bałtyku, i liczy sobie ponad sto tysięcy mieszkańców. Z braku walorów naturalnych, Polacy po prostu wyprowadzili nabrzeża w morze. Samo miasto rozbudowane jest nieco chaotycznie, podobnie jak niektóre z naszych zachodnich miast trzydzieści pięć lat temu. Jest ono jedną z nadziei Polski".

***

Czternastego sierpnia w poniedziałek Rowecki notuje: "Jak skostniałe są mozgi rożnych potentatów Ministerstwa Spraw Wojskowych!!! Naczelny Wódz kazał w czerwcu na gwałt tworzyć moją Warszawską Brygadę Pancerno-Motorową, aby mieć ją do użycia jako pełnowartościową jednostkę bojową (zorganizowaną i przeszkoloną) na początek jesieni wobec spodziewanego w tym czasie konfliktu zbrojnego. Pomijam już, że ta decyzja Naczelnego Wodza była spóźniona przynajmniej o 3 miesiące. W naszych warunkach organizacyjnych i produkcyjno-przemysłowych trzeba bowiem było zacząć organizować brygadę najpóźniej w lutym-marcu. (...) Cóż tymczasem robią jego wykonawcy w Ministerstwie Spraw Wojskowych? Przez szereg tygodni (czerwiec-lipiec) bawią się w przerabianie i uzgadnianie etatów i zamiast zacząć od ustalenia etatu wojennego, według którego brygadę się od razu organizuje, wydają jakąś bezsensowną fikcję, tak zwany etat odpowiadający niecałkowicie 75 procent etatu wojennego i według tego 75 procent etatu zaczynają organizować i wyposażać w sprzęt samochodowy i broń moją brygadę. Produkcja samochodów i różnego specjalnego sprzętu zostaje nastawiona jedynie na ten 75-procentowy etat, tak zwany pokojowy. Dopiero dziś, w połowie sierpnia, na skutek niemal pewnych wiadomości o pełnej mobilizacji i koncentracji niemieckiej przeciw nam, zaczął minister gwałt, aby moją brygadę doprowadzić do pełnego etatu wojennego. (...)

Książka Cezarego Łazarewicza ukazała się nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne (fot. Dawid Żuchowicz / AG)

Wszystko trzeba będzie na nowo dostawać z magazynów wojskowych centrali, już przeważnie opróżnionych, lub zamawiać na nowo w zakładach przemysłowych (na przykład cały sprzęt samochodowy, ponad 300 wozów). Już raz przez ostatnie 8 tygodni staczałem 'homeryckie boje' o wydobycie tego, co mi się należało do etatu 75-procentowego, zwalczałem opóźnienia fabryk, gwałciłem rożne komórki Ministerstwa Spraw Wojskowych, aby przyspieszyć i nadrobić ciągłe opóźnienia w dostawie sprzętu. Nie sposób opisać, ile pracy i energii musiałem w to włożyć. Obecnie będę musiał robić to ponownie dla wydobycia, a właściwie wydrapania, tego wszystkiego. (...) Po prostu chwilami ręce opadają, gdy się patrzy i widzi tę bezmyślność, ten brak wszelkiego przewidywania u naszych czynników kierowniczych i tę rozpaczliwą bezmyślność ich organów wykonawczych".

*Fragmenty książki "1939. Wojna? Jaka wojna?" Cezarego Łazarewicza

Cezary Łazarewicz - dziennikarz prasowy, reporter i publicysta. Publikował w czołowych polskich tytułach prasowych, między innymi "Gazecie Wyborczej", "Przekroju", "Polityce". Autor zbioru reportaży Kafka z Mrożkiem. Reportaże pomorskie (2012), Sześć pięter luksusu. Przerwana historia domu braci Jabłkowskich (2013), Elegancki morderca (2015), Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka (2016) oraz Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza (2017). Za reportaż Żeby nie było śladów otrzymał Nagrodę Literacką Nike, Nagrodę im. Oskara Haleckiego przyznawaną najlepszym książkom popularnonaukowym poświęconym historii Polski w XX wieku oraz Nagrodę MediaTory w kategorii Obserwator. Książka ta otrzymała również tytuł Książki 2016 roku w plebiscycie Radia Kraków, była nominowana do nagrody Śląski Wawrzyn Literacki i Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego oraz znalazła się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.