Rodzina
Przemoc w rodzinie (fot. Shutterstock)
Przemoc w rodzinie (fot. Shutterstock)

Anna i Katarzyna: Karolino, kiedy zaczyna się twoja historia?*

Karolina: Jako osoba z PTSD [zespół stresu pourazowego - przyp. red.] mam straszny problem z umiejscowieniem czegokolwiek w czasie, bo sporo rzeczy wyparłam. Z pomocą terapeutki część odbudowałam. Moja pamięć odtwarza od czasów, kiedy miałam osiem lat, ale wiem, że to zaczęło się wcześniej. Mam takie urywki filmów w głowie.

On był przyjacielem rodziny, bliskim sąsiadem. Często do nas wpadał. Można powiedzieć nawet, że traktowałem go jak wujka - osobę, której wszyscy w rodzinie ufali. Jako dziecko bardzo chorowałam, dlatego większość czasu spędzałam w domu. Mama pracowała. Mieszkaliśmy z dziadkiem i babcią, którzy zawsze byli w domu. On to wykorzystywał. Przychodził niby do nich. Pamiętam, że najpierw drzwi do mojego pokoju były uchylone. Leżałam w łóżku. On przychodził, niby się ze mną bawił - jak na dobrego wujka przystało - i coraz bardziej się do mnie zbliżał. Później te drzwi były coraz mniej uchylone. W końcu jego wizyty zaczęły wyglądać tak, że przychodził, witał się z babcią, wchodził do mojego pokoju i zamykał drzwi.

Mama była wtedy w pracy?

Tak. A ojca nie było, bo rodzice byli rozwiedzeni. Babci nigdy nie zastanowiło, że facet koło trzydziestki przychodzi do dziecka i zamyka drzwi od pokoju. Dziwne, nie?

Dziwne.

Przychodził, kiedy moja młodsza siostra była w przedszkolu. Pamiętam, że zaczął po prostu wkładać mi rękę w majtki. Czułam podświadomie, że to jest złe. Jednocześnie to była jedyna osoba, która miała dla mnie czas. Bawił się ze mną, rozmawiał, chodził ze mną na spacery. Więc ja się na to zgadzałam.

Później posunął się znacznie dalej, co zupełnie przestało mi się podobać. W pewnym momencie jego zachowanie było dla mnie tak bardzo nie do przyjęcia, że powiedziałam o tym wszystkim babci. Wydawało mi się, że miałam z nią wtedy dobry kontakt. Ona jednak zareagowała w okropny sposób.

Wujek chodził o kulach. Słowa babci zapamiętam do końca życia. Powiedziała: "To starszy, chory człowiek. Trzeba zrozumieć...".

Przychodził, kiedy moja młodsza siostra była w przedszkolu (fot. Shutterstock)

Czyli babcia wiedziała od początku.

Nigdy jej nie wybaczyłam. Ona już nie żyje, ale... wciąż nie mogę tego zrozumieć. Jak dorosły człowiek może tak wytłumaczyć dziecku coś równie potwornego? To był okres, kiedy szykowałam się do pierwszej komunii. Wiedziałam, co to jest grzech. Czułam się grzeszna. Niegodna. W dodatku nosiłam w sobie tajemnicę, bo babcia dodała jeszcze, żebym nikomu o tym nie mówiła. Miałam rozterki duchowe. Zastanawiałam się, czy jestem w porządku wobec Boga.

Posłuchałaś babci?

Tak.

A dziadek? Jakie mieliście relacje?

Bardzo bliskie. Co prawda był tyranem i despotą, ale ja byłam jego oczkiem w głowie. Mogłam wszystko. Dziadek chyba domyślił się czegoś po moim zachowaniu. Pamiętam, że pokłócił się strasznie z tym panem Januszem. Wyrzucił go z domu. Powiedział, że nie ma prawa do nas w ogóle przychodzić, że jego noga nie może tu stanąć. I rzeczywiście, dopóki mój dziadek żył, on się już w domu nie pojawił. Nie wiem, o co im wtedy poszło, ale czułam, że miało to związek ze mną.

I już nigdy nie zrobił ci krzywdy?

Dopóki dziadek żył. Zmarł chyba dwa czy trzy tygodnie przed moją komunią. Straciłam oparcie w człowieku, którego kochałam. Pan Janusz zaczął znowu odwiedzać moją babcię, ale ja już byłam bardziej świadoma i kiedy on miał przyjść, to ja wychodziłam na dwór i nie wracałam, żeby nie wiem jak mnie babcia wołała. Jak on był w domu - ja do domu nie weszłam.

Czy jakoś reagował na twoje ucieczki?

Próbował. Zwykle mówił: "Znowu gdzieś lecisz? Gdzie ty biegniesz? Chodź, porozmawiajmy". A ja po prostu wychodziłam. Byłam z siebie dumna, że potrafię uciec, że potrafię się ochronić.

Pamiętasz, co wtedy przeżywałaś?

Bałam się, że znowu zacznie się dziać to samo, tym bardziej że miał na to ciche przyzwolenie babci. Kiedy siostra zachorowała, ja też udawałam chorą, a potem, gdy przychodził, wyrzucałam siostrę z pokoju, żeby jej nie skrzywdził.

Uchroniłaś ją?

Mam nadzieję, że tak. Ale nie rozmawiałyśmy na ten temat.

Więc się po prostu zgadzałaś?

Nie miałam wyboru. Albo ja, albo ona. Ja już się nauczyłam z tym żyć. Wiedziałam, że skoro przyjdzie, i tak musi to zrobić.

Kiedy siostra zachorowała, ja też udawałam chorą, a potem, gdy przychodził, wyrzucałam siostrę z pokoju, żeby jej nie skrzywdził (fot. Shutterstock)

Przychodził regularnie?

Codziennie.

Zgwałcił cię?

Nie wiem. Pewnie to wyparłam. Pamiętam, że na pewno wyjmował przy mnie członka, kładł moją rękę na nim i tutaj się moja pamięć kończy. Mam czarną dziurę w głowie. Jego wizyty były długie. Przychodził po śniadaniu, na obiedzie jeszcze był. On się pojawiał, a ja wiedziałam, co się za chwilę będzie działo.

Do tej pory pamiętam jego zapach, koc, obrazy wiszące na ścianie. Później się przyzwyczaiłam, że w trakcie jego "zabawy" po prostu patrzyłam na te obrazy.

Miałaś okazję kiedykolwiek spojrzeć mu w oczy po latach?

Nie i nie chciałabym. Wiem, że mogłabym wnieść sprawę do sądu. Był taki moment, że chciałam to zrobić. Później stwierdziłam, że trudno mi będzie udowodnić teraz po latach, że coś takiego się działo. Moje słowo przeciwko jego słowu. Bóg go z tego rozliczy.

Wybaczyłaś mu?

Nie. Długo nad tym pracowałam na terapii. Pomogła mi pani Danusia. To była moja piąta terapeutka. Jedyna, która dała mi prawo do tego, bym nie wybaczyła. Powiedziała, że mnie rozumie i nic nie muszę. Mam prawo nie wybaczyć. To jest moje prawo. Czuję się z tym dobrze. Ja nie wybaczę mu nigdy. Niech go Bóg rozliczy.

Ponownie wspomniałaś o Bogu. Zadawałaś Bogu pytanie, gdzie był, gdy go potrzebowałaś?

Wtedy nie, ale po latach tak. Kiedy wracała przeszłość. Wiecie, że kiedyś nie byłam w stanie podać obcej osobie ręki na przywitanie?

Było to ponad moje siły. Dzisiaj przyszłam tu, podałam wam dłoń. To dużo znaczy. Kiedyś każdy najmniejszy nawet dotyk, bez względu na płeć osoby, która mnie dotknęła, przywoływał przeszłość. Nagle przenosiłam się duchem w tamto miejsce, do tamtej sytuacji. To trudne do wytłumaczenia. Na terapii uczyłam się podawać rękę - najpierw mojej terapeutce.

Ile na temat tej historii wie twoja mama? Nie wspominasz o niej.

Z mamą rozmawiałam o tym dwa lata temu. Kończyłam wówczas terapię. Poczułam, że to jest ten moment, kiedy mogę jej powiedzieć. Opowiedziałam jej wszystko. Wiecie, jakie były jej pierwsze słowa? "Co ty sobie wymyśliłaś?". Ja na to: "Mamo, czy sądzisz, że coś takiego można sobie wymyślić? Jaki bym miała powód?". Na długo zapadła cisza. Potem mama dodała: "No wiesz, ja też nie miałam łatwego życia.". Na tym się skończyło. Dla mamy ta rozmowa była meganiewygodna.

Powiedziałam jej wtedy, że jestem na terapii, pracuję nad sobą, bo przeszłość jednak nie daje mi spokoju.

Kiedyś każdy najmniejszy nawet dotyk, bez względu na płeć osoby, która mnie dotknęła, przywoływał przeszłość (fot. Shutterstock)

Dziś sama pomagasz tym, którzy przeżyli podobną traumę.

Cieszę się, że mogę to robić. Ale najpierw musiałam przejść przez własną terapię. Trafiłam na wspaniałego człowieka - dziś mojego przyjaciela. Spotkaliśmy się na czacie dla ludzi z zaburzeniami psychicznymi. Od początku złapaliśmy dobry kontakt. Wiecie, że da się wyczuć osobę, która była wykorzystywana?

Wyczuliśmy się wzajemnie. Mirek zaczął mi opowiadać o swojej przeszłości. Wspieraliśmy się mocno. To Mirek powiedział mi, że po kilku terapiach flashbacki - czyli te stany, kiedy duchem przenosisz się do swojego koszmaru - minęły.

Wtedy właśnie podjęłam decyzję, że będę szukać pomocy dla siebie. Ważne, by się nie zrażać. Szukać tak długo, aż trafi się na dobrą terapeutkę. Zanim znalazłam panią Danusię, miałam trzy terapeutki, które nie znały się na PTSD, a czwarta wyrządziła mi dużą krzywdę. Mam wrażenie, że na mnie eksperymentowała. Nie czułam się u niej bezpiecznie. Po wizycie musiałam chować się pod kołdrą. Nie byłam w stanie funkcjonować. Był też mężczyzna terapeuta, który usilnie próbował się dowiedzieć, jak to dokładnie wyglądało. Gdzie i co mój oprawca wkładał. Jak to robił. Pamiętam, że po wyjściu z tej rozmowy chciałam rzucić się pod samochód.

Co cię powstrzymało?

Mam dziecko. Dlatego zadzwoniłam do przyjaciółki i powiedziałam: "Musisz się zająć Majką". Przyjaciółka przerażona tymi słowami nie pozwoliła mi się rozłączyć. Mówiła, co mam robić. Kazała wsiąść do taksówki. Rozmawiała ze mną przez cały czas i tak pomogła mi jakoś dojechać do domu.

Zobacz wideo Dziemianowicz-Bąk: Zakaz edukacji seksualnej przedstawiono pod hasłem walki z pedofilią. To wyraz cynizmu

Jak sądzisz, czy ten pseudoterapeuta po prostu cię molestował?

Tak to poczułam. Obiecałam sobie, że jak będę kiedyś na to gotowa - wrócę tam. Powiem mu, jak się poczułam. To był dzienny oddział szpitalny. Nie byłam w stanie tam dłużej chodzić. Musiałam stamtąd uciec. To był horror. Wtedy zwątpiłam w sens terapii, pogniewałam się bardzo na Boga. To był bardzo trudny czas. Nie mogłam nawet jeździć komunikacją miejską, bo jeśli ktoś koło mnie był zbyt blisko, to nie dawałam rady. Ale walczyłam. Nie poddawałam się. Bywało, że wsiadałam, przejechałam jedną stację i musiałam wysiąść. Znowu wsiadałam. Jak miałam tych stacji do przejechania więcej, to schodziło mi się naprawdę długo. Nie zawsze było mnie stać na taksówkę. Nawet wizyta u lekarza - ze zwykłym przeziębieniem - była nie do przejścia. Miałam zaufanego lekarza. Znał moją historię. Dużo czasu upłynęło, zanim pozwoliłam na to, żeby chociaż zbadał mi gardło. Na początku diagnozę mogliśmy opierać tylko na rozmowie.

A wizyta u ginekologa?

Absolutnie nie do przejścia. Wiele lat w ogóle nie chodziłam. Poszłam dopiero, jak zaszłam w ciążę. Każde badanie było koszmarem. Wciąż wracały tamte obrazy. Niestety ciąża była zagrożona, więc niemal ciągle byłam badana. Modliłam się, żeby urodzić chłopca. Nie chciałam mieć dziewczynki. Bałam się, że dziewczynka przejdzie przez to samo co ja. Byłam załamana, kiedy urodziła się Maja.

Bywało, że wsiadałam, przejechałam jedną stację i musiałam wysiąść (fot. Shutterstock)

Dawałaś radę opiekować się dzieckiem?

Przytulenie jej, wzięcie na ręce to był na początku duży problem. Robiłam to z automatu.

Dziś myślisz, że jesteś dobrą matką?

Jestem najlepszą mamą, jaką potrafię być dla mojego dziecka. Moje dziecko nie wiedziało, co to jest przytulanie. Od dwóch lat już potrafię to zrobić. Przytulamy się.

Ile Majka ma lat?

Siedemnaście.

To już panienka.

Widzę, że ona tego przytulania potrzebuje. Kiedy była mała, też potrzebowała, a ja nie potrafiłam jej tego dać. Przychodziła do mnie. Próbowała się przytulić, a ja się robiłam sztywna. Przeszłość wracała. Żałuję tego czasu, ale robiłam, co mogłam.

Początki naszego przytulania to było dotykanie się paluszkami. Ona się cieszyła. Bo to już był przełom. Wiecie, jak to boli, kiedy dziecko pyta: "Mamusiu, dlaczego nie chcesz mnie przytulić?". A ty tak bardzo chcesz, a nie możesz. Teraz przytulamy się dużo i często. Chociaż, kiedy przytula się do mnie kolejny raz w ciągu dnia - mam dość. Mówię: "Majuś. wystarczy". A ona się śmieje i mówi: "Mamo, to dopiero trzeci raz".

Pewnie bardzo chciałaś ją chronić?

Moje dziecko nie nosiło sukienek. Żeby była bezpieczna. W sukience jest zbyt łatwy dostęp do majtek. Ja też nie nosiłam sukienek. Dziś już noszę.

*Fragmenty książki "Molestowane" Katarzyny Borowskiej i Anny Matusiak-Rześniowieckiej

'Molestowane' Katarzyny Borowskiej i Anny Matusiak-Rześniowieckiej (fot. Materiały prasowe)

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>