Odpocznij
Domek w Piemoncie (Domek w Piemoncie (Shutterstock.com))
Domek w Piemoncie (Domek w Piemoncie (Shutterstock.com))

Jacek za nieruchomością nad morzem, gdzie mógłby spędzać wolny czas ze swoją rodziną, rozglądał się od kilku miesięcy. – Wskutek pandemii stopy procentowe poszły w dół, inflacja pochłania oszczędności. Gotówki nie opłaca się trzymać na koncie, trzeba ją w coś zainwestować – twierdzi.

Pół roku temu zjeździł z żoną i dwójką dzieci polskie Wybrzeże od granicy niemieckiej do Słupska w poszukiwaniu działki, na której mógłby zbudować domek rekreacyjny. – Byliśmy zainteresowani dwiema nieruchomościami, które przedstawiła nam agencja: jedną w Niechorzu, drugą w Pogorzelicy. Zapytałem agentkę, jaki jest stan prawny działek. Nie wiedziała. Okazało się, że w Niechorzu nie ma możliwości zabudowy, z kolei w Pogorzelicy toczy się postępowanie spadkowe, bo ujawnił się jakiś nieślubny syn – opowiada.

Jacek zakończył współpracę z agencją i zrezygnował z zakupu działki w Polsce.

Następne kierunki – Hiszpania i Albania. Hiszpania odpadła ze względu na poziom cen. A potem Jacek trafił na agencję, która pośredniczy w sprzedaży nieruchomości między innymi w Bułgarii. – Okazało się, że można tam kupić mieszkanie za pieniądze niewielkie w stosunku do cen w Polsce – zapłaciłem mniej niż za sam grunt nad polskim morzem – opowiada.

Przykładowy apartament w Słonecznym Brzegu, 40 mkw, cena: 22500 euro (ILS Poland Group) , (ILS Poland Group)

Co to znaczy "niewielkie"? Już za 15-20 tys. euro (między 67,5 a 90 tys. złotych) można kupić w jednym z nadmorskich kurortów w Bułgarii apartament w hotelu z basenem, kilometr od morza. Dla porównania: za kawalerkę w Sopocie, wielkości 32 metrów kwadratowych, przy ruchliwej ulicy Niepodległości, w podobnej odległości od morza, zapłacimy około 370 tys. złotych.

Mieszkanie, na które zdecydował się Jacek, mieści się w Słonecznym Brzegu, 250 metrów od morza. Ma 45 metrów kwadratowych i kosztowało go 19,5 tys. euro (około 87,5 tys. złotych). – Kupowałem je z duszą na ramieniu, nigdy nie nabywałem nieruchomości za granicą. Cały proces szukania lokum odbywał się też zdalnie. Kontaktowałem się z dwoma agentami, właścicielem agencji w Polsce oraz drugim w Bułgarii, który też mówił po polsku. Kilka nieruchomości od razu wykluczyliśmy ze względu na wielkość czy ustawność. Szukałem czegoś niedużego, ale dla rodziny 2+2, żeby oprócz łóżka dla mnie i żony zmieściło się jeszcze na przykład łóżko piętrowe dla dzieci – mówi.

Decyzję o kupnie podjął również online, wyłącznie na podstawie zdjęć. – Były bardzo dokładne, okolicę obejrzeliśmy na zdjęciach satelitarnych Google Maps. Na samą transakcję pojechaliśmy już jednak na miejsce. Lot nam odwołali, więc na początku lutego wsiedliśmy w samochód i wyruszyliśmy do Słonecznego Brzegu – opowiada.

Siedem dni wystarczyło, żeby z pomocą agencji dokonać wszystkich formalności, do tego odświeżyć i umeblować apartament. – Wymieniliśmy gniazdka, oświetlenie, odmalowaliśmy ściany, wstawiliśmy nowe meble. W tej chwili już dogadujemy się z firmą, która będzie pośredniczyć w wynajmie lokalu – opowiada Jacek. Bo kiedy nie będzie w nim mieszkał, chce na nim zarabiać, choć podkreśla, że zysk z wynajmu nie jest dla niego najważniejszy. – Priorytetem była lokata oszczędności oraz zakup nieruchomości po promocyjnej cenie w miejscu, w którym w ciągu kilku lat ceny mogą znacząco wzrosnąć. I oczywiście posiadanie miejsca wypadowego dla siebie i rodziny. Cały lipiec chcemy spędzić w Słonecznym Brzegu.

Słoneczny Brzeg w Bułgarii (Shutterstock.com)

Stanisław Lewicki, prezes zarządu ILS Poland Group Sp. z o.o., pośredniczący w zakupie nieruchomości między innymi w Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Bułgarii czy w Egipcie, przekonuje, że w tej chwili to rynek bułgarski wiedzie prym. – W samym styczniu i lutym 2021 roku mamy na nieruchomości w Bułgarii już około 15 procent klientów więcej niż w roku ubiegłym. To zarówno ludzie zamożni, z dużym kapitałem, jak i osoby, które mają mniejszy budżet, ale nie chcą trzymać oszczędności na koncie. Często to rodziny z dziećmi, choć też ludzie samotni, którzy kupili apartament tylko dla siebie lub przede wszystkim jako inwestycję, na przykład pod wynajem. Wśród klientów mieliśmy również przyjaciół, którzy kupowali wspólnie jeden lokal, żeby mieć wakacyjną odskocznię w ciepłym kraju – opowiada.

Ceny nieruchomości w Bułgarii są bardzo korzystne, jak twierdzi Lewicki, nawet o 40 proc. niższe niż przed pandemią. – Pandemia sprawiła, że wiele osób popadło w finansowe tarapaty. Wśród sprzedających dominują Rosjanie, którzy w latach 2005-2015 kupowali od deweloperów po kilka nieruchomości w kredycie, i teraz, żeby podreperować budżet, sprzedają jeden, dwa apartamenty. Wśród sprzedających są też Anglicy, Irlandczycy – tłumaczy.

Z jakimi kosztami stałymi muszą się liczyć właściciele nieruchomości w Bułgarii? – Są stosunkowo niewielkie. Podatek płatny do urzędu gminy wynosi zwykle około 60-65 lewa (około 130 złotych) rocznie, czynsz – w zależności od standardu kompleksu i liczby udogodnień – średnio 10 euro za metr kwadratowy na rok. Prąd jest ponad połowę tańszy niż w Polsce i płaci się tylko za energię, którą się zużyje – wyjaśnia Lewicki.

„Prysznic remontowałam zdalnie”

38-letnia Renata uwielbia podróżować po świecie. Zwykle ma wykupionych kilka lotów na wiele miesięcy do przodu. Nigdy nie sądziła, że zapragnie wracać do jednego miejsca, które będzie należało do niej. – W styczniu jeszcze jeździłam po Stanach Zjednoczonych, potem nagle wybuchła pandemia i wszystko się zmieniło: granice zamknięte, loty odwołane. Zaczęłam rozglądać się za miejscem, gdzie mogłabym pojechać na weekend, sama lub ze znajomymi. Kto wie, kiedy sytuacja epidemiczna się zmieni? – mówi.

Na początku szukała w Polsce – nad morzem i w Bieszczadach. Szybko się okazało, że sama ziemia to ogromny koszt – 200-300 tys. złotych. Coraz bardziej też doskwierała jej sytuacja polityczna. – Posiadanie domu w innym kraju to świetna opcja, jeśli będę się chciała z Polski wyprowadzić, nawet na jakiś czas. Może za kilka lat będę mogła się starać o status rezydenta czy obywatelstwo – zastanawia się Renata.

Padło na Włochy, gdzie bywa co roku na targach kosmetycznych. – Chyba nie ma osoby, która nie lubiłaby Włoch: ludzie są cudowni, jedzenie przepyszne, wino… – mówi.

Renata znalazła informację o realizowanym na Sycylii projekcie „Domy za 1 euro” i postanowiła sprawdzić, o co w nim chodzi. – Polki prowadzące kancelarię, która pośredniczy w zakupie nieruchomości we Włoszech, wytłumaczyły mi, że idea domów za 1 euro może brzmi fajnie, ale w rzeczywistości się nie opłaca. Dom co prawda dostajesz za euro, ale musisz go sam wyremontować, co często kosztuje tyle, co nieruchomość z wolnego rynku. Albo i więcej, bo często te domy są w bardzo kiepskim stanie.

Renata zaczęła buszować po włoskich portalach z nieruchomościami w poszukiwaniu czegoś dla siebie. Wiedziała jednak, że mnóstwo ofert nie jest dostępnych w Internecie. – Kupiłam bilet na czerwiec 2020 roku i poleciałam na Sycylię. Wynajęłam samochód i zaczęłam jeździć po wyspie. W końcu trafiłam do miejscowości oddalonej od morza o około 50 kilometrów i się w niej zakochałam. Miasteczko mieści się na wzgórzu, rozciąga się z niego piękny widok, jest w dodatku bardzo czyste i zadbane, czego nie można powiedzieć o dużych miastach na Sycylii – opowiada.

Domek na Sycylii (Shutterstock.com) , Spello, w regionie Umbria, Włochy (Shutterstock.com)

W miasteczku do kupienia była kamienica w cenie 9,5 tysiąca euro (około 43 tys. złotych). Na pytanie, w jakim stanie jest budynek, odpowiada: – Jest otynkowany, są okna, podłogi, marmurowe schody, balkon. Oczami wyobraźni już widzę, jak sobie na nim siedzę i piję kawę. Są tam dwie łazienki, miejsce na kuchnię, mebli jeszcze nie ma, ale bez problemu można się tam zatrzymać na kilka dni. Na miejscu pomaga mi 35-letnia Włoszka Maria, która przekazała mi klucze do domu, powiedziała, gdzie się zwrócić z prośbą o doprowadzenie wody, bo była odcięta, założenie liczników prądu, załączenie gazu. Ostatnio robiłam z nią zdalnie remont łazienki – naprawiałyśmy prysznic!

Renata zamierza spędzić w swoim nowym domu we Włoszech najbliższą majówkę.

Małgorzata Ciuksza, radczyni prawna, która od kilku lat pomaga Polakom w zakupie nieruchomości we Włoszech, przekonuje, że ceny w tym kraju spadają od czasu kryzysu gospodarczego w 2008 roku. Odkąd wybuchła pandemia, ta tendencja jest jeszcze bardziej gwałtowna. – Mówi się o spadku na poziomie 30-40 proc. Jedna z przyczyn: we Włoszech z powodu COVID-19 zmarło wiele starszych osób, młodzi sprzedają więc domy po dziadkach, bo nie opłaca im się ich utrzymywać – tłumaczy.

Nie tanieją nieruchomości w najatrakcyjniejszych lokalizacjach, czyli nad samym morzem, raczej te w głębi lądu. – Co nie znaczy, że są to nieciekawe lokalizacje, w wielu przypadkach od morza dzieli je najwyżej pół godziny jazdy samochodem – przekonuje Małgorzata Ciuksza. 

Twierdzi, że w ostatnich miesiącach liczba klientów jej kancelarii znacznie wzrosła. – Większość mówi, że nie opłaca im się już kupować nieruchomości w Polsce, bo są za drogie. Po drugie, mają dość polskiej polityki, braku słońca. Chcą zainwestować w fajną nieruchomość w Europie, dopóki Polska jest w Unii Europejskiej – tłumaczy.

Trafiają do niej ludzie o różnych finansowych możliwościach, jednych stać na wydatek 10-15 tys. euro, innych – nawet 100-200 tys. euro. – Tańsze nieruchomości są najczęściej na południu Włoch i zwykle nadają się do większego remontu – mówi radczyni.

Dziś wiele spraw klienci mogą załatwić zdalnie. Nawet zakup domu, na co zresztą coraz więcej osób się decyduje. – Polki, z którymi współpracujemy, jadą obejrzeć daną nieruchomość w imieniu klienta, robią zdjęcia, nagrywają filmiki, prowadzą z klientami wideorozmowy, żeby mogli zobaczyć okolicę. Nie ma może takich szaleńców, którzy kupiliby nieruchomość, nie będąc wcześniej we Włoszech. Często jest jednak tak, że podoba im się jakiś region i szukają ofert właśnie tam. Gdy podejmą decyzję o zakupie, upoważniają nas do przeprowadzenia wszystkich formalności związanych ze sprzedażą – opowiada Ciuksza.

Radczyni prawna przekonuje, że posiadanie nieruchomości we Włoszech nie wiąże się z dużymi kosztami. – Największy to tak zwany podatek katastralny, który płaci się od każdego kolejnego domu. Jeżeli nieruchomość we Włoszech nie jest naszym pierwszym domem – nieważne, w jakim kraju mamy ten drugi – trzeba odprowadzić od niej podatek. W zależności od nieruchomości wynosi on od 200 do 1000 euro – tłumaczy.

Zwraca też uwagę, że niektóre nieruchomości, zwłaszcza te na południu, mają nieuregulowany stan prawny. – Bo ktoś nielegalnie wybudował sobie taras albo łazienkę. Zanim zakończy się procedura legalizacji, może minąć wiele miesięcy. Klienci najczęściej rezygnują z takich ofert – opowiada.

Ale w większości przypadków dochodzi do transakcji. – To bardzo przyjemna praca. Uwielbiam ten moment, kiedy klienci mówią: pani Małgosiu, pani spełnia nasze marzenia.

„Poszedłem pod budynek i zadzwoniłem”

68-letni Piotr o zakupie nieruchomości na południu Europy marzył od lat. Najpierw miała być Portugalia, ostatecznie padło na Hiszpanię. – Rozglądałem się przede wszystkim za nieruchomościami w Alicante – to fajne miasto, dobrze skomunikowane z Polską. Ale latami nie mogłem się na nic zdecydować. W Hiszpanii domy zlokalizowane w pierwszej, drugiej linii od morza są dość stare, nie mają centralnego ogrzewania. Raz byłem zimą w Hiszpanii i musiałem wszędzie biegać z grzejnikiem, bo szczękałem zębami z zimna – opowiada.

Za namową syna w październiku postanowił wynająć w Alicante mieszkanie na kilka miesięcy, sprawdzić, jak mu się tam będzie żyło. Chciał też uciec przed polską zimą. Znalazł lokum 15 kilometrów od centrum Alicante, w dwuletnim budynku z ogrzewaniem, w drugiej linii od morza. – Moja partnerka przez pandemię zaczęła pracować zdalnie, mogła pojechać razem ze mną – dodaje Piotr.

Podczas pobytu przeszukiwał portale z nieruchomościami w poszukiwaniu ciekawych okazji. Aż natknął się na ofertę sprzedaży mieszkania w budynku sąsiadującym z tym, w którym wynajął lokum. – To była ta sama inwestycja. Poszedłem pod budynek, zapytałem jakiegoś chłopczyka, który tam mieszkał, jak mogę się dodzwonić do właścicieli. Ci ludzie wciąż tam mieszkali – małżeństwo z nastoletnią córką. Chcieli przeprowadzić się do większego domu – opowiada Piotr.

Od razu złożył parze ofertę. Ci zgodzili się na wypowiedzenie umowy agencji i dobili z nim targu bezpośrednio.

Piotr zdradza, jakie poniósł koszty zakupu: – Cena metra kwadratowego wyniosła 2500 euro (około 11 250 złotych), czyli mniej niż nad polskim morzem. Mieszkanie jest spore, bo ma 85 metrów kwadratowych: trzy pokoje, salon, niewielki balkon, z którego widać morze.

W lutym Piotr odebrał klucze do swojego mieszkania. – Jestem przeszczęśliwy. Mieszkanie jest w świetnym stanie, właśnie je urządzam po swojemu. Kilka dni temu sprowadziłem z Polski na lawecie swój samochód – opowiada.

Ventimiglia, mała wioska w Ligurii, we Włoszech (Shutterstock.com)

Marcin Borski z agencji nieruchomości Casa en Sol przekonuje, że zainteresowanie Polaków nieruchomościami w Hiszpanii również nie zmalało, mimo że ceny nieruchomości niespecjalnie poszły w dół w związku z pandemią i są duże wyższe niż na przykład w Bułgarii. – W marcu, kwietniu i maju 2020 roku rzeczywiście było kiepsko. W tej chwili zainteresowanie jest większe niż zazwyczaj. Polacy chcą gdzieś ulokować kapitał. Mają na przykład po dwie, trzy, czasem i cztery nieruchomości w Polsce, więc zależy im na zakupie inwestycji w innym miejscu, żeby zdywersyfikować majątek.

Z jakimi kosztami muszą się liczyć posiadacze mieszkania w Hiszpanii? Borski wylicza: – Za czynsz płaci się około 100-150 euro miesięcznie, za media mniej więcej tyle, co w Polsce. Prąd jest tu trochę droższy, za to woda tańsza. Co roku trzeba też zapłacić podatek od nieruchomości, który wynosi około 200-300 euro za mieszkanie, za dom nieco więcej, nawet 500 euro.

Jak dodaje, Polacy kupują przede wszystkim mieszkania z rynku pierwotnego: – Rynek wtórny w Hiszpanii nie cieszy się zbytnią popularnością. Często są to mieszkania w starym budownictwie, do remontu, nie mają centralnego ogrzewania.

Alicante w Hiszpanii (Shutterstock.com) , Alicante (Shutterstock.com)

Klienci liczą na to, że wartość ich nieruchomości wzrośnie z czasem, inni chcą zarobić na wynajmie. – Turystów zagranicznych jest w Hiszpanii dużo mniej niż zwykle, ale tam zdarzyło się dokładnie to co u nas: Hiszpanie zaczęli więcej podróżować po swoim kraju i to oni często są klientami Polaków – opowiada.

Jeszcze inni inwestorzy po prostu chcą mieć azyl za granicą, żeby w każdej chwili móc wyrwać się z Polski na jakiś czas. – Są też tacy, co w pandemii stwierdzili „carpe diem”, życie jest krótkie, nie ma na co czekać, trzeba spełniać marzenia – mówi Borski.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.

Dodatkowe opłaty przy zakupie nieruchomości

To między innymi koszt podatku od przeniesienia własności nieruchomości. W Hiszpanii należy zapłacić od 7 do 10% od wartości nieruchomości, w Bułgarii od 2 do 4%, we Włoszech około 11% wartości katastralnej nieruchomości. W przypadku nieruchomości z rynku pierwotnego płaci się podatek VAT, który w Hiszpanii i we Włoszech wynosi 10 procent od wartości nieruchomości, w Bułgarii - 20%. Nabywający musi także pokryć opłaty notarialne - zazwyczaj od 2 do 5% wartości nieruchomości. Pokrywa również koszty tłumaczenia dokumentów - około 50 euro. Do tego dochodzi prowizja dla agencji. W Hiszpanii jest ona już wliczona w cenę nieruchomości - najczęściej to sprzedający ponosi główny koszt obsługi transakcji. Przy zakupie nieruchomości w Bułgarii i we Włoszech prowizję płaci kupujący. W Bułgarii może ona wynieść od 3 do 5 procent ceny nieruchomości plus VAT. We Włoszech - od 3 do nawet 8% plus VAT.

Sprawdź inne możliwości