Reportaż
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl)

Tekst został opublikowany w 2021 roku. To jeden z najchętniej przez Was czytanych artykułów Weekendu

Pierwszą e-receptę wystawiono w Polsce 25 maja 2018 roku. Do 7 stycznia 2020 roku ponad 10 mln pacjentów otrzymało 63 mln e-recept.

Briefing prasowy, na którym te dane ogłaszał ówczesny wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, odbył się dzień przed wejściem w życie obowiązku wystawiania recept w postaci elektronicznej. Na tej samej konferencji Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, dodał, że spodziewają się wystawienia około 750 mln e-recept rocznie.

8 lipca 2020 roku podano, że w ciągu pierwszego pół roku funkcjonowania systemu wystawiono 275 mln e-recept dla 25 mln pacjentów

Nie udało mi się znaleźć informacji, ile e-recept wystawiono do grudnia 2021 roku. Za to bez problemu trafiłam na miejsca w internecie, które oferują możliwość kupienia recepty bez kontaktu z lekarzem.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Lek uspokajający

"Wypełnij prosty Formularz, aby otrzymać Receptę nawet w 5 minut bez wychodzenia z domu!" – zachęca hasło na jednej ze stron. Formularz to tzw. konsultacja online – ankieta medyczna o różnej długości, którą w teorii ma analizować lekarz przed wystawieniem recepty.

Klikam w przypadłości, a potem decyduję się na kwadrat z dużym napisem "depresja". Wybieram Hydroxyzinum VP, lek uspokajający na objawy lęku, niepokoju i napięcia w przebiegu nerwicy. Jak stosować?  "Dawkę i częstotliwość stosowania w zależności od stanu i reakcji pacjenta określa lekarz". Na innej stronie doczytuję długą listę przeciwwskazań. Do tego osoby stosujące preparat nie powinny prowadzić pojazdów ani obsługiwać urządzeń i maszyn. Spis leków, z którymi nie wolno go łączyć, zawiera 17 podpunktów.

Chcę jedno opakowanie, 30 tabletek.

Strona przenosi mnie do ankiety. Temperatura? 36,5. Kolejne pytania dotyczą wagi, wzrostu, palenia papierosów, używek psychoaktywnych. Potem standardowo: alergie, choroby przewlekłe, pytania o ciążę i karmienie piersią. Czy mam postawioną diagnozę depresji? Klikam zgodnie z prawdą, że nie.

Muszę założyć konto pacjenta, chociaż robię to niechętnie. Płacę blikiem. 69 zł. Potem się dowiaduję, że to i tak cena promocyjna, bo wcześniej było 99.

Po płatności wracam na stronę, muszę wypełnić ankietę medyczną. Przedział ciśnienia, aktualną częstotliwość rytmu serca podaję zgodnie z ostatnim badaniem. Potem pytania o konsultacje psychiatryczne, przepisane leki na depresję, wystąpienie skutków ubocznych po innych środkach. Czy kiedyś przedawkowałam leki?

Kupowanie recepty na lek uspokajający (fot. Archiwum prywatne)

Kojarzy mi się to z wypełnianiem ankiety po wizę do Stanów Zjednoczonych, gdy jeszcze obowiązywały Polaków. Bo który terrorysta, chcąc się dostać do USA, w odpowiedzi na pytanie: "Czy jesteś terrorystą lub masz zamiar nim zostać?", zaznaczy tak? W obu ankietach – wizowej i medycznej – kliknęłam "nie", z myślą, że gdyby było inaczej, to raczej bym się do tego nie przyznała.

Przeklikuję się przez myśli samobójcze, choroby nerek, wątroby, serca, schizofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową. Wszędzie zgodnie z prawdą zaznaczam "nie". Tylko przy pytaniu o dotychczasowe leczenie wpisuję "terapia", bez żadnego wyjaśnienia. Każde pytanie ma czerwoną gwiazdkę na końcu. Dopiero na ostatniej stronie pojawia się jej wyjaśnienie z listą "świadomych zgód". Łącznie 12. A wśród nich – potwierdzenie, że nie zataiłam chorób, jestem pełnoletnia, przeczytam ulotkę. Wszystko już po zapłaceniu za receptę, a właściwie "konsultację online".

Na samym dole mam jeszcze możliwość wgrania dodatkowych dokumentów lub dopisania informacji o moim stanie zdrowia. Ignoruję.

Od razu po zakończeniu ankiety medycznej dostaję e-mail z informacją, że moja "konsultacja: depresja" jest w toku. Dwie minuty później przychodzi kolejna wiadomość, równocześnie z SMS-em z kodem mojej recepty. I dopiskiem: "Od teraz zostałaś naszym stałym Pacjentem, dlatego otrzymujesz od nas zniżkę 30 proc. na kolejne e-konsultacje".

Zanim sprawdzę, czy uda się kod zrealizować, odpalam dwie kolejne strony, które oferują takie same usługi. 

Depresja nie pomaga

Karolina na portalu z e-receptami była w ostatnim roku trzy–cztery razy. Wydała tam nie więcej niż 160 zł. Wszystko na leki psychotropowe, które powinna regularnie przyjmować.

Swoją psychiatrkę widuję raz na mniej więcej pół roku, a jak nie dopilnuję, że kończą mi się leki, to wolę zapłacić 40 zł na takiej stronie niż 170 u przypadkowego psychiatry – mówi. I wyjaśnia, że przy depresji i zaburzeniach lękowych często występują problemy z czynnościami, które dla innych są proste. Jak umówienie się na czas do lekarza. – Kończy się to tak, że zamiast pomyśleć: o, mam ostatnie opakowanie leków, muszę umówić się do lekarza, myślę: o, ostatnie opakowanie leków, może zajmę się tym jutro, ale trochę się obawiam, że moja lekarka okaże się niedostępna, więc może lepiej to jeszcze trochę odłożyć w czasie. I tak aż do momentu, kiedy zostaje mi ostatnia dawka.

Karolina przyjmuje te same leki w tych samych dawkach od lat, więc nie widzi ryzyka w zamówieniu recepty przez internet. Traktuje to równoznacznie z przedłużeniem recepty w przychodni czy na Internetowym Koncie Pacjenta. Szczególnie że w przypadku tego ostatniego lekarz może zobaczyć, co wcześniej przyjmowaliśmy. Z tym że ja nigdy nie brałam leków na depresję, a dostałam jeden bezproblemowo po "wywiadzie lekarskim", który Karolina określa mianem "bullshitu".

– Myślę, że to w porządku usługa właśnie w przypadku przedłużenia recepty, bo lekarz widzi w IKP, co wcześniej braliśmy, a zdarza się przecież, że przeterminuje się recepta. Ale wypisywanie zupełnie nowych leków – dla mnie to już czerwona flaga… – kończy.

Amantadyna

Na kolejnym portalu widnieje informacja, że tu nie wystawia się e-recept na leki z grupy benzodiazepin – leków uspokajających – oraz opioidów. Niżej kursywą dopisek: "Dla nas najważniejsze jest Twoje zdrowie!".

Przechodzę do cennika. Za e-receptę muszę zapłacić 39 zł, a za e-konsultację ze zwolnieniem i receptą – 79 zł. Wybieram pierwszą opcję.

Tym razem chciałabym dostać receptę na amantadynę, która oficjalnie jest wykorzystywana w leczeniu choroby Parkinsona, stwardnienia rozsianego i ostrego uszkodzenia mózgu. Jest także badana pod kątem skuteczności w walce z COVID-19, ze względu na działanie przeciwwirusowe, które może hamować zakażanie komórek układu oddechowego.

Najpierw standardowa ankieta z danymi osobowymi. Potem nazwa leku, muszę ją wpisać sama. Dalej historia medyczna: choroby przewlekłe, uczulenia, obecne dolegliwości i puste pole na ich opisanie. Wpisuję "brak", z ciekawości, czy w takim przypadku także dostanę receptę. Płacę 39 zł, blikiem. Przychodzi e-mail z potwierdzeniem zrobienia zakupów w sklepie internetowym. Bez kodu recepty, bez SMS-a.

Po półtorej godziny kolejny – z prośbą o uzupełnienie historii choroby w związku z wnioskowanym lekiem. Odpisuję: ból mięśni i stawów, ogólne rozbicie, nasilający się katar. Zgodnie z prawdą – konsultowałam to z lekarzem kilka dni wcześniej i wtedy zostało uznane za zwykłe przeziębienie. Mój partner, z podobnymi objawami, zrobił na wszelki wypadek test na COVID. Wyszedł negatywny.

Kod recepty na Viregyt-K, lek zawierający amantadynę, przyszedł trzy minuty później.

Tabletka "dzień po"

Na kolejnej stronie cennik jest już bardziej rozwinięty. E-recepta 24/7 (kod SMS w pięć minut) – 65 zł. Zwolnienie lekarskie L4 – 99 zł. "Tabletka po" – 65 zł. Antykoncepcja hormonalna – 65 zł. Wszędzie dopisane "konsultacja lekarska".

Decyduję się na "tabletkę po".

EllaOne (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Który preparat? Do wyboru EllaOne (skuteczność do 5 dni) i Escapelle (do 72 godzin). Wybieram pierwszą opcję. Ostatnia miesiączka, data stosunku, wizyta u ginekologa. I znowu choroby przewlekłe, alergie, operacje. Czy coś jeszcze chcę powiedzieć lekarzowi? Nie.

Ankieta jest dużo krótsza niż na poprzednim portalu. Odklikuję jeszcze na samym dole, że akceptuję regulamin, politykę prywatności. Dane podane przeze mnie są prawdziwe i podaję je z własnej woli.

Przechodzę do płatności. Blikiem, 65 zł, zgodnie z cennikiem. Od razu dostaję e-mail, że moje zamówienie jest już w trakcie realizacji. Koniec "konsultacji lekarskiej". Po dziewięciu minutach przychodzi SMS z kodem.

Dostaję 20 proc. zniżki na kolejne recepty.

"W każdym innym cywilizowanym kraju"

Weronika usłyszała o "przychodni online", gdzie można kupić receptę pod przykrywką konsultacji, od jednej z popularnych influencerek w jej filmiku na YouTubie. To strona inna niż te, z których ja korzystałam. Opisuje mi, jaki formularz musiała wypełnić: – Są tam takie same pytania, jakie zadałby lekarz: co się stało, czy zawiodła antykoncepcja mechaniczna, kiedy była ostatnia miesiączka, czy już brałaś w tym cyklu podobną tabletkę, czy masz jakieś poważne schorzenia, jakie bierzesz leki. Wysyłasz odpowiedzi, płacisz online za wizytę i czekasz jakieś pół godziny na SMS-a z kodem e-recepty.

Weronika przesyła mi wiadomość, którą dostała od "przychodni online" po kupnie tabletki. Zawiera ona dziewięć rozwiniętych punktów z zaleceniami medycznymi, informacjami, czego się spodziewać po zażyciu leków i w jakim przypadku natychmiast udać się do lekarza. Wygląda to dużo lepiej niż podziękowanie za zakup w sklepie internetowym, które dostałam ja.

W przypadku antykoncepcji awaryjnej jest to o tyle absurdalne, że masz pełną świadomość, że w każdym innym cywilizowanym kraju po prostu wchodzisz do apteki i mówisz, czego potrzebujesz. A w Polsce musisz szukać na szybko lekarza, czekać, aż znajdzie się termin na wizytę, i jeszcze wysłuchiwać kazań starszego pana z prywatnej kliniki, który wbrew temu, co jest na ulotce leku, prawi, że to środki wczesnoporonne. A jak się zaprotestuje, że przecież napisali co innego, to mówi, że to on jest lekarzem i zawsze może tej recepty nie wystawić – dodaje.

A w przypadku kupna recepty jedynym wyzwaniem jest znalezienie apteki, w której tabletka będzie dostępna, a farmaceuta nie zacznie się zasłaniać klauzulą sumienia. 

W większości krajów UE antykoncepcja awaryjna jest dostępna bez recepty - jako środek bezpieczny i niewymagający konsultacji lekarskiej. Nie chodzi o to, by utrudnić i tak trudny w Polsce dostęp do niej. Tak samo jak nie chodzi o to, żeby zlikwidować całkowicie konsultacje on-line czy odciąć pacjentów od możliwości zdobycia potrzebnych recept. Ale o świadomość, że są takie leki, których zastosowanie bez lekarskiej diagnozy może narazić zdrowie, a nawet życie pacjenta. I w ich przypadku wydanie recepty powinno być poprzedzone konsultacją z lekarzem, który - siedząc po drugiej stronie biurka czy monitora - zdecyduje, czy dany lek jest najodpowiedniejszym rozwiązaniem. 

Lekarze pacjentom i pacjenci lekarzom

Recepty na Hydroxyzinum, EllaOne i Viregyt-K pojawiły się tego samego dnia na moim Internetowym Koncie Pacjenta. Dwie z nich, choć kupowane na innych stronach, zostały wystawione przez tę samą lekarkę, ale w jednym przypadku posługuje się ona pojedynczym, a w drugim podwójnym nazwiskiem.

Recepta na Hydroxynozinum VP (fot. Archiwum prywatne) , Recepta na Viregyt-K (fot. Archiwum prywatne)

Wprowadzam pojedyncze nazwisko lekarki do wyszukiwarki na stronie Naczelnej Izby Lekarskiej. "Lekarz o podanych parametrach nie istnieje w Centralnym Rejestrze Lekarzy".

Druga próba, z podwójnym nazwiskiem. Tym razem pojawia się numer prawa wykonywania zawodu, tytuł zawodowy – lekarz – i rejestr: aktualny. Ulga. Pani doktor nie tylko istnieje, ale także leczy w centrum neurologicznym w Warszawie. Sprawdzam opinie w Google Maps – 4.3 gwiazdki.

Znajduję adres mailowy lekarki na stronie Polskiej Akademii Nauk i 8 grudnia wysyłam prośbę o komentarz z pytaniem o zagrożenia i korzyści, jakie pani doktor widzi w tego typu działalności. O to, czy analizowała moją ankietę medyczną, nie pytam, bo patrząc na czas od przesłania ankiety do otrzymania kodu SMS z receptą (w przypadku Hydroxyzinum VP – dwie minuty), wydaje się, że nie mogła poddać moich odpowiedzi analizie. Odpowiedź nie nadeszła do momentu publikacji tego tekstu.

Proszę Weronikę i Karolinę o podanie nazwisk lekarzy, które widniały na ich receptach. Jeden jest członkiem Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, prawo wykonywania zawodu uzyskał ledwie trzy lata temu. Druga osoba należy do Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku od 2015 roku.

Wysyłam wiadomość do Naczelnej Izby Lekarskiej z pytaniami o statystyki dotyczące wystawiania recept. I z prośbą o komentarz w sprawie trójki lekarzy: czy takie zachowanie jest etyczne i zgodne z przyrzeczeniem lekarskim.

To, o czym mówimy, czyli krótka ankieta medyczna online i zapłata za receptę, nijak ma się do konsultacji lekarskiej – mówi dr Artur Drobniak, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej. – Jesteśmy temu otwarcie od wielu miesięcy przeciwni. W Kodeksie Etyki Lekarskiej jest jasno napisane, że lekarz może zaordynować leki dopiero po uprzednim zbadaniu pacjenta, przynajmniej badaniem podmiotowym, do którego wlicza się między innymi szczegółowy wywiad lekarski,i jeśli jest to możliwe, również badaniem fizykalnym. To minimum do uznania wizyty za konsultację lekarską.

Dwie firmy, które wystawiły moje recepty, są zarejestrowane w Rejestrze Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą. Nie jest to trudne do sprawdzenia, na każdej stronie był podany numer księgi rejestrowej. Pierwsza z firm funkcjonuje od czerwca 2020 roku, druga – od listopada 2020 roku. Trzecia według rejestru nie istnieje, choć na stronie podaje numer swojej księgi. Wpisuję warszawski adres podany na stronie. Znów zero wyników. Te, które są w RPWDL, działają w pełni legalnie.

– Niestety, w polskim prawie istnieje luka, która zezwala na udzielanie takich konsultacji i wystawianie recept – wyjaśnia dr Artur Drobniak. – Co więcej, jesteśmy świadomi tego od dawna – jeszcze przed wybuchem pandemii jako Naczelna Rada Lekarska zwróciliśmy się do Ministra Zdrowia, a konkretnie do wiceministra Cieszyńskiego, odpowiedzialnego wówczas w resorcie za aspekty telemedyczne, z informacją o tym, że brak przepisów w kwestii teleporad może prowadzić do nadużyć. Prosiliśmy o przygotowanie na mocy rozporządzenia przepisów, które mogłyby uregulować, co można uznać za świadczenie telemedyczne. Jeszcze w 2020 roku uchwaliliśmy rekomendacje, tak by zarówno pacjent, jak i lekarz mieli swoje prawa i obowiązki przy wizycie telemedycznej. By obie strony kontaktu były chronione. Wiem, że w tej chwili ministerstwo pracuje nad tym, by wprowadzono w życie rozsądne wytyczne dotyczące świadczeń telemedycznych, i wreszcie pracuje nad tym z partnerami społecznymi. Jeśli uda się to dopiąć, tego typu procedery będą niezgodne z prawem. I wtedy, miejmy nadzieję, te strony zaczną się błyskawicznie zamykać.

Do tego momentu jednak zarówno właścicielom stron, jak i lekarzom wystawiającym recepty nie grożą konsekwencje prawne. Każdy lekarz może się bronić tym, że jego działania były zgodne z obowiązującym w Polsce prawem karnym i cywilnym.

Były prowadzone dwa postępowania wobec lekarzy oskarżonych o wystawianie recept za pieniądze bez przeprowadzenia badania fizykalnego – jedno przez rzecznika we Wrocławiu, drugie przez rzecznika w Warszawie – mówi dr Grzegorz Wrona, naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Naczelnej Izbie Lekarskiej. – W przypadku sprawy wrocławskiej osoby, które występowały z wnioskami o receptę, musiały przejść badanie podmiotowe i odpowiedzieć na cały szereg pytań w ankiecie medycznej online. Po przeanalizowaniu całej sprawy rzecznik doszedł do przekonania, że nie można w tej sprawie postawić zarzutów. Czyli mówiąc wprost: lekarz nie był niewinny, ale zgromadzone dowody nie pozwoliłyby rzecznikowi na udowodnienie mu winy. Sprawy w Warszawie nie objąłem nadzorem i nie znam jej wyniku.

Do tego momentu jednak zarówno właścicielom stron, jak i lekarzom wystawiającym recepty nie grożą konsekwencje prawne (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Dochodzenie wobec danego lekarza może zostać rozpoczęte dopiero wtedy, gdy podejrzenia wobec słuszności jego działań zgłosi pacjent bądź inny lekarz.

Nie możemy się opierać na doniesieniach z internetu, na informacjach, które nie muszą mieć wiele wspólnego z prawdą – tłumaczy dr Wrona. – By rozpocząć dochodzenie w sprawie danego lekarza, potrzebna jest skarga, a najlepiej skarga z solidną podstawą. Jeśli ktoś uważa, że stała mu się krzywda, to zawsze może się zgłosić, ale z imieniem, nazwiskiem i dobrze udokumentowaną sprawą. Szukanie sprawiedliwości na podstawie internetowych anonimów nie ma racji bytu.

Dr Wrona dodaje, że zmiany, które umożliwiły legalne działanie konsultacji przez internet, bez badania fizykalnego, zostały wprowadzone przez ustawodawcę do Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta pomimo wcześniejszego zwracania uwagi przez lekarzy na lukę prawną.

Trudno w tej chwili oczekiwać od lekarskiego samorządu, że zapobiegnie negatywnym skutkom przepisów, których nie uchwalał.

Ile leków kupiłxś* w zeszłym roku? 

"W 2019 roku Polacy wykupili 434,3 mln opakowań leków refundowanych (w tym również leków recepturowych), środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych dostępnych w aptece na receptę na łączną kwotę 12,710 mld złotych" – można przeczytać w artykule "Konsumpcja leków w Polsce na podstawie danych NFZ" Anety Lichwierowicz, Filipa Urbańskiego i Dariusza Dziełaka z Narodowego Funduszu Zdrowia opublikowanym w 2020 roku. 

Na jednego mieszkańca Polski przypadało średnio 10,5 opakowania gotowych leków refundowanych. Jaka byłaby ta liczba, gdyby dodać do tego leki nierefundowane? Nie udało mi się znaleźć takich danych.

Dostępne są za to dane na temat polipragmazji, czyli wielolekowości, która polega na przyjmowaniu co najmniej pięciu leków jednocześnie. Zażywane leki wchodzą ze sobą w interakcje, osłabiają lub wzmacniają swoje działanie, co może być przyczyną problemów ze zdrowiem, które czasem prowadzą nawet do hospitalizacji. "Szacuje się, że w Polsce nawet 33,8 proc. osób w wieku 65 lat lub więcej może być zagrożonych nieprawidłowymi konsekwencjami polipragmazji" – piszą autorzy artykułu. Ile – często także młodszych osób – naraża swoje zdrowie, kupując leki na recepty wystawione przez lekarzy, którzy ich nie zbadali?

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Agata Porażka. Dziennikarka weekendowego magazynu Gazeta.pl, wcześniej pisała dla Wirtualnej Polski.Twórczyni cyklu Zagrajmy w Zielone, który skupia się na tym, co powinniśmy zrobić, by zamiast niszczyć, dbać o planetę. Interesują ją tematy związane ze środowiskiem i problemami współczesnego świata.

*Kupiłxś

W języku polskim w kontekście osób niebinarnych nie mamy wypracowanego jednego, konkretnego uzusu. Jedną z możliwości jest stosowanie znaku zastępującego, np. "kupiłxś" lub "kupił_ś". Często używa się też rodzaju neutralnego ("ono kupiło") lub form męskich i żeńskich na zmianę.

Więcej o zaimkach niebinarnych