Reportaż
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Najpierw długo nie może zasnąć. Kładzie się zmęczony, z piaskiem pod powiekami, bolącym karkiem. Jeszcze kilka lat temu - na studiach, w mieszkaniu wynajmowanym z kumplami - zasnąłby w parę minut, nawet z imprezą trwającą za ścianą, lekko zamroczony wypitym alkoholem.

Teraz jego krew jest czysta, a sen nie przychodzi.

Wierci się, miota, zakrywa, odkrywa, na zmianę wpatruje w ciemność albo zaciska oczy, aż bolą. Mógłby wstać, pochodzić po mieszkaniu, wypić szklankę ciepłego mleka, ale zrzucenie z siebie kołdry i postawienie stopy na zimnej podłodze jest jak zejście do piekła.

Łóżko to azyl, bunkier, łono matki. Jak to mówią w książkach i na kursach: "strefa komfortu, strefa bezpieczeństwa". Wszystko poza łóżkiem, cały świat to pole bitwy ("O co?" - pyta siebie dzisiaj. -"Nie potrafię odpowiedzieć"). Po latach psychoterapeuta powie: "Proszę pana, to nie jest pole bitwy, to jest życie".

Rano przychodzi ból żołądka. Najpierw tępy, nieokreślony, ale głęboki, sięgający kręgosłupa. Z czasem ból stanie się ostry i wyraźny, w samym centrum korpusu, jakby zaraz pod skórą (Lekarz: "Wrzody żołądka, wrzody dwunastnicy. Trzeba zrobić gastroskopię").

Wstaje z trudem. Idzie do łazienki. Nie staje przed sedesem "jak inni faceci" (tak sobie myśli).

Siada.

Sikając, opiera głowę na dłoniach tak, że nadgarstki wbijają się w oczodoły. Wszystko wokół na chwilę znika.

Wstaje, myje zęby, wraca do sedesu, nachyla się, wymiotuje. Cicho, żeby nie obudzić narzeczonej. Znowu myje zęby, ubiera się, wychodzi do pracy. Nie je do 11, 12, kiedy żołądek w końcu przystosuje się do ciągłego skurczu. Pije dużo kawy, która nie pomaga.

Kiedy pytają: "Grzesiu, co ty taki smutny?", szlag go trafia, ale odpowiada: "A nic, ostatnio się nie wysypiam".

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Główna różnica

Psycholożka Magdalena Bernatowicz-Bujwid, autorka bloga Dialogujmy.pl, na początku czyni ważne zastrzeżenie: - Zwracam uwagę na określenia "męska/kobieca depresja". W rzeczywistości nie istnieje takie kliniczne rozróżnienie. Istnieje za to "doświadczanie depresji przez mężczyzn i kobiety". Główna różnica polega na stylu radzenia sobie z przeżywanymi emocjami. Kobiety próbują rozładować emocje. Zazwyczaj robią to w społecznie akceptowalny i pożądany sposób, tzn. rozmawiają z rodziną, ze znajomymi lub zaczynają szukać pomocy. Mężczyźni reprezentują zadaniowe podejście do sytuacji i skupiają się na rozwiązaniu problemu.

Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą podczas depresji doświadczać podobnych emocji, ale inaczej je wyrażać. - W doświadczeniu mężczyzny charakterystyczne jest reagowanie poirytowaniem, wybuchami złości, rozdrażnieniem, kompulsywną aktywnością seksualną. Albo wręcz przeciwnie - wycofaniem emocjonalnym i chłodnym stosunkiem do otoczenia - wyjaśnia Magdalena Bernatowicz-Bujwid.

Cierpienie po cichu

- Depresja osacza powoli, niezauważalnie - mówi Robert, koło czterdziestki, właściciel firmy z branży samochodowej. - Najpierw czułem utrzymujący się spadek nastroju, z czasem doszły objawy niepokoju, towarzyszącego mi przez większość dnia. Niepokoju irracjonalnego, niepowiązanego z niczym konkretnym. To się nasilało.

Wszystko wydawało mu się szare, pozbawione sensu, celu - depresyjna klasyka. Ale na co dzień trzeba było ciężko pracować, mocować się z życiem, zadbać o siebie i o rodzinę. - Rzeczy działy się jakby obok mnie - opowiada. - Tak naprawdę dziś, z perspektywy czasu, niewiele z tego okresu pamiętam. Był moment, że wszystko robiłem automatycznie. Ale robiłem. Pracownicy nawet się niczego nie domyślali. A jeśli, to nic nie mówili. Do lekarza poszedłem po sześciu miesiącach.

Im bardziej choroba się pogłębiała, tym bardziej Robert starał się ją ukrywać przed bliskimi. - W obawie przed niezrozumieniem - przyznaje. - Założyłem maskę "nic mi nie jest". I to był kolejny gigantyczny wysiłek emocjonalny, który pochłaniał mój umysł. Czułem, że skoro nie potrafię opisać, co się ze mną dzieje, nie ma sensu mówić o tym bliskim, bo i tak nie zrozumieją. Długo byłem w tym sam. I to był błąd.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Przeciwieństwo niezłomności

Z danych Kampanii Przeciw Depresji wynika, że na depresję może chorować 1,5 mln Polaków, w tym dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn.

Ale mężczyźni chorują inaczej - mówią psychologowie. I konsekwencje choroby też mogą być inne. - Według badań WHO myśli samobójcze mężczyzn znacznie częściej niż u kobiet kończą się odebraniem sobie życia. Raport GUS donosi, że w Polsce aż 85,8 proc. samobójców to mężczyźni. Te dane są niezwykle alarmujące - mówi Magdalena Bernatowicz-Bujwid.

Dlaczego mężczyźni częściej dochodzą do przepaści i trudno im zawrócić? Jedna z przyczyn jest dość oczywista. - Przypisywanie stereotypowych ról płciowych. Wystarczy spojrzeć na dawne bajki, ale też współczesne komedie romantyczne czy inne filmy - mówi psycholożka. - Mężczyźni kształtują w sobie dążenie do umiejętności i postaw takich jak: odwaga, braterstwo, niezawodność czy wręcz niezniszczalność. W pielęgnowaniu w sobie tych cech nie ma nic złego. Problem rodzi się wtedy, gdy w rozumieniu siebie jako mężczyzny nie ma miejsca na ból, nieporadność czy zawód. Smutek rozpoznawany jest jako słabość, która jest przeciwieństwem niezłomności.

Dr Sławomir Murawiec z Polskiego Towarzystwa Psychiatryczneg o pytany o możliwe "predyspozycje" do zachorowania na depresję mówi: "To osoba z aspiracjami, pragnieniami, człowiek sukcesu, który pnie się w górę i nagle coś się wydarza, coś się nie udaje, następuje upadek. Te osoby najczęściej doświadczają depresji ze złością i niszczeniem samego siebie. Czyli: jeżeli nie będę wszystkim (np. dyrektorem, kierownikiem, szefem), to będę nikim, zerem. Podejście zero-jedynkowe". 

Bernatowicz-Bujwid zwraca uwagę na badania, które potwierdzają, że pielęgnuje się obraz mężczyzny o cechach twardych i dominujących, a pomija się aspekt czułości, wrażliwości, przeżywania smutku czy porażki. - Przypominają mi się słowa Jacka Masłowskiego, psychologa i psychoterapeuty, prezesa Fundacji Masculinum, który w jednym ze swoich wykładów mówił, że mężczyznom trudno jest realizować całą paletę różnych stanów i emocji przez negatywne doświadczenia z innymi bliskimi mężczyznami: ojcami, dziadkami, wujkami - mówi psycholożka. Dlaczego to takie ważne? - Kluczowa figura mężczyzny jest dla chłopca, a później młodego mężczyzny relacją modelującą pewne wzorce zachowań czy właśnie sposobu radzenia sobie z problemami i trudnymi emocjami.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Ćmienie zęba

- Ojciec alkoholik, w domu awantury. Już w dzieciństwie pierwsze lęki, strach. To było przyczyną mojej depresji, wiem na pewno - mówi Krzysztof, lat 41.

W podstawówce, w liceum i na studiach zawsze był z boku - tak to pamięta. Lęk zaczął mu dokuczać właśnie w szkole średniej. - Ale wtedy nie byłem świadomy, że coś jest nie tak. Chociaż cztery lata starsza siostra namawiała mnie do pójścia do psychologa - wspomina. - To był dla mnie wstyd i upokorzenie.

Po dwóch latach studiów przerwał je i zaczął pracować. - Przez jakiś czas było OK, ale zacząłem sobie pozwalać na alkohol. To drugi powód mojej depresji i choroby afektywnej dwubiegunowej, którą również u mnie zdiagnozowano - mówi.

Do psychiatry zgłosił się "z bezradności". Był rok 2005.

- Jestem na lekach z małymi przerwami i po kilku nawrotach depresji - wyznaje. - Ostatni trwał cztery miesiące i był tak silny, że nie chodziłem do pracy. Na szczęście mam wyrozumiałych szefów. Facetom trudno się przyznać do słabości. Ja się już nie wstydzę.

Michał wyraźnego początku nie potrafi sobie przypomnieć. Pamięta tylko, że kładł się o 22, zasypiał o 4. Ciągłe, skrajne zmęczenie. Zaniedbywanie higieny.

- Pytasz o najgorsze momenty? Najgorsze były dwa - mówi.

Nazywa je "próbami".

Przed próbą pierwszą planował wszystko od kilku miesięcy. Przed drugą decyzję podjął w ciągu dwóch dni.

Obie były na szczęście nieudane.

Nie chce wracać do nich wspomnieniami, chciałby te obrazy wyrzucić z głowy.

Po wszystkim trafił do szpitala psychiatrycznego. Na półtora miesiąca. Dostał leki. Bierze je do dziś. Jest "ustabilizowany", uczy się, mieszka z rozumiejącymi, troskliwymi rodzicami. Jest jeszcze przed trzydziestką.

Dla Roberta, właściciela firmy motoryzacyjnej, depresja była jak silny ból zęba: ćmienie znika, potem wraca ze zdwojoną siłą. Chory ząb trzeba usunąć.

Któregoś dnia jechał samochodem, pomyślał: rozpędzę się, skręcę, uderzę w drzewo. Powstrzymała go myśl o dzieciach.

- Depresja sprawia, że nie liczysz się ani ze sobą, ani z otoczeniem - mówi. - To rak umysłu. Choroba, która powoli strąca cię w niebyt.

Reakcje innych ludzi? - Najczęściej totalne niezrozumienie - mówi Robert. - W depresji odczuwa się gigantyczną samotność. Nie zrozumie tego ktoś, kto nigdy przez to nie przeszedł. Jednocześnie podświadomie poszukuje się osoby, która mogłaby ten nasz problem zrozumieć.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Robert przeczytał "Osobisty przewodnik po depresji" Tomasza Jastruna. - To był impuls, olśnienie. I ratunek - mówi. - Pomyślałem: nie jestem sam. Nie tylko mnie to dotyka, są też inni faceci.

Publiczna służba zdrowia, jak mówi, zawiodła go na całej linii. Lekarz bagatelizuje, podpowiada, żeby brać witaminy, więcej odpoczywać. Dopiero prywatna wizyta daje rezultaty. Psychiatra słucha, analizuje, nie ocenia. Przepisuje leki.

Leki działają.

- Wcześniej nie byłem sobą, to jak dwa byty w jednym ciele - opowiada. - W depresji drobne czynności urastają do wielkiego problemu. Zamiast je wykonać, zastanawiasz się, analizujesz, zadręczasz się. Aż do bólu. Każdy błahy problem wyolbrzymiasz. A potem zaczynasz się leczyć. Jeśli leczenie jest skuteczne, widzisz, że przecież to nie byłeś ty, że "normalnie" nigdy byś się tak nie zachował.

Kiedy w końcu mówi o wszystkim żonie, ona nie może uwierzyć. Tak dobrze to ukrywał.

- Poczułem ulgę - mówi Robert. - Zdjąłem maskę. Mogłem być chory w sposób widoczny dla świata.

Żona? - Jeśli partner nie rozumie tej drugiej osoby, cierpiącej na depresję, związek się rozpada - mówi Robert. - W moim przypadku rozwód przyszedł w apogeum mojej depresji, co tylko ją pogorszyło.

Kiedy Robert poczuł się lepiej, postanowił pomagać. Założył fundację Męska Twarz Depresji. Dziś Robert Pożarowszczyk mówi o swojej depresji otwarcie. Żeby jej "męska twarz" przestała być powodem do nieuzasadnionego wstydu.

Podejście zero-jedynkowe

Magdalena Bernatowicz-Bujwid ma dziś w swoim gabinecie głównie pacjentki, co potwierdzałoby tezę, że kobiety częściej szukają pomocy i wsparcia. - Ale pracuję również w jednym z telefonów zaufania i słyszę po drugiej stronie zarówno kobiety, jak i mężczyzn. To będzie jedynie moja obserwacja i hipoteza, ale wydaje mi się, że mężczyznom łatwiej jest prosić o pomoc i wsparcie tam, gdzie pozostają anonimowi. Podczas takiej rozmowy nie widzę mężczyzny, nie znam go, czasami nawet nie znam jego imienia - mówi psycholożka.

Mężczyźni dużo częściej rozpoczynają rozmowę od "zagadania" lub sprawdzenia jej jako psychologa. Kobiety raczej od razu werbalizują, co je boli i jaki mają problem. - Myślę sobie, że to szalenie istotne, aby powstawało coraz więcej takich miejsc, gdzie mężczyzna będzie bezpieczny, będzie mógł zaufać pomocy psychologicznej i być może stopniowo przenieść tę potrzebę pomocy i wsparcia do gabinetu psychoterapeutycznego lub - jeżeli jest to konieczne - psychiatrycznego czy na oddział psychiatryczny - mówi Bernatowicz-Bujwid.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Strzał z kortyzolu

"Ostatnio się nie wysypiam" - mówi Grzegorz, dla znajomych Grzesiu, i czym prędzej znika z pola widzenia.

Nie odzywa się niepytany. W pracy musi negocjować ważne umowy. Kiedy mówi o jednym, o czym innym myśli. Zamiast skupić się na słuchaniu rozmówcy, w głowie analizuje, jak brzmi jego głos, czy nie wygląda głupio, czy nie śmierdzi mu z ust, czy spod nogawek nie wystają mu skarpety. Dziś założył bordowe do granatowych spodni. Jak mógł, kurwa, nie zauważyć?

- Każdy chory ma jakiś bodziec - mówi. - W moim przypadku bodźcem było poczucie odpowiedzialności. Skończyłem studia, zacząłem pracę. Każdy w tym wieku przeżywa coś w rodzaju pierwszego kryzysu, bo nagle spadają na niego nowe obowiązki, dorosłe życie. Ale nie u każdego kryzys przeradza się w depresję.

W drodze powrotnej do domu myśli o tym, że chętnie by się napił, ale nie może, bo od miesiąca bierze już leki, od których kręci mu się w głowie. Narzeczona nie pozwoliłaby mu na alkohol, ale takie jedno piwko, może dwa, mogłoby go rozluźnić, sprawić, że zaśnie bez natrętnych myśli o przebytym dniu.

Narzeczona już wie. Poszła z nim do psychiatry, siedziała z nim w poczekalni. Ale Grzegorz coraz częściej na jej twarzy oprócz politowania widzi zniecierpliwienie.

Poradziła mu psychoterapię, ale był na kilku sesjach i zrezygnował. Dzisiaj wie, że niepotrzebnie - psychoterapia pozwala zrozumieć przyczyny depresji.

Ma przyjaciół. Im też o wszystkim mówił. Zdarzyło im się ziewać. Zmieniać temat. Proponować "pójście na piłkę". Radzić: "pobiegaj", "pojedź gdzieś", "zmień pracę", "weź urlop".

- Nie mam do nich pretensji, nie dziwię się - mówi Grzegorz. - Ludzie mają swoje życia i nie chcą się obarczać cudzymi. Myśleli o mnie, że sobie "nie radzę", że jestem "pizda" albo "gbur", bo jak widziałem ich na ulicy, to przechodziłem na drugą stronę. Przechodziłem, bo w depresji grzecznościowa wymiana zdań na ulicy jest trudna do zniesienia.

Każe narzeczonej spotkać się z kumpelami, wyjść z domu. "Dam sobie radę" - obiecuje. Kiedy zamykają się za nią drzwi, siada na kanapie, w samym rogu, tuż przy ścianie, włącza telewizor, coś neutralnego (sport, wiadomości), podciąga kolana pod samą brodę.

Ból brzucha jest jak wystrzał, jak eksplozja. Najpierw pojawia się myśl, wspomnienie, jak impuls, naciśnięcie spustu - dzisiaj w pracy potrącił kubek, wylał kawę na biurko. Wystrzał kortyzolu w okolice przepony, rozlewające się po trzewiach gorąco.

- Człowiek w depresji nigdy nie żyje tu i teraz. Żyje przeszłością, która powoduje wyrzuty sumienia, poczucie winy, zadręczanie się. I przyszłością, która wywołuje lęk nie do zatrzymania - mówi.

Lęk najczęściej dotyczy groźby "niewywiązania się". - Z obowiązków narzeczonego i pracownika. W pracy byłem szanowany, lubiany przez szefów, powierzali mi odpowiedzialne zadania. A im bardziej odpowiedzialne, tym większy lęk, że nie sprostam - opowiada Grzegorz. - A prywatnie szykowaliśmy ślub i wesele. Jak musiałem odebrać telefon od wujka z potwierdzeniem przybycia na przyjęcie, to prawie się ze stresu porzygałem.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

"To, co pan wtedy czuje, jest tym samym lękiem, który przeżywał pan jako mały, kilkuletni Grzesio" - słyszał od terapeuty. Na stronach o psychologii czytał, że nie ma dorosłych, są tylko dzieci w dorosłych ciałach.

Poczucie winy i lęk mielą się w jego głowie nieustannie. W końcu Grzegorz zasypia i śni. Kilka razy w miesiącu śni ten sam sen: wychodzi z domu z plecakiem, idzie więc do szkoły, ale przecież wie, że nie jest już dzieckiem, pracuje, planuje ślub, wzięcie kredytu. W końcu zaczyna biec. Widzi zbliżający się autobus, którym codziennie jeździ do szkoły. Autobus przyspiesza, nie zatrzymuje się na przystanku, zostawiając Grzegorza-Grzesia za sobą.

Zawsze odjeżdża.

Zlanie się z chorobą

Magdalena Bernatowicz-Bujwid uważa, że przyczyną szukania przez mężczyzn pomocy "anonimowej", dyskretnej jest po prostu wstyd. Przed tym, "jak wypadną" i "co to o nich powie". - Wstyd bardzo zagraża jednostce, bo odnosi się do tego, "jaka jest" ("Jestem beznadziejny"), a nie do tego, "co robi" ("Zrobiłem coś nie w porządku"). Zatem mężczyźni wstydzą się, że ich pielęgnowany obraz samych siebie, jako silnych, niezwyciężonych i bohaterskich, legnie w gruzach. Dostają przekaz rodzinny, społeczny, aby samodzielnie radzić sobie z problemami. Uczą się im zaprzeczać, wypierać i magazynować w sobie - tłumaczy psycholożka.

Mężczyzna to w społeczeństwie ten, który ma zaciskać zęby i uczyć się "przetrzymywać" trudne emocje. A one muszą mieć swoje ujście. W przemocy, depresji czy próbach samobójczych. Choroba może oznaczać "wyrok". Chorzy nie postrzegają choroby jako jedynie części siebie, ale jako całe swoje "ja". "Zlewają się" z nią.

- Niestety, wciąż pokutuje też obraz choroby czy zaburzenia psychicznego jako czegoś "nienormalnego". Nadal, choć rzadziej, kieruje się w stronę takich osób niewybredne epitety. Wyzywa się od "świrów" czy "psychicznych". Kieruje się do nich komunikaty: "Wziąłbyś się za jakąś pracę, a nie tak leżysz", "Co z ciebie za facet? Płakać? Leżeć? Zacznij coś robić!". To bardzo oceniające, krzywdzące i zagrażające. Jako społeczeństwo jesteśmy odpowiedzialni za kształtowanie i przekazywanie błędnego i wypaczonego obrazu choroby, jaką jest depresja. To nie jest sprawa indywidualna mężczyzny czy mężczyzn jako grupy - mówi Bernatowicz-Bujwid.

Film z Clooneyem

Dzięki dobrze dobranym lekom Grzegorz odzyskał równowagę. - Uspokojenie nerwów jest kluczowe - mówi. - Najważniejsze, żeby chemia twojego mózgu działała w miarę normalnie. Wtedy wszystkie życiowe sytuacje - dobre i złe - przyjmujesz tak, jak powinien je przyjmować człowiek. Jeśli dzieje się dobrze, cieszysz się, ale nie popadasz w euforię. Jak dzieje się źle, płaczesz.

Tak, Grzegorz nauczył się płakać. Płacz oczyszcza, mówi, i w dziwny sposób daje poczucie, że życie składa się z dobrych i złych momentów. I że to jest w porządku.

Kiedy przychodzą lęki, wyrzuty sumienia, poczucie winy, pozwala sobie poczekać. Po czasie zawsze odkrywa, że one nic w jego życiu nie zmieniają, że "świat się nie wali". Za to bez lęku i wyrzutów jest po prostu spokojniejszy.

Ostatnio Grzegorz płakał na końcówce filmu z George'em Clooneyem. Ucieleśnienie hollywoodzkiej męskości gra w nim słabego, zależnego od innych, zdradzanego faceta, którego żona ulega upadkowi i powoli umiera.

W końcówce Clooney wybacza jej zdradę.

- Płakałem z Clooneyem - przyznaje Grzegorz. - A potem położyłem się do łóżka i zasnąłem .

***

Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji:

tel. 22 594 91 00

Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym:

tel. 116 123

ITAKA - centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego:

tel. 800 70 2222

ITAKA - Antydepresyjny telefon zaufania:

tel. 22 484 88 01

Ośrodek Interwencji Kryzysowej:

tel. 22 837 55 59

***

Imiona Grzegorza i Krzysztofa zmieniłem.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu "Człowiek z plecakiem".