Reportaż
(fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)
(fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Tekst po raz pierwszy został opublikowany w 2017 roku

Wieś L., między Złoczewem a Wieluniem. Szkoła podstawowa, spożywczak, dwa przystanki PKS, nieopodal fabryka palet. Najbliższe duże miasto: Sieradz.

Za każdym domem obora i ciągnik. W środku dnia próżno szukać tu dzieci gospodarzy. Wszystkie w pracy. Tak jak Kuba, lat 17, który akurat pomaga w gospodarstwie wuja.

(fot. Bartosz Józefiak)

- Wstaję o wpół do szóstej. O szóstej doję krowy. Później jest oprzęt - opowiada. - Mam godzinę wolną, ale o jedenastej znów trzeba zwierzętom dać jeść. Od trzeciej znowu oprzęt, koło szóstej dojenie, koło dziewiątej jestem w domu. Idę tylko się umyć i spać. Nawet mi się nigdzie nie chce jechać. Więc ja tych wakacji nie czuję za bardzo.

Wujek Kuby ma 40 krów. To jakieś trzy godziny dojenia automatycznego. Przy maszynie trzeba chodzić, odpinać jedne zwierzęta, podpiąć następne. Najgorszy dla Kuby jest oprzęt. Bo trzeba obornik odrzucać, posprzątać, wszystko wymyć. Musi być czysto, bo w każdej chwili może wpaść kontrola z agencji rolnej.

Przez dwa miesiące pracy Kuba zarobi dwa tysiące złotych.

- Czasami jak deszcz pada, to nagle robi się przerwa i można poleżeć ze dwie godziny. Ale tak to trzeba robić. Wakacje są, bo są, nie idzie się do szkoły. Ale w sumie jeszcze wcześniej wstaję niż normalnie - mówi. - W zeszłym roku dwa tygodnie byłem nad morzem, ale jak wróciłem, to znowu do roboty. W tym roku wujek mnie nie puścił. Powiedział, że nie da rady sam.

Na wsi mieszka ponad trzy miliony dzieci. Stanowią 20 proc. populacji obszarów wiejskich. Według danych CBOS z 2015 roku 48 proc. z nich na wakacje nie wyjeżdża nigdzie. Najczęściej zostają w domach, ponieważ ich rodzicom brakuje pieniędzy. Takich odpowiedzi udzieliło 52 proc. badanych. 34 proc. stwierdziło, że na wakacje nie ma czasu. 22 proc. mówiło wprost, że młodzi są potrzebni w gospodarstwie. Jedna trzecia rodziców wskazywała, że dzieci nie muszą wyjeżdżać, bo mogą wypoczywać w domu.

W mieście śpią do południa

Pytam Kubę, czy nie żałuje, że nie ma więcej wolnego. - No, w końcu i tak muszę się nauczyć pracy - stwierdza. - Szkołę kończę, zaraz będę miał 18 lat. Wolę zarobić trochę, bo pieniądze się przydają. W motocyklach siedzę. Quada mam, dwieściepięćdziesiątkę. Teraz w wolnych chwilach w elektryce grzebię, bo mi się popsuła.

(fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)

Kuba w przyszłości nie planuje zostać na wsi. - Nie chcę gospodarzyć, nie kręci mnie to. Szybko zrobię prawo jazdy i na tira lecę - zdradza. Ale póki co dba też o kawałek ziemi należącej do jego rodziców, bo oni nie mają czasu. Co robi? Co akurat trzeba. Sianie, opryski, żniwa. Mama pracuje w McDonaldzie przy trasie szybkiego ruchu. Tata jest w delegacji we Wrocławiu. Robi przy mostach. Wraca na weekend.

- Niektórzy kumple by chcieli stąd wyjechać, ale nie mogą. Rodzice trzymają ich w domu, bo jest praca - mówi Kuba. On nie zamieniłby się z miastowymi. - Na wsi jak na wsi: trzeba pracować. Nie tak jak w mieście, że śpią do południa, wstaną, obiad zjedzą i dalej śpią. Nie chciałbym takich wakacji. U nas można przynajmniej pociekać [regionalizm, znaczy "pobiegać"- przyp. aut.], pojeździć na quadach. Po mieście zaraz by policja ścigała.

Najwięcej wolnego czasu ma w niedzielę. Tylko rano idzie do wujka, żeby pomóc. - O dwunastej jestem już w domu. Potem odsypiam, grzebię w motorach, jeżdżę z chłopakami.

Co to dzisiaj za robota?

- Na wsi dzieciaki od małego nauczone są obowiązków - twierdzi Ela, mama 18-letniego Roberta. - Psa nakarmić, pomóc w domu. Jak trochę starszy, to wskoczy na ciągnik. A w mieście co? Z jednej strony na wsi dzieci mają gorzej, nie wyjeżdżają. Ale też jak ktoś jest nauczony od małego pracy, to nie krzywduje.

W garażu Robert z młodszym bratem robią porządki. Na podłodze porozkładali śrubki i narzędzia. Wszystko czyszczą, układają od nowa. Z radia leci "Wrócę nad ranem" grupy Nowator.

(fot. Bartosz Józefiak)

- Codziennie jest robota przy bydle. Rano idę do obory, omiatam, czyszczę stanowiska, przywożę paszę, rozdaję, mieszam. Trzeba usunąć obornik, pościelić, czyli rzucić słomę. Potem mam śniadanie. I dalej do roboty - opowiada Robert. - Teraz zaczynamy przygotowanie do żniw. Czyszczenie strychów, opryski, porządki. Workowanie, czyli sypanie zboża do worków, to najgorsza robota. Same żniwa już nie tak bardzo. Ja jeżdżę ciągnikiem, mam prawo jazdy kategorii T.

Robert będzie miał w tym roku tydzień prawdziwych wakacji. Jedzie z dziewczyną i znajomymi nad morze. Na gospodarce jest teraz sam z mamą. Ona jedna nie dałaby rady. Dopiero w sobotę przyjeżdża reszta rodziny: siostry z mężami i ojciec. Tata do domu zjeżdża co trzy tygodnie. Posiedzi kolejne trzy i wraca do Niemiec na budowę. Przez ten czas, jak będzie ojciec, razem z Robertem postawią nowe garaże.

- To nie jest tak, że pracuję w kółko - mówi. - Jeżdżę sporo na motorze, a wieczorem wpadają znajomi. Na łące zrobiliśmy boisko do siatki. Przychodzi po 16 osób. Rąbiemy do jedenastej w nocy.

Mama dopowiada: - To nie tak, że tylko praca i praca. Po prostu nie siedzą przy komputerze, jak miastowi. Ale mają wakacje. Poza tym - co to dzisiaj za robota? Pamiętam z młodych lat, jak siano grabiliśmy grabkami. Teraz tylko na traktor się wsiada i zrobione. Kto kiedyś miał większy ciągnik? Teraz prawie wszyscy. Mechanika idzie do przodu.

Robert nie wie jeszcze, czy zostanie na wsi. Ma dwa lata szkoły na podjęcie decyzji. - Znajomi nie chcą. Robota ciężka, zyski małe. Ale z drugiej strony nie zostawię przecież rodziców samych - zastanawia się.

Nie wiadomo, ile dzieci ulega wypadkom podczas pracy na wsi. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego dane na ten temat ostatni raz prezentowała w 2003 roku. Wynikało z nich, że dzieci był ofiarami 1,4 tysiąca takich wypadków. Wiadomo jedynie, że od tego czasu liczba wszystkich wypadków w rolnictwie spadła o połowę.

Zgodnie z polskim prawem, m.in. artykułem 65 konstytucji, stałe zatrudnianie dzieci do lat 16 jest zabronione. Kodeks rodzinny i opiekuńczy określa, że dziecko, które pozostaje pod opieką rodziców, ma obowiązek pomagać w gospodarstwie. Kodeks pracy zezwala na zatrudnianie młodocianych - między 16. a 18. rokiem życia. Muszą to być osoby, które ukończyły gimnazjum i posiadają zaświadczenie lekarskie zezwalające na pracę określonego rodzaju.

(fot. Wojciech Druszcz / Agencja Gazeta)

Żadne przepisy nie określają pracy dzieci i młodzieży w gospodarstwie rolnym. KRUS zaleca, by dzieci nie wykonywały pracy związanej m.in. z obsługą ciągników, obróbką drewna, obsługą zwierząt gospodarskich, użyciem substancji chemicznych czy obsługą zamkniętych zbiorników: silosów czy szamb. Dzieciom nie wolno pracować na wysokości i przy chorych zwierzętach, a także znajdować się w bliskiej odległości od pracujących maszyn i urządzeń.

Najmłodszy zrobi wszystko

- Litr mleka po 90 groszy. Tak to dzisiaj wygląda - denerwuje się Wojciech.

Duży dom, podwórko wyłożone kostką, garaże i obory. W obejściu ciągnik, brony, kombajn. Na oborach niebieskie tablice. To informacja o dofinansowaniu z Unii. Wojciech ma 30 krów dojnych i dziesięć sztuk jałowizny na wymianę stada.

- Pieniędzy za dużych nie ma. Cena mleka nie rośnie, a koszty i owszem. Ode mnie odbiera Jogobella. Dzisiaj to się jeszcze opłaca, tylko jest duży nakład pieniędzy. Musimy krowy karmić wysokobiałkowo. Na samą soję wydaję dwa tysiące miesięcznie - mówi. - Dlatego my zakredytowani są. Bo żeby wziąć z Unii pieniądze, trzeba mieć wkład własny. Ja dostałem na utwardzenie placu i na maszyny.

Ale niektórzy nie wytrzymali tych kredytów, przyznaje Wojciech: - Mieliśmy tu wisielców. Stracić pieniądze można w każdej chwili. Wystarczy grad, uderzenie pioruna. Albo choroba. Jakbym złamał nogę, to produkcja staje natychmiastowo. KRUS na zwolnieniu płaci rolnikowi 10 złotych za dzień. A mnie nikt nie zastąpi.

Jakby na przekór tym słowom odzywa się 12-letni Dominik. Do tej pory cicho grzebał przy kombajnie.

- Tata, gdzie jest klucz jedenastka?

- Może na górze, w kabinie. Szukaj.

Dominik szuka, wraca z kluczem, na chwilę odrywa się od pracy. - Ja to lubię robić w maszynach. Codziennie jest coś do roboty. Teraz kombajn trzeba nasmarować i założyć kabinę na bizona. Zaraz będziemy tacie pomagać. Nie! Nie naciągaj tego jeszcze! Wyjmij najpierw zawleczkę - krzyczy do ojca.

(fot. Bartosz Józefiak)

Wojciech opowiada: - Zawsze sam naprawiałem maszyny, kończyłem mechanizację. Młody podpatrywał mnie przy pracy. Przy maszynach zrobi prawie wszystko. Jak mu robotę zadam, to sam mędrkuje, rozbiera. Był tydzień w górach na obozie. Trzy dni minęły i chciał wracać. Już mu się przykrzyło, nie miał co robić.

Z domu wychodzi 15- letni Radek. - Tak się podzieliliśmy, że Dominik jest bardziej od maszyn, a ja bardziej od krów. Wstajemy koło ósmej, jemy śniadanie i pomagamy tacie. Zawsze jest coś do zrobienia. Choćby kostkę pozamiatać, jak się kurzu naniesie z drogi.

Nie żal im wakacji?

- Ale my mamy wolne! Kończymy koło siódmej wieczorem. Potem idę pograć w piłkę - mówi Radek.

- A ja jeżdżę na rowerze, a w niedzielę z chłopakami na ryby! - opowiada Dominik. - Mogę też poprosić tatę o dzień wolnego. Wtedy więcej pogram na orliku. Jeśli jest z kim grać, bo tu większość pomaga rodzicom.

Wieś wcześniej nie wyjdzie

Na murku pod sklepem przysiadły Adrianna i Marlena, lat 17. Jedzą czipsy i przeglądają wiadomości na komórce. Obok czekają ich rowery. - Jeździmy po wsi, mamy wolne - mówi Adrianna.

Marlena mieszka z rodzicami kilka wiosek dalej. Przyjechała w odwiedziny do dziadków. Tata jest kierowcą, wraca na weekendy. Mama pracuje przy wyrobie sklejek. - Pod koniec lipca wyjeżdżam na działkę do cioci. To całe moje plany wakacyjne - opowiada Marlena. - Ja na tydzień jadę do Wrocławia do wujków. Z moich znajomych większość siedzi w domu - mówi Ada, której rodzice prowadzą gospodarstwo.

(fot. Bartosz Józefiak)

Jak dziewczyny mają wolne, to robią imprezy, jeżdżą na dożynki czy zawody strażackie. Wieczorami ogniska, w sobotę można jechać na Broszki. To wieś, gdzie jest klub "Chicago".

- Najwięcej roboty jest przy żniwach i sianokosach - mówi Ada. - W żniwa głównie przy dmuchawie stoję, która zsypuje ziarno z przyczepy. Pomagam też tacie, jak po żniwach sprasuje słomę. On ładuje ładowarką, a ja podjeżdżam traktorem. No pewnie, że umiem jeździć! Bardzo lubię. Jeszcze sianokosy. Tata skosi trawę, ja przetrząsnę, zagrabię. Tata to sprasuje na belę i owijamy w folię. Wcześniej tata zawsze sam to robił. Teraz jest szybciej, bo się dzielimy pracą.

Zobacz wideo Wiktor Koperski, 28-letni trumniarz: 'Wychowałem się na tyłach zakładu'

Ada pomaga rodzicom razem z siostrą. - U sąsiadów jest tak, że chłopaki bardziej zajmują się gospodarstwem, a dziewczyny domem. A u nas siostra jest bardziej do domu, a ja bardziej do gospodarstwa - mówi. Pracuje z rodzicami, odkąd skończyła 15 lat. - To tu normalne. Nie żałuję, że nie mam więcej wolnego. Jak zrobię, co trzeba, to wieczór mam dla siebie. Spotkam się z przyjaciółmi, gramy w siatkówkę, w piłkę nożną. Cieszę się, że każdego dnia mam coś do roboty. Nie nudzę się. Jestem nauczona do pracy, nie potrafię siedzieć. Nawet wieczorem, jak się nie widzę z nikim, to wolę wsiąść na rower i pojeździć, niż zostać w domu.

Marlena po liceum chce iść na studia. Marzy o psychologii. Ada w technikum uczy się na profilu technik organizacji reklamy. - Może coś znajdę w zawodzie? Albo na studia pójdę pod kątem rolniczym - mówi. - Nieraz myślałam, czy zostać na gospodarstwie. Założyć agroturystykę. Nie chciałabym wyjeżdżać.

(fot. Bartosz Józefiak)

Około dziewiętnastej pod sklep zajeżdżają chłopaki na skuterach. Przychodzą dziewczyny. Razem idą na boisko za szkołę. - My nie stąd. Przyjechaliśmy z miasta do naszych dziewczyn. Jak nam mijają wakacje? Normalnie. Imprezki, picie, melanże. Miejscowych spotykamy tak koło dziewiątej wieczorem. Wcześniej nie wyjdą. Najpierw muszą skończyć robotę - śmieją się właściciele skuterów.

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracował z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.