Reportaż
Aquapark w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)
Aquapark w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)

Nad zielonym krajobrazem Kleszczowa górują kominy. Z tarasu widokowego za wsią widać ogromną dziurę w ziemi - kopalnię węgla brunatnego. Tak się składa, że chociaż kopalnia i elektrownia w nazwie ma Bełchatów, to w całości znajduje się na terenie gminy Kleszczów.

Co roku do kasy gminy trafia 270 milionów złotych. Na jednego mieszkańca z budżetu przypada więc 30 tysięcy złotych i jest to wynik, którego nawet Warszawa, nie mówiąc o Łodzi, może tylko pozazdrościć. Kleszczów jest najbogatszą gminą w Polsce.

Gmina Kleszczów. Gmina Krezus

Grzegorz Sołtyszewski nie wyobraża sobie lepszego miejsca do życia. Kleszczów to dla niego nagroda za trzydzieści lat pracy w kopalni. Robota na cztery zmiany - deszcz czy słońce, świątek, piątek czy niedziela. Pan Grzegorz za każdym razem musiał pokonywać wysoką na siedemdziesiąt metrów drabinę, by dostać się do kabiny ogromnej koparki. Takie wspinanie zostawiło ślad na jego kręgosłupie. Kiedy więc tylko poszedł na emeryturę, kupił ziemię (wtedy jeszcze w Kleszczowie działki były tanie - nie to, co dziś), postawił dom i z żoną przeprowadził się z Bełchatowa do oddalonej o trzydzieści kilometrów wsi.

Kominy górują nad krajobrazem Kleszczowa (fot. Kamil Misiek)

Nie ma dnia, by Sołtyszewski nie cieszył się ze swojej decyzji. Bo też i wieś nie byle jaka. Choćby to: W gminie na prawie każdym domu są panele słoneczne, bo do kosztów ich zakupu i montażu urząd dokłada 70 procent. W przychodni na mieszkańców czekają specjaliści, np. kardiolog, ortopeda, okulista czy neurolog. Dojeżdżają tu z centrów medycznych w Łodzi. Jak pan Grzegorz słyszy, że w innych miejscach na wizytę trzeba czekać pół roku, to się za głowę łapie. W Kleszczowie kolejki nie są dłuższe niż dwa tygodnie - a i to tylko jak się ma pecha.

Albo weźmy drogi. Od razu widać, jak z sąsiedniej gminy wjeżdża się do Kleszczowa - równe jak stół, zawsze oświetlone, zimą idealnie odśnieżone ulice. Obok równiutki chodnik i droga rowerowa. Tym chodnikiem pan Grzegorz może przejść do aquaparku, gdzie czekają: basen kryty i odkryty, kaskady, bicze wodne, zjeżdżalnia, gejzery, jacuzzi, brodzik dla dzieci. Do tego sauny, grota solna, solarium, kręgielnia, kriokomora. I jeszcze lodowisko, które latem zamienia się w tor wrotkarski, amfiteatr, boiska z podgrzewaną murawą. Z atrakcji mieszkańcy korzystają za darmo osiem razy w miesiącu. Dzieci - bez ograniczeń.

Jeśli komuś jeszcze mało zajęć, to w nowoczesnym domu kultury czekają na niego specjaliści od fotografii, teatru czy rękodzieła. Sołtyszewski zapisał się na kurs - i odkrył nową pasję. Robi patery, amfory i inne cuda ceramiki artystycznej. Swoje dzieła sprzedaje i dorabia do emerytury. Wszystko to dzięki gminie. Pan Grzegorz ma dziś tylko jedno marzenie - by nic się nie zmieniało, bo popsuć wszystko jest bardzo łatwo. Prywatnie to marzy jeszcze o zdrowiu, ale o to na pewno zadbają najlepsi eksperci.

Stary dom z panelami słonecznymi w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)

Kłopot bogactwa

Jeśli ktoś jednak myśli, że zarządzanie taką gminą to jest bardzo przyjemna robota - to zastępca wójta Joanna Guc serdecznie takiej osobie gratuluje. To jest odpowiedzialność! Takie pieniądze! Takie inwestycje! A kontrole - panowie! Szkoda gadać. Co chwila jak nie NIK, to Regionalna Izba Obrachunkowa, jak nie RIO, to skarbówka albo jeszcze coś innego. Ciągłe napięcie. Zresztą pieniędzy nie ma aż tak dużo, jak opowiadają, bo trzeba zapłacić janosikowe i oddać część do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Na czysto zostaje więc ok. 160 milionów złotych. A chętnych do życia w Kleszczowie cały czas przybywa - jakieś 200 osób rocznie. Gmina ma więc niemal 6 tysięcy mieszkańców i cały czas rośnie, co oczywiście władze cieszy, ale też stawia duże wyzwania.

Węgiel się kończy, pieniądze nie będą napływały bez końca. Urząd poszedł w specjalne strefy inwestycyjne. Uzbrojono już 280 hektarów. Zadziałało: kolejne zakłady otwierają przedsiębiorcy z Polski, Niemiec, Finlandii, Austrii, Francji, Holandii, Włoch, Portugalii, Szwajcarii i Hiszpanii. Miejsca pracy to jest główny powód do dumy władz. Drugi to polityka rodzinna. Niestety, mieszkańcy - jak by to powiedzieć - nie zawsze wszystko doceniają, bo na spotkaniach w sołectwach pani wicewójt słyszy, czego brakuje, albo że kolejki do lekarza jednak długie. No, generalnie ciężko sprostać wymaganiom, ale władza się stara, a co do marzeń - to Joanna Guc chciałaby, by strefy dalej tak pięknie rosły.

Dom kultury w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)

Sen o umowie

Z tymi miejscami pracy to 22-letnia Magda nie do końca się zgadza. Ona akurat sprząta w aquaparku za 7 złotych za godzinę. Umowę ma do sierpnia. Potem nie wie, co będzie, i trochę się tym martwi. Wszyscy tu tak pracują, bo urząd nie zatrudnia nikogo nowego na umowę o pracę. Tak naprawdę to w ogóle nie zatrudnia, bo gminne spółki sprzątanie i ochronę zlecają zewnętrznym firmom, i właśnie taka firma Magdę wynajęła. Magda bardzo chciałaby mieć normalną umowę. Złożyła CV w spółce Solpark, która zarządza centrum sportowym i administruje szkołami. Niestety, tam jej powiedzieli, że zna zbyt mało języków i nie ma wystarczająco dużo kursów specjalistycznych. Za drugim razem usłyszała, że jakby miała grupę inwalidzką, to owszem, bo z tego by były dodatki dla pracodawcy, ale jak nie ma, to oni dziękują. A Magda lewego świadectwa od lekarza sobie załatwiać nie będzie, bo to potem w papierach zostaje. Nic dziwnego, że ludzie z gminy uciekają. Wyjeżdżają do Łodzi, Wrocławia, nawet do Piotrkowa czy Bełchatowa. Ona też by wyjechała już dawno, ale nie zostawi rodziców, musi zajmować się domem, gospodarstwem, bo mają jeszcze świnie, kury. Na szczęście ma brata, który w Anglii jest mechanikiem, przysyła pieniądze i dzięki temu budżet rodzinny się jakoś domyka. Jeżeli więc chodzi o marzenia, to Magda śni o umowie o pracę. Jak zresztą każdy tutaj.

Joanna Guc tłumaczy, że przecież Solpark to spółka prawa handlowego, na jej czele stoi prezes, to on decyduje, jak i kogo zatrudnia. Co urząd gminy ma do tego? Co prawda prezesa wybiera rada nadzorcza, radę - wójt, a gmina jest jedynym udziałowcem spółki, ale to przecież nie dowodzi, że wójt ma cokolwiek do powiedzenia na temat działalności spółki. Przecież Solpark musi przynosić zysk, albo przynajmniej wyjść na zero, więc oczywiste jest, że nie może szastać pieniędzmi. I co, gmina ma dokładać co roku do aquaparku na przykład milion złotych? I tak ostatnio wzrosły pensje ratowników. Spółka musi się utrzymać sama, o rozdawnictwie w Kleszczowie nie może być mowy. Pani wicewójt nie widzi w tym sprzeczności, że władza ściąga inwestorów do nowych miejsc pracy, a sama zatrudnia na śmieciówkach. Wszyscy zresztą tak robią, prywatne firmy też, ale panowie dziennikarze akurat do urzędu się doczepili. A urzędnicy całego świata przecież nie zbawią.

Aquapark w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)

Jest robota

Przy wjeździe do stref inwestycyjnych powiewają flagi Hiszpanii, Francji, Finlandii i innych krajów. Minęła 15.00, z zakładów właśnie wychodzi druga zmiana. Będzie jeszcze jedna, bo biznes nigdy nie śpi. Kuba ma 21 lat i na pracę nie narzeka. Mieszkał w Łodzi, ale stracił robotę i rozstał się z dziewczyną, więc wrócił do rodziców. Teraz zarabia podobnie jak w Łodzi, czyli okolice najniższej krajowej, ale za to koszty życia są tu niższe. Do tego do pracy ma raptem dwa kilometry. Co prawda robota nie jest jakaś wymagająca, ale przynajmniej jest umowa o pracę. Gmina faktycznie porządna: tania komunikacja, bo za cztery złote dojedziesz do Bełchatowa, i internet szerokopasmowy dla mieszkańców. Nie ma jednak zajęcia innego niż te w strefach, dlatego Kuba nie zagrzeje tu miejsca i już rozgląda się za czymś w większym mieście.

W strefie zatrudnił się też Adam, lat dwadzieścia kilka. Konkretnie to robi rury, ale ciężko mówić o porządnej pracy, jak nawet dwójki z przodu nie ma przy wypłacie. No, śmieszne po prostu, więc wszyscy chcą uciekać. On też by się tu nie przeprowadził z sąsiedniej wsi, ale akurat mieszkanie było do wzięcia, a przecież ile można z dziewczyną u rodziców żyć. A lokal niczego sobie - 60 metrów, na parterze, na osiedlu, które w innym mieście uchodziłoby za przedsionek luksusu. Tutaj to po prostu mieszkania komunalne. Gmina buduje mu przedszkole pod nosem (za 15 milionów), więc dla syna, Maćka, który kończy 8 miesięcy, będzie jak znalazł. Mimo to Adam marzy o prawdziwym domu gdzieś daleko. I jeszcze o tym, żeby być szczęśliwym i mieć ciekawe życie. Tak naprawdę wszystko jedno gdzie.

W Kleszczowie dominuje przemysłowy krajobraz (fot. Kamil Misiek)

Równe szanse

A przecież jego Maciek, tak jak inni najmłodsi mieszkańcy Kleszczowa, będzie rósł w naprawdę doskonałych warunkach. Dziećmi do lat trzech zajmą się w Kleszczowie opiekunowie opłacani przez gminę. Rodzice za ich pomoc zapłacą raptem 8 złotych dziennie. Przedszkolaki mają zapewnione miejsce w jednym z trzech przedszkoli. Wszyscy uczniowie w wakacje wyjadą na kolonie - albo do Jarosławca, albo za granicę, do Czarnogóry na przykład. Każdy znajdzie miejsce, a za te dwutygodniowe wojaże rodzice zapłacą 150 złotych, jak wyjazd jest krajowy, a 250 złotych, jak zagraniczny. Resztę dokłada gmina. Obiady w podstawówce i gimnazjum są darmowe. Uczniowie gimnazjum i liceum uczą się w kompleksie, który przywodzi na myśl szkoły z Beverly Hills. Pod nosem mają wszystkie atrakcje aquaparku i centrum sportowego. Będą ich mieli jeszcze więcej, bo gmina chce rozbudować centrum o kolejne 40 hektarów. W centrum sportowym Solpark marzą jeszcze o nowym hotelu, bo w tym, który jest teraz, mają pełne obłożenie przez cały rok. Drużyny sportowe z całego kraju przyjeżdżają tu ćwiczyć.

Uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych mogą mówić o szczęściu. Na jedno miejsce jest tutaj trzech chętnych. Progi punktowe wysokie, a o przyjęcie do szkoły wszyscy muszą walczyć jednakowo - nie ma ulgi dla mieszkańców. Popularne jest zwłaszcza technikum nowoczesnych technologii, gdzie tajniki mechaniki, elektroniki i informatyki przekazują wykładowcy z Politechniki Łódzkiej. Tablice interaktywne połączone z internetem, obrabiarki, frezarki, tokarki - cały sprzęt najnowszy i wysokiej klasy. Zajęcia to zawsze połączenia wykładów i praktycznych ćwiczeń. Dyrektor Agnieszka Nagoda-Gębicz jest naprawdę zdziwiona, jak dziennikarze z Łodzi mogą nie wiedzieć, że szkoła w Kleszczowie została najlepszym technikum w Polsce. Jeśli więc chodzi o marzenia, to pani dyrektor chciałaby dalej rywalizować z najlepszymi placówkami w Polsce, bo to odium, że wiejskie szkoły są gorsze, jest doprawdy niesprawiedliwe.

Kleszczów (fot. Kamil Misiek)

Polityka pod kioskiem

Centrum Kleszczowa. Wokół dwie kwiaciarnie, supersam spożywczy, wielki kościół z placykiem i pomnikiem Jana Pawła II. W środku dnia nastrój raczej senny, ale pod kioskiem trwa gorąca polityczna analiza. Mówią głównie dwaj panowie. Że w gminie rozdawnictwo jest - i to jakie! Solpark za 207 milionów, obok zrobili odwierty geotermalne - i nic! Żadnego z nich pożytku, tylko baseny grzeją, a i tak do tego trzeba dopłacać. Miały tu być termy jak w Uniejowie, a znowu pieniądze wyrzucono w błoto. Remont głównej ulicy - zwykłej powiatówki - miał kosztować 80 milionów. Remont domu kultury 10 milionów pochłonął, nowe przedszkole na Zalesiu - 15 milionów! Kto to słyszał! W Warszawie za tyle nie budują. Zamiast tej rozrzutności pieniądze powinny pójść na kapitał ludzki, szkolenia, bo dziś gmina to tylko uprawnienia na wózki widłowe funduje. Strefa ekonomiczna to dziadostwo, ludzie tam zarabiają 1300 złotych na rękę.

Jednak nikt nie piśnie słowem, bo - jak grzmi pod kioskiem głos ludu - wszyscy w gminie pozatrudniani, albo w spółkach gminnych siedzi ktoś z rodziny. To jedyna pewna praca, a za krytykę wójt od razu wyrzuca. Są dwa gminne portale, które piszą prawdę, ale tam żaden autor nie podpisuje się nazwiskiem. W centrum marzeń dwóch panów jest więc wielka miotła, która przyjdzie i cały urząd wyczyści do zera, jak to powinno być zrobione już dawno.

Zobacz wideo Dodatkowa kasa dla każdego? W Polsce szykuje się eksperyment [NextStation]
Drogowskazy w Kleszczowie (fot. Kamil Misiek)

I gdzie ta rozrzutność?

Polityka w Kleszczowie jest zagmatwana jak w serialu "House of Cards". Przez 18 lat gminą rządziła wójt Kazimiera Tarkowska. Straciła posadę po tym, jak CBA oskarżyło ją o "przekroczenie uprawnień". Rodzina Tarkowskich skupowała rolne działki, które później gmina przekształciła w grunty budowlane i odkupiła, płacąc za ziemię krocie. Prawomocnego wyroku w tej sprawie jeszcze nie ma. Obecnie była pani wójt jest radną gminną. Jej szwagierka też. W 2013 roku nowym wójtem został Sławomir Chojnowski. Szybko podpadł, bo swoją poprzedniczkę chciał zatrudnić na stanowisku wicewójta. Mimo to Chojnowski rządzi Kleszczowem do dzisiaj, a w ostatnich wyborach jego grupa wprowadziła do rady gminy 13 z 15 radnych. Klub niedawno spektakularnie się rozpadł, gdy na sesji wystąpiła z niego właśnie radna Tarkowska, a wraz z nią kilka osób. Zmienił się też przewodniczący rady gminy. Kto tu popiera PiS, kto PO - do końca nie wiadomo i nie ma to znaczenia, bo sojusze i koalicje tworzą się tak szybko, że nawet panowie pod kioskiem nie nadążają za tempem przemian.

Jak to jest z tym wyrzucaniem z pracy, mógłby opowiedzieć sam wójt. Niestety, Chojnowski nie ma czasu dla dziennikarzy, a jego zastępczyni o polityce rozmawiać nie będzie. Prosi tylko, żeby te termy już wreszcie zostawić w spokoju. Gmina zrobiła próbne odwierty (koszt - 24 miliony złotych), z ciepłych źródeł ogrzewane są baseny i na razie nie ma dla nich innych zastosowań. Remont ulicy Głównej faktycznie okazał się kosztowny, więc z niego zrezygnowano. Opracowywany jest nowy, tańszy projekt. Remont Gminnego Ośrodka Kultury rzeczywiście tani nie był, ale jak się wejdzie do środka, to od razu widać, że pieniądze nie poszły na marne. Własna scena i nagłośnienie profesjonalne - gmina ma wszystko na miejscu. Poza tym - jak wiadomo - remont zawsze kosztuje więcej, niż budowanie od nowa. No i gdzie ta rozrzutność?

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach. Aktualnie pisze o cyberbezpieczeństwie, remontach dróg i samorządach. Jest studentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.