Rozmowa
Siedziba ZUS na prawobrzeżu Szczecina (Fot. Artur Kubasik / Agencja Wyborcza.pl)
Siedziba ZUS na prawobrzeżu Szczecina (Fot. Artur Kubasik / Agencja Wyborcza.pl)

Po ostatniej waloryzacji najbogatszy emeryt w naszym kraju otrzymuje co miesiąc 51 tys. zł.

Mężczyzna ten przez większość zawodowego życia pełnił funkcje kierownicze i naukowe. Na emeryturę przeszedł w wieku 86 lat, dziś ma 91 lat. Udokumentował ponad 67 lat stażu, w tym 62 lata okresów składkowych, w ciągu których zgromadził kapitał emerytalny, który przekroczył 2,4 mln zł.

Inny emeryt – górnik z lubelskiego – otrzymuje niemal 33 tys. zł.

Żeby nasi czytelnicy nie nabrali przekonania, że tylko mężczyźni otrzymują bardzo wysokie emerytury, podam przykład pani, która przez 61 lat pracowała umysłowo, przeszła na emeryturę, mając lat 82, i otrzymuje teraz co miesiąc 40 tys. zł.

Nie przez przypadek rekordziści przechodzili na emeryturę po 80. roku życia. Wysokość emerytury wylicza się w ten sposób, że zgromadzony kapitał dzieli się przez tzw. prognozowaną długość życia – im dłużej pracujemy, tym świadczenie jest wyższe. Ma pan w zanadrzu więcej emerytów, których historie można by powiesić na tablicy chwały Zakładu Ubezpieczeń Społecznych?

Mam pod ręką przykłady i pozytywne, i mniej pozytywne. Na początek pozytywne? Proszę bardzo.

Pan urodził się w 1957 roku i udowodnił staż ubezpieczeniowy w wymiarze 49 lat. Gdyby przeszedł na emeryturę wieku 65 lat – w 2022 roku – otrzymałby niespełna 9400 zł, a dziś, po kolejnych waloryzacjach, wysokość jego świadczenia wynosiłaby 12 700 zł. Ale ponieważ pracował trzy lata dłużej, jego emerytura to ponad 16 tys. zł.

Czysta matematyka! Opóźnienie momentu przejścia na emeryturę zawsze się opłaca.

Ale wie pan, co mówią niektórzy emeryci? Że to ruletka. Człowiek może pracować i pracować i w końcu w tej pracy umrzeć.

Oczywiście, że za każdym razem to jest indywidualna decyzja, która zależy od wielu czynników.

Bartosz Gaca jest dyrektorem Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych ZUS (Fot. Materiały prasowe ZUS)

Na przykład od tego, czy człowiek jest w stanie dalej pracować. Wspomniani rekordziści pełnili funkcje kierownicze. Zupełnie co innego, jeśli ktoś pracował fizycznie.

Warunki, w jakich wykonywana jest praca, są niezwykle istotne. Wiele zależy też chociażby od stanu zdrowia czy aktualnych potrzeb finansowych człowieka. Pełna zgoda.

Wspomniał pan o "mniej pozytywnych" przykładach. Czy dotyczą one osób, które prowadziły jednoosobową działalność gospodarczą? Rozmawiałam z autorami słynnego "tajnego raportu ZUS", którzy nie mają wątpliwości, że gdyby składki były dobrowolne, w przyszłości wielu nie otrzymałoby nawet najniższej emerytury.

Natomiast dziś zdecydowana większość osób prowadzących działalność gospodarczą decyduje się na odprowadzanie składki emerytalno-rentowej w najniższym wymiarze. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, które płacą składkę wyższą od składki ryczałtowej, tj. składki obliczanej od 60 proc.  średniego wynagrodzenia za poprzedni rok, nie stanowią nawet jednego procenta takich płatników składek.

Ma to oczywiście później bezpośrednie przełożenie na wysokość przyznanej emerytury.

Średnie świadczenie wynosi dziś 4200 zł, najniższe – 1900. Powie pan, że przedsiębiorca, który dziś jada lunche w fikuśnych restauracjach i jeździ świetnym autem wziętym w leasing, w przyszłości otrzyma właśnie te niecałe dwa tysiące?

Otóż niekoniecznie.

W Polsce mamy taką kategorię, jak najniższa emerytura, co nie zmienia faktu, że są emeryci, którzy pobierają niższe świadczenia.

Nasz system zdefiniowanej składki opiera się na prostej zasadzie: tyle pieniędzy, ile zgromadziliśmy w czasie naszej aktywności zawodowej, stanowi później podstawę do wyliczenia świadczenia. A ponieważ aktualnie nie obowiązują minimalne progi stażowe uprawniające do przejścia na emeryturę, są osoby, które owszem, otrzymują świadczenie, ale proporcjonalne do tego, ile kapitału uzbierały.

Jest np. pan, który przez całe zawodowe życie podlegał ubezpieczeniu przez miesiąc, oraz pani, w przypadku której to był dokładnie… jeden dzień. Zgodnie z prawem pan po ukończeniu 65., a pani 60. roku życia nabyli prawo do emerytury, ale pieniądze, które dostają, są zdecydowanie niższe od najniższych emerytur.

Osób, które otrzymują "groszowe emerytury" – różne są to kwoty, ale kilkuset złotych raczej nie przekraczają – jest 400 tys. Będę adwokatką ZUS: pracować całe życie na lewo i nic nie odkładać na emeryturę, po czym zatrudnić się na jeden dzień po to tylko, żeby dostać świadczenie, to cwaniactwo.

Żeby otrzymać najniższą emeryturę, trzeba się legitymować określonym stażem składkowym: 20 lat w przypadku kobiet i 25 lat mężczyzn.

Dlaczego powiedziałem, że osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą może nie "załapać się" nawet na najniższą emeryturę? Pierwszy z brzegu przykład: pani prowadziła firmę przez 21 lat, jednak przez kilka lat prowadziła nierejestrowaną działalność oraz korzystała z możliwości odprowadzania preferencyjnych składek, np. opłacała składki w wysokości 30 proc. minimalnego wynagrodzenia. Kiedy przeliczono jej staż ubezpieczeniowy w wysokości proporcjonalnej do podstawy wymiaru składek, okazało się, że nie spełniła wymogu 20 lat składkowych. W tym przypadku świadczenie zostanie przyznane, ale nie znajduje zastosowania zasada podwyższenia świadczenia do kwoty najniższej emerytury.

W ostatecznym rozrachunku mają znaczenie wszystkie decyzje, które podejmujemy w trakcie naszego życia zawodowego.

Moment, kiedy rozpoczynamy naszą aktywność zawodową, ale też wysokość składek, jakie decydujemy się odkładać na naszą przyszłą emeryturę.

Mam rozumieć, że w tym momencie pan nie straszy, tylko mówi o przedsiębiorcach, którzy faktycznie się na te 1900 zł nie dają rady "załapać"?

Oczywiście. I nie są to tylko byli przedsiębiorcy, ale również osoby, które pracowały na etacie, ale chociażby często korzystały z bezpłatnych urlopów albo nie zwracały uwagi, czy pracodawcy zgłaszali je do obowiązkowych ubezpieczeń i z tego tytułu odprowadzali składki emerytalne.

Za lata sprzed 1999 roku trzeba "mieć papier", dlatego jeśli ktoś nie myślał wówczas o swojej przyszłości i nie gromadził dokumentacji potwierdzającej staż i zarobki, mógł mieć problem z udowodnieniem chociażby wymaganego prawem stażu składkowego uprawniającego do uzyskania najniższego świadczenia.

Dzisiaj mamy zupełnie inną sytuację, bo za każdego ubezpieczonego są ewidencjonowane składki na jego indywidualnym koncie w ZUS, więc potrafimy w pełni odtworzyć historię ubezpieczeniową. Poprzez PUE ZUS czy e-ZUS bez najmniejszego problemu można samemu zweryfikować, czy za każdy miesiąc została za nas odprowadzona składka.

'Składki 'kupują' nam poczucie bezpieczeństwa' (Fot.Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl)

Łatwy dostęp do konta, solidne waloryzacje świadczeń – kuszenie jak w sektorze prywatnym. Słuchając pana, chwilami można zapomnieć, że przemawia dyrektor z ZUS.

(śmiech) A najważniejsze, że realizujemy to, co obiecujemy!

Żeby nie było tak różowo: kobiety dostają emerytury niższe o co najmniej 30 proc. niż mężczyźni.

Kilka czynników się na to składa, przede wszystkim to, że mamy różny wiek emerytalny.

Te pięć lat robi aż taką różnicę?

Pięć lat ma bardzo duże znaczenie. Kobieta, która decyduje się przejść na emeryturę nie w wieku 60, ale 65 lat, otrzymuje emeryturę wyższą o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent!

Drugim czynnikiem, który decyduje o tym, że kobiety pobierają niższe emerytury, jest to, że zdecydowanie częściej mają w swoim stażu ubezpieczeniowym okresy sprawowania opieki nad dziećmi. Choć na przestrzeni lat były wdrażane różne rozwiązania legislacyjne, które łagodziły skutki niekontynuowania aktywności zawodowej przez kobiety w okresach, w których opiekują się dziećmi, to jednak wciąż ma to przełożenie na wysokość emerytury.

Wspomniał pan, że kobieta, która przejdzie na emeryturę, mając nie 60, ale 65 lat, ma szansę dostać nawet o kilkadziesiąt procent więcej. A gdyby przeszła na emeryturę i pobierała świadczenie, ale nadal pracowała, i to na etat, czyli nadal płaciła składkę emerytalną – jak to by wpłynęło na jej przyszłą emeryturę?

W tym przypadku również w wieku 65 lat będzie otrzymywała więcej, niż gdyby zaprzestała pracy, mając lat 60, ale będzie to kwota niższa, niż gdyby o te pięć lat opóźniła moment przejścia na emeryturę.

Przejdźmy do osób, które dopiero na emeryturę składają. Część zgłasza wątpliwości, "czy to się w ogóle opłaca". O ile nasi rodzice, dziadkowie otrzymują emerytury w wysokości około 60 proc. zarobków, o tyle w przypadku nas, którzy mamy lat 30 albo 40, to będzie około 30 proc. Zgadza się?

Mówi pani o tzw. kwocie zastąpienia, czyli relacji emerytury do ostatniego wynagrodzenia. Niestety, takie właśnie są symulacje. Ale czy wszyscy w przyszłości będziemy skazani na 30 proc.? Oczywiście, że nie.

Użyję magicznego sformułowania: "to wszystko zależy". Jeśli od początku aktywności zawodowej świadomie inwestowaliśmy w kapitał emerytalny, tak nie będzie.

Dlatego właśnie tak ważna jest dla nas, dla ZUS, edukacja najmłodszych pokoleń. Od wielu lat prowadzimy specjalny cykl edukacyjny "Lekcje z ZUS", podczas którego omawiamy materiał dydaktyczny uświadamiający, co to jest system ubezpieczeń społecznych i dlaczego warto odkładać na przyszłą emeryturę.

Nasze lekcje cieszą się sporym zainteresowaniem. Zgłaszają się nie tylko szkoły średnie, ale i – do innych działań edukacyjnych – szkoły podstawowe. Co roku organizujemy też olimpiadę "Warto wiedzieć więcej o ubezpieczeniach społecznych", do której przystępuje coraz więcej uczniów szkół ponadpodstawowych. W 2025 roku było ich ponad 35 tys.

To ciekawe, bo to przecież młodzi ludzie w największym procencie popierają Konfederację z jej obietnicą wszechobecnej wolności: "Żadnych składek na emeryturę ani na służbę zdrowia! Jak ktoś chce, to sobie najlepiej odłoży sam!".

No jasne. To brzmi bardzo atrakcyjnie, tyle że wiemy z doświadczenia, że w praktyce większość osób nie odkładałaby w ogóle.

Autorzy wspomnianego "tajnego raportu ZUS" podają przykład niemiecki: większość tamtejszych przedsiębiorców nie oszczędza wcale i jest to dziś grupa bardziej narażona na ubóstwo niż osoby, które nie prowadziły działalności gospodarczej. Znam wielu polskich przedsiębiorców, których księgowi tak rozumieją swoją rolę, by klientowi co miesiąc jak najwięcej zostawało w kieszeni.

Pod hasłem "zapłacę najniższe wymagane prawem składki" faktycznie kryje się kusząca wizja, że na bieżąco będzie można się cieszyć pieniędzmi, ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to jest decyzja, która będzie miała wymierne skutki.

W ten sposób nie inwestujemy we własną przyszłość.

A jak pan odpowiada na taki argument, że "wszystko, co teraz wpłacamy do ZUS w postaci składek, idzie na wypłatę pensji dla emerytów, a jak to my będziemy emerytami, nie będzie miał kto na nas pracować, bo jest niski przyrost naturalny"?

To twierdzenie nie jest do końca prawdziwe. Owszem, obowiązuje nas zasada solidaryzmu i nasz system zawiera jego elementy, jednak to, co zostaje zewidencjonowane na naszym indywidualnym koncie ubezpieczeniowym, będzie stanowiło później podstawę do obliczenia emerytury.

Pojawia się również argument, że nasze składki mogą "się zmarnować". Uczniom tłumaczymy, że taka jest zasada systemu ubezpieczeniowego, że określone ryzyka mogą w przypadku konkretnej osoby wystąpić lub nie. Płacimy składki nie tylko na ubezpieczenie emerytalne, ale i rentowe, chorobowe, wypadkowe. Jasne, że nie w każdym przypadku te wszystkie ryzyka się zmaterializują. Ale opłacane przez nas składki "kupują" nam poczucie bezpieczeństwa oraz budują system, który ma chronić wszystkich jego uczestników.

Akurat "ryzyko starości" generalnie nas raczej dotyczy, bo średnia długość życia wciąż się wydłuża, dlatego argument "po co odkładać na emeryturę, skoro nie dożyję" jest raczej chybiony. Wspomniał pan, że przez internet w każdej chwili można sprawdzić, ile zgromadziliśmy na emeryturę. Niektórzy mówią: to strach, bo się człowiek tylko przerazi.

Tym bardziej warto się o tym dowiedzieć odpowiednio wcześnie, by móc zareagować.

Jest wiele przykładów osób publicznych, które nie myślały o przyszłości i dopiero w momencie, kiedy przeszły na emeryturę, zderzyły się z twardą rzeczywistością, która okazała się mocno niesatysfakcjonująca. Co jakiś czas chociażby artyści narzekają w mediach na wysokość pobieranych świadczeń.

Kobiety dostają znacznie niższe emerytury niż mężczyźni. 'Kilka czynników się na to składa' (Fot. Maciej ?wierczy?ski / Agencja Wyborcza.pl)

Padają nawet konkretne kwoty, a artykuły są pisane w duchu: "podziwiała ją cała Polska, a teraz jest skazana na życie za niecałe 2 tys. zł".

Jednak wcale nie jest tak, że cała branża artystyczna jedzie na tym samym wózku. W każdym środowisku są osoby, które przez całą karierę zawodową pilnują, by płacić składki emerytalne, i takie, które o tym nie myślą.

Weźmy choćby Zofię Czerwińską czy Irenę Kwiatkowską. Te znakomite aktorki decydowały się na pracę na etacie, inwestowały pieniądze w składki i gdy weszły w wiek emerytalny, wcale nie były niezadowolone.

To samo mówi chociażby Tadeusz Drozda.

Zygmunt Chajzer również.

Najważniejsze, żeby mieć świadomość jednej prostej zasady: ile wniosę do tego systemu, tyle z niego otrzymam.

Znam kobietę, która prowadzi firmę i udała się do ZUS po to, by przedstawiono jej symulację przyszłych świadczeń. Zdecydowała się płacić o kilkaset złotych więcej, niż musi, dlatego że zobaczyła, że w przyszłości przełoży się to na emeryturę wyższą o kilkaset złotych.

Chwalebny przykład, ale niestety takich osób jest bardzo mało. Wspominałem już o osobach, które odprowadzają składki – w wariancie "sam za siebie" – w możliwie jak najniższym wymiarze. Ale weźmy też jako przykład osoby, które przechodzą na emeryturę, ale decydują się kontynuować pracę. Blisko jedna trzecia z nich prowadzi działalność gospodarczą, co oznacza, że może, ale nie musi, odprowadzać składki.

W strukturze wszystkich pracujących emerytów osoby odprowadzające dobrowolne składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe stanowią 0,3 proc.

Takie są skutki dobrowolności.

Zobacz wideo Maciej Samcik radzi, jak inwestować mały kapitał: PP

Osobom, które nas czytają, a mają lat 30–40, co pan radzi, prócz tego, by w przyszłości – o ile to możliwe – przeszły na emeryturę później, niż określają to przepisy? Zamiast samozatrudnienia – etat?

Niekoniecznie. Nie wszyscy muszą pracować na etacie. Najważniejsze, żeby się orientować, jaka jest konstrukcja systemu emerytalnego, i od początku podejmować świadome decyzje o inwestowaniu w swój kapitał emerytalny, czyli np. niekoniecznie odprowadzać składki od najniższej podstawy wymiaru.

A ile? Skoro ile włożymy, tyle dostaniemy, to powie pan, że należy odkładać tyle, ile jesteśmy w stanie?

Zdecydowanie tak, ponieważ to procentuje.

Warto pamiętać o tym, że waloryzowane są nie tylko świadczenia – już po ich przyznaniu – ale również pieniądze na naszych ZUS-owskich kontach. W tym roku ta waloryzacja wyniosła 114,41 proc. W ubiegłym roku było podobnie. To jedna z najlepszych ofert na rynku, a w dodatku oszczędzanie w ZUS nic nie kosztuje.

Możemy więc na to spojrzeć jako na bardzo dobrze oprocentowaną – nawet w najtrudniejszych latach odporną na inflację – lokatę, która na pewno będzie procentowała, gdy wejdziemy w wiek senioralny.

Bartosz Gaca. Dyrektor Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.