Kto może w Polsce mrozić jajeczka? Przeczytałam, że legalnie mogą to robić tylko osoby chore…
To zjawisko ma dwa oblicza. Pierwszy przypadek, w pełni uzasadniony medycznie, jest związany z występowaniem choroby lub leczeniem, które może płodność drastycznie obniżyć albo spowodować trwałą niepłodność. Najczęściej to są choroby nowotworowe. Młoda kobieta dowiaduje się od onkologa, że ma przed sobą leczenie, które może spowodować niemożność zajścia w ciążę. Wtedy państwo finansuje zamrożenie komórek jajowych. Zdarza się, że NFZ finansuje to również w przypadku przedwczesnej niewydolności jajników. Jajeczka można zachować, zanim ta rzadka choroba się rozwinie.
A kiedy kobieta przekłada decyzję o macierzyństwie z powodów życiowych?
Kiedy pacjentka zdaje sobie sprawę z upływającego czasu, a nie ma partnera, to w Polsce nie ma możliwości finansowania mrożenia jajeczek w ramach ubezpieczenia. Może to zrobić komercyjnie.
Dużo ma pani w gabinecie takich pacjentek?
Dużo. Są wśród nich takie, które studiują czy pracują za granicą, przyjeżdżają do Polski i mówią, że ich znajome we Francji często to robią. To, że kobiety później decydują się na macierzyństwo, w zachodniej Europie wydaje się jeszcze częstszym trendem. Ja też to obserwuję w swojej praktyce. Na wizycie ginekologicznej czy endokrynologicznej nieraz pada pytanie, jakie są szanse zajścia w ciążę za parę lat. Zawsze wtedy zaznaczam, że na to pytanie bardzo trudno udzielić odpowiedzi. Jest wiele czynników, które mogą na to wpłynąć. WHO podaje, że ponad 50 proc. trudności z płodnością leży po stronie mężczyzny. Świadomość, że za ciążę odpowiada nie tylko organizm kobiety, ale też mężczyzny, jest nadal niewielka.
Jest za to spora świadomość, że kobietom po 35. roku życia trudniej zajść w ciążę. Skąd ta granica?
Z wiekiem zmniejsza się liczba komórek jajowych, a przez to zdolność zajścia w ciążę. Statystycznie u kobiety dwudziestoparoletniej szansa na zapłodnienie w pojedynczym cyklu wynosi około 17 proc. U kobiety po 40. roku życia bez wspomagania płodności jest to około 5 proc. Powiązanie wieku i płodności jest liniowe. To nie jest przecież tak, że kobieta w wieku 34 lat ma dużo większe szanse niż ta rok starsza. Ta cezura została wprowadzona, żeby NFZ mógł wyznaczyć granicę finansowania badań prenatalnych – kiedyś były finansowane u kobiet po tym roku życia. Ale zawsze to jest indywidualne. Zdrowy styl życia może ułatwić zajście w ciążę, są też kobiety, u których będzie to trudniejsze. Myślę, że mamy w tej kwestii deficyt edukacji.
Jakiej edukacji brakuje pacjentkom?
Po pierwsze, zaskoczenie, że na płodność wpływa też zdrowie mężczyzny, jest bardzo częste. Po drugie, rozmowa o biologii bywa trudna. Kobieta jest aktywna, wysportowana, akceptuje swoje ciało, a gdy przychodzi do ginekologa z wynikami badań, okazuje się, że szanse na ciążę są bardzo obniżone. Wtedy jest zaskoczona, a nawet oburzona. "Przecież ja czuję się młodo" – mówi.
O jakim wieku tutaj mówimy?
Około czterdziestki. 38-latka przychodzi po przedłużenie recepty na antykoncepcję hormonalną i dodaje: "Za kilka lat będę chciała zajść w ciążę". To bardzo delikatny temat. Chociaż mam 20 minut na wizytę, to staram się wtedy rzetelnie przekazać jej informacje, że to jest indywidualne, ale z wiekiem szanse maleją. Wtedy często pada pytanie, co zrobić. Mówię, że możemy przeprowadzić badania w tym kierunku, choć one nie powiedzą wszystkiego, bo właśnie problem może być po stronie mężczyzny. Często pacjentki pytają się przy tym o mrożenie komórek jajowych. I znowu biologia. Z wiekiem nie tylko zmniejsza się ich liczba, ale też pogarsza się jakość, więc na skuteczne zapłodnienie może być czasem za późno. Są też wyjątkowe sytuacje kobiet z niedoczynnością jajników czy endometriozą, u których problemy z jajeczkami występują dużo wcześniej, nawet w wieku dwudziestu paru lat.
Co więc taka pacjentka musi zrobić, zanim pomyśli o zabezpieczaniu jajeczek?
Że jeśli występują problemy z miesiączkowaniem, należy się zbadać. To bardzo ważne.
W jakim wieku pacjentki decydują się na zamrożenie komórek jajowych?
Z moich obserwacji to przedział między 35 a 40+ lat. To rzeczywiście moment, w którym statystyka nawet u kobiet zdrowych mocno się pogarsza. Choć oczywiście to tylko statystyka. Może być tak, że 40-latka zajdzie spontanicznie w ciążę i urodzi zdrowe dziecko. Każda decyzja musi być poprzedzona szczegółową diagnostyką. Jednym z głównych badań jest tzw. rezerwa jajnikowa, która określa, ile tych jajeczek jeszcze pozostało. Wywiad, informacja o wieku menopauzy matki – to też będzie miało wpływ na prognozę.
Czyli przede wszystkim badać się?
Tak. Choć to badanie rezerwy jajnikowej nie powie nam nic o jakości jajeczek. O niej można się przekonać, gdy pojawiają się jakieś problemy – z zajściem w ciążę lub poronieniami, czasem właśnie na etapie pobierania jajeczek. Tam może okazać się, że choć pęcherzyków jest sporo, nie mają one potencjału rozwoju.
Dlaczego?
Gdy rodzi się dziewczynka, od razu ma w swoim organizmie około 400 tys. komórek jajowych. Wraz z upływem czasu ulegają one zanikowi. Pogarsza się też ich jakość, bo wpływają na nie czynniki środowiskowe. Kobieta dwudziestoparoletnia ma więc dużo dobrej jakości komórek jajowych, ale z czasem i ich jakość, i liczba się zmniejszają.
Czy przy obecnym rozwoju medycyny jakość komórek jajowych można zbadać inaczej niż poprzez doświadczenie problemów z płodnością?
Niestety nie. Nasienie mężczyzny można łatwo pobrać i zbadać, u kobiet nie jest to tak proste.
Kiedy więc najlepiej mrozić jajeczka?
Trudno dokładnie to stwierdzić, ale myślę, że około 30. roku życia, bo wtedy kobieta wciąż ma zwykle dostatecznie dużo jajeczek dobrej jakości.
Ile czasu ma pacjentka po tym, jak zamroziła jajeczka?
Same jajeczka lub zarodki można mrozić bardzo długo, ale trzeba sobie zdawać sprawę z menopauzy, która występuje mniej więcej w przedziale 45–55 lat. Wcześniej to tzw. wczesna menopauza. Średnia wieku, w którym Europejka ma ostatnią miesiączkę, to 51 lat – tak jest dzięki zaawansowanej ochronie zdrowia. W Indiach to 38 lat. Od dwóch do ośmiu lat przed ostatnią miesiączką mamy tzw. perimenopauzę, kiedy jajniki działają już dużo gorzej. Dlatego nawet u kobiety 38-, 39-letniej mogą pojawiać się cykle nieowulacyjne. To całkowicie normalne. Są też kwestie etyczne, do jakiego wieku można z tych metod korzystać. To wszystko powinna brać pod uwagę pacjentka, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję.
Czy wiek wpływa na szanse zajścia w ciążę z zamrożonych jajeczek?
To około 33 proc., czyli więcej niż u dwudziestoparoletniej zdrowej kobiety bez wspomaganego rozrodu. Pamiętajmy jednak, że po 40. roku życia mówimy o ciąży podwyższonego ryzyka. Za to fizjologiczna ciąża u kobiety po pięćdziesiątce zdarza się niezmiernie rzadko.
Ale taka kobieta jest w stanie utrzymać ciążę?
Wszczepiana komórka jajowa jest oczywiście młodsza, ale u starszej kobiety występuje ryzyko chorób, np. mięśniaków macicy. Z wiekiem jest ich coraz więcej. Przez nie ciąża może nie móc się zagnieździć. Kobieta po 50. roku życia może mieć też inne choroby, które będą jej sprawiać problemy z utrzymaniem ciąży.
Czy sama procedura mrożenia jajeczek jest obarczona ryzykiem dla zdrowia pacjentki?
Jak każda procedura inwazyjna jest ona obarczona ryzykiem powikłań oraz tego, że się nie powiedzie. Przed pobraniem jajeczek pacjentka jest poddawana stymulacji hormonalnej, która może dawać nieprzyjemne dolegliwości – obrzęki, bóle głowy, brzucha. Czasem dochodzi do tego, że po stymulacji kobieta produkuje za dużo jajeczek i to może być dla niej groźne. W następnym etapie jest punkcja, czyli pobranie komórek jajowych, którą wykonuje się przez pochwę specjalną igłą punkcyjną, za pomocą USG i pod krótką narkozą. To zabieg wykonywany w Polsce na światowym poziomie, ale też może wiązać się z powikłaniami, jak np. krwawienie do jamy brzusznej. Jajeczka są następnie badane i ewentualnie zapładniane za pomocą nasienia tak, żeby zamrozić i w przyszłości wszczepić zarodki.
Wiele rzeczy może pójść nie tak.
Dlatego z parą przychodzącą do kliniki leczenia niepłodności rozmawia się o perspektywach, ryzykach i o kosztach.
Na stronie jednej z klinik czytam, że to przedział 8–12 tys. zł.
Może to być taki rząd. Ale trzeba zaznaczyć, że przed procedurą jest leczenie hormonalne, które też kosztuje. U jednej kobiety będzie ono krótkie, u innej dłuższe.
Późniejsze macierzyństwo może mieć wiele dobrych skutków, kobieta jest dojrzalsza, ale biologia jest nieubłagana.
Starsze osoby są doświadczone życiowo, mają też większe zabezpieczenie finansowe i mogą być wspaniałymi rodzicami, ale z czasem przychodzą kłopoty zdrowotne. Zdarza się, że przychodzą do mnie na kontrole matki po pięćdziesiątce, a dziecko jest w wieku przedszkolnym. Mówią, że jest im bardzo trudno. Miałam pacjentkę, która miała objawy menopauzy, a jednocześnie jej trzylatek budził się w nocy.
Tak, biologia jest nieubłagana, trzeba brać to pod uwagę.
Czy jest równie nieubłagana u mężczyzn? Wspominała pani o problemach z ich płodnością. Czy mężczyźni mrożą swoje plemniki?
Robią to, kiedy zapadają na ciężkie choroby. Jak w przypadku pacjentek z nowotworem przed rozpoczęciem chemioterapii u nich też ta procedura jest refundowana. Nie jestem andrologiem i nie mam do czynienia z takimi mężczyznami, ale nie wydaje mi się, żeby mrożenie w innym przypadku było powszechne.
Ale ich plemniki też z wiekiem ulegają pogorszeniu.
Tak, ale dzieje się to dużo wolniej niż u kobiety z jajeczkami. Mężczyzna 60–70-letni może mieć dobre nasienie. Z kobietami menopauza obchodzi się dużo gorzej. Tego przeskoczyć się nie da, ale szczęśliwie menopauzę jako fizjologiczną przyczynę niedoczynności jajników i związany z nią brak hormonów można leczyć poprzez terapię hormonalną. To poprawia samopoczucie kobiety i poprawia jej stan zdrowia.
Rzetelna edukacja o płodności powinna być obecna w szkołach?
Jak najbardziej. Przekaz powinien być oczywiście dostosowany do wieku ucznia, ale podawanie informacji o tym, że z wiekiem nie robimy się zdrowsi, wydaje mi się sensownym pomysłem. Program biologii w szkole jest bardzo szczegółowy, ale większy nacisk powinien być położony na jej praktyczne aspekty, np. kiedy zgłosić się do lekarza. Edukacja seksualna za to powinna nie tylko przekazywać wiedzę o antykoncepcji i chorobach przenoszonych drogą płciową, ale też o prokreacji i zdrowym macierzyństwie, na które większe szanse są w wieku dwudziestu- czy trzydziestu paru lat niż czterdziestu paru. Oczywiście z zastrzeżeniem, że życie społeczne jest inne niż w XIX wieku.
W latach 80. trzydziestoparolatka rodząca pierwsze dziecko była specjalnym okazem na oddziale. Wiem to z opowieści mamy.
Tak, "stara pierwiastka". Dzisiaj jest na odwrót – to 24-letnia kobieta jest na oddziale położniczym rzadkością. Trzeba przyznać, że ciąża u młodszej kobiety statystycznie wiąże się z mniejszą liczbą kłopotów. Starsze kobiety często mają już swoje problemy zdrowotne, a nawet jak są zdrowe, to ciąża jest obarczona większym ryzykiem. Nadciśnienie, cukrzyca, problemy z łożyskiem – to ostatnie dlatego, że u każdego człowieka z wiekiem rozwija się miażdżyca, a naczynia krwionośne są gorszej jakości. Dlatego ciąża u 38-letniej kobiety jest ciążą podwyższonego ryzyka. Zaskoczenie, które spotykam u swoich pacjentek, świadczy właśnie o niedostatecznej wiedzy.
Ta edukacja odbywa się głównie w gabinecie. Ważne jest chyba, żeby ginekolodzy potrafili odpowiednio poinformować pacjentkę, nie urażając jej.
Mam pacjentki, które przychodzą poruszone, bo w rozmowie usłyszały, że to już jest czas na dziecko. To faktycznie bardzo delikatny temat. Różnym osobom życie różnie się układa. Osoba, która nie ma partnera i w wieku 36 lat usłyszy: "Musi pani teraz zajść w ciążę, bo inaczej przepadło", może mieć traumę. Ale jednocześnie tę informację trzeba przekazać.
A ja pamiętam, że tę informację przekazywano mi, gdy tylko przekroczyłam trzydziestkę. Raz w bardzo mało delikatny sposób.
Jest duża grupa kobiet po 30. roku życia, które nie chcą mieć dzieci. Postawa "nie planuję ciąży w ogóle", która kiedyś występowała sporadycznie, teraz jest dość częsta. Należy to akceptować i pomóc pacjentce w stosowaniu metod antykoncepcyjnych. Rolą lekarza jest wspierać i informować.
Dr Katarzyna Wiśniewska. Ginekolog, endokrynolog. Zajmuje się leczeniem niepłodności i prowadzeniem ciąż. Praktykuje w Warszawie.
Sylwia Gutowska. Dziennikarka i reporterka freelance. Od kilku lat w tematach krążących wokół społeczeństwa i zdrowia psychicznego. Kulturoznawczyni i polonistka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu.





