Przed chwilą powąchaliśmy "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci. Zanim przejdziemy do opisu naszych wrażeń, najpierw pytanie: skąd pomysł, by zbadać i odtworzyć zapach obrazu z 1490 roku?
dr hab. Tomasz Sawoszczuk, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownik Katedry Mikrobiologii UEK: Jeszcze przed pandemią dyrekcja Muzeum Narodowego w Krakowie poprosiła mnie o zbadanie jakości powietrza wewnątrz gabloty, w której znajduje się "Dama z gronostajem". Wtedy tę gablotę otworzono, by przeprowadzić pomiary. Jestem jedną z nielicznych osób, które znalazły się tak blisko tego obrazu – nie mogłem go oczywiście dotknąć, ale powąchać już tak. I wtedy pomyślałem, że fajnie by było wyciągnąć zapach obrazu na zewnątrz gabloty, udostępnić go zwiedzającym. Szczególnie tym z dysfunkcjami widzenia. I tak zaczęliśmy rozmawiać z dyrekcją muzeum i główną konserwator o projekcie odtwarzania zapachów wybranych dzieł z kolekcji. Ostatecznie razem z naszymi zagranicznymi partnerami – Uniwersytetem w Lublanie i Muzeum Narodowym Słowenii – dostaliśmy finansowanie* projektu, którego celem jest stworzenie Odotheki, czyli pierwszej na świecie biblioteki zapachów obiektów zabytkowych.
Elżbieta Zygier, główny konserwator Muzeum Narodowego w Krakowie: Muzeum jest w fantastycznej sytuacji, że posiada w swoich zbiorach "Damę z gronostajem" – najważniejsze dzieło w Polsce i jednocześnie niekwestionowane arcydzieło na skalę światową. Od samego początku jestem entuzjastką tego projektu. Wierzę, że jest on przełomowy dla muzeum. Idziemy w kierunku zwiedzania multisensorycznego, czyli takiego, które angażuje zmysły – nie tylko wzrok, ale też dotyk, słuch, a teraz także węch. Takich ekspozycji oczekuje dzisiejsza publiczność. Autentyczny zapach dzieła sztuki jest innowacją, której inne muzea jeszcze nie wprowadziły.
Nie jest to innowacja standardowa, jak choćby interaktywne ekrany dotykowe.
E.Z.: Pomysł prof. Sawoszczuka doskonale wpisuje się w strategię muzeum, którego celem jest promocja i zwiększanie dostępności zbiorów. Nasza współpraca, która trwa już 20 lat, pokazuje też, jak szerokie mogą być horyzonty konserwatorów i środowiska muzealnego w spojrzeniu na prowadzenie badań.
T.S.: Odotheka to nie tylko zbiór przepisów i receptur na odwzorowanie zapachu danego zabytku. To również miejsce, w którym zgromadzona zostanie wiedza o historii badanych obiektów, na którą składają się m.in. miejsce ich powstania, prace konserwatorskie czy warunki ekspozycji. Tego typu informacje są "ukryte" w zapachu zabytku. Nie ograniczamy się więc do zbadania i odtworzenia jego zapachu, ale budujemy całą historię zapachową obrazu. Obecnie strona słoweńska prowadzi rozmowy z UNESCO, żeby uznać zapachy również za część dziedzictwa kulturowego.
Spróbujmy opowiedzieć, jak pachnie "Dama z gronostajem". Dla mnie wielkim zaskoczeniem jest lekkość tego zapachu. Spodziewałam się czegoś ciężkiego, wręcz przytłaczającego.
E.Z.: Ja też byłam zaskoczona. Przede wszystkim tym, że ten zapach okazał się przyjemny. Pierwsze wrażenie to cytrusy, nuty egzotyczne. Od razu skojarzyłam, że mogą one być powiązane z zapachem deski orzechowej, z której zrobione jest podobrazie "Damy...". Aromat orzechowy może być wyczuwalny również dlatego, że Leonardo da Vinci używał do malowania oleju orzechowego. Jest on bardziej intensywny niż powszechnie stosowany wtedy olej lniany. Mnie ten zapach kojarzy się z atmosferą ciepłego dnia, ale to również łączę z historią obrazu – powstał on przecież we Włoszech.
Duże znaczenie, jak postrzegamy ten zapach, ma wiedza o samym obrazie i kontekst. Osoby, które na nasze zaproszenie testowały zapach w muzeum, spodziewały się, że będzie pachniał czymś starym – szafą, drewnem...
…zakurzonymi muzealnymi gablotami?
E.Z.: To już jest myślenie stereotypowe, a nie realne doświadczenie, bo w muzeum mamy czyste powietrze, dbamy o jego jakość, robimy regularne pomiary. O kurzu nie ma więc mowy. Na pewno nie pachnie też tym, z czym kiedyś kojarzyły się muzea, czyli kapciami muzealnymi. Nie ma też silnego zapachu środków chemicznych do mycia podłóg. Zakazaliśmy ich używania, by dbać o czystość powietrza.
A wracając do "Damy z gronostajem", bardzo ciekawym zadaniem było łączenie zapachu tego obrazu z kolorem. Najczęstsze odpowiedzi, które padały w grupie, która testowała zapach, to: kolory czarny, żółty i czerwony. Intensywne barwy, które kojarzą się z mocnymi przeżyciami.
Dla pana ten zapach też był zaskoczeniem?
T.S.: Spodziewałem się bardziej zapachu kojarzonego z rozpuszczalnikami. Jeżeli miałbym określić go jednym słowem, to dla mnie jest on woskowy. Faktycznie udało nam się wychwycić i odtworzyć nuty orzechowe, o których mówi pani konserwator. W moim przypadku trudno jest jednak mówić o zaskoczeniu, ponieważ ja ten zapach znam od podszewki, czyli wiem, jakie związki chemiczne wchodzą w jego skład.
Jak na ten zapach zareagowały osoby z dysfunkcją wzroku?
T.S.: Mieliśmy w muzeum wizytę dziesięciu osób niewidomych i niedowidzących razem z opiekunami. Opowiedziałem im o projekcie, jaki jest jego cel, co robimy. Później przeszliśmy razem do sali, gdzie znajduje się "Dama..." oraz model 3D obrazu [pomniejszone wypukłe odwzorowanie oryginału – gdy go dotykamy, pod palcami czujemy obraz – przyp. red.]. Najpierw nasi goście dotykali modelu 3D, później wąchali zapach oryginału ze specjalnych flamastrów, a na koniec wypełnili ankietę z pytaniami o skojarzenia, emocje związane z obrazem. Muszę przyznać, że było dużo wzruszenia w trakcie tej wizyty, również z mojej strony. Nasi goście dziękowali za to, że ktoś o nich pomyślał, że projekt będzie służył także im.
Jak wygląda proces odtwarzania zapachu zabytku?
T.S.: Na początku trzeba zebrać powietrze znad oryginału do tzw. rurek sorpcyjnych. Przy "Damie..." ustaliliśmy, że wystarczy przepuścić przez nie dziesięć litrów powietrza. Taki pobór trwa około 20 minut. Potem zabezpieczone rurki transportujemy do laboratorium. Tam wygrzewamy je do 250 stopni i wszystko, co zostało w nie złapane, specjalną linią transportowane jest do urządzenia, które nazywa się chromatograf gazowy. W dużym uproszczeniu jest to piecyk, w którym znajduje się kolumna chromatograficzna o długości 60 m. Powietrze z rurek, w którym znajdują się nierozdzielone związki chemiczne, w tym przypadku tworzące zapach "Damy z gronostajem", jest przepychane przez tę kolumnę helem. Po drodze związki chemiczne się rozdzielają, czyli na końcu kolumny mamy pojedyncze, oddzielone od siebie związki.
Co dalej się dzieje z rozdzielonymi związkami?
T.S.: Część rozdzielonych związków trafia do spektometru mas. To jest urządzenie, które pozwala nam zidentyfikować rozdzielone związki i podać ich nazwy chemiczne. Czyli otrzymujemy przepis na zapach: jakie związki się na niego składają i w jakich ilościach. Pozostała część rozdzielonych związków chemicznych trafia prosto do naszego nosa, ponieważ w urządzeniu nazywanym olfaktometrem to właśnie nosem posługujemy się jako narzędziem pomiarowym. Na ekranie mamy słownik zapachów i gdy rozpoznajemy zapach danego związku chemicznego, zaklikujemy nazwę zapachu.
Trenował pan rozpoznawanie zapachów?
T.S.: Pierwszy rok projektu to był trening zapachowy na University College of London. Trenowaliśmy razem z zespołem ze Słowenii. Musimy posługiwać się takimi samymi nazwami zapachów, żeby zrozumieć się nawzajem. Pracowaliśmy na 46 czystych zapachach i ich mieszankach. Teraz mogę powiedzieć, że umiem rozpoznawać zapachy i stałem się na nie bardzo wrażliwy. Zapach obrazu zamknięty jest w tzw. flamastrze zapachowym, który wygląda jak zwykły flamaster do pisania. W wersji zapachowej wystarczy zdjąć skuwkę i przystawić końcówkę do nosa, by poczuć aromat "Damy...". Dlaczego nie możemy psiknąć nim jak perfumami czy dezodorantem?
T.S.: W muzeum nie możemy nic rozpylać, ponieważ wpłynęłoby to na jakość powietrza w pomieszczeniach, ponadto rozpylone związki mogłyby w jakiś sposób oddziaływać na pozostałe obiekty i zwiedzających. Nie chcemy sztucznie podnosić chemicznego zanieczyszczenia powietrza. Dlatego zdecydowaliśmy się na układ zamknięty. Wprowadzamy odtworzony zapach do flamastra zapachowego, otwieramy go maksymalnie na pięć sekund i wąchamy. Wtedy nie ma dużej emisji zapachu do powietrza. Flamaster jest wykonany ze specjalnego tworzywa, które samo w sobie nie ma zapachu i z niczym nie reaguje.
Co będzie jeszcze do powąchania w ramach Odotheki?
E.Z.: Łącznie wytypowaliśmy dziesięć obiektów z różnych okresów historycznych, każdy o bardzo dużym znaczeniu dla kolekcji. Znajdują się one w gablotach lub za szybą, dlatego chcemy wyciągnąć ich zapachy na zewnątrz. Sprawdzimy też, jak pachnie "Hołd pruski", chodzi o dokument pergaminowy z 1525 roku. Odtworzymy zapach rękopisu z pieczęciami na jedwabnych czerwonych sznurkach. Będziemy też wąchać burkę Stefana Czarnieckiego, bohatera naszego hymnu. Burka [tutaj rodzaj ciepłej narzutki – przyp. red.] wykonana jest z koziej filcowanej wełny.
Powąchamy też "Boga Ojca" i "Macierzyństwo". To prace Stanisława Wyspiańskiego. Pierwsza, wielkoformatowa, jest projektem do witraża pt. "Bóg Ojciec", który znajduje się w kościele Franciszkanów w Krakowie. Projekt wykonany jest na płótnie pokrytym gruntem i malowany w technice mieszanej, do badań mamy więc tłusty pastel, temperę [emulsja na bazie oleju, wody i spoiwa, np. żółtka kurzego – przyp. red]. Co ciekawe, w zbiorach MNK mamy też kredki pastelowe, których używał Stanisław Wyspiański. Z pracą na płótnie będziemy porównywać "Macierzyństwo" wykonane w technice suchego pastelu na podłożu papierowym. Obiekt delikatny, wrażliwy na światło oraz na przenoszenie, pokazywany czasowo.
Do projektu zakwalifikowała się też Olga Boznańska.
E.Z.: Nie mogło zabraknąć jej "Dziewczynki z chryzantemami" namalowanej farbami olejnymi na tekturze. Przy badaniu zapachu tego obrazu ważne jest odniesienie do pracowni artystki, gdyż Boznańska tworzyła w specyficznej atmosferze. Artystka nie przestawała palić także podczas malowania, jej pracownia była przesiąknięta dymem papierosowym, który wnikał również w obrazy. A z kolei na ten zapach wpływ będzie miała konserwacja, którą przeprowadzono przed kilkoma latami, czyli pewne zapachy zniknęły, ale wprowadzono też nowe.
Przy "Dziewczynce z chryzantemami" zastanawiamy się, czy nie dołożyć flamastra z zapachem chryzantem. Także przy "Bogu Ojcu" myślimy o odtworzeniu zapachu nie tylko projektu witrażu, ale też kościoła Franciszkanów. To jest na razie koncept, będziemy jeszcze o tym rozmawiać.
Spodziewają się Państwo, że wśród wytypowanych obiektów znajdzie się taki, który pachnie wyjątkowo niemiło?
E.Z.: W kategorii mniej przyjemnych, ale bardzo intensywnych może być zapach żywicy poliestrowej, z której wykonane jest "Herbarium" Aliny Szapocznikow z 1972 roku. To są odlewy części ciała jej syna. Realizowała je, kiedy wiedziała już, że jest śmiertelnie chora. Tytuł "Zielnik" wskazuje na próbę zachowania pamiątki, wspomnienia. Obiekt, który wszedł do projektu w ostatniej chwili, jest wyjątkowy na tle omawianych do tej pory przez panią konserwator.
T.S.: Zależało mi, żeby w muzeum znaleźć jakiś perfumowany obiekt. Na początku usłyszałem: "Perfumy? Kosmetyki? W muzeum? Niemożliwe!". (śmiech)
E.Z.: W końcu stwierdziłam, że podejdę do tego naukowo, mamy w końcu ponad milion eksponatów w muzeum, a ja, jako konserwator, skupiam się tylko na malarstwie. Wystąpiłam o kwerendę w dziale rzemiosła artystycznego. W jej trakcie natknęłam się na wiele pachnących eksponatów. Większość z nich pochodziła z krakowskiej fabryki kosmetyków Miraculum, która powstała w latach 20. XX wieku. Do projektu wybraliśmy tzw. puder egzotyczny tej marki. To był hit sprzedażowy w tamtych czasach. Puder został przygotowany przez Leona Lustra, lekarza, ale też – w dzisiejszym pojęciu – specjalistę od kosmetyki estetycznej. Twierdził on, że puder musi być dostosowany do odpowiedniego rodzaju cery. Puder, który został wypromowany w latach 30. XX wieku, został nagrodzony złotym medalem na Wystawie Światowej w Paryżu w 1931 roku. Reklamowały go aktorka Hanka Ordonówna i Zofia Batycka, ówczesna Miss Polonia. W zbiorach muzeum znajduje się puder w zamkniętym opakowaniu sygnowanym podpisem dr. Lustra. To unikalny obiekt, bo pudry cieszyły się tak dużym wzięciem, że prawie nie zachowały się w nienaruszonych opakowaniach. Zapach będziemy pobierać z powierzchni zamkniętego opakowania, urządzenie do badań jest wystarczająco czułe, nie będziemy otwierać pudełka.
Bardzo się cieszę, że mamy również ten obiekt w projekcie, że będziemy mówić nie tylko o obrazie Leonarda da Vinci, ale też o polskim przemyśle kosmetycznym, bo fabryka Miraculum wpisała się na trwałe w historię kosmetyków polskich.
Czy odtworzone zapachy zabytków będą udostępnione szerokiej publiczności?
E.Z.: Obecnie realizujemy projekt naukowy i do jego zakończenia nie możemy go skomercjalizować. Ale w przyszłości muzeum na pewno będzie chciało wykorzystać ten projekt do promocji wiedzy o kolekcjach. Zainteresowanie projektem przerosło nasze oczekiwania. Zwiedzający chcą kupić ten zapach, mimo że jest on nietrwały, utrzymuje się trzy tygodnie. Piszą o nas media w kraju i za granicą, np. "The Times".
T.S.: Na początku lipca byłem na konferencji "Chemistry for Culture Heritage" w Bratysławie, miałem tam wystąpienie o Odothece i odtworzeniu zapachu "Damy z gronostajem". Po zakończeniu mojej prezentacji, która była tuż przed przerwą kawową, kiedy zszedłem z mównicy, od razu zostałem otoczony przez grupę 30 włoskich naukowców, którzy stanowczo domagali się, żeby natychmiast udostępnić im zapach "Damy z gronostajem". (śmiech) Jako Włosi oczywiście musieli powąchać dzieło Leonarda da Vinci.
I jak odebrali ten zapach?
T.S: Jak wszyscy byli zaskoczeni tym, co poczuli, ale też bardzo pozytywnie i emocjonalnie nastawieni.
Rozmawiamy dzisiaj o dziesięciu pracach. Ale biblioteka zapachów obiektów zabytkowych zapewne będzie większa?
T.S.: Odotheka nie zamknie się, kiedy rozliczymy projekt. Badania będą kontynuowane dla wybranych obiektów. Dostaliśmy pytanie z Warszawy, czy możemy odtworzyć zapach "Konstytucji 3 maja". Mam już podwaliny, żeby zrekonstruować np. zapach Biblii Gutenberga, która jest w Polsce. Strona słoweńska też robi swoje badania – odtworzyli już zapach mumii i perfum art déco. W planach jest tabakiera Franca Prešerena, słoweńskiego poety narodowego.
Rozmawiamy na dziedzińcu Muzeum Czartoryskich. Czym pachnie dla Państwa to miejsce i sam Kraków?
T.S.: To zależy. Inaczej pachnie rynek, Kazimierz czy Podgórze. Jakbym miał powiedzieć jednym słowem – Kraków pachnie dla mnie historią.
E.Z.: W muzeum urządza się bardzo dużo wystaw, więc pachnie może nie remontem, ale współczesnymi materiałami – na etapie przygotowań do wystaw odnawiamy sale, malujemy ściany farbami i chociaż stosujemy te pozbawione niebezpiecznych związków organicznych, mimo to ich zapach chwilowo zostaje. Dla mnie muzeum pachnie tworzeniem czegoś nowego, chociaż ma ono już 145 lat. W samym Krakowie zmieniają się zapachy, ponieważ samo miasto się zmienia. Kraków pachnie historią, jak powiedział pan profesor, ale pachnie też nowymi wyzwaniami. Na rynek ma wrócić zieleń, powstają nowe dzielnice, nowe muzea, przyszłość miasta będzie pachniała inaczej.
*Projekt "Odotheka" ruszył 1 grudnia 2021 i potrwa do 2025 roku. Jest finansowany w ramach programu "WEAVE/NCN – OPUS 20 + LAP" przez Słoweńską Agencję Badawczą oraz polskie Narodowe Centrum Nauki, nr UMO-2020/39/I/HS2/02276.
Elżbieta Zygier. Główna Konserwator Muzeum Narodowego w Krakowie, mgr sztuki, specjalistka w zakresie konserwacji malarstwa sztalugowego i prewencji konserwatorskiej, zaangażowana w ochronę dzieł muzealnych podczas ich przechowywania i udostępnienia. Autorka licznych konserwacji, entuzjastka sztuki, aktywnie uczestniczy w interdyscyplinarnych projektach naukowych i badawczych. Odznaczona za swoje osiągnięcia Brązowym Medalem Gloria Artis.
dr hab. Tomasz Sawoszczuk. Profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Kierownik Katedry Mikrobiologii UEK, koordynator projektu Odotheka.
Anna Budyńska. Redaktorka naczelna magazynu Weekend.gazeta.pl. Interesuje się zapachami i tym, jak na nas wpływają. Jest współautorką książki "Ach, zapach! Przewodnik po fantastycznym świecie zapachów".