Rozmowa
Szeroki wybór tzw. małpek - butelek z alkoholem w małej pojemności. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)
Szeroki wybór tzw. małpek - butelek z alkoholem w małej pojemności. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Grzegorz Wysocki: "To, że byłaś uzależniona i większość twoich imprez polegała na zgonowaniu, ćpaniu i spaniu z każdym, nie znaczy, że zakrapiane imprezy są złe". Miłe słowa? 

Marta Markiewicz: Oj tak, najmilsze na świecie! (śmiech) Ale to i tak nie są najgorsze rzeczy, jakie o sobie przeczytałam w internecie. Ostatnio ktoś napisał, że wyglądam jak kupa, a ktoś inny że jak siodełko od roweru. Często internauci odnoszą się też do mojego wieku i piszą np., że wyglądam na 46 lat. Próbują mi wmówić, jak wygląda moje życie, że nie trzeźwieję i że całe życie poświęcam internetowi…

Jesteś trzeźwa od 2016 roku… 

(przerywa) Od 28 listopada 2016 roku! 

…i dzisiaj działasz jako asystentka zdrowienia od spraw uzależnień, edukujesz na TikToku oraz Instagramie, napisałaś książkę "Bez alko i dragów jestem nudna" oraz organizujesz trzeźwe melanże znane jako SobeRave. Co to są trzeźwe imprezy i dlaczego budzą tak ogromne emocje, zwłaszcza anonimowych internautów? 

Trzeźwe imprezy to po prostu imprezy w klubach, ale bez substancji zmieniających świadomość. Jest muzyka, są mocktaile i inne bezalkoholowe napoje. Tańczymy w klubach od 20:00 do 24:00 i dobrze się bawimy. A ten opór wśród anonimowych internautów odbieram jako opór wobec nowości. Zmienia się jakaś struktura, powstają nowe, niezrozumiałe formy zabawy, więc pojawia się też bunt. To tak jak kiedyś z weganizmem. "Ale po co knajpa wegańska? Zamów se sałatę z pomidorem w normalnej restauracji, a nie pajacujesz!". I tu tak samo: "Ale po co trzeźwa impreza? Nie pij na normalnej i przestań wymyślać!". Nowości to zawsze niewygoda.

A dlaczego taka trzeźwa impreza trwa tylko cztery godziny? Widziałem, że internauci tłumaczą to tym, że bez substancji wspomagających dłużej się nie da.

(śmiech) Na pewno się da, ale ile można tańczyć? 7-8 godzin? 

Czy na trzeźwych imprezach nie wieje nudą? 

Wszystko zależy od tego, co ci daje fun. Mi daje muzyka i tańczenie. Zawsze dbam o to, żeby impreza była w fajnym miejscu z dobrym nagłośnieniem i świetnymi DJ-ami. Parkiet jest prawie zawsze pełny, więc nie wydaje mi się, żeby ludziom się nudziło. W Warszawie przychodzi do 250 osób!

Przychodzą i nigdzie nie widzą nigdzie marek alkoholowych, prawda?

Tak, dbam o to, aby przestrzeń była wolna od marek alkoholi. W końcu głównym motywem jest trzeźwość, prawda? 

Ale dotyczy to nie tylko reklam w klubie, ale też butelek i szklanek? 

Zakrywamy neony na ścianach, bar zdejmuje z ekspozycji butelki z brandami alkoholowymi, a także staramy się serwować w szkle bez grawerów. Raz przeoczyłam ten fakt i klub robił mocktaile, czyli bezalkoholowe cocktaile, w kieliszkach do drinków z wielkim napisem "Finlandia". No, co jak co, ale trzeźwo to to się nie kojarzyło! Na szczęście mamy wspaniałych i wyrozumiałych odbiorców, którzy wybaczają błędy i dają szansę na poprawę.

Komentarz, który zacytowałem na starcie naszej rozmowy, to jeden z wielu na temat SobeRave’ów. Zacytuję jeszcze kilka: "Alkoholu nie piją, ale widać, że wszyscy na pigule". "Impreza pozerów". "Takie rzeczy to były dobre w podstawówce". "Myślę, że większość wypiła przed wejściem". I jeszcze mój ulubiony: "Można biegać bez butów, ale po co?". 

Wszystkie te komentarze są prawdziwe. Było tego sporo, ale mam wrażenie, że jednak to się z roku na rok, z miesiąca na miesiąc zmienia i na szczęście tego rodzaju komentarzy jest coraz mniej. I że coraz więcej jest już innego rodzaju reakcji. 

No dobrze, ale jak byś odpowiedziała na te wszystkie komentarze, które mówią, że "trzeźwa impreza to nie impreza"? Albo: "Po co trzeźwa impreza? Idź sobie na normalną i po prostu nie pij".

Od razu bym zapytała, po co w takim razie alkohol i inne substancje na imprezie? Żeby się dobrze bawić? Ale zaraz… Przecież my też się dobrze bawimy. Więc może zróbmy wszystkie imprezy na trzeźwo, z dobrą muzyką, a przy okazji, od czasu do czasu, zorganizujemy imprezy tematyczne z alkoholem i narkotykami. Odwróćmy sytuację. Bo czemu nie? SobeRave ma zupełnie inną energię. Pozytywną, miłą, ciepłą i przyjacielską. Nie wiem po co w takiej sytuacji dorzucać naćpanych i naj***nych ludzi.

Mówisz, żeby odwrócić sytuację. OK, to proszę bardzo, wyobraźmy sobie, że oto daję ci magiczny przycisk…

Już się boję! 

I po wciśnięciu go od dzisiaj w całej Polsce, ba, na świecie całym odbywają się już tylko trzeźwe imprezy! Wciskasz? 

Nie, nie, zupełnie nie! Ja naprawdę nie mam takich zapędów, żeby nikt na świecie nie mógł się bawić z alkoholem czy z narkotykami. 

Czyli nie marzy ci się trzeźwa Polska, a może wręcz trzeźwy świat? 

Nie wiem, czy bym chciała, żeby cały świat był trzeźwy. Generalnie jest to trochę przerażająca wizja. 

Prawda? Jeszcze by się okazało, że bez alko i dragów nie tylko Marta Markiewicz, ale i wszyscy ludzie na planecie są nudni.

(śmiech) Słuchaj, ja absolutnie nie demonizuję substancji i wiem, że jeśli chodzi o uzależnienia, to najczęściej jest objaw czegoś innego, czegoś, co było wcześniej. Czy usunięcie substancji cokolwiek zmieni? Jest przecież mnóstwo innych zachowań destrukcyjnych… Gdyby ze świata zniknęły nagle wszystkie substancje psychoaktywne, to weszlibyśmy w inne destrukcyjne zachowania. Mamy pornografię, mamy kompulsywną masturbację… 

Mamy jedzenie...

Tak, sama mam zaburzenia odżywiania. Jest hazard i wiele innych. Tak więc nie, nie wcisnęłabym tego magicznego przycisku. Moją rolą jest pokazywanie trzeźwości, ale już to, co każdy robi ze swoim życiem, to jego indywidualna sprawa. 

A gdybyś miała powiedzieć, który rodzaj reakcji najbardziej cię zaskoczył czy zaskakiwał na początku, gdy zaczęłaś robić trzeźwe imprezy?

Że na pewno wszyscy są naćpani lub chowają alkohol po kieszeniach. 

Albo upijają się czy ćpają przed wejściem do klubu. 

Tak. Moje pytanie brzmi: po co ktoś miałby to robić, skoro naokoło jest milion miejsc, gdzie mogą się na**bać?

W czasie naszej dyskusji na festiwalu Audioriver w Łodzi Grażyna Biedroń powiedziała, że wiele osób tak się wk*****a na tego typu inicjatywy, bo wiedzą i podświadomie czują, że coś robią źle, że szkodzą samym sobie nadużywając alkoholu czy narkotyków, a jednocześnie widzą, że coś się zmienia, że są trzeźwe imprezy, a oni jeszcze nie są na nie gotowi, więc - np. takimi komentarzami w internecie - odreagowują. 

To najprostsze wytłumaczenie i wiem, że sporo osób tak ma. Natomiast wciąż uważam, że to sięga głębiej i że ludzie nie lubią "udziwnień", bo nie są do nich przyzwyczajeni. Prekursorzy często nazywani są wariatami. 

Czujesz się prekursorką? Rewolucjonistką?

Lubię słowo "prekursorki"!

I uważasz, że trzeźwe imprezy będą coraz popularniejsze? Albo wręcz, że nadejdą czasy, w których więcej Polaków będzie umiało się bawić na trzeźwo niż pod wpływem? 

W Polsce te imprezy już są coraz popularniejsze. Odzywał się do mnie nawet w tej sprawie Berlin! (śmiech) A czy większa część Polaków będzie się umiała bawić na trzeźwo? Chyba nie, z prostej przyczyny. Jesteśmy narodem dosyć zakompleksionym i niewierzącym we własne siły, a substancje tej odwagi dodają. Natomiast będzie mnie cieszyć, jeśli przynajmniej zastąpimy picie wódki do upadłego na niskoprocentowe napoje, co już się dzieje.

Pytam o to też dlatego, bo zastanawiam się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś trzeźwym trendem, całą trzeźwą falą (coraz więcej zero alko, mocktaile, trzeźwe imprezy)? A może jest to tylko jeden z (głównie) wielkomiejskich trendów, który ma niewiele wspólnego z tym, co się dzieje w Polsce? Trochę jak z weganizmem - patrząc z perspektywy warszawskiej bańki można odnieść wrażenie, że Polacy masowo rzucają mięso. A potem zerkasz do statystyk i widzisz, że spożycie mięsa z roku na rok tylko rośnie. 

Nie jestem dobra w statystykach, pewnie jest tak jak mówisz. Ale ja wierzę w siłę trendu. Ludzie już podłapali pewien chory wzorzec i wytykają znanym osobom, że promują alkohol. Może w efekcie będzie go mniej w popkulturze i powoli przestanie być głównym towarzyszem człowieka? Zobaczymy. Moją rolą jest pokazywać, że da się żyć i bawić na trzeźwo.

A czy ty mogłabyś wystąpić w reklamie np. piwa czy ginu 0 proc., jakiegokolwiek napoju bezalkoholowego generalnie? Czy coś takiego w ogóle nie wchodzi w grę?

Dostawałam takie propozycje od bardzo dużych marek. I gdybym była sprzedajna, to byłabym bogata. Ale nie, absolutnie nie, bo to w dalszym ciągu jest reklamowanie alkoholu, reklamowanie konkretnych marek. Usłyszałam ostatnio teorię, dlaczego teraz mamy tak dużo tych wszystkich piw i innych napojów zero alko. Chodzi po prostu o to, żeby móc reklamować wszędzie marki znanych alkoholi, o każdej porze, poprzez różne media, bo jest to zabronione. Ale apeluję do wszystkich wspaniałych marek niealkoholowych: w tej sytuacji z chęcią sprzedajna będę! (śmiech)

Ale na trzeźwych imprezach serwuje się różne alkohole 0 proc.?

Tak, ale to nie jest główny składnik. Na trzy promowane na danej imprezie mocktaile może być jeden z alkoholem 0% i zawsze jest to podkreślane w dedykowanym menu, które drukujemy na każdy event.

OK, to skończmy już z tym trzeźwym imprezowaniem, ale nie odchodźmy za daleko. Kolejne miasta, także w Polsce, wprowadzają częściową prohibicję. Przykładem Kraków, gdzie nie kupisz alkoholu w sklepach czy na stacjach benzynowych pomiędzy północą a 5:30 rano. Co ty na to?

Wprowadzenie prohibicji w moim odczuciu nie ma chronić pijących, tylko otoczenie. Ciężko słucha mi się historii sprzedawców w nocnych sklepach. Ostatnio często jestem w drodze od miasta do miasta. I za każdym razem na trasie widzę gości kupujących alkohol na stacjach. Jestem przekonana, że część z nich pije za kółkiem i mnie to przeraża. Z tego co słyszałam, to np. w Krakowie bardzo spadła liczba nocnych interwencji, przede wszystkim jeśli chodzi o przemoc domową. Jeśli to prawda, że dzięki prohibicji będzie mniej przemocy w domu, to jestem jak najbardziej na tak. Ale też na pewno nie chciałabym sytuacji, że jest prohibicja, więc każdy wuj zaczyna u siebie pędzić bimber i sprzedawać. 

A wiemy z historii, że np. eksperyment z prohibicją w USA udał się tak średnio. 

Tak, coś takiego nie miałoby sensu. Ale jeśli konkretne zakazy miałyby pomóc? Weźmy palenie papierosów. Mamy zakaz palenia w knajpach. A pamiętam, jaki był opór swego czasu! Pamiętasz te czasy, gdy wchodziło się do baru czy klubu, a tam po prostu taka wielka chmura dymu… 

I po jednej solidnej imprezie ubrania tak śmierdziały, że najbardziej nadawały się do wyrzucenia. Dzisiaj za paleniem w klubach czy restauracjach nie tęsknią chyba nawet sami palacze. Wierzysz, że z alkoholem przejdziemy w Polsce podobną drogę? 

Chyba się teraz powtórzę, ale trudno. Jeśli w efekcie Polacy zaczną uważać na spożywaną ilość, to będzie to połowa sukcesu!

Ignacy Dudkiewicz mówił mi w wywiadzie dla Gazeta.pl, że w ogóle radykalnie zaostrzyłby politykę antyalkoholową w Polsce: "Zakaz sprzedaży na stacjach benzynowych to pierwszy krok. Konieczność wydzielania osobnych działów w sklepach (w miejsce ściany alkoholu za ladą). Zakaz sprzedaży alkoholu po określonej godzinie. Dalsze ograniczenia nakładane na 'małpki'. Zakaz promocji na alkohol". Podpisujesz się? A może wręcz czegoś ci tu brakuje i byłabyś jeszcze ostrzejsza?

Nałożyłabym jeszcze karę Wiecznego Wygnania z show-biznesu na tych wszystkich "wybitnych" aktorów i muzyków, którzy tak chętnie promują etanol. Żarty żartami, ale lubimy naśladować naszych idoli, więc takie zachowania znanych osób to no, sorry, ale to niestety rak…

Skoro już jesteśmy przy zwierzętach, to od raka przejdźmy płynnie do małpek… Choć trudno w to uwierzyć, sklepy w Polsce sprzedają codziennie trzy miliony małpek, z czego aż milion schodzi przed południem. 

Napój wstydu pity rano przed pracą? Rzeczywiście bym zlikwidowała. Jeśli alkoholik kupi większą butelkę, to będzie musiał się bardziej nagimnastykować, żeby ją wypić tak, aby nikt nie zauważył. Uważam, że to szybciej może go doprowadzić do upadku, a upadek przecież prowadzi do leczenia. Bo umówmy się - te buteleczki nie są projektowane dla zwykłych użytkowników chcących się napić na imprezie.

To tu z kolei mam cytat z rozmowy z Jakubem Żulczykiem dla Gazeta.pl: "Małpka jest produktem wymyślonym wyłącznie dla alkoholików. Jeżeli jesteś osobą używającą alkoholu od czasu do czasu, w jakiejś sytuacji towarzyskiej, i nie potrzebujesz go na co dzień, żeby móc normalnie funkcjonować, no to małpka - coś, co nie wygląda jak alkohol, coś, co można wszędzie schować, coś, po czym nie śmierdzi ci z ust alkoholem, bo jest tam pełno barwników i aromatów - nie jest produktem, który powinien cię jakkolwiek interesować. Małpki są produktem przeznaczonym dla klinicznych alkoholików, kropka".

No tak, o tym mówię! Jeśli ktoś chce się upić towarzysko, to parę osób się składa na pół litra, idą na chatę do kumpla i to wspólnie rozpijają. Rzadko się zdarza, żeby pięciu ziomków kupowało sobie oddzielnie małpki. Nie mówię, że się nigdy nie zdarza, bardziej podkreślam, że nieczęsto! Generalnie małpki kupuje się dlatego, że małpek nie widać. Gdy pracowałam w barbershopie, to widziałam stamtąd mężczyzn chowających się za filarami, szybko wypijających małpkę, i znikających. Małpki pije się w ukryciu. 

Misiek Koterski napisał na okładce twojej książki: "Czytając tę książkę, po raz kolejny uświadomiłem sobie, że świat kobiet jest zupełnie inny niż świat mężczyzn". Czy i jak ćpanie/picie kobiet różni się od ćpania/picia mężczyzn?

W swojej książce nie poruszam tylko tematu picia, ale również cielesności, wstydu, akceptacji. Misiek odnosił się do wielu kwestii, nie wiem, czy do sposobu picia. Na terapii usłyszałam, że kobiety jak piją, to są na wiecznym rauszu, żeby dopełnić obowiązki domowe. Ja do tej grupy kobiet nie należę, więc się nie wypowiem. Na pewno kobiety są narażone na większy lincz na zewnątrz. Bo przecież kobieta to matka, kobieta powinna o siebie dbać, kobieta ma się ładnie zachowywać i kobieta ma być wizytówką. Facetom/ojcom się więcej wybacza.

No właśnie, czy w związku z tym nie miałaś oporów przed publicznym opowiedzeniem o swoim nałogu i walce z nim? Czy bałaś się wypuszczenia takiej książkowej spowiedzi? Czy miałaś opory przed obnażeniem się, publicznym wyznaniem, czy nie bałaś się zarzutów, nie wiem, o ekshibicjonizm? 

O walce z nałogiem? O walce to opowiadam publicznie od czterech lat, więc to był najmniejszy problem. 

To z czym był większy problem?

Tematy, które poruszam w książce to tematy tabu, o których nie mówi się publicznie. O patologicznej pornografii, kompulsywnej masturbacji, o zaniedbywaniu zwierząt w czynnym uzależnieniu. I tego się bałam. Przekraczam jakieś niezbadane jeszcze granice i czekam na odpowiedź czytelników. Na razie jest bardzo dobrze.

I wreszcie najważniejsze pytanie na koniec: czy zgodnie z tytułem twojej książki bez alko i dragów jesteś nudna? 

(śmiech) I tak, i nie! Nuda jest ważna! Ciągłe życie na najwyższych obrotach zaciera ścieżki dopaminowe i nie daje pełnej satysfakcji z działania. Musi być balans. Więc jednak wolę się nudzić w uścisku ukochanej na ławce w parku, niż nie nudzić, a zamiast tego budzić się nad usyfionym stołem w afterowni o 13 rano.

Marta Markiewicz (Fot. Janek Pakieła)

Marta Markiewicz. Trzeźwa od 28.11.2016 roku. Organizatorka trzeźwych imprez SobeRave, które odbyły się jak dotąd 23 razy, w różnych miastach Polski. Asystentka zdrowienia, która prowadzi spotkania indywidualne i grupowe, na których dzieli się doświadczeniem ze swojego życia i wspiera osoby zmagające się z chorobą uzależnienia. Edukuje na TikToku oraz Instagramie, a jej filmy ogląda miesięcznie dwa miliony osób. Prywatnie obgryza paznokcie, pije kawę rozpuszczalną i uwielbia muzykę lat 80 i 90. Książka "Bez alko i dragów jestem nudna" ukazała się nakładem wydawnictwa Newhomers i opowiada o tym, "dlaczego ćpanie, chlanie i przygodny seks najlepiej wychodzą na zdjęciach. Autorka w ciekawy sposób pokazuje, jak to jest być nieciekawym. Pomaga znaleźć w trzeźwym życiu to, czego wiele osób szuka w używkach".