Cieszę się, że mogę porozmawiać z ikoną telewizji.
Ja jestem ikoną?
Dlaczego się pani śmieje?
Bo właśnie się nad tym zastanawiam… Uczę młodych dziennikarzy, więc staram się im przekazać to, co wiem. Zawsze sobie myślę, gdy obserwuję pierwszy rok, że może ktoś z niego wyrośnie na prawdziwego dziennikarza.
Prawdziwego, czyli jakiego?
Pracowitego, pomysłowego, empatycznego, poprawnie posługującego się językiem polskim. Każdego dziennikarza powinna cechować ciekawość człowieka i tematu, sprawdzania go. Wracając do pani pytania: No dobrze, przyjmijmy, że jestem ikoną. Jedno z pism przyznało mi taki tytuł.
Chociaż 18- czy 19-latkowie, z którymi zaczynam zajęcia, nie do końca kojarzą moje nazwisko. Owszem, coś im się obiło o uszy albo sprawdzili w Wikipedii i mówią: "A, to mama mi o pani opowiadała".
Młodzi zadają dużo pytań, a to dobrze. Często są też krytyczni, bo przyzwyczaili się do mediów, które walczą, konfrontują. Pytają, dlaczego moje programy są spokojne.
I co im pani odpowiada?
Że stawiam sobie inne zadanie – nie tylko show, lecz także talk. Chcę, żeby w "Fajce pokoju" była rozmowa i dyskusja. Aczkolwiek gdy czuję, że jest za słodko, że wszyscy rozmówcy ze sobą się zgadzają, to sama staję okoniem. Ale moim celem nie jest kłótnia za wszelką cenę.
A co pani myśli o dzisiejszej telewizji?
Zauważyła pani, że gdy mówimy "telewizja", myślimy o TVP? Oglądam telewizję wyrywkowo. Współczuję wszystkim, którzy dziś zaczynają, bo przy tej mnogości najróżniejszych streamów i podcastów szalenie trudno jest się przebić. Debiutowałam w pięknych czasach, gdy były tylko dwa kanały: Jedynka i Dwójka. Na pewno było łatwiej, bo mniejsza konkurencja. Jak już się dobrze zaczęło, to samo szło.
Telewizja publiczna jest dla mnie zamkniętym rozdziałem. Patrzę na nią z ogromnym smutkiem, bo wiem, że to, co było, już nie wróci. Można ładować w tę instytucję ogromne pieniądze i nie osiągnie się zadowalającego efektu. Inne stacje przejęły środek ciężkości. Telewizja Polska stała się jedną z wielu, i to w dodatku nie wiodących. Programy wyglądają jakoś tak amatorsko. Od telewizji publicznej można wymagać wzorców, chociażby w sposobie pokazywania rozmowy. Ale wszystko idzie do przodu, więc nie narzekajmy, sentymentem nie zrobi się najlepszej stacji. Wszystko już było. W telewizji też.
Telewizja publiczna dała pani ogromną rozpoznawalność.
Telewizja dała mi wspaniałe życie dziennikarskie. Zaczynałam w "Teleexpressie", przez kilka lat prowadziłam "Magazyn 102", realizowałam reportaże i dokumenty, przeprowadziłam tysiące wywiadów, prowadziłam wiele koncertów. Wszystko, co osiągnęłam, zaczęło się właśnie tam, mimo że telewizja nie była moją pierwszą pracą. Wcześniej pracowałam w Polskiej Akademii Nauk i w Polskim Radiu. Trafiłam do "Teleexpressu" w idealnym czasie, gdy powstawał nowy program i nowa Polska, wykorzystałam szansę. Powtarzam to też moim studentom. Bierzcie każdą propozycję, nawet jak wam ktoś mówi, że macie stać na Marszałkowskiej. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, kiedy akurat tam będziecie. Dziennikarz to bardziej charakter niż zawód. Albo interesuje mnie świat, albo nie.
Ma pani telewizyjną emeryturę?
Pracowałam w TVP na etacie, odprowadzałam składki do ZUS, więc mam. Jest wystarczająca, ale jestem za młoda, żeby nic nie robić…
I wciąż pani pracuje?
Chcę poznawać świat młodych kobiet, około czterdziestki. Właśnie takie najczęściej zapraszam do mojego programu w Polsat Café. Są rzutkie, chętne, wiedzą, do czego służy telewizja, do czego służy rozmowa. Nie boją się przedstawiać swojego punktu widzenia, potrafią się zareklamować. To dla mnie prawdziwa zmiana pokoleniowa, że kobiety się nie wstydzą. Szczerze to podziwiam, że mówią "ja mogę, stać mnie, jestem przygotowana". Są świadome, że w niczym nie ustępują mężczyznom. Za moich czasów myślało się raczej: czy to wypada kobiecie, czy mogę. To wyczuwalna różnica.
Oczywiście, gdy się pracuje w telewizji, trzeba przekroczyć granicę prywatności czy zażenowania. Natomiast teraz 40-letnie kobiety są inaczej wychowane i tak mają, po prostu. Czasami patrzę na nie z zazdrością, że ja kiedyś nie byłam taka jak one, że u mnie to trochę dłużej trwało. A w otoczeniu młodszych od razu się czuję młodsza.
Jakie ma pani pamiątki z czasów pracy w TVP?
Trochę wywiadów ponagrywanych na VHS-y. I bardzo dobrze, bo okazało się, że część z nich wykasowano, a to, co zostało w archiwach, jest płatne także dla byłych pracowników. I to słono. Kiedyś w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej miałam swój fanklub i swoją tablicę niczym przodownica pracy. Dostałam nawet od nich kiedyś listy i plakiety z podziękowaniami, które mam do dziś.
Podczas rozmów z gwiazdami za granicą robiłam zdjęcia. Wtedy nie było do nich takiego dostępu jak dzisiaj. No a poza tym możemy robić zdjęcia komórką. Ja robiłam je aparatem i każde z tych zdjęć jest dobre. Chodziłam na kurs fotograficzny w Pałacu Kultury. Skończyłam historię sztuki. Jak się człowiek naogląda pięknych obrazów, to przenosi się to na zdjęcie, na przykład na kompozycję obrazu.
W jaki sposób umawiała się pani na wywiady z gwiazdami?
Prowadziłam Studio Dwójki, do którego zapraszaliśmy różnych gości. Poznałam wspaniałych ludzi. Niedawno zmarły Jan A.P. Kaczmarek, którego spotkałam w Los Angeles, przyprowadził do studia reżysera i aktorów filmów, do których pisał muzykę. Gdyby moja rodzina nie nagrała mi wtedy tych rozmów na żywo, pewnie bym ich nie miała. Kiedyś spędziliśmy z kamerą dzień z Jeanem-Claude’em Van Damme’em. Z tej cudnej wizyty akurat zachowało się kilka zdjęć. Część tych wywiadów spisałam i tak powstała książka "Autografy". To wszystko było możliwe dzięki TVP i jestem za to bardzo wdzięczna, co nie znaczy, że chciałabym jeszcze kiedyś tam pracować.
Pewnie podczas tych rozmów zdarzały się nieprzewidziane sytuacje?
Kiedyś poleciałam do Wenecji na rozmowę z Richardem Gere’em. Niebiańsko przystojny aktor. Na miejscu okazało się jednak, że organizator zapomniał zapewnić kamery. Już mamy siadać do rozmowy, a ja mam tylko kasetę, której nie mam gdzie włożyć. Poszłam do łazienki, żeby spryskać twarz zimną wodą i nieco ochłonąć. Zastanawiałam się, co mam zrobić.
Moją wydawczynią była wtedy Agata Sierant, która zdenerwowana wyskoczyła przed hotel, gdzie miał być przeprowadzony wywiad. Zauważyła ekipę z kamerą, podbiegła do nich i wyprosiła, żeby nagrali naszą rozmowę. I to się udało! Jak się okazało, dziennikarka, która była w tej ekipie, była Francuzką, ale jej matka była Polką. Nie dość, że nie protestowała, to jeszcze nie chciała, żebyśmy zapłacili.
Nagraliśmy bardzo ciekawą rozmowę, po której opowiedziałam Richardowi, co się wydarzyło. Dwa lata później spotkaliśmy się na festiwalu w Berlinie i okazało się, że Gere mnie pamięta. A przecież rozmawiały z nim tysiące dziennikarzy. Z kolei Anthony Hopkins, z którym rozmawiałam przy okazji premiery filmu o Hannibalu Lecterze, na koniec rozmowy porwał mnie do tańca.
Do tanga? Do walca?
Do tańca wyimaginowanego, bo muzyka nie grała. To, co opowiadam, może kogoś śmieszyć, ale w tamtym momencie było dla mnie zaskakujące i ważne. Innym razem zdarzyło się, że zadzwonił do mnie producent nowego filmu Woody’ego Allena. I mówi: "Mamy już bilet wykupiony na pani nazwisko, czy poleci pani jutro na wywiad z reżyserem?". Następnego dnia rano poleciałam do Paryża. Byłam zdenerwowana, bo to Woody Allen, którego filmy oglądałam od lat. I od tego zaczęłam, na co Allen mówi: "Dziecko, nie bój się, odpowiem ci na każde pytanie".
Tęskni pani za tamtym czasem?
Chyba nie. Miło go wspominam, ale to zamknięty etap.
Dzisiaj dostępność wielu gwiazd jest zupełnie inna, możemy się poprzez agenta umówić na rozmowę na Skypie. Mam poczucie tamtej wyjątkowości, ale dzisiaj robię co innego. Chciałabym obserwować kolejne pokolenia młodych dziennikarzy i dziennikarek, którzy przebijają się przez problemy, robią coś interesującego, mają poczucie, że uczestniczą w ciekawych wydarzeniach.
W jakich okolicznościach odeszła pani z TVP?
Upadek telewizji postępował systematycznie, niezależnie od władzy. Jeszcze za moich czasów jeden z prezesów wyprowadził dziennikarzy TVP poza firmę. Przeniósł ich do spółki, która świadczyła usługi na rzecz telewizji. W tym momencie intuicyjnie zorientowałam się, że daje mi to szansę wyjścia poza TVP. Teoretycznie miałam zakaz konkurencji, ale wyprowadzenie ludzi poza TVP spowodowało, że mogłam na przykład pracować w dwóch telewizjach naraz. Pytano nawet, jak to możliwe, że Fajkowska pracuje w TVP i w Polsacie, a rzecznik telewizji odpowiedział wtedy: "No niestety, umowy zostały źle skonstruowane i ma do tego prawo, nikt nie może jej zakazać". Już wtedy zaczęłam odchodzić od TVP.
Było pani przykro? Maciej Orłoś opowiadał mi na przykład, że gdy zwolniono go z "Teleexpressu", codziennie chciał jeździć do telewizji. Kasia Dowbor usiadła na pobliskim przystanku i płakała. A pani?
We mnie nie było już żadnych emocji. Przez pewien czas pracowałam w TVP i w Polsacie, a potem już tylko w Polsacie. Owszem, widzom przedstawiano nas jako rodzinę Dwójki, ale tak naprawdę to była intensywna praca. Nie wiem, czy pani zauważyła, że emocjonalnie byłam zaangażowana w to, co robię, a nie w firmę. Szczerze mówiąc, są w życiu ważniejsze sprawy, kiedy się płacze.
Jakie?
Choroby, śmierć bliskich. A nie zmiana budynku, w którym się pracuje.
Konkurowałyście ze sobą? Pani, Grażyna Torbicka, Kasia Dowbor i Agata Młynarska?
Właśnie nie! Naszą siłą była różnorodność. Nawet swego czasu robiłyśmy z Agatą i Katarzyną wspólny program pod hasłem "Z kim do Europy". Jak pani mnie o to pyta, to uświadamiam sobie, że moim celem było coś innego. Chciałam być coraz lepsza. Lepsza wobec siebie samej z wczoraj. Dlatego staram się zawsze jak najlepiej przygotowywać do programów. Mówią, że jest się tak dobrym, jak twój ostatni program lub wywiad.
Dom moich rodziców naprawdę był idealny, pełen książek i ludzi. Ciągle się coś działo. Był to też dom ludzi pracowitych, zaangażowanych w swoją pracę, nierobiących niczego byle jak. Jak już się w takim domu wyrośnie, to inaczej się nie umie.
Trafiła pani do TVP z konkursu?
W liceum byłam dobra z chemii i z fizyki. Chciałam pójść na studia na jakiś ścisły kierunek, a potem z dnia na dzień wybrałam filologię słowiańską, a po niej drugi kierunek – historię sztuki. Skończyłam te dwa kierunki i dalej nie wiedziałam, co chcę robić. Byłam w Polskiej Akademii Nauk, ale mnie to nudziło, czułam się zakleszczona, przerażona tym, że mam całe życie siedzieć w archiwach. Poszłam więc do pracowni konserwacji zabytków i tam było akurat bardzo ciekawie.
Któregoś dnia karmię dziecko piersią i słyszę w Trójce, że Polskie Radio ogłasza konkurs na prezenterów radiowych. Wystarczyło wysłać zgłoszenie, więc wysłałam, a potem zaprosili mnie na sprawdzian głosowy. Znalazłam się w dziesiątce najlepszych i potem to już poszło. Ale z czasem czytanie cudzych tekstów zaczęło mi przeszkadzać. I wtedy pojawił się "Teleexpress".
Często dostawała pani wtedy dowody sympatii od widzów?
Były kwiaty, były listy… Czasami słyszałam: "Myślałem, że jest pani wyższa". A ja po prostu opanowałam sztukę takiego siedzenia przed kamerą, żeby wyglądać na wyższą. No i rzeczywiście nie mam 180 cm!
Wiedzie pani teraz spokojne życie?
Mieszkam pod Warszawą, w lesie i jest mi dobrze. Miałam już dość tego harmidru. Polubiłam spokój, jaki mnie otacza, lubię słuchać śpiewu ptaków. Oczywiście duże miasto daje energetycznego kopa, ale na co dzień na wsi jest milej. Warszawa wysysa. W stolicy dobrze jest mieszkać za młodu, potem trochę gorzej.
Poza tym uważam, że trzeba próbować nowych rzeczy, być ciągle otwartym na zmiany. Kto wie, może za rogiem czeka coś jeszcze ciekawszego?
Jolanta Fajkowska. Jedna z najpopularniejszych osobowości telewizyjnych. Przeprowadziła wiele wywiadów z gwiazdami polskiego i światowego show-biznesu, m.in. ze Stingiem, Richardem Gere’em, Plácidem Domingiem, José Curą, Isabellą Rossellini, Catherine Zeta-Jones, Anthonym Hopkinsem, Goranem Bregoviciem. Relacjonowała też m.in. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes i Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Obecnie prowadzi program "Fajka pokoju" w Polsat Café.
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów. Prowadzi talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family.


