Rozmowa
Kamil Piwowarczyk i jego podopieczny (Fot. Archiwum prywatne)
Kamil Piwowarczyk i jego podopieczny (Fot. Archiwum prywatne)

Nie pytam, czy już przyleciały, ponieważ bociany mieszkają u ciebie przez cały rok.

Aktualnie jest ich 25. Pochwalę się, że w ubiegłym roku udało mi się wyleczyć i wypuścić na wolność 65 bocianów!

Zacząłeś się nimi zajmować, mając 17 lat?

Wtedy utworzyłem ośrodek rehabilitacji. Natomiast pierwszy bocian pojawił się u mnie, kiedy miałem 12 lat. Nazywał się Stefan.

Jak Stefan do ciebie trafił?

O mojej pasji zrobiło się głośno, kiedy jako 10-latek zacząłem na YouTubie prowadzić  bocian.vlog. Pisali o mnie dziennikarze prasy lokalnej, przyjeżdżali reporterzy ogólnopolskich telewizji śniadaniowych. Dlatego jeśli gdziekolwiek – w bliższej, ale i dalszej okolicy – na zimę został ranny bocian, od razu znajdowała się osoba, która mówiła: Trzeba to zgłosić Kamilowi z Kozubszczyzny.

Na Kozubszczyźnie bociany żyją przez cały rok (Fot. Archiwum prywatne)

A skąd, drogi Kamilu z Kozubszczyzny, w ogóle wzięła się u ciebie ta pasja?

Wszystko się zaczęło, kiedy jako cztero–pięcioletnie dziecko chodziłem z babcią Genowefą i dziadkiem Stanisławem na spacery. Żeby odpocząć, zatrzymywaliśmy się pod bocianim gniazdem. Siadaliśmy sobie w cieniu drzew i obserwowaliśmy, co się tam dzieje.

Bocianie gniazdo to jest punkt charakterystyczny w każdej wsi!

We wsi, w której od czasów dzieciństwa spędzam dużą część każdego lata, bocianie gniazdo jest koło kościółka i zawsze się rozmawia o tym, czy już przyleciały, czy już się wykluły małe.

Mnie ich życie zafascynowało do tego stopnia, że jak z mamą jeździliśmy do centrum handlowego, od razu leciałem do empiku i zaczytywałem się w książkach na temat ptaków, a szczególnie bocianów. Z roku na rok moja biblioteka, wiedza i pasja tylko rosły.

Zostając na chwilę przy bocianich gniazdach – jeden z mieszkańców mojej ukochanej wsi postanowił je postawić. Było eleganckie! Gołębie owszem, chętnie je zajmowały, ale bociany absolutnie. Je interesuje tylko to stare, dobre gniazdo koło kościółka, do którego zlatują od dobrych kilkudziesięciu lat. Na czym polega tajemnica bocianich gniazd?

Bywa, że ludzie stawiają dla bocianów platformę, ale pozostawiają ją pustą, tymczasem najważniejsze, żeby gniazdo było wyścielone grubą warstwą gałęzi, słomy, siana oraz darni. Doradzam też, żeby boki pobielić – tak jak ksiądz kropi kropidłem – wapnem. Ono imituje odchody, więc dla przelatujących bocianów jest sygnałem, że to gniazdo jest zajęte. A jeśli jest zajęte, to warto się nawet o nie pobić, bo to znaczy, że jest atrakcyjne. Do bocianów trzeba mieć przede wszystkim cierpliwość. Na zasiedlenie pierwszego gniazda, które na moją prośbę postawił mój tato, czekałem 14 lat.

Fascynująca jest historia niemieckiej miejscowości Bornheim w Nadrenii-Palatynacie, gdzie w latach 80. w związku ze zmianami w rolnictwie – przejściem na monokulturę – bocianów nie było już niemal wcale. Ktoś wpadł na pomysł, że aby wróciły, trzeba odtworzyć żerowiska. Zero efektów. Dopiero utworzenie ośrodka rehabilitacyjnego okazało się strzałem w dziesiątkę. Bociany przelatujące nad tym miejscem, widząc inne osobniki swojego gatunku, postanawiały się zatrzymać i rozejrzeć. A ponieważ widziały, że są żerowiska, to zajmowały gniazda, które wcześniej dla nich przygotowano.

Bociany wabią inne bociany!

Wróćmy do twojego Stefana. Czy on się do ciebie przywiązał?

Przyzwyczaił. Reagował na mój widok inaczej niż na obce osoby, aczkolwiek pozostał zdystansowany i dziki. Nie oswoił się. Kiedy doszedł do pełni sił, odleciał.

'Bociany są fascynujące i różniące się osobniczo' (Fot. Archiwum prywatne) , U weterynarza (Fot. Archiwum prywatne) , W podróży (Fot. Archiwum prywatne)

A ty, takie małe dziecko, na pewno płakałeś.

Nie! Wiedziałem, że to jest najlepsze zakończenie tej historii. Dla bociana to bardzo źle, kiedy staje się medialny.

Co to znaczy medialny?

Że robi się o nim głośno w lokalnych mediach, ponieważ nie odleciał na zimę i spaceruje po rynku w miasteczku albo w okolicach centrum handlowego, a ludzie go karmią bułką z serem. Lokalna atrakcja! Zawsze uświadamiam ludzi, że jeśli np. natrafiają na wyrzucone z gniazda pisklę, to nie powinni wychowywać go u siebie na podwórku. Jasne, że to jest atrakcja niesamowita. Cała wieś się schodzi! Wnuki, kuzyni przyjeżdżają popatrzeć.

Ale dla zwierzęcia to nie jest dobre życie?

Nie! Doskonałym przykładem film "Makrokosmos".

Piękny!

Ale jak udało się sfilmować tę wielką wędrówkę ptaków? Ano tak, że filmowcy wychowywali je od małego pisklaka z dala od rodziców i te ptaki uznały, że to człowiek jest ich gatunkiem. Film kręcono w ten sposób, że leciała motolotnia, a ptaki za nią, ponieważ w środku był ich człowiek. Ich rodzina! Film powstał przepiękny, ale okupiony tym, że pokazane ptaki na pewno się nie rozmnożyły. Być może dożyły swoich dni, ale nie miały własnych młodych.

Tak samo jest z medialnymi bocianami, którym w dodatku grozi to, że jeśli będą się wałęsały po wsiach czy miasteczkach, to prędzej czy później skończą życie pod kołami samochodu.

A więc kochasz bociany, ale – dla ich dobra – nie pozwalasz, by była to miłość odwzajemniona.

A kiedy trafiają do mnie medialne osobniki, pierwsze, co robię, to obcinam im lotki – bo gdybym tego nie zrobił, natychmiast wzięłyby azymut "do ludzi" – po to, by nabrały właściwych zachowań od osobników swojego gatunku, które żyją u mnie w ośrodku.

Największa satysfakcja jest wtedy, gdy po kilku miesiącach, kiedy odrosną im lotki, wspólnie z nimi poczują zew i odlatują do Afryki.

A dlaczego w ogóle te ptaki do ciebie trafiają? Siadają na słupach wysokiego napięcia?

To jest najczęstsza przyczyna. Dużą grupę stanowią też pisklęta wyrzucone z gniazd.

Bocianie gniazdo potrafi ważyć ponad tonę (Fot. Archiwum prywatne)

Przez rodziców, którzy wydedukowali, że mają za dużo młodych, by je wykarmić?

Tak, aczkolwiek dzięki instalowanym w gniazdach kamerom oraz obrączkowaniu tych ptaków wiemy już, że to jest cecha osobnicza. Latami obserwujemy bociana, który wychowuje wszystkie młode, oraz takiego, który za każdym razem pozostawia w gnieździe tylko trzy osobniki. Resztę wyrzuca.

Sam upadek z gniazda jest dla malucha niebezpieczny?

Nie. Młode nie mają na tyle rozwiniętych kości, żeby się połamać.

W zeszłym roku trafił do mnie maluch spod Radomia. Kiedy został wyrzucony z gniazda, starsza pani, żeby go ratować, weszła w pokrzywy. Poparzyły ją strasznie, ale udało jej się go wyciągnąć spod gniazda. Pomodliła się za maleństwo, a jej wnuczęta przywiozły je do mnie.

Ile miało?

Dwa tygodnie. Jak już maluch ma puch i zaczynają być widoczne pałki, to jest najmniejszy problem!

Ludzie ratują również jajka. W miejscowości Borowa koło Tarnobrzegu podczas wysiadywania zginął jeden z rodziców. Drugi siedział i czekał, drugiego dnia stawał się coraz bardziej niecierpliwy – wstawał, rozglądał się – aż po czterech dniach głodówki zaczął wylatywać na żer. To był deszczowy, chłodny maj. Zarodki prędzej czy później by się wyziębiły. Na szczęście gniazdo było monitorowane i urząd dzielnicy podjął decyzję, że jajka trzeba przewieźć do ośrodka rehabilitacji. Przejmowałem je na granicy naszych województw. W Annopolu!

'Jak maluch ma puch i zaczynają być widoczne pałki, to jest najmniejszy problem' (Fot. Archiwum prywatne) , 'Ludzie ratują również jajka' (Fot. Archiwum prywatne)

Imponująca akcja! Dopytam: czy to prawda, że u bocianów jest równouprawnienie? W budowanie gniazd oraz wysiadywanie jaj samce i samice angażują się w równym stopniu?

Tak. W karmienie młodych również.

Wróćmy do uratowanych jaj.

Trafiły do specjalnego ptasiego inkubatora, a po wykluciu przebywały pod lampą grzewczą, tzw. kwoką. Wstawałem w nocy, żeby kontrolować temperaturę. Karmiłem rozdrobnionymi dżdżownicami. Wszystkie swoje bociany karmię tym, co jedzą w środowisku naturalnym: myszami – które kupuję mrożone – kurczętami, rybami.

Ale nie żabami? Czytałam, że bociany wcale za nimi nie przepadają.

To prawda. O wiele chętniej zjadłyby chociażby węża.

Kiedy młode są już na tyle duże, że mogą przebywać na powietrzu, umieszczam je w gniazdach, a jedzenie rzucam im niczym piłkę do kosza. (śmiech)

Ale ratowanie bocianich jaj zdarza się sporadycznie. Najczęściej trafiają do mnie pisklęta wyrzucone z gniazd. Te młode bociany dorastają u mnie w gniazdach po pięć–sześć osobników i stają się dla siebie przybranym rodzeństwem.

A kiedy trafia do ciebie dorosły osobnik, powiedzmy, ze zwichniętym skrzydłem, to na czym polega rehabilitacja?

Zwichnięte skrzydło zabezpieczam bandażem elastycznym i czekam dwa–trzy tygodnie, aż się zrośnie. Natomiast jeśli po rozwinięciu opatrunku widzę, że coś jest nie tak, wtedy konsultuję się z zaprzyjaźnionym weterynarzem.

Powiedzmy, że osoby, które czytają ten wywiad, spotkają na swojej drodze rannego bociana. Co mają robić?

Wykonać telefon do urzędu gminy, która ma obowiązek odłowić ranne dzikie zwierzę i przetransportować je do weterynarza lub ośrodka rehabilitacji.

Dobrze, ale jak to zwierzę złapać? W internecie można przeczytać, że to bardzo niebezpieczne, ponieważ zwierzę może się przestraszyć i zaatakować.

Przede wszystkim nie należy takiego bociana gonić w stronę pól, tylko w stronę wsi. Najlepiej w kilka osób. Zagonić na podwórko, po czym nakryć, np. kocem – by zminimalizować ryzyko dziabnięcia – i wówczas umieścić w pudle, i zabezpieczyć do transportu.

W akcje ratowania bocianów często bywa zaangażowana cała wieś!

'Jeśli bocian zostaje na zimę, to dlatego, że czuje, że nie da rady odbyć dalekiej podróży' (Fot. Archiwum prywatne)

Polacy kochają bociany. Kiedyś się mówiło, że jak uwiją gniazdo na dachu, to zwiastuje urodzaj. Już nie wspominając, że przecież przynoszą dzieci. Bezsprzecznie mają bardzo dobry PR. Opowiedz, jakie są przy bliższym poznaniu?

Fascynujące i – jak powiedziałem – różniące się osobniczo.

Ważący zaledwie 3 kg bocian potrafi w ciągu sezonu przytaszczyć do swojego "domu" 60 kilo przeróżnych rzeczy! Bywają wręcz bociany dotknięte zbieractwem.

Bocianie zbieractwo?

Czego tam nie ma?! Stringi, gumofilce, puszki po piwie! Jeden znosi wszystko, co się nawinie, a drugi żyje latami w tym samym gnieździe, ale ono pozostaje tak minimalistyczne, jakby dopiero co zostało zasiedlone.

Co z łączeniem się w pary na całe życie?

Wbrew powszechnym opiniom nie jest to prawda. Bociany są wierne jedynie miejscu gniazdowania. Również do Afryki lecą oddzielnie.

Zobacz wideo Skąd wracają do nas bociany?

Nie całymi rodzinami?

Tak leciały tylko w "Przygód kilka wróbla Ćwirka". (śmiech)

A wracając do łączenia się w pary: na terenie mojego ośrodka są trzy gniazda. W jednym z nich od lat mieszkają Bob i Bunia. W ubiegłym roku on przyleciał pierwszy, pod koniec marca. Czuł się jak u siebie: kiedy widział, że karmię kalekie osobniki, od razu przylatywał, żeby również się najeść bez wysiłku. Po dobie dołączyła do niego samica. Ale nowa. A kiedy przyleciała też Bunia, zaczęła się jatka. Biły się dzień i noc!

Która zwyciężyła?

Bunia. Była cała zakrwawiona, ale po dwóch dobach udało jej się wygonić obcą bocianicę z gniazda.

Co w tym czasie robił Bob?

Przyglądał się. Nie brał udziału w tych incydentach.

Samce również potrafią się pobić o samicę?

Oczywiście, że potrafią, tylko że walka toczy się bardziej o gniazdo niż o partnerkę czy partnera. Bunia nie dała sobie wydrzeć gniazda, ponieważ pamiętała, że kiedy rok wcześniej nadszedł bardzo suchy sierpień i krucho było z pożywieniem,  rzucałem pod gniazdo pokarm i zawsze miała co dać swoim młodym.

Bociany to bardzo troskliwi rodzice! W upał rozkładają nad potomstwem słoneczny parasol ze skrzydeł. Żar leje się z nieba, a one cierpliwie trwają.

A co się odbywa na bocianich sejmikach?

Dużo mitów wokół nich narosło. Starsi ludzie opowiadają, że one tam ubijają najsłabsze osobniki. Tak jak przeczytali w "Kajtkowych przygodach". Nic podobnego. Jeśli bocian zostaje na zimę, to dlatego, że sam czuje, że nie da rady odbyć dalekiej podróży, a nie z powodu zamordyzmu pozostałych osobników.

Sejmik to nic innego jak wędrujące stado. Lecącą grupę bocianów widzą te, które jeszcze siedzą w gniazdach, więc postanawiają się dołączyć i w ten sposób grupa rośnie w siłę.

'W upał rozkładają nad potomstwem słoneczny parasol ze skrzydeł. Żar leje się z nieba, a one cierpliwie trwają' (Fot. Archiwum prywatne)

Czytałam, że bocian potrafi przelecieć nawet kilkaset kilometrów w ciągu doby. No i spać w locie.

To jerzyki śpią w locie, nie bociany. Bociany się zatrzymują na odpoczynek i właśnie wtedy często dochodzi do porażeń prądem. W połowie sierpnia ośrodki rehabilitacji przeżywają istne oblężenie. Doświadczone osobniki, które niejedną wędrówkę przeżyły, kojarzą słupy wysokiego napięcia jako coś niebezpiecznego, dlatego przysiadają na dachach lub drzewach, ale młode – bywa, że na drutach.

A czy prawdą jest, że układ nerwowy bocianów jest wrażliwy na pole magnetyczne Ziemi?

Tak. Ludzie się czasem bardzo martwią, że młode jeszcze nie latają i mogą nie zdążyć odlecieć z rodzicami do Afryki. "Nie trafią!" Trafią, trafią! Mogą wyruszyć wyłącznie młode i będą doskonale wiedziały, gdzie mają lecieć. Natomiast ta podróż jest niebezpieczna. Pierwszy rok przeżywa zaledwie 27 proc. bocianów. Po drodze są myśliwi w Libanie, farmy wiatrowe, druty pod prądem i głód na pustyni. Jeśli bocianowi uda się dolecieć do Afryki i wrócić do nas w kolejnym roku, to znacznie zwiększa jego szanse na dożycie starości, czyli około 10 lat.

Podczas swojej wędrówki ten ptak nabywa tak ogromnego doświadczenia! Zawsze, gdy patrzę na dorosłego bociana, który trafia do mnie kontuzjowany, myślę o nim jako o kombatancie, który przeżył o wiele więcej niż jeden stary człowiek przez całe życie.

To wielka przyjemność słuchać człowieka, który ma pasję. A ty masz nawet dwie! Prócz bocianów jest jeszcze Zbigniew Wodecki. 

Słuchając go, odnalazłem siebie. Wodecki tworzył cudowną muzykę, do której teksty pisali genialni twórcy, jak Jonasz Kofta, Wojciech Młynarski czy Jacek Cygan. Zbyszek Wodecki opowiadał anegdotę, że kiedy młodzi ludzie go pytali, jak zrobić karierę i "utrzymać się na powierzchni mętnej wody show-biznesu", odpowiadał im, że na początku trzeba się związać z porządnym nazwiskiem. I tak powstała piosenka "Zacznij od Bacha". Myślę sobie, że tak samo ja związałem swoje życie z porządnym ptakiem, który się wszystkim bardzo dobrze kojarzy. Ile razy bociany mi pomogły! Choćby w załatwianiu przeróżnych spraw w urzędach. "Już niech panu będzie, bo pan przecież te bociany ratuje". (śmiech)

Wiele młodych osób ma pasje, przeróżne, ale kiedy one są "niepraktyczne", "nieżyciowe", to bardzo często zarzucają je z biegiem czasu, by zająć się "przyszłościowymi" sprawami. Wiesz, "porządna, pewna praca".

W moim przypadku było tak, że pasja mnie uratowała. Przed rówieśnikami. Przed nauczycielami. W podstawówce od tych pierwszych słyszałem, że jestem "ptasią grypą", a od tych drugich – nie wszystkich, ale jednak – że przede mną nie ma żadnej przyszłości.

Koszmarne!

Na szczęście rodzice zawsze byli po mojej stronie, a kiedy media zaczęły się rozpisywać o mojej bocianiej pasji, pojawiło się grono osób, które dawały mi wsparcie i siłę. Trzeba mieć grono ludzi, którzy będę człowieka szanować i cenić za to, jaki jest. Dziś, w dobie internetu, znalezienie takich osób naprawdę jest do zrobienia! A kiedy są ludzie, którzy są po naszej stronie, to dodaje wiatru w żagle. Pcha do przodu. Wtedy można realizować swoje marzenia.

Jakie są twoje?

Marzy mi się program przyrodniczy, którego byłbym prowadzącym, ale przede wszystkim chcę cały czas zajmować się bocianami i rozwijać ośrodek rehabilitacji.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>

Kamil Piwowarczyk. Absolwent technikum leśnego w Lublinie. Na Kozubszczyźnie założył i prowadzi ośrodek rehabilitacji bocianów Stowarzyszenie "Szansa dla Bociana". O swoich ukochanych ptakach opowiada nie tylko wycieczkom szkolnym, ale też studentom weterynarii, którzy przyjeżdżają do niego regularnie. Jest radnym swojej gminy, epizodycznie grywa w serialach oraz – jak podkreśla z dumą – przyjaźni się z Zofią Czernicką. Zamieszkuje ojcowiznę.

Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.

Jak pomóc bocianom Kamila?

Osoby chcące wesprzeć ośrodek rehabilitacji bocianów Stowarzyszenie "Szansa dla Bociana" mogą kontaktować się z Kamilem Piwowarczykiem pod tym adresem e-mail: szansadlabociana@gmail.com. Istnieje możliwość zakupu pożywienia dla bocianów bądź wpłaty pieniędzy.

Więcej informacji znajdziesz tutaj