Rozmowa
Dawid prowadzi kanał Roślinne Historie (Dawid Oleszko)
Dawid prowadzi kanał Roślinne Historie (Dawid Oleszko)

Nie jestem miłośniczką roślin, ale odkąd zobaczyłam jedną twoją rolkę na Instagramie, przepadłam.

(śmiech) Bardzo mi miło.

Są zabawne, perwersyjne, sarkastyczne. Ale nie zawsze tak było. Początki były nieśmiałe.

Ale ja się wciąż krępuję, gdy robię te rolki!

Nie wierzę.

Najbardziej mnie zawstydza mówienie do kamery. Często mnie zacina, zapominam, co chciałem powiedzieć, choć lubię swój głos. Zamierzam w przyszłości nagrywać audiobooki.

Jest elektryzujący.

Szkoda, że w tym wywiadzie nie możemy go usłyszeć. (śmiech)

'Plant Daddy to bardzo znane określenie w social mediach. Nie wymyśliłem nic rewolucyjnego' (Dawid Oleszko) , 'Codziennie dostaję około 100 wiadomości' (Dawid Oleszko)

Jak to się stało, że poradnikowe rolki nagle zamieniły się w "seksrolki", a ty w Plant Daddy’ego, czyli "roślinnego tatuśka".

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jakoś tak samo wyszło. Chciałem coś zmienić, dodać jakiś element rozrywkowy. Uwielbiam stare kawałki z lat 90., z początku 2000, kocham do nich tańczyć. Plant Daddy to bardzo znane określenie w social mediach. Nie wymyśliłem nic rewolucyjnego. 

Stare...

Dla mnie stare. Już nie jestem najmłodszy, mam 42 lata! Typowy boomer.

Chyba milenials.

Ale mam duszę boomera, zwłaszcza pod względem technologicznym czuję się zacofany.

Instagram ogarniasz świetnie, podobnie jak TikToka.

TikToka bardzo nie lubię, bo nie można tam m.in. wysyłać wiadomości głosowych. Jak codziennie dostaję około stu wiadomości, to nie jestem w stanie wszystkim odpisać ręcznie. To bardzo męczące i czasochłonne. 

Poza tym lubisz swój głos.

Dokładnie. Ale TikTok uwielbia takie filmiki.

Wróćmy do początku. Lubiłeś tańczyć...

...do Ace of Base, Westlife, French Affair. Gdy pracowałem nad rolkami, to czasem gdzieś w tle leciała muzyka i tworzyła zabawowy nastrój, w pewnym momencie zacząłem się po prostu do niej ruszać, tu ramionkami popodrygiwałem, tu puściłem oko itp. 

A to pupą.

Podśpiewywałem sobie. I zobaczyłem, że w sumie mógłbym niektóre elementy wykorzystać. Tak naprawdę wszystko się zaczęło od rolki z długim kaktusem. Tańca jeszcze nie było, ale już takie moje gadanie do kamery tak.

To znaczy cocktusem (z ang. cock, czyli ku*as).

A potem pojawiło się śpiewanie pod nosem i taniec. I w końcu odkrywanie ciała, ale tylko troszkę. No przecież musi być jakaś tajemnica, a nie od razu klata na wierzch!

No i sarkazm.

Który uwielbiam i który czuję być może jeszcze więcej. Cały czas się zastanawiam, co mogę zmienić, robiąc rolki, żeby je urozmaicić. Jeszcze więcej sarkazmu, przewracania oczami i może krótsze filmiki, np. o tym, "jak przywiązać monsterę do palika"? No jak to jak? Normalnie! Coś w tym stylu. (śmiech)

Boisz się, że ludzie się znudzą twoimi rolkami?

Raczej nie. Nie wrzucam ich dużo, mniej więcej raz na tydzień. Nie podobają mi się te konta lifestyle’owe, na które ciągle ktoś coś wrzuca. Z czasem zaczyna mnie to drażnić. Lubię myśleć, że ludzie czekają na moje rolki, a nie są nimi zalewani.

Tym bardziej że zrobienie rolki chyba wymaga czasu.

Bardzo dużo. Samo kręcenie nie jest aż tak czasochłonne, najdłużej trwa montaż. Z 40-minutowego materiału muszę zrobić film, który trwa półtorej minuty. Ma być śmieszny, atrakcyjny, ale też zrozumiały dla osób, które go oglądają, bo jednak chcą się czegoś dowiedzieć o uprawie roślin.

No nie wiem.

Na pewno też dla moich głupich min, tańca, przygryzania wargi i klepania doniczek. Ale ja nie klepię doniczek dla samego klepania, tylko żeby podłoże lepiej rozłożyło się pomiędzy korzeniami! Jeśli więc ktokolwiek dowie się czegoś z moich rolek albo zachęcę kogoś do kupna rośliny, to będę przeszczęśliwy.

Czasem cała produkcja jednej rolki trwa nawet tydzień.

Masz kogoś do pomocy?

Wszystkiego nauczyłem się sam i wszystko robię sam.

Czyli masz problem z delegowaniem zadań.

Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja. (śmiech) Wiem, to straszne, to moja największa wada. Mam kolegę, którego czasem namawiam: pomóż mi z tym albo z tym. On jednak zna mnie doskonale i tylko odpowiada: "Nie ma mowy, bo za chwilę wyjedziesz do mnie z ryjem, że źle doniczkę podnoszę albo kwiatek przestawiłem nie tam, gdzie trzeba".

Zobacz wideo Piesek pomaga jej zbierać śmieci w toruńskim parku

Dlatego mam tyle roboty. Najwięcej czasu zajmują rolki, w których przesadzam roślinę, a robię to także zimą. I tu zawsze padają komentarze: przecież zimą się roślin nie przesadza!

Dlaczego?

Teoretycznie nie powinno się tego robić, ponieważ po przesadzeniu pobudzamy roślinę do wzrostu, a do tego potrzebna jest odpowiednia ilość światła. W przeciwnym razie roślina może się deformować. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że w przypadku roślin takich jak monstera, dracena, jukka, sansewieria, storczyk wystarczy postawić ją w jak najjaśniejszym stanowisku w domu i będzie ładnie sobie rosła.

Pisze do ciebie więcej kobiet czy mężczyzn?

85 proc. wiadomości wysyłają kobiety.

I co piszą?

Większość to pytania dotyczące uprawy roślin.

A reszta?

"Nie było tańca. 1 na 10". Albo: "Za mało klaty, nie podobało mi się". Albo: "Pomachaj więcej d**ą".

Nie czujesz, że to jakiegoś rodzaju przekroczenie?

Przekroczenie czego? Granicy? Mam mocno przesuniętą granicę jakkolwiek rozumianej poprawności. Bardzo trudno mnie urazić, mam do siebie duży dystans. Można ze mną pożartować. Nie spotykam się też z takim typowym hejtem, zwłaszcza na Instagramie. Na TikToku czasem tak, bo tam społeczność jest jednak trochę inna. Jeśli się coś takiego trafi, to po prostu odpisuję: "Dziękuję za opinię, pozdrawiam".

Prawda jest jednak taka, że w związku z tym, że robię wszystko sam, nie udaje mi się odpowiadać na wszystkie wiadomości. Jeśli są takie, które nic do mojego życia nie wnoszą, to po prostu je ignoruję.

Co jeszcze ludzie piszą?

Na przykład, że to, co zrobiłem w danej rolce, było niesmaczne, zbyt perwersyjne. To prawda, bywam wulgarny, trochę zboczony, lubię poświntuszyć. Najgorsze jest to, że mi się naprawdę wszystko kojarzy! Zerknąłem na tę rolkę i zupełnie nie byłem w stanie dopatrzyć się niesmacznej perwersji. Dla mnie jest okej, mam granice takie, jakie mam, nikogo nie obrażam, jestem w tym, co robię, naturalny i autentyczny. To cały ja. Jak się komuś nie podoba, to po co mnie obserwuje? Albo ostatnio ktoś skomentował, że chyba mi czegoś w życiu brakuje, skoro takie rolki robię. Akurat nie trafił!

'Mam mocno przesuniętą granicę jakkolwiek rozumianej poprawności. Bardzo trudno mnie urazić' (Dawid Oleszko) , 'Bywam wulgarny, trochę zboczony, lubię poświntuszyć' (Dawid Oleszko)

Czyli dobrze się bawisz, nagrywając rolki?

Oczywiście! Presja, żeby to dobrze wyglądało, jest duża i muszę pamiętać, żeby dbać o jakość – odpowiednią ostrość, światło. Wczoraj np. nakręciłem rolkę, ale światło było średnie i będę pewnie musiał ją nakręcić jeszcze raz. Ale przejrzałem materiał i wiem, że będzie ona zaje***ta.

Robisz coś jeszcze zawodowo poza byciem Plant Daddym?

Z samego Instagrama bym się nie utrzymał. Czasem nakręcę jakąś rolkę sponsorowaną, ale nie za często. Prowadzę przede wszystkim obiekt Bed & Breakfast we Wrocławiu. Sprawdzam często, co się tam dzieje, delegowanie zadań zdecydowanie wychodzi mi tam lepiej niż w przypadku tworzenia rolek.

A skąd się wzięły rośliny w twoim życiu i czy ty w ogóle się na nich znasz?

Były obecne od zawsze. Babcia miała duże juki czy fikusy benjamina. Mama też uwielbiała rośliny, było ich w domu pierdyliard. Gdy się wyprowadziłem, zacząłem od dwóch–trzech roślin, nagle okazało się, że mam ich już 20, potem 50, potem 200, a teraz to już nie wiem, ile ich jest, bo straciłem rachubę.

Muszę się ich zacząć powoli pozbywać, bo fajnie mieć rośliny, ale niektóre trzeba dosłownie upychać po kątach i wciskać nogą, bo tak bardzo dominują przestrzeń. Moje obecne mieszkanie ma 200 mkw., a i tak już zaczyna to źle wyglądać. W starym – 70 mkw. – już nie dało się żyć.

200 roślin na 70 mkw.? Nieźle.

Trochę strzelam sobie jednak w kolano, bo z samego rana pojechałem na giełdę roślin i wróciłem z kilkoma nowymi sztukami.

Masz jakieś ulubione rośliny?

Muszą być duże. (śmiech) Roślina ma być porządna, a nie taka roślinunia. Jak widzę takie małe wypierdki, to mną telepie, ale wiesz, co kto lubi. Uwielbiam monstery, draceny, papirusy, benjaminy.

A skąd wiesz tyle o roślinach?

Z praktyki. Bo nie ze szkoły. (śmiech)

Nie byłeś dobry z biologii?

Raz byłem dobry, raz beznadziejny. I nie dotyczyło to wyłącznie biologii. Uwierz mi, wiedza, na czym polega fotosynteza, na żadnym etapie nie była mi potrzebna w uprawie roślin.

Coś studiowałeś?

Kilka kierunków, bo za każdym razem po kilku miesiącach się nudziłem. A trzeba było coś studiować, bo takie były czasy, że szło się na studia. Tuż po liceum była ochrona środowiska. Po semestrze zrezygnowałem. Potem gospodarka przestrzenna. Nuda. W międzyczasie była jeszcze europeistyka i coś z geografią, już dokładnie nie pamiętam. Okres studiów wspominam doskonale, bo świetnie się bawiłem. Gdy moi rówieśnicy męczyli się na studiach, ja chodziłem na imprezy.

Dopiero kilka lat temu stwierdziłem, że chciałbym skończyć jednak jakiś kierunek. Poszedłem na architekturę krajobrazu i zrobiłem inżyniera. Po otrzymaniu dyplomu pomyślałem: no to skoro mam już inżyniera, to może zrobię magistra? I tak w wieku 40 lat zostałem magistrem. I do tego z obu obron dostałem piątkę!

Jednak ciągnie cię do tej, mówiąc najogólniej, przyrody.

Tak. Chociaż to, czego się nauczyłem, już zdążyło wylecieć mi z głowy. Powinienem się ciągle dokształcać, czytać książki o roślinach, no ale jak mam to robić, kiedy muszę kręcić te cholerne rolki! (śmiech)

Tak na poważnie to wiedzę czerpię przede wszystkim z własnego doświadczenia. Jeśli jakaś roślina mi padła, kupowałem nową i zmieniałem coś w sposobie jej uprawy, aby tym razem mi wyszło. Potrafię być uparty. Nie uważam się więc za eksperta, tylko praktyka. Wszystko też robię na oko, na wyczucie, dlatego czasem trudno mi w postach dokładnie opisywać, ile wsypać ziemi, jak często podlewać itd. Staram się jednak to robić, bo wiem, że ludzie potrzebują konkretnych tipów.

Wiem, że lubisz duże rośliny, ja akurat raczej mam małe. Ale może mi powiesz, dlaczego pada mi roślina, którą podobno trudno uśmiercić. Peperomia. Pan w sklepie powiedział, żeby rzadko ją podlewać, więc długo jej nie podlewałam, ale potem miałam wrażenie, że mi wysycha.

Więc podlałaś na raz dużo.

O, to, to.

To jeden z najczęstszych błędów, jakie ludzie popełniają. Wysuszony system korzeniowy rośliny nie jest w stanie pobrać na raz tyle wody i gnije. Jeśli już się doprowadzi do wysuszenia, trzeba podlewać malutko i często przez jakiś czas.

Żeby uniknąć takich sytuacji, polecam podlewanie od dołu, czyli wlewanie wody do podstawki, bo wtedy ryzyko, że się roślinę przeleje, jest niskie. Roślina pobierze tyle wody, ile będzie potrzebować, i ta woda nie będzie w doniczce zalegać, zwłaszcza w miejscu, w którym roślina styka się z podłożem. Tam najczęściej dochodzi do gnicia.

Jakie jeszcze ludzie mają problemy z roślinami?

Najczęstszym jest właśnie to, że nie wiedzą, jak podlewać albo im to podlewanie nie wychodzi. Roślina gnije albo wysycha. Kolejny częsty problem to szkodniki.

Zobacz wideo Borsuk Karolek miał szczęście - leczą go w najlepszej klinice weterynaryjnej w Polsce

Mam jeszcze w domu grubosza – jest ze mną już od ponad ośmiu lat. Jedna gałąź kilka lat temu padła, ale drugą udało mi się uratować. Pięknie się rozrosła.

Brawo, bo wiele osób ma z nimi problem. Trzeba by tylko podciąć gałązki. W miejscu cięcia wyrosną nowe. I ewentualnie przesadzić, żeby ją nieco spionizować.

Podobno to bardzo prosta w uprawie roślina.

Prosta, bo teoretycznie nie wymaga zbyt częstego podlewania. Jak często ją podlewasz?

W pewnym momencie ją wyczułam.

I to jest najważniejsze w uprawie roślin. Trzeba ją poznać, aby wiedzieć, jakie warunki są dla niej najlepsze. Biorąc pod uwagę to, na jakim stanowisku ją trzymamy, ile jest w naszym mieszkaniu światła, jaka jest wilgotność powietrza.

Myślałam, że nie trzeba jej często podlewać, ale w przypadku mojego grubosza sprawdza się podlewanie mało i często.

Nawet zimą.

Zgadza się. A jakie rośliny najczęściej mają ludzie w domach?

Te, o których są moje rolki. Zależy mi, aby dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Czymś muszę ich przyciągnąć poza choreografią i kręceniem tyłkiem.

Zazwyczaj się te gatunki powtarzają: monstery, przede wszystkim sansewieria, czyli tzw. języki teściowej, draceny, filodendrony, paprocie, jukki, epipremnum...

Albo storczyki, których nie znosisz.

To prawda. Ale ostatnia rolka o storczyku miała ogromne zasięgi.

Bo wszyscy mają storczyki.

Albo dają je w prezencie. Choć storczyk storczykowi nierówny. Mamy np. storczyka jubilerskiego, który zupełnie nie przypomina tych mieszańców, które widzimy w sklepach. Ale on już nie budzi takiego zainteresowania. Jak ja nienawidzę storczyków!

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia.