Potrzebowałaś uciec od trudności, jakie niesie ze sobą reportaż?
Kilka miesięcy po wydaniu książki "Błoto słodsze niż miód" poczułam niemal fizycznie, że te historie odłożyły mi się w ciele. Poszłam na przegląd Małgorzaty Rejmer i okazało się, że mam stan przedcukrzycowy, hashimoto, bardzo wysoki poziom kortyzolu i prolaktyny. A na spotkaniach autorskich ciągle opowiadałam o traumie, więzieniach, ludziach prześladowanych przez system komunistycznej Albanii. Żeby się z tym wszystkim ułożyć, zaczęłam czytać o wtórnej traumatyzacji, ale też o tym, jak ciało i umysł reagują na doświadczenia traumatyczne, jak o tym rozmawiać. Potrzebowałam tej wiedzy, bo na co dzień nie współpracuję z żadną redakcją, nie mam z kim omawiać swoich tekstów, dzielić się tym, co przeżywam. Zresztą psychiczne koszty pisania potrafi przeliczyć i zrozumieć tylko ten, kto pisze. Opowiadania "Ciężar skóry" wzięły się z moich studiów nad traumą i pamięcią, ale także z lat bałkańskich obserwacji i doświadczeń.
Przez osiem lat mieszkałaś na Bałkanach, w tym sześć lat w Albanii. Zajmowałaś się nie tylko zbieraniem informacji do książek...
Wraz z grupą Albanek założyłyśmy Kolektyw Feministyczny, organizowałyśmy dyskusje, wykłady, robiłyśmy akcje w przestrzeni miejskiej. Ale szybko zrozumiałam, że wiele naszych idei było niejasnych dla albańskich odbiorców, że żyjemy w naszej feministycznej bańce, a na zewnątrz świat jest inny. Zainspirowana polskimi kampaniami wymyśliłam, żeby zrobić plakaty z jednym z najsłynniejszych albańskich obrazów, "Motra Tone" Kolë Idromeno, przedstawiającym kobietę, która zasłania chustą policzek, i dodać podpis: "Uderzył mnie, bo go sprowokowałam". Widziałam później reakcje na Instagramie: „O co chodzi z tym plakatem? Sprowokowała go, to ją uderzył, co w tym jest dziwnego?".
Moja przyjaciółka wymyśliła z kolei, żeby zainspirować się znanym albańskim powiedzeniem "Kto cię bije, ten cię kocha" i zasprejować nim Tiranę, ale w nowej wersji: "Kto cię bije, ten cię nie kocha". Wkrótce potem wiralem stało się wideo, na którym starsza kobieta z furią zdrapywała ze ściany słowo "nie" w naszym graffiti. Miało zostać tak jak zwykle. "Kto cię bije, ten cię kocha". Bez dyskusji.
W Polsce mówiło się: "Gdy mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije". W swoich opowiadaniach nie piszesz tylko o Bałkanach, ale także o Polsce.
"Serce syreny" opowiada o albańskim chłopcu bitym przez ojca, ale akcja innego opowiadania, "Czarcie bydlę", dzieje się w Polsce i opowiada o dziedziczeniu przemocy z pokolenia na pokolenie, powtarzaniu błędów swoich rodziców. Tyle że u nas o przemocy rozmawia się więcej, to jest poważny dyskurs w mediach, wzrasta też świadomość procesów psychologicznych i różnych form przemocy, od mobbingu po gaslighting i inne formy manipulacji. W Albanii ten dyskurs dopiero raczkuje, choć nagłaśnianie incydentów przemocy wobec dzieci w przedszkolach i szkołach spotyka się już z bardzo gwałtowną reakcją w społeczeństwie.
Albańscy znajomi często opowiadali mi, jak pełne przemocy było ich dzieciństwo, jakie straszne były lata 90. Ale ja sama pamiętam swoje dzieciństwo i to, jak szorstki, trudny i brutalny bywał świat wokół. Teraz kładzie się duży nacisk na to, by szanować uczucia i emocje dziecka, by szanować jego sprzeciw i uwzględniać punkt widzenia, ale mam wrażenie, że jako dzieci byliśmy łamani, jeśli stawialiśmy jakikolwiek opór. Transformacja systemowa była traumatycznym doświadczeniem dla wielu dorosłych, a największymi ofiarami ich frustracji stawały się najsłabsze ogniwa w domu, czyli dzieci.
Milenialsi są pierwszym pokoleniem, które miało szeroki dostęp do wiedzy psychologicznej. Ty w swoich opowiadaniach pokazujesz rodzinę jako jądro przemocy. Miałaś poczucie, że łamiesz jakieś tabu?
Nie, raczej nie, bo temat przemocy w rodzinie jest już bardzo dobrze rozpoznany i opowiedziany w polskiej literaturze. "Ciężar skóry" to po prostu kolejny kamyk w bucie, który może uwierać czytelników. Wiele osób jest w terapii, wokół krążą opowieści o rodzinach i przemocy, wszystkim wypadają trupy z szaf.
Czasem mam wrażenie, że cała Polska jest w terapii, cała Polska opowiada, co jej się przydarzyło, cała Polska opisuje siebie na nowo. Trwa wielka rekonstrukcja tożsamości indywidualnej i zbiorowej – z jednej strony zyskujemy narzędzia psychologiczne na poziomie jednostki, z drugiej rekonstruujemy chłopską przeszłość społeczeństwa, a z trzeciej na nowo opowiadamy sobie Polskę jako kraj mozaikowy, patchworkowy, niejednorodny. Polskę regionów zamieszkiwaną przez wiele mniejszości, które dopiero teraz odzyskują głos.
W ostatniej dekadzie coraz więcej mówi się też o tym, jak wielki wpływ na kształtowanie się osobowości mają doświadczenia z dzieciństwa. Odkrywamy, jak poczucie bezradności, bycia odrzuconym i niekochanym rezonują w naszym dorosłym życiu i wyznaczają schematy, którymi się posługujemy, błędy, które popełniamy. W psychologii pojawiło się też pojęcie pamięci epigenetycznej, tego, czy i jak doświadczenia poprzednich pokoleń wpływają na to, jakie zachowania i predyspozycje dziedziczymy i w jaki sposób radzimy sobie z różnymi wyzwaniami życiowymi.
Pokazałaś, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na życie dorosłych ludzi, chociażby w tytułowym opowiadaniu "Ciężar skóry", które otwiera zbiór wydany nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Bohater tej historii skrywa jakąś tajemnicę – coś strasznego przydarzyło mu się w dzieciństwie albo w okresie nastoletnim, dlatego ma bliznę i wgłębienie na czole, ale z opowiadania nie wynika jednoznacznie, czy doznał obrażeń w wojsku, czy w domu rodzinnym. Zostawiam różne tropy, więc czytelnik może dopowiedzieć sobie sam, czy bohater rzeczywiście był żołnierzem i kto tak naprawdę wyrządził mu krzywdę.
Zdecydowałaś się uczynić bohaterami swoich opowiadań młodych ludzi, ale również dzieci. O wczesnym dzieciństwie jest opowiadanie "Serce syreny", które otwiera książkę.
Chciałam pokazać, jak bardzo bezbronnymi i niewinnymi istotami są dzieci i jak często różne mechanizmy obronne, również te dysfunkcyjne, wywodzą się z czasów dzieciństwa. Głównym bohaterem "Serca syreny" jest dziecko, które od najmłodszych lat doświadcza przemocy ze strony ojca. Kiedyś chłopiec miał matkę, która go chroniła, ale matka zniknęła. Teraz zostali mu tylko babka, która toleruje przemoc, i wujek, do którego mały czasem ucieka. Chłopiec wyobraża sobie, że jego matka zamieniła się w syrenę, dlatego codziennie pływa w morzu, chcąc się do niej zbliżyć. Wreszcie sam zamienia się w syrenę. A może po prostu płynie przed siebie i się topi? Można czytać to opowiadanie optymistycznie, w duchu realizmu magicznego, jako opowieść o ocaleniu, albo pesymistycznie, przez pryzmat teorii traumy, jako studium zaburzeń dysocjacyjnych, które pomagały chłopcu przetrwać, ale w końcu poprowadziły go ku śmierci.
Musiałam wziąć kilka oddechów po przeczytaniu tej historii. Bałam się, co będzie dalej, a dalej pojawia się m.in. opowieść o samookaleczających się nastolatkach.
Bardzo porusza mnie problem samotności nastolatków. W wielu rodzinach smartfon stał się kolejnym członkiem rodziny, a jednocześnie symbolem nieobecności i nieuczestniczenia. Bohaterka opowiadania "Mój księżyc ma zielone oczy" jest ciągle sama, jej życie przeniosło się do mediów społecznościowych, w których króluje przemoc.
Długo pracowałam nad wykreowaniem tej postaci, aż jej głos w mojej głowie stał się niezwykle wyraźny, pełen gniewu, zwłaszcza w stosunku do nieobecnej matki. Moja bohaterka nie ma wokół siebie nikogo i gdy zostaje po raz kolejny odrzucona, dochodzi do tragedii.
W obydwu tych historiach pokazujesz coś, czego wielu z nas doświadczyło jako dzieci – stworzenie sobie wyobrażonego świata, do którego uciekaliśmy, żeby poczuć się bezpiecznie.
Wydaje mi się, że to coś, co w reportażu trudno byłoby pokazać, chyba że w bardzo dosłowny sposób. W przypadku literatury pięknej możliwości języka są nieograniczone. Monolog bohaterki "Księżyca" w pewnym momencie lirycznieje i przechodzi w prozę poetycką. W "Sercu syreny" mogłam się posłużyć realizmem magicznym i czerpać z Jungowskiej teorii archetypów. Morze pełni funkcje terapeutyczne, a jednocześnie ma magiczną moc. Zresztą motyw wody pojawia się w kilku opowiadaniach i symbolizuje nieświadomość. Woda odnosi się do tego, co jest ukryte w moich bohaterach najgłębiej, zazwyczaj do lęku, i pomaga się z nim skonfrontować, przynosząc ukojenie.
Oprócz wody ważną rolę w twoich opowiadaniach odgrywają przyroda i zwierzęta.
Zwierzęta są lustrem naszego człowieczeństwa, symbolizują samowiedzę, ale także wyparcie. Ich obecność pomaga uzyskać dostęp do nieświadomych części osobowości i przepracować traumę. Momenty, gdy łączymy się z przyrodą i przebywamy blisko zwierząt, pozwalają nam połączyć się z najgłębszymi i najpiękniejszymi warstwami naszej osobowości. To chwile, gdy docieramy do tego, co w nas najszlachetniejsze, bo najbardziej bezinteresowne.
A jednak jeden z twoich bohaterów morduje psa.
Niektórzy czytelnicy mają do mnie o to żal i jakoś ich rozumiem.
Dla mnie to jedno z najbardziej przerażających opowiadań. Jest przesycone agresją, z bohatera bucha wściekłość.
Na początku wymyśliłam tę historię tak, że bohater ostatecznie godzi się z przeszłością, wybacza ojcu i bierze jego ukochanego psa, aby się nim zaopiekować. Jednak gdy zaczęłam pisać, uświadomiłam sobie, że ten człowiek kipi gniewem i miota się jak zwierzę w klatce. To był jeden z takich momentów, gdy postać wymyka się spod kontroli autora i zaczyna żyć własnym życiem. Byłam w połowie pisania, kiedy skapitulowałam i pomyślałam: prawda o moim bohaterze jest taka, że on tego psa zabije.
A które z tych opowiadań jest twoim ulubionym?
Chyba właśnie to, "Czarcie bydlę". Chciałam pokazać bohatera, który stara się być dobrym człowiekiem, ale w praktyce ponosi całkowitą klęskę, głównie dlatego, że bezkrytycznie wierzy w słuszność swoich racji. Całą swoją tożsamość buduje w opozycji do ojca, którego nienawidzi i uważa za złego człowieka, a jednak zaczyna popełniać wszystkie jego błędy i z biegiem czasu staje się taki sam jak on. Widzę, że to opowiadanie mocno rezonuje w czytelnikach ze względu na okrucieństwo bohatera, postać narcystycznego, autorytarnego ojca i ofiarę niewinnego psa.
Dla mnie to także opowieść o pewnej nieuchronności dziedzictwa. Nie mamy wpływu na to, co otrzymujemy po naszych przodkach.
To prawda, ale nieważne, jak bardzo bylibyśmy obciążeni, mamy wolną wolę i możemy kształtować swoje życie, i dbać o to, by być dobrymi ludźmi. Nie wierzę w więzy krwi, w pokrewieństwo, w utrzymywanie relacji z rodziną za wszelką cenę. Przez wiele lat żyłam za granicą i tam stawałam się częścią małych społeczności, nawiązywałam prawdziwe, szczere relacje z ludźmi, z którymi wciąż mam bliski kontakt. Wierzę w ideę rodziny zastępczej, ludzi, których wybieramy sobie na towarzyszy życia, którzy mogą zastąpić nam biologiczną rodzinę. Nigdy nie miałam siostry, a czuję, jakbym miała ich kilka.
Jak decydowałaś o tym, który bohater w swoim punkcie przeciążenia dostanie szansę na to, żeby jeszcze budować swoje życie, a który już nie?
Te historie to nie tylko opowieści o przemocy i o traumie, ale też o wglądzie w samego siebie i o sprawczości, o zdolności do kontrolowania swojego życia. Ci bohaterowie, których cechuje empatia i pewna kruchość, ale i gotowość do konfrontacji z problemami czy własnymi klęskami, mają szansę na ocalenie. Oni będą w stanie się przemienić i odbudować siebie na nowo. Natomiast dla bohaterów, którzy głęboko wierzą, że zawsze mają rację, nie ma nadziei.
Nie ma jej również dla bohaterów, którzy są zupełnie sami. Dlaczego?
Bo zabrakło choćby jednej osoby, w której mogliby się przejrzeć i dzięki niej zobaczyć błędy, które popełniają. Drugi człowiek jest lustrem, w którym możemy dostrzec prawdę o sobie. Tylko poprzez wgląd możemy coś zmienić. Ci bohaterowie, którzy nie dają sobie szansy na zbudowanie relacji z drugim człowiekiem, są straceni.
Jaki jest dziś ciężar skóry Małgorzaty Rejmer?
Niosę swój ciężar jak każdy. Jeszcze utrzymuję się z pisania, ale moja praca jest zaprzeczeniem poczucia bezpieczeństwa. Dlatego spokojnie buduję alternatywną ścieżkę i kiedy nie będę już miała mocy przerobowych, by pisać, zostanę terapeutką. Przez cztery lata studiowałam psychologię, a przez ostatnie osiem lat wysłuchiwałam ludzi, którzy opowiadali mi o swoim cierpieniu. Kwestie przemocy i traumy ciągle przewijają się przez moje życie.
Jeśli coś zdejmuje mi ciężar z barków, to jest to bycie wśród ludzi, rozmowy z ludźmi. Kiedy wróciłam z Tirany do Warszawy, trwała jeszcze pandemia, a ja czułam się samotna i wyobcowana. W Albanii zostawiłam przyjaciół, znajomych, rodzinę mojego byłego partnera, z którą byłam blisko związana. Straciłam albańskie życie, a polskie musiałam odbudowywać na nowo. Ale udało się i mam teraz wokół siebie wielu wspaniałych ludzi.
Wierzę we wspólnotę, w relacje. Stawianie na indywidualizm tworzy iluzję, że jeśli coś kupimy, wykreujemy jakiś obraz siebie, będziemy klikani w mediach społecznościowych, to staniemy się tak szczęśliwi jak nasz wizerunek. Ale na dłuższą metę nie da się uciec przed prawdą o nas samych. Szczęście można czerpać z siebie, ale żeby tak było, potrzebujemy innych jako wsparcia i jako lustra. Bo dopiero w relacji z innymi odkrywamy sens i cel naszego życia.
Jak łączysz pisanie, które wymaga czasu spędzonego sam na sam z własną wyobraźnią, z budowaniem relacji?
Myślę, że to nie jest kwestia ilości, tylko jakości. Można mieć bardzo wiele relacji z ludźmi, ale jeżeli nakładamy maski i tworzymy fałszywe wyobrażenia o sobie, to tracimy mnóstwo energii, żeby podtrzymywać swój wizerunek. A w momencie, gdy relacji jest mało, ale możemy się w nich odsłonić, bycie z innymi staje się proste i nie ma w nim żadnych ukrytych interesów. Mam cierpliwych znajomych, którzy po prostu są obok i rozumieją, że co jakiś czas muszę zniknąć, bo taka jest natura mojego zawodu.
Małgorzata Rejmer. 1985. Pisarka, reporterka i publicystka. Debiutowała w 2009 roku powieścią "Toksymia", za którą była nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody PTWK. Przez osiem lat mieszkała na Bałkanach, czego rezultatem są jej dwie książki reporterskie: "Bukareszt. Kurz i krew" (2013) o Rumunii oraz "Błoto słodsze niż miód" (2018) o Albanii. Za "Bukareszt" Rejmer otrzymała Nagrodę "Newsweeka" im. Teresy Torańskiej, Nagrodę Literacką Gryfia i Nagrodę TVP Kultura. "Błoto słodsze niż miód" przyniosło jej Paszport "Polityki", Nagrodę im. Kościelskich i Nagrodę im. Arkadego Fiedlera. Wielokrotnie nominowana, m.in. do Nagrody Nike, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, Nagrody im. Beaty Pawlak, National Geographic Traveler i innych. Wyróżniona tytułem Młodej Ambasadorki Polszczyzny. Jej książki ukazały się w dziewięciu krajach.
Maria Organ. Dziennikarka, redaktorka, trenerka storytellingu. Zanurzona w świecie milenialsów najczęściej pisze o swoim pokoleniu, psychologii i książkach. Prowadzi warsztaty z pisania historii osobistych i biznesowych, podczas których pomaga zmieniać codzienne doświadczenia w inspirujące opowieści. Kontakt do autorki i zapisy na warsztaty na www.mariaorgan.com.


