Jest ten kryzys męskości, czy go nie ma?
Agnieszka Becler: Narracja o kryzysie męskości wcale nie pomaga zrozumieć współczesnych mężczyzn. Kryzys jest jak stan wybicia z równowagi, jakaś zapaść, a my mamy do czynienia raczej z opadaniem kurtyn. Nam chodziło o to, żeby podejść do mężczyzn bez założeń. W raporcie "Looking at the Men. Mężczyźni o mężczyznach" chcieliśmy pokazać, czym żyją, czego się obawiają*.
A czego się obawiają?
Piotr Wnuk: 34 proc. obawia się inflacji. W dalszej kolejności niepokoi mężczyzn sytuacja polityczna, stan ich zdrowia i sytuacja materialna. Odczuwają też wiele napięć zewnętrznych związanych z pracą, rynek pracy postrzegają jako wymagający. Szybko się zmienia, obawiają się o swoje miejsca pracy, czy automatyzacja ich im nie zabierze. O to, czy ich dawne kompetencje będą wystarczać.
A dlaczego teza o kryzysie męskości niczemu nie służy?
AB: Mężczyźni kompletnie inaczej patrzą na świat, wcale nie przez ten "kryzys". Nasze badanie pokazało, że mamy do czynienia z rozproszoną męskością, z wieloma męskościami. Nie ma już jednej, dominującej męskości, nie ma powszechnego ideału mężczyzny. Jest za to szereg męskich spraw i ról, w które mężczyźni wchodzą. Na pewno mamy całe grupy mężczyzn w kryzysie, ale nie powiedziałabym, że mamy do czynienia z kryzysem męskości.
Na czym polega różnica?
AB: Męskość jest konstruktem. To znaczy: wzorcem, ideałem. Męskość to jakby James Bond albo Superman, a mężczyzna to Stasiek albo Jurek. Poza tym w tezie o kryzysie męskości jest założenie, że istniała jakaś jedna męskość, która aktualnie przechodzi kryzys. Tak nie jest! Tych wzorców jest i zawsze było bardzo dużo.
Na przykład?
Od średniowiecza kupcy wyznawali inne ideały niż rycerze, czyli ówcześni wojskowi. Męskość dworska promowała elegancję, ogładę i prezencję. Nie miało to wiele wspólnego z ideałem chłopa pańszczyźnianego, robotnika czy mieszczanina.
PW: A teraz tylko 9 proc. badanych uważa, że nie da się być mężczyzną we współczesnym świecie. Według prawie połowy mężczyzn (47 proc.) ten tzw. kryzys męskości jest wymówką dla tych, którzy nie potrafią sobie radzić w życiu. Z tezą o kryzysie zgodziło się trochę więcej niż jedna trzecia Polaków.
AB: Kiedy mówimy o tych 47 proc., trzeba być ostrożnym. Taka liczba odpowiedzi może wynikać z tego, że mężczyźni mają zdrowy dystans do tej narracji i nie utożsamiają się z nią. Albo też z tego, że negują swoje trudności i mają niewielką wiedzę o sobie, o swoich emocjach.
Nie mamy zatem kryzysu wzorca?
AB: Co najwyżej jednego z nich. Jasne, w Polsce istniała dominująca opowieść o męskości, wiązała się z twardością pojętą jako niepoddawanie się uczuciom. Teraz wiemy, jak wielkie koszty osobowe i społeczne temu towarzyszą: alkoholizm, przemoc domowa, bardzo nieumiejętne reakcje. "Mężczyźni nie czują zimna, nie cierpią, nie płaczą". Okazywanie emocji było uważane za słabość, pokutował ten wzorzec cichego posłuszeństwa: ojcu, starszym, panu, ekonomowi, zwyczajom. To wynika z całej naszej historii społecznej, z całych pokoleń w powstaniach, wojnach, pracy na nie swojej ziemi. Dopiero teraz się to zmienia, możemy już się śmiać z tego, że mężczyzna nie je miodu, tylko żuje pszczoły.
PW: Tak, zdecydowanie tu widać zmianę pokoleniową. Nadal blisko połowa (45 proc.) przedstawicieli pokolenia baby boomers [pokolenie ludzi urodzonych od roku 1943 do roku 1955/1960 – przyp. red.] mówi, że nie lubi okazywać emocji. W pokoleniu Z [osoby urodzone od 1995 do 2012 – przyp. red.] to tylko 36 proc.
To znaczy, że kryzysu męskości nie ma, ale są zmiany, do których mężczyźni muszą się dostosować?
AB: Tak. Kiedyś było więcej nakazów i zakazów kulturowych i religijnych. Obowiązywał kanon: najpierw ślub, potem dziecko. Teraz można wybrać: bez ślubu, ze ślubem kościelnym, cywilnym, humanistycznym, z dziećmi, bez dzieci. Podzielę się obowiązkami domowymi z partnerką albo nie.
Mężczyźni mają teraz większą dowolność – w dobrym sensie tego słowa – kiedy wybierają sposób realizacji swoich ról. Bardzo różnych: ojca, partnera, męża, syna, przyjaciela, brata, pracownika, pracodawcy, pasażera, kierowcy, uczestnika demokracji… Więcej odpowiedzialności jest na nich samych, także za własny rozwój. I to czasami powoduje tzw. trudności adaptacyjne.
A to nie jest kryzys?
AB: Większość mężczyzn sobie z tym radzi. To, że mają większą wolność, żeby mówić o tym, że są bezradni, wkurzeni czy smutni, nie znaczy, że są bardziej zagubieni niż wcześniej.
80 proc. z nich ma hobby, 73 proc. wciąż uczy się czegoś nowego. Aż 53 proc. mężczyzn śmieje się codziennie. Aż 63 proc. zadeklarowało, że są szczęśliwi. Wartości, które dominują, to dbanie o relacje i wychowanie dzieci, troska o bliskich, szczerość i uczciwość, ale też cieszenie się życiem i samorozwój. Mężczyźni szukają szczęścia rodzinnego, osobistego. To jest główna siła, która popycha ich do działania i generuje najwięcej napięć.
Mówi się, że współcześni mężczyźni nie mogą się dopasować do zdobyczy feminizmu, zaakceptować niezależności kobiet.
PW: Zapytaliśmy o to mężczyzn. 70 proc. zadeklarowało, że idealny mężczyzna jest za równouprawnieniem! 81 proc. mężczyzn mówi, że nie ma problemu z sytuacją, kiedy kobieta jest jego szefem. Praktycznie tyle samo, że nie przeszkadza im, gdy to partnerka zarabia więcej. A to ma wpływ na decyzje, które z rodziców wraca do pracy i jak ojcowie korzystają z tzw. tacierzyńskiego.
Jak wygląda podział obowiązków w praktyce?
PW: Na przykład tak, że mężczyźni robią zakupy. Te codzienne aż 57 proc. Aż 89 proc. mężczyzn ma wpływ na zakupy spożywcze, to zmiana o 23 punkty procentowe w stosunku do danych sprzed 20 lat. Jednoznacznie widać, że są bardziej niż kiedyś zaangażowani w sprawy domowe.
A ich zaangażowanie w opiekę nad dziećmi?
AB: Pytaliśmy mężczyzn o to, jak postępuje "ja idealny" i "ja realny". 88 proc. uważa, że "idealny" mężczyzna opiekuje się dziećmi. Jednocześnie większość (77 proc.) czuje, że poświęcają za mało czasu swojemu dziecku.
Dość dramatyczna różnica. A jak sobie radzą najmłodsi mężczyźni?
PW: W przypadku młodszych mężczyzn przeważa duża ambicja i nastawienie na osiągnięcie pewnego sukcesu, na byciu lepszym niż inni.
Z tego wynika dużo stresu. Młodsi mają więcej trudności związanych z nawiązywaniem kontaktów. U zetek mamy silniejszą koncentrację na pieniądzach, na posiadaniu dóbr. Ważniejszą rolę odgrywa chęć imponowania innym – czy to będzie wielki dom, dalekie podróże, czy wspaniała sylwetka.
Młodzi mężczyźni są bardziej zestresowani?
PW: Tak. Musimy zrozumieć, że mówimy o ludziach, którzy dopiero weszli na rynek pracy. Są w momencie ścierania się wyobrażeń z rzeczywistością. Mierzą się z wymaganiami dorosłości i realnego świata. Z badań wychodzi nam duże napięcie pomiędzy tym, czego sami od siebie oczekują, a tym, co faktycznie mogą. Wchodzą w dorosłość w niespokojnych czasach: wojna, pandemia, kryzys klimatyczny. To się odbija na poczuciu bezpieczeństwa, w tej grupie mężczyzn widzimy największy lęk przed przyszłością. Generalnie mężczyzn z pokolenia Z charakteryzuje niższy poziom satysfakcji z relacji z innymi ludźmi i życia w ogóle.
Dlaczego?
PW: Cechuje ich dużo większa świadomość bycia obserwowanym przez innych. Potrzeba zaprezentowania się w odpowiedni sposób. Pokolenie baby boomersów rozwijało się w grupie przyjaciół, rodziny, sąsiedztwa. Teraz młodzi mężczyźni są zbombardowani mnóstwem przekazów umięśnionych facetów z siłowni. Powstają nowe "typy" mężczyzn: samiec sigma, samiec alfa... One mają moc, pewien autorytet. Pewne grupy się skupiają wokół takich postaci jak Andrew Tate, łapią taki wzorzec, chcą tacy być.
AB: Starsze pokolenia nie miały dostępu do tylu mediów. Oczywiście były wzorce, przekazy i zalecenia. Ale nie w tej ilości. Każdy ma jakieś rady, każdy coś opowiada, poleca.
PW: Jest coś takiego jak wizerunek – dla młodszych to jest coś oczywistego. Starsi mężczyźni, szczególnie baby boomers, nie rozumieją, o co tu chodzi. Oczywiście była twarz dla mamy, teściowej, do pracy, ale mieli koherentność wewnętrzną. Dla przeciętnego boomersa "ja" i "wizerunek" to było to samo. Natomiast teraz można mieć jeden wizerunek w medium społecznościowym i zupełnie inny w realu.
Jeśli narracja o kryzysie męskości tak zaciemnia obraz, to czemu stała się tak popularna?
AB: Media lubią łatwe etykiety. Jest dużo koncentrowania się na tym, co nie działa. Obraz mężczyzny w kulturze jest bardzo negatywny. Proszę włączyć telewizor. Mężczyźni w filmach są sprawcami przemocy: fizycznej, psychicznej, symbolicznej. To się na mężczyzn wylewa. Pamiętam, kiedy "Dirty Dancing" był po raz pierwszy w kinie. Wszyscy patrzyli na ojca głównej bohaterki. On był klasycznym "boomerem": bardzo zacięty, kontrolujący, ograniczający. Powodował mnóstwo cierpienia w całej rodzinie. I myśmy myśleli, że to tak jest! Przyjrzeliśmy się filmom polskim – tam jest bardzo niewiele wzorców pozytywnych do realizacji w codziennym życiu. Przemocowy amant z "365 dni". Brutalni, cyniczni gangsterzy z "Psów" albo filmów Patryka Vegi. Jeśli inteligent, to "rozwalony" – na przykład Adaś Miauczyński. W kinie te postaci są grubą kreską szkicowane, wręcz komiksowe. Nawet w języku funkcjonuje mało pozytywnych określeń mężczyzny!
Jak to?
AB: Zrobiliśmy kwerendę językową, szukając synonimów opisujących mężczyznę. Dominują określenia negatywne, w stylu: "stary", "janusz", synonimy mężczyzny, które mają konotacje z pijaństwem, prostactwem, mówią o niezdolności do zrozumienia. U starszych pokoleń jest najwięcej neutralnych i pozytywnych określeń. Było: "mistrzu", "wodzu", "gość", "chłop". Kiedy schodziliśmy do młodych, coraz więcej pojawiało się określeń negatywnych. Te pozytywne mają związek z ciałem: "kafar", "byku", "paker", "ciacho".
PW: W badaniach zresztą wychodzi, że młodzi mężczyźni są skupieni na wyglądzie, ale też dbanie o siebie sprawia im przyjemność. To po części wynika z rozwoju tej części rynku. Sprzężenie zwrotne, bo im więcej jest takich ofert, tym chętniej mężczyźni z nich korzystają.
AB: W każdym razie z języka są wycięte role przedwojenne, etosowe. Nie mamy niczego ze sfery politycznej, działalności charytatywnej, publicznej. Z pozytywnych zmian w języku to pojawił się "tata" – "ojciec" zmiękczył się i zyskał więcej ciepła.
Z waszego badania wynika, że to, jak dotychczas mówiliśmy o mężczyznach, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
AB: Mocna teza! Odpowiem trochę obok: w naszym raporcie oddaliśmy głos "zwykłym mężczyznom". Wyszło nam, że oni chcą mieć fajną rodzinę, fajny związek i chcą się mieć dobrze!
Czy to jest rewolucyjne, przełomowe? I tak, i nie: ludzki świat jest bardzo prosty, a masa dyskursów: akademickich, medialnych, czyni go bardziej zawikłanym, niż jest w istocie. Etykietowanie przyczynia się mocno do tego, że mężczyźni są trochę zbici z tropu. Jakbyśmy wyłączyli tych ekspertów, wywiady, porady, mogłoby się okazać, że łatwiej byłoby im poczuć siebie i wrócić do siebie.
*Badanie zostało podzielone na trzy etapy. Badacze zaczęli od analizy kulturoznawczej, która została wzbogacona 14 wywiadami z ekspertami. Następnie przeprowadzono wywiady w 18 grupach fokusowych (triadach), dobranych tak, żeby oddać demograficzną strukturę mężczyzn w Polsce, i dodatkowo 24 wywiady pogłębione z pojedynczymi mężczyznami. Całość uzupełniono danymi ilościowymi z największego, jednoźródłowego badania konsumenckiego w Polsce (TGI), prowadzonego nieprzerwanie od 1998 roku, co pozwoliło potwierdzić zarówno długoterminowe trendy, jak i zmiany w pokoleniach mężczyzn.
Agnieszka Becler. Analityczka trendów, strateg i facylitatorka w firmie badawczej Adres:Media. Zajmuje się podejściem systemowym oraz badaniem, dlaczego jest, jak jest. Jest współautorką raportu "Looking at the Men. Mężczyźni o mężczyznach" IRCenter, Kantar Polska i Adres:Media.
Piotr Wnuk. Socjolog i badacz – z wykształcenia i z pasji. Zajmuje się mapowaniem zmieniających się wzorców i obserwowaniem społecznego fermentu. Zawodowo związany z Kantar Polska. Jest współautorem raportu "Looking at the Men. Mężczyźni o mężczyznach" IRCenter, Kantar Polska i Adres:Media.
Jan Rybicki. Laureat pierwszej edycji programu Polska Stories. Obecnie współpracuje z redakcją Weekend.gazeta.pl. Wcześniej publikował swoje reportaże m.in. w "Dużym Formacie" i "Tygodniku Powszechnym". Lubi słuchać, jak ludzie mówią.


