Rozmowa
Błędne założenia są przyczyną nierówności (grafika: Marta Kondrusik, Gazeta.pl)
Błędne założenia są przyczyną nierówności (grafika: Marta Kondrusik, Gazeta.pl)

Zakłada się, że kobieta nie umie cofać samochodem i lubi słodkie drinki, a mężczyzna potrafi wymienić kran. Funkcjonujemy w schemacie założeń?

Kiedyś dostałam polecenie napisania artykułu o menopauzie, przy czym jedyną przesłanką do tego była moja płeć. Te założenia są przejawami systemu, który tak naprawdę nikomu nie pozwala na bycie sobą. Bo co, jeśli mężczyzna nie umie wymienić kranu, za to świetnie szyje? Albo lubi gotować, za to nie czuje się najlepiej za kierownicą? W systemie rozgraniczającym, takim, w którym cechy i umiejętności są rozdzielone na płcie, szansa na indywidualną ekspresję jest niemal zerowa.

W przestrzeni publicznej można dostrzec wiele ruchów mających zakończyć tę hegemonię płci, wiele z nich podpiera się w tym względzie nauką.

Kłopot w tym, że nauka też nie jest wolna od uprzedzeń płciowych. W 2012 roku światło dzienne ujrzały badania naukowców z Uniwersytetu Yale prowadzone pod kierunkiem psycholożki Corinne Moss-Racusin. Dotyczyły właśnie stronniczości w nauce. Badacze zwerbowali do projektu stu naukowców, których zadaniem było ocenienie curriculum vitae osób ubiegających się o stanowisko szefa laboratorium. Respondenci oceniali CV podpisane przez kobiety jako znacznie słabsze pod względem zarówno kwalifikacji merytorycznych, jak i innych kompetencji wymaganych od pracownika. Nawet kobiety opiniujące dokumenty kobiet uznawały, że panie mają niższe kompetencje. Wszyscy ankietowani proponowali kandydatkom niższą pensję niż kandydatom. A najlepsze było to, że te CV były identyczne, dane w nich nie były zmieniane, zmieniano tylko nazwiska kandydatów.

Zobacz wideo

Dlaczego kobiety, które przecież same musiały nieraz odczuwać dyskryminację ze względu na płeć, nie podeszły do oceny obiektywnie?

Ten temat jest często podnoszony. Jedna z teorii głosi, że kobiety, które wywalczyły sobie wysoką pozycję w danym środowisku i wiedzą, ile to pracy i wyrzeczeń kosztuje, właśnie od kobiet wymagają więcej.

W świecie nauki kobiety też mają na starcie gorszą pozycję (grafika: Marta Kondrusik, Gazeta.pl)

Biolożka Rosalind Franklin mówiła, że jeśli chce zostać dostrzeżona w męskim świecie, musi być znacznie lepsza od każdego mężczyzny.

Tak jest do tej pory, chociaż od śmierci Rosalind Franklin minęło ponad 60 lat. Z danych UNESCO z 2013 roku wynika, że kobiety stanowiły nieco ponad jedną czwartą pracowników naukowych na świecie. To średnia. W niektórych częściach świata, na przykład w Europie Zachodniej, jest to ponad 30 proc., ale już w Etiopii tylko 13 proc. Matki małych dzieci mają też problem z uzyskaniem stałego zatrudnienia na uczelniach, chociaż ich koledzy, również posiadający dzieci, takiego problemu nie mają.

Często słyszę, że jeśli kobiecie zależy na karierze naukowej, to nie powinna zostawać matką. To nie dotyczy mężczyzn. Żona i dzieci wręcz pomagają w rozwoju kariery.

Nierówność widać już w indywidualnych wyborach poszczególnych osób czy rodzin. Tam, gdzie brakuje rozwiązań systemowych wymuszających na obojgu rodzicach równy podział urlopu opiekuńczego, bierze go zazwyczaj kobieta. Wiele osób mówi, że ma to uzasadnienie w zarobkach. Dysproporcja jest łatwo dostrzegalna. Amerykański Institute for Women’s Policy Research szacuje, że w 2015 roku kobieta zatrudniona na pełnym etacie zarabiała 79 centów w przeliczeniu na każdego dolara zarobionego przez mężczyznę. Czyli o ponad jedną piątą mniej.

I tylko teraz pozostaje pytanie, co tu jest skutkiem czego? Czy kobiety poświęcają mniej czasu i energii na pracę, bo zarabiają mniej, czy zarabiają mniej, bo poświęcają pracy mniej czasu?

To wygląda na błędne koło.

Bo to jest błędne koło. Dlatego konieczna jest zmiana paradygmatów, przyjęcie nowych założeń, obalających podziały na sprawy damskie i męskie.

Kolor różowy jest dla kobiet, nie dla mężczyzn.

Ileż to dyskusji rozgorzało wokół tego, czy mężczyznom wypada nosić różowe ubrania. Naprawdę musimy toczyć spory o kolory w kontekście męski/damski? Przecież to powinien być absolutnie indywidualny wybór, zależny tylko od tego, czy komuś jest do twarzy w jakimś kolorze, czy nie. Ale my z tego robimy wojnę płci. I to już od chwili narodzin. Różowe kocyki dla dziewczynek i niebieskie dla chłopców, dla niej tapeta w serduszka i laleczki, dla niego w dinozaury i samochody terenowe. I tak dalej. Dopiero gdy urodziłam własne dzieci, a mam dwóch synów, dotarło do mnie, jak daleko jest to posunięte. Kiedyś mój starszy syn wybrał sobie różową czapkę. Bardzo mu się spodobała. Rzecz jasna nie oponowaliśmy z mężem, ale zareagowała pani sprzedająca czapeczki, która próbowała przekonać mojego syna do wybrania czapki w innym kolorze.

Ale te różnice są dość często podkreślane przez różne publikacje popularnonaukowe. Znaczna ich część czerpana jest z prac psychologów ewolucyjnych.

Problem z psychologią ewolucyjną jest taki, że opiera się ona na zbyt wielu przypuszczeniach. Nie przeprowadzi się przecież serii ankiet wśród australopiteków czy neandertalczyków, dzięki czemu moglibyśmy się pokusić o dość mocną hipotezę jakiegoś fenomenu. Za to świetnie nadaje się do sankcjonowania różnych przekonań. Na przykład tego dotyczącego męskiego promiskuityzmu i kobiecej monogamii.

Samcom miało zależeć na możliwie szerokim rozprzestrzenieniu się ich genów, stąd wiele partnerek, a samice, jako słabsze, miały chcieć przede wszystkim przygruchać sobie samca opiekuna. To pogląd tak ugruntowany społecznie, że opiera się innym hipotezom. Na przykład tej, że kobiety wygenerowały możliwość przeżywania wielokrotnego orgazmu z powodu częstych stosunków z wieloma partnerami lub że kobiety też polowały. Właśnie to przekonanie, że mężczyzna ma w naturze pociąg do wszystkich kobiet i dlatego należy mu te kobiety usunąć sprzed nosa, by mógł zająć się działalnością naukową, był jednym z powodów, dla których kobiety nie mogły studiować. Bo samą swoją obecnością rozpraszały mężczyzn.

W 1900 roku została opublikowana rozprawa Paula Juliusa Möbiusa „O umysłowym i moralnym upośledzeniu kobiet". To z niej czerpano „wiedzę" o tym, jakoby kobiety nie posiadały walorów umysłowych pozwalających im na pobieranie edukacji.

Ta pozycja jest przykładem kompletnej antynaukowości i stronniczości. Miała zamknąć kobietom drogę do edukacji. Jakby uzyskanie przez kobiety wykształcenia było w tamtych czasach czymś prostym. Większość uczelni nie przyjmowała kobiet. Dotyczyło to szczególnie kierunków ścisłych. Jeśli udało im się wykształcić, potem często nie miały dostępu do laboratoriów lub pracowały, nie pobierając pensji. Astronomka Maria Mitchell, pierwsza kobieta przyjęta do Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk, wykładowczyni Vassar College, miała przydzielony czas na pracę w obserwatorium astronomicznym w dzień, bo nie wypadało, by dziewczęta przebywały w nocy poza domem. Za to Marii Skłodowskiej-Curie odmówiono członkostwa we Francuskiej Akademii Nauk, chociaż była podwójną laureatką Nagrody Nobla.

Co zrobić, by wyrównać szanse? (grafika: Marta Kondrusik, Gazeta.pl)

W 2020 roku Nagrodę Nobla z chemii podzieliły między siebie dwie badaczki, a Andrea Ghez została czwartą w historii laureatką Nobla z fizyki. W dniu, gdy rozmawiamy, ogłoszono, że po raz pierwszy w historii słynne Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA (JPL) będzie kierowane przez kobietę.

Te przykłady są bardzo cenne i potrzebne, jednak moje doświadczenie mówi, że wciąż stanowią wyjątek, a nie regułę. Mam dyplom inżyniera, od najmłodszych lat pociągały mnie przedmioty ścisłe i byłam w nich najlepsza. Zwykle byłam jedyną dziewczyną w klasie, w grupie, w kółku zainteresowań. To doświadczenie wielu kobiet studiujących kierunki techniczne. Zaczyna się bardzo wcześnie: chłopcy dostają w prezencie klocki konstrukcyjne, dziewczynkom kupuje się lalki. Oni uczą się programować, one – rysować. A przecież nie ma żadnych dowodów na to, że chłopcy są stworzeni do zadań matematycznych, a dziewczynki do plastycznych. To tylko system każe nam w to wierzyć.

A wszystkie te artykuły o tym, że mężczyźni mają wyobraźnię przestrzenną, a kobiety lepiej sobie radzą z nauką języków?

Dotykasz bardzo ważnej kwestii, czyli nauki, która ma sankcjonować zastany stan rzeczy. Metoda naukowa zakłada zbieranie danych, analizowanie ich, wyciąganie wniosków, korygowanie ich. Z zasady musi być jasna i obiektywna. Natomiast wiele publikacji jest próbą udowodnienia pewnego założenia, a nie poddania tezy weryfikacji. Czasami kryteria oceny są tak skonstruowane, by udowodnić pierwotną tezę, innym razem pewne dane obalające założenie są odrzucane jako nieistotne lub podaje się niepełny przykład.

Weźmy często przytaczane stwierdzenie: kobiety mają mniejsze mózgi niż mężczyźni. Po pierwsze to należy dodać, że średnio mają mniejsze mózgi niż mężczyźni, tak samo jak średnio kobiety są fizycznie drobniejsze od mężczyzn. To wyrażenie „kobiety mają mniejsze mózgi od mężczyzn" implikuje, że są mniej rozwinięte, mają mniejsze możliwości. A przecież gdyby chodziło jedynie o wielkość mózgu, to słonie, których mózgi ważą nawet sześć kilogramów, byłyby trzykrotnie mądrzejsze i bardziej rozwinięte od przeciętnego człowieka. A walenie, z mózgami o wadze dochodzącej do dziewięciu kilogramów, rządziłyby światem.

Jak odeprzeć te wszystkie mity?

Chciałabym powiedzieć, że należy nie bać się ich weryfikować, żądać niepodważalnych dowodów, dyskutować. Tak byłoby w świecie, którym rządzi czysta nauka. Ale skoro nawet część naukowców nie potrafi być w tej kwestii obiektywna, ponieważ wzrastali w świecie podziałów, to chyba jedynym sposobem jest niwelowanie podziałów. Im bardziej prorównościowy jest dom, im lepszy przykład dają sami rodzice, tym większa szansa, że w kolejnych pokoleniach będą liczyły się indywidualne predyspozycje, a nie narzucony z góry, niesprawiedliwy porządek.

Książka "Gorsze. Jak nauka pomyliła się co do kobiet" Angeli Saini do kupienia w Publio >>>

Angela Saini. Brytyjska dziennikarka naukowa, prezenterka oraz autorka książek. Jej artykuły ukazują się m.in. w „Science", „The Guardian", „The New Humanist". Jest także dziennikarką Radia BBC. Właśnie ukazała się jej książka „Gorsze. Jak nauka pomyliła się co do kobiet", Wydawnictwo Czarne, tłum. Hanna Pustuła-Lewicka.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisząca dla Weekend.Gazeta.pl od powstania magazynu, związana ponadto m.in. z Focusem i z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Współautorka książek Człowiek istota kosmiczna oraz Kosmiczne wyzwania.