Rozmowa
Krowa Bombona jest smutna, bo straciła mamę Butlę. Gospodarz Piotr Romanowski: Traktuję ją jak człowieka w żałobie (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)
Krowa Bombona jest smutna, bo straciła mamę Butlę. Gospodarz Piotr Romanowski: Traktuję ją jak człowieka w żałobie (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

"Osierocona przez Mamę Butlę, niezwyczajna do samotności krówka Bombona – całe życie były razem – chodzi po ośnieżonych łąkach wyraźnie zagubiona. Szukam krowy, która by chciała z nami zamieszkać", napisał pan na swoim Facebooku, a ktoś skomentował: "Najwspanialszy post adopcyjny ever". Jak się miewa teraz Bombona? 

Bombona bez zmian, płacze. To jeszcze potrwa. Wie pani, nic dookoła się nie zmienia. Jak ona się budzi, to cały czas jest ten sam świat: śnieg, zimno, mróz i najważniejsze – nie ma mamy. Krowa nie myśli abstrakcyjnie, więc prawdopodobnie nie rozważa życia po życiu. Jedyne, co rozważa, to że mama była i zniknęła.

Przyjechał dziś pan, przywiózł mi drewno na podwórko. Takim samym samochodem, jaki zabrał Butlę po śmierci. No to krówka Bombona w minutę była dwa hektary dalej. Uciekła.

Jak coś się zmieni, nagle poczuje ciepłe słońce, pojawi się nowa krówka albo chociaż nowa trawa, coś wytrąci ją ze stanu, w którym jest, to może poczuje się lepiej. Na razie traktuję ją jak człowieka w żałobie.  

'Osierocona przez Mamę Butlę, niezwyczajna do samotności krówka Bombona - całe życie były razem - chodzi po ośnieżonych łąkach wyraźnie zagubiona. Szukam krowy, która by chciała z nami zamieszkać', napisał na swoim Facebooku Piotr Romanowski (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego) , W wyniku poszukiwań do Bombony dołączy nie jedna, lecz aż trzy nowe krówki (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

A jak idą poszukiwania krowy, która miałaby dołączyć do Bombony? 

Wyniki poszukiwań mnie wręcz przerosły. Najpierw okazało się, że ktoś w niedalekiej okolicy ma krowę rasy Jersey, która urodziła bliźniaki – dziewczynkę i chłopca – i te bliźniaki to jest kłopotliwa sprawa. Raz, że ten ktoś ma bardzo fajne gospodarstwo, ale już nasycenie krówek jest w nim duże. A dwa, co istotniejsze, krówka z ciąży bliźniaczej z byczkiem rodzi się bez jajników i w trakcie dojrzewania może przejść przemianę w byka [chodzi o tzw. frymartynizm – przyp. red.]. 

Jak to? 

Zanikają u niej wymiona, nie ma rui, rosną jej bycze rogi. Nie będzie matką, nie da mleka. Dzieje się tak w około 50 proc. przypadków ciąż bliźniaczych z bliźniakami dwujajowymi. Więc los takiej krówki też nie jest najbardziej stabilny, że tak powiem.  

Nigdy nie słyszałam o takich przypadkach. 

Ja też nie, ale po prostu nie miałem z tym styczności. Gospodarzom, jak z nimi rozmawiam, temat jest znany. 

No więc bliźniaki trafią do mnie. Nie potrzebuję nawet transportu, żeby je przewieźć, są na tyle blisko, że w odpowiednim czasie po prostu je przeprowadzę. Na razie mają kilka tygodni i są przy mamie, gdzie jest im najwspanialej. Ale już się poznaliśmy, już je przytulałem, chodzę do nich, żeby się zakolegować. Są po prostu przepiękne, do zakochania, pachną cudownie, mają grzywki, wielkie oczy, mięciutkie noski. Nadarzyła się okazja, żeby wyciągnąć rękę do zwierząt, których los – z powodu tego, o czym mówiłem – jest niestabilny. Poza tym one się urodziły w Wigilię, a w Wigilię umarła moja krówka. Można pomyśleć, że jakaś forma inkarnacji tutaj zaszła, krówka Butla się rozdwoiła i zjawiła ponownie. Jest w tym magia. Ale to nie koniec. 

Córka Butli - Bombona, która tęskni za mamą (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego) , Mała karmelowa 'jersejka', która dołączy wraz z drugim bliźniakiem do Bombony, gdy podrośnie (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Jak to? 

Bo w międzyczasie, jak już pogodziłem się z tą sytuacją, że będą karmelowe bliźniaki, to nadciągnęła moja przyjaciółka i obwieściła, że ma dla mnie krówkę. Jej sąsiad właśnie zamierza zawieźć dużą krowę do rzeźni. "Z jakiego powodu?", zapytałem. "A, bo to jest krowa z ciąży bliźniaczej z byczkiem i stała się chłopcem". 

Ale zaraz, to jest drugi taki przypadek? 

Tak! Naprawdę! I ten gospodarz się jej wstydzi, bo ona wygląda jak byk, ma bycze rogi, nieco bycze usposobienie. On nie chce, żeby ktokolwiek ją widział, i zawozi ją do rzeźni. Więc ja do tej mojej koleżanki, że miejsce jest już zajęte, ale parę godzin rozmawialiśmy i finalnie ustaliliśmy, że krówka przyjedzie do mnie [gospodarz zażyczył sobie za nią 4 tys. złotych, do tego tysiąc złotych kosztów transportu, dlatego uruchomiono zrzutkę, całą kwotę udało się już zebrać  – przyp. red.]. 

Czyli będą trzy nowe krowy, a nie jedna?! 

Tak, dwa maluchy i ta dorosła krówka, którą już nazwaliśmy z koleżanką Muuuun.  

Że taka "krowa księżycowa", z angielska? 

Tak, dokładnie. (śmiech) Poza tym Księżyc jest trochę nieprzypisany płci, więc tym lepiej. W ogóle przyszło mi na myśl schronisko dla krów, ale to oczywiście się raczej nie wydarzy, nie stać mnie na to. Zresztą dzisiaj się obudziłem przerażony.

Wykupiona z hodowli krowa Muun, która też dołączy do stada Bombony (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego) , Krówkę Muun udało się wykupić dzięki zrzutce (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Klęską urodzaju? Kosztami? 

Z kosztami jakoś będę sobie radził. Jak się krów nie eksploatuje, a ja tego nie robię, to one nie mają takich wielkich wymagań pokarmowych. Nie potrzebują być dokarmiane paszami ziarnistymi, wystarczy, że będą jadły zimą siano, a latem trawę na łące. Plus dodatki paszowe, sól i różne smakołyki. Oczywiście będę dawał im ziarno, ale w takich ilościach, żeby to był deser, a nie podstawa diety.  

Przeraziłem się raczej tym, że ja mam już 60 lat. A ta krówka, która umarła, miała lat 19. Więc obudziłem się z tą myślą: czy ja mam jeszcze 19 lat dla krówki? 

Wzrusza mnie pan. 

No ale to jest bardzo poważne pytanie. Leżałem przerażony i w tym przerażeniu starałem się poogarniać, czy to dobra decyzja, czy nie. Ale tego nigdy nie wiemy. 

To prawda, możemy tylko słuchać intuicji. Co ona panu mówi? 

Że to jest dobra decyzja. Że to się dobrze potoczy. Tak mi mówi intuicja.  

Trochę mi się stara obórka rozpada, nawet bardzo, bo ona tak żyła razem z tymi moimi krówkami i już dożyła swojej starości, więc będę musiał uporządkować te sprawy. Jakiś obszar do tej pory uśpiony będę musiał zaktywizować, a każdy ruch to życie. Jedna aktywność budzi następną i wprawia w ruch koło, które gdzieś nas dotoczy. 

Wszelkie działanie też bardzo pomaga w żałobie, w której przecież i pan jest. O Butli pisze pan jak o życiowej przyjaciółce. 

Była nią, spędziliśmy razem 19 lat. To była "królowa krów". Kiedyś opiszę jej mądrości.  

Jak Butla znalazła się w pana życiu? 

Historia potoczyła się tak, że Butla była córką Alicji, krówki, która jako zupełnie mała, kilkudniowa dziewczynka została wykupiona przez moją sąsiadkę, gdy była już w drodze na rzeź jako tzw. cielęcina. Zjadamy dzieci, ale nazywamy to cielęciną i polecamy nawet własnym dzieciom, że taka zdrowa cielęcinka, młode mięsko. Alicja wychowywała się więc u mojej sąsiadki i jak już była dużą krową, to jej gospodarze zapragnęli mleka. Trzeba było ją zapłodnić, więc wezwali inseminatora, ale to się nie powiodło. Alicja uciekła i wróciła w ciąży, z której na świat przyszła Butla. A ponieważ moi sąsiedzi nie mieli miejsca na więcej niż jedną krowę – już ta jedna była z interwencji, a nie z wyboru – to zapytali, czy bym nie chciał od nich wziąć tej małej krówki. Zgodziłem się. Dzieli nas las, więc spotkaliśmy się w połowie, na leśnej drodze, z tą malutką krówką, która była wielkości dużego pieska. I ja z nią i z moim synem wróciliśmy do domu. Szła między nami. 

Piotr Romanowski: Butla była córką Alicji, krówki, która jako kilkudniowa dziewczynka została wykupiona przez moją sąsiadkę, gdy była już w drodze na rzeź jako tzw. cielęcina (Fot. Mirosław Bojenko, archiwum prywatne Piotra Romanowskiego) , Dzieli nas las, więc spotkaliśmy się w połowie, na leśnej drodze, z tą malutką krówką, która była wielkości dużego pieska. I ja z nią i z moim synem wróciliśmy do domu. Szła między nami (Fot. Mirosław Bojenko, archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Na początku Butlę ogarnęły moje psy. Miałem taką dużą wilczycę, która przytulała się do niej, i to psy sprawiły, że Butla w początkach swojego życia myślała, że jest psem. Aportowała patyki, grała w piłkę albo stała na bramce, bo zaraz obok mojego domu dzieci zrobiły sobie boisko. A jak kładła się na łące, to dzieci kładły się na niej, bo pozwalała na to. Więc tak się rozwijała razem z psami i dziećmi. 

Potem, jak była już dużą krową, to ja zapragnąłem mleka. I sytuacja się powtórzyła: przyjeżdżał inseminator, raz, drugi, trzeci, nic to nie dawało. Butla uciekła i wróciła w ciąży. 

No nieźle! 

Serio. Więc jej córka jest od pokoleń owocem miłości. 

Tak powinno być. 

Zgadzam się. 

Z Bomboną też łączy was silna więź? 

Nie, tego nie udało nam się zbudować. Bombona od pierwszego dnia życia ma zdecydowanie większy dystans do ludzi. Utrzymuje go do dziś, co sprawia mi sporo kłopotu, bo jak trzeba coś przy niej zrobić, to jest to naprawdę ogromne wyzwanie. Ona waży 400 czy 500 kg, jest wielka, ma byczy charakter. Nigdy nie poznała byka, nie dawała mleka, nie była mamą, może to wpłynęło na jej charakter, nie wiem, ale jest całkiem inna, niż była Butla. 

Bombona też się wychowywała z nami, ale jednak już w innych czasach. Nie było już tylu dzieci, ja już też byłem trochę inny, mniej czasu spędzałem ze zwierzętami, ona po prostu żyła sobie sama na łące. Myślę, że już się nie otworzy na ludzi, ale fajnie, gdyby się otworzyła na inne krowy, żeby nie było draki, jak się pojawią. 

Martwi się pan jej reakcją? 

Oczywiście, że tak. Ale jestem tak umówiony, że jeżeli będzie jakiś dramat, to nowa krówka pojedzie do innego domu. Na pewno będę szedł w stronę oswojenia ich ze sobą. Myślę, że Bombona jest stęskniona towarzystwa. Jesienią przybiegł do niej taki mały byczek, dzieciak jeszcze, i się z nim nie rozstawała, wszędzie chodzili razem. Więc traktowałbym to jako prognozę, że będzie fajnie. 

Piotr Romanowski: Krowy to są niesamowite zwierzęta, ale niezbadane, bo nie interesujemy się tym (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego) , Piotr Romanowski: Moje krowy mają otwartą oborę, nie są palowane, czyli wiązane. Mogą sobie w każdej chwili wyjść, mogą nie wracać i spać na zewnątrz (Fot. archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Czy smutek Bombony po śmierci mamy był główną motywacją do powiększenia stada? 

Tak, to był zdecydowanie impuls. Ale niejedyny. Mieszkam na wsi już ze 40 lat, jestem rolnikiem i jest to dla mnie zupełnie naturalne, że otaczam się zwierzętami, lubię je. Karmię dzikie ptaki, pozwalam dzikim zwierzętom u mnie bywać. Mam wrażenie, że otworzyłem się na tych, których nikt nie chce, i szeroką strugą się wlało do mnie towarzystwo. Świat niechcianych jest, myślę, bogaty. 

Krowa pana zdaniem może wykazywać objawy depresji? 

Oczywiście, że depresja u zwierząt jest możliwa. A tu mamy jeszcze do czynienia z dużym zwierzęciem. Krowy mają niesamowicie głębokie przeżycia, ale nie mają ekspresji, by je wyrazić, nie podskoczą jak pies, nie nawiążą aktywnego kontaktu. To są powolne zwierzęta, które żyją swoim życiem i z kamienną twarzą nie okazują żadnych emocji. Ale pod spodem bulgocze. I nie daj Boże skrzywdzić krowę, bo wtedy się zobaczy, jak potrafi płakać, normalnie łzami. Po stracie dziecka krowa płacze parę dni. Wymieniłem akurat trudną emocję, ale radość czy ciekawość też są krowom bliskie. To są niesamowite zwierzęta, ale niezbadane, bo nie interesujemy się tym. Interesują nas dzikie zwierzęta, nie kury, świnie czy krowy. Ciężko o badaczy psychiki takich zwierząt. Są poza naszą orbitą, bo jako społeczeństwo po prostu je zjadamy i wolimy udawać, że są do tego przeznaczone, a w ogóle to zachwycone, podśpiewując sobie, idą na rzeź.  

Pana krowy żyją wolno. Co to w ogóle dziś znaczy: wolna krowa? 

Dziś wszystko się pozmieniało. Jeszcze w mojej młodości raczej zniewolone krowy to było coś wyjątkowego, a tak to krowy żyły na wolności, miały imiona itd. Teraz większość krów jest pozamykana i cierpi potwornie.  

Moje krowy mają otwartą oborę, nie są palowane, czyli wiązane. Mogą sobie w każdej chwili wyjść, mogą nie wracać i spać na zewnątrz. Co ciekawe, przez lata nauczyły mnie, że im większy śnieg i mróz, tym większa ich ochota do bycia na dworze. Często kładą się w śniegu i tarzają jak jelenie czy sarny. Do domu wracają wtedy, gdy jest bardzo mokro, wieje, jest taka "psia pogoda". Zdaję sobie sprawę z tego, że ja mam idealną sytuację, obora jest tuż obok łąki, nie wszyscy tak mają.

Ale moim zdaniem nie takie rzeczy decydują tak naprawdę o wolności krowy. Nie ta swawola i możliwość podejmowania przez krówkę w każdej chwili swoich decyzji. 

A co? 

Możliwość budowania relacji – z innymi zwierzętami i z człowiekiem. U mnie krowy spotykają się z dzikami, przechodzące stado jeleni zatrzymuje się obok, wchodzą w silne interakcje. 

Czy to nie jest zagrożeniem dla krów?  

(śmiech) Nie! To jest prawdziwe spotkanie przez duże S. Jeżeli tylko krowy mogą, to mają bardzo bogate światy. I są bardzo świata ciekawe. To, że potem nie piszą książek czy nie opowiadają nam o swoich przeżyciach, to inna historia. 

Co mogłaby napisać w swojej książce Butla? 

To jest na całkiem osobną rozmowę, bo przeżyć związanych z Butlą i świadectw tego, że ona odbierała świat podobnie jak my, czyli cieszyła się, smuciła, bywała przerażona, pamiętała, poznawała osoby, przechodziła identyfikację, czyli dowiadywała się tego, kim jest, mam całą masę. Miała wiedzę o człowieku i potrafiła się nią dzielić, swojej córce przekazała wiele rzeczy. Przede wszystkim, że człowiek to nie jest dla krowy pewna inwestycja. 

Mieszkam na wsi już ze 40 lat, jestem rolnikiem i jest to dla mnie zupełnie naturalne, że otaczam się zwierzętami, lubię je. Karmię dzikie ptaki, pozwalam dzikim zwierzętom u mnie bywać. Mam wrażenie, że otworzyłem się na tych, których nikt nie chce, i szeroką strugą się wlało do mnie towarzystwo. Świat niechcianych jest, myślę, bogaty (Fot. Mirosław Bojenko, archiwum prywatne Piotra Romanowskiego)

Zmienia się powoli podejście do zwierząt. Na przykład po filmie "Czego nauczyła mnie ośmiornica" wielu ludzi nie jest już w stanie ich jeść, zobaczyło w ośmiornicach czujące, inteligentne istoty. Myśli pan, że upodmiotowienie czeka kiedyś krowy? 

Widziałem ten film i czytałem książkę i to, o czym pani mówi, to jest wielkie, wspaniałe osiągnięcie tego filmu. 

Nie mam i nigdy nie miałem intencji, żeby mówić komukolwiek, co i w jaki sposób powinien robić albo jak świat powinien wyglądać. Nie mam takich pomysłów. Czym innym jest podzielić się swoją wizją świata. Ja się wychowałem w epoce hipisowskiej i w otoczeniu osób o takiej wrażliwości. I tak jak wtedy wierzyliśmy, tak cały czas wierzę w to, że taki świat, jak go widzieli hipisi – w którym nie ma mowy o trzymaniu zwierząt w hodowlach przemysłowych, złym ich traktowaniu czy zjadaniu kogokolwiek – jest możliwy.  

I mimo że nie wygląda na to, żebyśmy się choć troszkę do takiego świata zbliżyli, to cały czas mam przed oczami tych małych chłopców z "Władcy pierścieni". Dostawali sygnały, że nic nie ma sensu i wszystko pochłonie mrok, jednak robili swoje i stało się inaczej. I takich jak ja, myślę, jest więcej, tylko z różnych powodów nie jesteśmy w stanie się przebić. Jest nas więcej niż mniej. A znam bardzo wielu ludzi. No więc... wygramy! (śmiech) 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Piotr Romanowski. Rocznik 1962, urodził się w Warszawie, w 1982 r. przeprowadził się na warmińską wieś. Rolnik, działacz społeczny, poeta. Prezes Stowarzyszenia Ekologiczno-Artystycznego "Ręką Dzieło", laureat nagród za działania społeczne, kulturalne i ekologiczne. W roku 2019 otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie Godni Naśladowania za wieloletnią pracę na rzecz ochrony przyrody. Autor dwóch tomików wierszy: "Z księżycem na niebie rysuję" i "Ptak życia kwiat na drogę". 

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.