Rozmowa
Kadr z filmu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)

Masz nadal konta na portalach do randkowania?

Obecnie nie. Spotykam się z kimś od kilku miesięcy, poznaliśmy się zresztą przez aplikację. Inspiracją do powstania "Poszukiwaczy" były jednak w dużej mierze moje doświadczenia związane z randkowaniem online. W ciągu ostatnich lat korzystałem z przerwami z rozmaitych aplikacji, stron internetowych.

Jestem wykładowcą w The New School w Nowym Jorku. Przyglądając się moim studentom, zauważyłem, że pokolenie wchodzące w dorosłość spędza coraz więcej czasu w sieci. Przeniosło się tam niemal całe ich życie, nie tylko to związane z umawianiem się z innymi. Internet stał się platformą do spędzania wolnego czasu ze znajomymi, budowania relacji, robienia zakupów, nauki. Wszystko dzieje się za pośrednictwem aplikacji. Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak to jest doświadczać życia w ten sposób, z nosem cały czas przyklejonym do telefonu. Co widzi twój smartfon, kiedy wpatrujesz się w niego godzinami? Tak narodził się pomysł na formę "Poszukiwaczy".

Twoi bohaterowie mówią wprost do kamery, a przed sobą widzą ekran telefonu, którego rozmyte odbicie nakłada się na obraz. W ten sposób widzimy w pierwszym planie twarz, a w tle lekko rozmyte odbicie ekranu. Można się naprawdę dobrze przyjrzeć ich reakcjom, zobaczyć malujące się na ich twarzach emocje, kiedy przeglądają kolejne profile w aplikacji.

Lubię filmować w ten sposób. Uważam, że wywiady powinny mieć w sobie jak najwięcej naturalności. Chciałem, byśmy oglądając bohaterów, czuli się, jakbyśmy siedzieli obok i słuchali prawdziwej rozmowy, bez wrażenia, że coś zostało podegrane, zmontowane, by podkręcić emocje albo podkreślić tezę reżysera. Trudniej jest coś udawać, coś ukryć, kiedy filmujemy osobę w jednym długim ujęciu. Mowa ciała zdradza dużo więcej. Słychać, jak bohaterowie się zastanawiają, wahają, każde "hmmmm..." podczas przewijania ekranu buduje napięcie i bardzo dużo mówi o tym, jak podchodzimy do wybierania potencjalnych partnerów w sieci.

Ile czasu spędzałeś z filmowanymi przez siebie ludźmi, zanim włączyłeś kamerę? Wszyscy czują się bardzo swobodnie, a często opowiadają przecież o bardzo intymnych doświadczeniach.

Szukałem osób, które naprawdę aktywnie korzystały z aplikacji i były gotowe na szczerą rozmowę na temat swoich przeżyć. Staraliśmy się zawsze spotkać przed filmowaniem, aby przedstawić zarys projektu i dotychczas zrealizowane materiały. Znalezienie odpowiednich osób nie było jednak trudne, bo Nowy Jork jest miastem narcyzów. Ja również do nich należę (śmiech). Ludzie uwielbiają mieć opinię na każdy temat i chcą się nią dzielić. A temat aplikacji randkowych stał się w ostatnich latach ważną częścią naszego życia, niemal każdy zetknął się z tym specyficznym fenomenem. To uzależniające doświadczenie, sam w pewnym momencie poczułem to na własnej skórze.

Pacho Velez, reżyser i jeden z bohaterów dokumentu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)

Jakie jest twoje najdziwniejsze doświadczenie podczas korzystania z apki?

Raz zobaczyłem w aplikacji moją studentkę, innym razem byłą żonę mojego kumpla. To było niezręczne (śmiech). Najgorsze są chyba osoby wciąż zgorzkniałe po rozstaniu – wypisują w profilu bardzo dużo pasywno-agresywnych informacji na temat swoich byłych.

Sam, przygotowując swój profil, w zakładce "zainteresowania" najpierw napisałeś, że lubisz gotować z przepisów z "New York Timesa", ale natychmiast zmieniłeś to na "wygłaszanie toastów po pijanemu na imprezie u teściów".

Kiedy musimy napisać coś o sobie, natychmiast zaczynamy myśleć asekuracyjnie, kwestionować swoje wybory. Tworzymy pewną fantazję, zarówno na swój temat, jak i osoby, której profil przeglądamy. Czasami ta fantazja jest ciekawsza niż rzeczywistość.

Pokazujesz miasto pełne ludzi z nosami przylepionymi do telefonów. Przewijanie ekranu stało się kompulsywnym nawykiem, który pożera coraz więcej naszego czasu. Spędzamy godziny, przeglądając rozmaite aplikacje. Również mnie to dotyczy. Kilka dni temu, kiedy siedziałam w poczekalni w przychodni i miałam trochę czasu do zabicia, zorientowałam się, że zapomniałam telefonu. Poczułam się nieswojo.

Internet spowodował ogromną zmianę w naszym postrzeganiu i doświadczaniu świata. Aplikacje niemalże skolonizowały nasze mózgi. To z jednej strony przerażające, ale z drugiej – sam nie robię zbyt wiele, aby od tego uciec. Wręcz przeciwnie, używam aplikacji każdego dnia.

Dla pokolenia młodych ludzi, którzy poznają innych niemal wyłącznie przez aplikacje, myśl, że ktoś mógłby po prostu zaczepić ich w barze, jest niedorzeczna i wręcz niekomfortowa. Randkowanie online wydaje się dużo bardziej transparentne, łatwiej o jasne wyznaczenie granic. Osoby ze społeczności LGBT, z którymi rozmawiałem, podkreślały, że aplikacje dają im poczucie bezpieczeństwa, jakiego nie miały kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej. Zwłaszcza w mniejszych miastach lub bardziej konserwatywnych społecznościach. Chociaż oczywiście i w świecie aplikacji też zdarzają się sytuacje niebezpieczne, dochodzi do napaści.

Twój film pokazuje przekrój doświadczeń randkowania nowojorczyków. Portretujesz i 20-, i niemal 90-latków, osoby heteroseksualne, LGBT, białych mężczyzn i przedstawicieli mniejszości.

Nie sposób zamknąć miłość, romansowanie w jednym schemacie. Każdy ma inne doświadczenia, potrzeby, oczekiwania. Bardzo trudno jest się o tym przekonać, patrząc wyłącznie na czyjąś twarz w aplikacji na ekranie smartfona. Przeglądając setki profili, wszyscy dokonujemy szybkiej oceny, decydujemy się na spotkanie i przekonujemy się, czy nasze pierwsze wrażenie ma przełożenie na rzeczywistość. Często nie ma.

Kadr z filmu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)

Bardzo mnie ucieszyło, że pokazujesz też doświadczenia seniorów. Ci 80-latkowie mają więcej werwy niż niejeden 30-latek!

Nowojorczycy nie czują się starzy, nie uznają takiej kategorii wiekowej. Nie chcą o tym myśleć, więc niejako zaklinają rzeczywistość, ale są przy tym niebywale pewni siebie. 74-letnia Kathleen, z którą zrobiliśmy wywiad, flirtowała ze mną podczas zdjęć! Uwielbiam scenę, w której 88-letnia Helene podczas rozmowy z koleżanką słyszy, że mężczyźni po rozwodzie nie chcą spotykać się z równolatkami, szukają młodszych kobiet. I wtedy ona z rozbrajającą szczerością odpowiada: "Ależ ja mam dokładnie tak samo!".

Jeden ze starszych mężczyzn, z którymi rozmawiasz, mówi, że często odrzucamy kogoś z powierzchownych powodów, czekając na księcia z bajki. A potem dociera do nas, że możliwości nie są nieograniczone.

To słowa Roberta, emerytowanego maklera giełdowego, nawiązujące do jego młodości. Był atrakcyjnym, bogatym, białym, heteroseksualnym mężczyzną, mieszkańcem Nowego Jorku. Wyobrażam sobie, że przez wiele lat spotykał się z wieloma kobietami i nawet się szczególnie nad tym nie zastanawiał.

Jak bohaterowie serialu "Mad Men".

Dokładnie! Tak mogła wyglądać jego młodość. Dopiero teraz jego perspektywa się zmieniła i zaczął postrzegać miłość inaczej.

Aplikacje randkowe zachęcają do myślenia, że świat jest pełen niewyczerpanych możliwości. Pomagają ci w szukaniu osoby, która będzie dla ciebie najodpowiedniejsza, ale jednocześnie muszą ciągle podtrzymywać twoje zainteresowanie. Na tym polega ich model biznesowy. Jeśli przestaniesz z nich korzystać, firma traci klienta, a wraz z nim przypływ gotówki. Logika sprzedażowa nakazuje regularnie przypominać ci, że wystarczy jeden "swipe" więcej, by znaleźć tę idealną osobę. Można się w tym zatracić, ale jeśli dobrze znasz siebie i swoje potrzeby, wybierzesz z tego doświadczenia tylko to, co dla ciebie wartościowe.

Kadr z filmu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)

Kiedy myślimy o randkowaniu w Nowym Jorku, w głowie często pojawiają się sceny z filmów i seriali. U ciebie nie wygląda to jak w "Seksie w wielkim mieście" ani nawet jak w nieco mniej cukierkowych "Dziewczynach". Wszystko dzieje się za pośrednictwem ekranu telefonu, wydaje się żmudne i powtarzalne. Jak ciężka praca. Albo obowiązek. Bohaterowie wyglądają, jakby robili zakupy.

Coś w tym jest. Winston Churchill powiedział, że demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego. Myślę, że z randkowaniem online jest dokładnie tak samo (śmiech). Aplikacje sprawiły, że interakcje międzyludzkie zaczęły funkcjonować w zgodzie z zasadami rynku. To kolejna odsłona kapitalizmu, który zawłaszczył niemal każdy aspekt naszego życia. Wszystko ma swoją cenę, a my przyglądamy się, jak ona rośnie i spada.

Przykładanie logiki rynku do każdego aspektu życia jest jednocześnie emblematyczne dla tego, jak nowojorczycy postrzegają świat. Stany Zjednoczone zostały założone przez trzy grupy ludzi i odbicie tego widać wyraźnie do dzisiaj w tym, jak wygląda nasz kraj i z jakimi problemami się wciąż zmaga. Na fundamenty naszej kultury składają się doświadczenia religijnych świrów – pielgrzymów z okolic Bostonu, właścicieli niewolników z Wirginii, wykorzystujących czarnych przez setki lat, by gromadzić majątki, oraz Holendrów, którzy założyli Nowy Jork, miasto handlowe. Zasady rynku są wdrukowane głęboko w DNA mieszkańców tego miasta. Handel ukształtował je na przestrzeni ostatnich 400 lat. Nie przypadkiem właśnie tutaj funkcjonuje Wall Street. Aplikacje randkowe wydają mi się kolejnym przejawem tego podejścia, wpisanym w realia XXI wieku.

Moi znajomi, którzy korzystają z aplikacji randkowych, często na nie narzekają. Ale też mówią, że to w dzisiejszych czasach często jedyny sposób, by poznawać ludzi. W twoim filmie pada zdanie, że profil na portalu jest jak CV, które wysyłasz w odpowiedzi na ogłoszenie o pracę.

Na kolejnych etapach pracy nad filmem pojawiały się skojarzenia z językiem biznesu, marketingu i reklamy. Te słowa padały z ust bohaterów porównujących przeglądanie profili i spotkania z ludźmi do pracy, wpisywali to doświadczenie w logikę procesu rekrutacyjnego. Jeden z portretowanych przeze mnie mężczyzn przygotował tabelkę ze wszystkimi spotkanymi przez siebie kobietami i analizą tych relacji. Zupełnie jakby przygotowywał strategię dla klienta w agencji konsultingowej.

Liczba pytań, które pojawiają się już przy zakładaniu profilu, potrafi być przytłaczająca. Zanim poznamy drugą osobę, jesteśmy zmuszani do rozpisania w szczegółach naszych oczekiwań, marzeń i planów.

Wydaje mi się to okropnym sposobem na zawieranie znajomości. Kiedy przeglądasz profile w aplikacji, widzisz czyjeś imię, wiek, czasami zawód i raptem cztery zdjęcia. To stanowczo za mało, żeby zdecydować, czy ktoś może być dla nas odpowiedni. Z pewnością nie wystarczy w wielu przypadkach, by ocenić nawet, czy warto z taką osobą się spotkać. Poznawanie ludzi przez aplikacje kompletnie wypacza nasze postrzeganie relacji. W niczym nie przypomina to sytuacji "z prawdziwego życia", kiedy spotykasz kogoś na imprezie, zaczynacie rozmawiać i albo czujecie chemię, albo nie. Doświadczasz wtedy fizyczności drugiego człowieka, widzisz jego mowę ciała. No i nie przychodzisz na randkę obarczony aż tak konkretnymi oczekiwaniami, jest więcej miejsca na spontaniczność i niespodzianki.

Ale znam osoby, które odnalazły w sieci miłość, są w długoletnich związkach. Miło jest wierzyć, że dla części z nas marzenie o "i żyli długo i szczęśliwie" może się spełnić. Nawet jeśli będzie to za pośrednictwem aplikacji.

Kadr z filmu 'Poszukiwacze' (fot. Materiały prasowe)

Zdjęcia do twojego filmu powstawały w ubiegłym roku. Na ulicy wszyscy noszą maseczki, które stały się nieodłącznym elementem naszej codzienności. Jak pandemia wpłynęła na randkowanie w Nowym Jorku?

Trudno to na razie ocenić. Wszyscy musieliśmy się zatrzymać i, chcąc nie chcąc, zastanowić nad swoimi wyborami. Kiedy zniknęła nieustanna gonitwa i pośpiech, pojawił się czas, by pomyśleć, dlaczego właściwie biorę udział w tym wyścigu. Wiele osób weszło w nowe związki, bo potrzebowały podczas lockdownu poczucia bezpieczeństwa. Przekonamy się w najbliższym czasie, czy ten trend się utrzyma. Miasto nadal się powoli otwiera i znosi kolejne obostrzenia. Czy te nowe związki to przetrwają?

Koronawirus oczywiście jest obecny w naszym filmie, filmowaliśmy w trakcie pandemii, ale nie wydaje mi się, aby ta sytuacja bardzo wpłynęła na to, jak ludzie podchodzą do romansu, miłości i spotykania się ze sobą. Wydaje mi się, że pandemia przyspieszyła pewne zmiany, które zachodziły w naszych nawykach od kilku lat. Przez wiele miesięcy nie tylko życie romantyczne, ale także niemal wszystkie kontakty międzyludzkie odbywały się za pośrednictwem internetu. Dzisiaj nikogo nie dziwią praca zdalna, spotkania wideo online, spędzanie świąt z rodziną przez Zooma.

Twoi bohaterowie odnaleźli to, czego szukali?

Niektórzy tak, reszta wciąż szuka. Część jest w związkach, inni stawiają na niezobowiązujące spotkania. Jedna z sugar babies, która szukała relacji ze sponsorem, zakochała się i jest w poważnym związku. 74-letnia Kathleen także z kimś się spotyka. John, który opowiada w finale filmu poruszającą historię swojej miłości do mężczyzny poznanego online, zmarł niespodziewanie na atak serca. Nie doczekał premiery "Poszukiwaczy".

Pacho Velez. Amerykański reżyser filmów dokumentalnych, które były pokazywane m.in. na festiwalach w Berlinie, Seattle i Tribece. Jego film "Manakanama", reżyserowany wspólnie ze Stephanie Spray, został nagrodzony Złotym Lampartem w konkursie Filmmakers of the Present na festiwalu w Locarno. Światowa premiera "Poszukiwaczy" odbyła się na festiwalu Sundance. Obecnie pracuje nad dokumentem poświęconym nowojorczykom, którzy twierdzą, że doświadczyli spotkania z UFO.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Gazecie Wyborczej'', ''Wysokich Obcasach Extra, Polityce, na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.