Rozmowa
Ołeh Sencow spędził pięć lat w kolonii karnej w Rosji. Dwa lata temu został uwolniony (Albert Zawada/Agencja Wyborcza.pl)
Ołeh Sencow spędził pięć lat w kolonii karnej w Rosji. Dwa lata temu został uwolniony (Albert Zawada/Agencja Wyborcza.pl)

Scenariusz do "Nosorożca" powstał, jeszcze zanim został pan uwięziony.

Tak, napisałem go w 2011 roku. Zebraliśmy fundusze na realizację filmu, już trwały przygotowania do zdjęć i wtedy na Ukrainie wybuchła rewolucja. Podczas protestów przeciwko aneksji Krymu zostałem aresztowany. Trafiłem do więzienia. Przez cały czas myślałem jednak o tej historii i wiedziałem, że kiedy wyjdę na wolność, to do niej wrócę.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Nie obawiał się pan, że opowieść się zestarzeje?

Nie. "Nosorożec" pokazuje tę część ukraińskiej historii, która do tej pory przedstawiana była z sentymentem i jako okres rozwoju, nowych możliwości. Nie powstał właściwie żaden film o tym, jak naprawdę wyglądały lata 90. tuż po obaleniu Związku Radzieckiego i transformacji ustrojowej.

A jak wyglądały?

Nie było wtedy silnego rządu, świat przestępczy kwitł. Ulicą rządziły gangi. To były bardzo dziwne i trudne czasy. Chciałem odromantycznić ten okres.

Kadr z filmu 'Nosorożec' Ołeha Sencowa (materiały prasowe) , (materiały prasowe)

Z drugiej strony zależało mi na opowiedzeniu historii człowieka, który wszedł na drogę przestępstwa i robił bardzo złe rzeczy, ale który w końcu postanowił się zmienić. Zadaję pytanie, czy taki człowiek może liczyć na rozgrzeszenie.

Historia "Nosorożca", bo taką ksywkę ma główny bohater, jest do pewnego stopnia prawdziwa.

Tak, osoba, którą znam, przeszła podobną drogę i fakt, że się zmieniła, zdecydował o tym, że chciałem zrobić ten film. Choć nie lubię przemocy. Wychowałem się też w zupełnie innym środowisku. Ale doskonale wiem, jak takie życie wygląda i jak się może skończyć – jest trudne, intensywne i zazwyczaj bardzo krótkie.

Pierwowzór mojego bohatera nie był dla mnie kimś bliskim, po prostu znałem ludzi z tego świata. W tamtych czasach trudno było nie znać. Walki gangów, strzelaniny na ulicy to była codzienność Ukrainy na początku lat 90.

Czy pana doświadczenie więzienia w jakiś sposób wpłynęło na scenariusz, na film?

Nie zmieniałem scenariusza ani w trakcie pobytu w więzieniu, ani po wyjściu na wolność. Może dobrze, bo gdybym pisał go za kratkami, to uczyniłbym go mniej brutalnym i tym samym mniej uczciwym.

Pikieta przeciwko uwięzieniu Ołeha Sencowa, Poznań, 2018 rok (Piotr Skórnicki/ Agencja Gazeta) , 2018 rok, protest w Krakowie (Jakub Porzycki/ Agencja Gazeta)

Bo jak powiedział pan w jednym z wywiadów, w więzieniu człowiek zajmuje się dużo lżejszymi historiami?

Dokładnie. W kolonii karnej nie zetknąłem się też ze światem przestępczym, byli tam ze mną przede wszystkim zwykli ludzie, tacy jak ja. W więzieniu nie liczy się też to, jak jesteś silny fizycznie, ale jak silną masz psychikę.

Podczas pobytu w łagrze napisał pan cztery scenariusze, żaden jednak nie opowiada o pana przeżyciach w zamknięciu.

I krótkie opowiadania o ludziach, których tam spotkałem. Powstał też dziennik z mojego strajku głodowego. Obie książki zostały wydane na Ukrainie, mam nadzieję, że zostaną wydane także w Polsce i w innych krajach.

Mam pomysły na scenariusz dotyczący pobytu w więzieniu, ale na razie nie chcę się tym zajmować. W tej chwili mam inne historie do opowiedzenia.

Bo to jeszcze zbyt trudne?

Tak. Te wspomnienia wciąż są zbyt żywe. Nie chcę na razie do nich wracać. Ale powód jest też inny. Po latach spędzonych w zamknięciu chcę przede wszystkim żyć życiem człowieka wolnego, a nie życiem więźnia. Korzystać z tego, że mogę pracować, robić filmy. Odkąd wyszedłem z łagru, opublikowałem trzy książki, nakręciłem jeden film, przygotowuję się do kręcenia kolejnych dwóch. Jako były więzień polityczny i aktywista walczę o uwolnienie pozostałych więźniów. To wciąż ponad sto osób.

Minęły dwa lata od pana uwolnienia. Czy powrót do normalnego życia był wyzwaniem?

Zaraz po wyjściu przez pierwszych kilka dni rzeczywiście czułem się zagubiony, nie ruszałem się nigdzie bez mojego przyjaciela. Ale to tyle. Mogę bez wahania powiedzieć, że od września 2019 roku wszystko w moim życiu się układa.

Więzienie w Rosji - zdjęcie ilustracyjne (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

To imponujące.

To bardzo proste. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielkim darem jest wolność, poczucie bezpieczeństwa. Bo dla większości to naturalny stan. Nie żyją zamknięci w ciasnej celi, z której nie widać nawet skrawka nieba. Jedyne okno, jakie się tam znajduje, jest zbyt małe, żeby cokolwiek dostrzec, w dodatku jest osłonięte kratami i plastikową szybą.

Nie wychodził pan z celi?

Raz dziennie na godzinę wypuszczali nas z naszej głównej klatki do kolejnej klatki, bo inaczej nie można nazwać placu liczącego kilka metrów kwadratowych otoczonego betonowym murem. Po godzinie wracaliśmy do siebie. To były warunki ekstremalne. Życie w nich niektórych ludzi złamie, innych wzmocni.

Pana wzmocniło.

Ratowała mnie praca, pisanie.

Nie ma pan poczucia, że stracił te pięć lat życia?

Nie. Napisałem cztery scenariusze, opowiadania, dziennik.

Z więzienia nakręcił pan nawet film, "Numery". Udało się to za pośrednictwem prawnika i listów wysyłanych do producentów i członków ekipy. O czym opowiadać będą pana kolejne filmy?

Pierwszy, "Kai", to dramat rodzinny. Historia małżeństwa, które się rozpada. Dodatkowo relację tej pary komplikuje fakt, że mają dziecko z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

To tak jak pański syn.

Dlatego jest to dla mnie bardzo osobista historia.

Drugi film, który będę realizować równolegle, ponieważ jest finansowany z innych funduszy, chciałbym zrobić we współpracy z amerykańskimi gwiazdami. Bo akcja toczy się właśnie w Stanach Zjednoczonych. To historia amerykańskiej wsi, do której pewnego dnia przybywa matka z synem. Sprawią, że życie mieszkańców bardzo się zmieni. To z kolei komediodramat.

Producent filmu 'Nosorożec' Dariusz Jabłoński i Ołeh Sencow, reżyser podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego (materiały prasowe) , Ołeh Sencow podczas spotkania z widzami (materiały prasowe)

Sięga pan po różne gatunki.

Życie jest złożone, dlaczego miałbym ograniczać się wyłącznie do jednego gatunku?

Ale o wojnie na Ukrainie nie chce pan kręcić filmów. Czuje pan jakąś presję z zewnątrz, żeby podejmować tę tematykę z racji swoich doświadczeń, zaangażowania politycznego?

Niektórzy może rzeczywiście czekali na taki film. Bardzo rozdzielam jednak te dwa światy – życie aktywisty oraz pracę jako reżyser. Poprzez filmy staram się wyrazić swój wewnętrzny świat. Doświadczenie więzienia jest jego częścią, bardzo możliwe, że kiedyś nadejdzie odpowiedni moment, żeby o tym opowiedzieć w formie filmu. Dla mnie najważniejsze jest robić to, co jest w zgodzie ze mną.

Powiedział pan, że większość z nas może czuć się bezpieczna. Pytanie, jak długo. Tuż za naszą granicą, w Ukrainie czy w Białorusi, ludzie tego poczucia bezpieczeństwa już nie mają.

Dlatego bardzo cieszy mnie, że ludzie uciekający przed reżimem Łukaszenki mogą w Polsce znaleźć schronienie i czują się tu mile widziani.

Mile widziani nie mogą się na pewno poczuć uchodźcy przerzucani przez straż białoruską na polską stronę i spychani z powrotem na białoruską. 

Trudno mi tę sytuację oceniać i wyrokować, co należałoby zrobić, bo znam ją tylko ogólnie. Pewne jest jedno: Aleksander Łukaszenka robi dokładnie to samo co w 2015 roku Erdogan, kiedy uchodźcy próbowali dostać się do Europy przez Turcję, czyli próbuje wywrzeć presję na Unię Europejską.

Władimir Putin (Robert Kowalewski/ Agencja Gazeta) , Aleksander Łukaszenka (Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

Czy odkąd wyszedł pan z więzienia, udało się uwolnić jakichś więźniów politycznych z rosyjskich łagrów?

Niestety, nie jest to takie proste, bo klucze do wszystkich cel są w kieszeni Władimira Putina. Jest mistrzem gry, który porusza pionkami na szachownicy. Tylko on decyduje o losie więźniów.

To budzi pana gniew?

Nie, gniew w niczym tutaj nie pomoże. Trzeba mieć jasno obrany cel, strategię i po prostu działać.

Jak?

Powinniśmy jak najwięcej mówić o ukraińskich więźniach w Rosji i na okupowanych terenach obwodów donieckiego i ługańskiego. I przede wszystkim łączyć się w walce z reżimem Putina. Świat musi zrozumieć, że jest on zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale także dla innych państw.

Przestrzegam wszystkich przed dążeniem do ocieplenia relacji z Putinem. To nie jest człowiek, któremu należy ufać, z którym można prowadzić negocjacje. Z dyktatorem się nie dyskutuje.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.