Rozmowa
Małgorzata Iwanek: Przeświadczenie, że dziecko musi być na plaży w majtkach, bierze się z różnych lęków (Fot. Shutterstock.com)
Małgorzata Iwanek: Przeświadczenie, że dziecko musi być na plaży w majtkach, bierze się z różnych lęków (Fot. Shutterstock.com)

Rozebrane dzieci na plaży to temat, który co roku rozgrzewa i dzieli Polaków. Z tegorocznego badania przeprowadzonego na zlecenie WP* wynika, że 48 proc. rodaków chciałoby zakazać obecności nagich dzieci na plażach. Co to o nas mówi? 

Że mamy w Polsce bardzo surowe podejście do ciała i jest to według mnie cecha narodowa. Uważamy, że ciało jest z założenia erotyczne, więc trzeba je zasłaniać i chować.  

Takiego podejścia do cielesności nie ma na Zachodzie Europy ani w Skandynawii. Tam ludzie dają sobie swobodę korzystania z ciała jako czegoś, co po prostu pozwala nam żyć. Bez względu na to, jakie to ciało jest. I to dotyczy zarówno dorosłych osób w basenowych przebieralniach, jak i dzieci, które mogą na golasa cieszyć się słońcem, wodą i piaskiem. 

Chociaż powiem ci, że jak powiedziałaś 48 proc., to sobie pomyślałam: mogło być 70 proc.! 

Skąd bierze się "polskie" przeświadczenie, że dziecko na plaży musi być w majtkach? 

Z lęków. Od lęku przed rakiem skóry i tym, że piasek wywoła zapalenie cewki moczowej, po lęk przed czającym się w krzakach pedofilem. Ilekroć poruszam na profilu Kultury Seksualnej temat rozebranych dzieci na plaży, dostaję bardzo dużo wiadomości. Że do czego ja namawiam, przecież na plaży są pedofile... Bardzo silny jest ten mit pedofila, który siedzi w krzakach i czeka. Co jest z założenia absurdalne! 

Dlaczego absurdalne? 

Bo osoba, która rzeczywiście ma tak zwane skłonności pedofilskie lub jest pedofilem, w życiu nie będzie szukać ofiary na takiej plaży. Zdaje sobie sprawę z tego, że przyłapana może trafić do więzienia. Ale straszenie plażowym pedofilem załatwia nam całą trudną i wielowątkową rozmowę z dzieckiem o tym, jak się chronić, jak mówić "nie", jak stawiać granice. Łatwiej założyć dziecku majtki. 

Małgorzata Iwanek: Bardzo silny jest mit pedofila, który siedzi w krzakach i czeka. Łatwiej nam założyć dziecku majtki na plaży, niż przeprowadzić z tym dzieckiem trudną i wielowątkową rozmowę (Fot. Shutterstock.com)

"Jeśli na plaży będziesz w majtkach, to nic ci się nie stanie"? 

Tak. Co nie jest prawdą. 80 proc. czynów pedofilnych popełniają osoby znane dziecku. Jeżeli w materiałach dowodowych w sprawach o pedofilię, z którymi ja się zetknęłam, były zdjęcia dziecka bez majtek, to wykonywała je osoba z rodziny lub znajomy.  

Pozostaje jeszcze 20 proc. przypadków. 

Zdarzają się nadużycia wynikające z nieszczęśliwych wypadków. Natrafiasz w swoim życiu na osobę, która robi ci krzywdę. Dziecko jedzie na rowerze, bawi się na placu zabaw i ktoś je łapie. Dochodzi do przemocy fizycznej. 

Jak w głośnej sprawie "optyka".

Zauważmy, że tam dziecko było ubrane. Bo to kolejny mit: pedofil zobaczy nagie dziecko, podnieci się i będzie chciał dokonać przestępstwa. To tak nie działa. Agresywne zachowanie jest wyładowaniem emocji. Coś się wcześniej – chwilę, godzinę, tydzień, pół roku – w życiu tego człowieka zadziało. Majtki nie grają roli. 

A jeśli widzimy na plaży osobę, która przypatruje się dziecku, robi zdjęcia? To nie jest niemożliwa sytuacja. 

Wtedy należy zareagować. Podejść, może wezwać policję. W granicach rozsądku i nie dopuszczając się linczu. Chodzi o to, by przenieść na tę osobę odpowiedzialność za czyn. Nie brać jej na siebie. Nie myśleć, że dziecko ma być ubrane, żeby nie stało się nieszczęście. 

Ale może się stać.  

Załóżmy, że taka sytuacja jest możliwa: dowiedzieliśmy się, że ktoś zrobił naszemu dziecku zdjęcie i opublikował je w Internecie. Dziecko o tym nie wie. Jeśli powiemy mu: "Zobacz, ty tam byłeś bez majtek, a pan ci zrobił zdjęcie i każdy je teraz może zobaczyć", to je nastraszymy. To my wywołamy traumę. 

Rozumiem obawy rodziców, którzy nie chcą, żeby zdjęcia dziecka gdziekolwiek trafiły. Tylko czy w imię tego lęku, który może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością, mamy mu odebrać swobodę? 

Co jeszcze może sprawiać, że rozebrane dziecko na plaży tak nas drażni i bulwersuje?  

Dość powszechna według mnie niewiedza na temat etapów psychoseksualnego rozwoju dziecka. Mniej więcej w okresie przedszkolnym dziecko ma taki moment, gdy chce badać ciałem różne rzeczy: pobiegać na golasa, usiąść pupą na piasku. To naturalne, ale ktoś, kto tego nie wie, może się przestraszyć: jak ja mu pozwolę biegać nago, gdy ma trzy lata, to się rozbierze w sklepie albo wyrośnie na "zboczeńca". Czyli: jeśli tego zawczasu nie ujarzmię, to rozlezie się na całe życie dziecka, rodzinę i w ogóle na całą Polskę. 

Mam sadzać gołe dziecko na plaży, bo inaczej zaburzę jego rozwój? 

Nie, to w ogóle nie jest rozmowa o tym, że wszystkie małe dzieci w Polsce mają być teraz na plażach na golasa i nie możemy im zakładać strojów kąpielowych! Tylko o tym, że jeżeli dziecko będzie chciało zdjąć majtki i przebiec się na golasa do wody, to może. A za chwilę możemy je wytrzeć, ubrać i zjeść kanapki.  

Mniej więcej w okresie przedszkolnym dziecko ma taki moment, gdy chce badać ciałem różne rzeczy: pobiegać na golasa, usiąść pupą na piasku (Fot. Shutterstock.com) , Małgorzata Iwanek: Rozumiem obawy rodziców, którzy nie chcą, żeby zdjęcia dziecka gdziekolwiek trafiły. Tylko czy w imię tego lęku, który może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością, mamy mu odebrać swobodę? (Fot. Shutterstock.com)

Rodzice w komentarzach wyrażają obawę, że zachowanie dziecka zostanie z nimi utożsamione. Kontrolowanie dziecka to samokontrola rodzica. 

To kolejny problem. Rodziców martwią między innymi dziecięce furie w sklepie i pokazywanie pupy na placu zabaw. A to wszystko się mieści w normie. Oczywiście jesteśmy od tego, żeby wprowadzać zasady: "Na placu zabaw nie pokazuj dzieciom pupy" albo: "Nie mogę ci codziennie kupować lizaków". To składa się na bycie rodzicem i bycie dzieckiem.  

My myślimy, że jak dziecko rzuca się na podłogę w sklepie, to rodzic jest nieudolny. A jak się nie rzuca, to rodzic się spisał. A jest odwrotnie! Dziecko, które nigdy się nie wścieka, może być wystraszone, bo na przykład rodzic stosuje kary. Nie ma kontaktu ani ze swoim ciałem, ani z emocjami. I wtedy coś jest nie tak.  

To inna sytuacja: rodzic widzi, jak jego trzyletnie dziecko dotyka na plaży swoich genitaliów. Ludzie za parawanami też to zauważyli. Wpada w panikę. 

Otóż to, to jest panika. Boi się, co ludzie pomyślą, powiedzą, co tu się zaraz stanie. Podczas gdy dziecko być może ogląda piasek. 

Ale może właśnie nie piasek? Dzieci się przecież masturbują. 

Tylko pytanie, czy to jest rzeczywiście masturbacja, czy dotykanie genitaliów, bo coś zaciekawiło. Rodzice często nazywają masturbacją każde dotykanie genitaliów. A już zwłaszcza rodzice dziewczynek, którzy z tym "problemem" zgłaszają się do gabinetów seksuologów częściej. Bynajmniej nie dlatego, że chłopcy robią to rzadziej. 

Niemniej trzylatek na plaży, który się rzeczywiście masturbuje, mnie by też trochę zaniepokoił. Bo to znaczy, że nie jest w stanie skorzystać z tego, co się wokół dzieje. Być może się przestraszył, a masturbacja jest jego jedynym sposobem na ukojenie.  

Dla wielu osób obecność nagich dzieci na plaży albo sytuacja, gdy takie dziecko na nie wpada w zabawie, to rzeczy bardzo krępujące. Niektórych wręcz brzydzą. 

Mają prawo do takich odczuć. Ale myślę sobie, że jeśli ktoś czuje do ludzkiego ciała aż obrzydzenie, to być może musi się zająć czymś w sobie. Na przykład sztywnymi przekonaniami.  

Ludzie mają prawa do swoich ciał i nie mają obowiązku ich chować, bo "obrzydzają" innych. Często słyszę, że ktoś "wylazł z tą klatą owłosioną, wielkim brzuchem, w skarpetach i klapkach się rozłożył". A czemu człowiek z klatą, brzuchem i skarpetami nie może korzystać ze słońca? To jest absurdalne, żeby nie mógł.  

Raczej: jeżeli to dla mnie taki trudny temat, to może ja powinnam szukać miejsc odosobnionych? Albo takich, gdzie są tylko atrakcyjni i "w kanonie" ludzie? Bycie z innymi na plaży to jest jednak ćwiczenie na akceptację. Ludzie, w tym dzieci, mają różne ciała. I jakoś trzeba z tym żyć. 

Małgorzata Iwanek: Ludzie mają prawa do swoich ciał i nie mają obowiązku ich chować, bo 'obrzydzają' innych. Czemu człowiek z klatą, brzuchem i skarpetami nie może korzystać ze słońca? To jest absurdalne, żeby nie mógł (Fot. Shutterstock.com) , Małgorzata Iwanek: Jeżeli cudze ciała to dla mnie taki trudny temat, to może powinnam szukać miejsc odosobnionych? (Fot. Shutterstock.com)

Przeciwnicy rozebranych dzieci na plaży pytają: Czym plaża różni się od sklepu? Jedno i drugie jest miejscem publicznym. 

Dla mnie to jest logiczne, że sklep nie jest plażą. Mamy w Polsce taką zasadę, że na ogólnodostępnej plaży dorosłe osoby są w strojach kąpielowych. Dzieci nie muszą. Na szczęście, bo nie chciałabym żyć w kraju, w którym każe się dzieciom chować ciała, naruszając ich bezpieczny rozwój.  

Co się dzieje, gdy go naruszamy? 

Odłączamy dziecko od jego ciała. Osoby wychowane w domach bardzo restrykcyjnych względem ciała i seksualności w dorosłym życiu mogą mieć różne trudności. Od nieakceptowania siebie po poczucie, że "ich genitalia śmierdzą" albo "są wstrętne".  

Częściej dotyka to kobiet. Dziewczynki, które nie mogą się "tam" dotykać, a w domu używa się słownictwa typu "druga pupa" albo "dół", wyrastają na kobiety, które nie czerpią przyjemności z seksu, mogą się borykać z pochwicą, bolesnymi stosunkami. Czują niechęć do siebie i własnych narządów. Nie są w stanie przyjąć seksu oralnego. 

Czy w jakimś określonym wieku dziecko bezwzględnie powinno być już w stroju? Bo goły bobas na plaży – OK, to słodka bułeczka. Dwulatka bez majtek zdzierżymy. Ale z dzieckiem sześcioletnim lub starszym będzie już problem. 

Nie określałabym tego wiekiem, raczej potrzebą dziecka. Jeżeli ma potrzebę wyjść w stroju kąpielowym, to bez względu na wiek ma być w stroju kąpielowym. Na pewno ubrane powinny być dzieci, które już rozpoczęły dojrzewanie płciowe.  

Dziecko samo dochodzi do poczucia skrępowania. W wieku sześciu–siedmiu lat może jeszcze zechce pobiegać nago z kuzynami w przydomowym ogródku, ale na publicznej plaży, gdzie są obcy ludzie, już raczej nie.  

Małgorzata Iwanek: To w ogóle nie jest rozmowa o tym, że wszystkie małe dzieci w Polsce mają być teraz na plażach na golasa i nie możemy im zakładać strojów kąpielowych! Tylko o tym, że jeżeli dziecko będzie chciało zdjąć majtki i przebiec się na golasa do wody, to może. (Fot. Shutterstock.com) , A za chwilę możemy je wytrzeć, ubrać i zjeść kanapki. (Fot. Shutterstock.com)

Odwołam się do historii jednej z mam, która napisała: "Moja córka ma trzy lata i od małego jest uczona, że ciało to coś intymnego. Ma to tak mocno wpojone, że zakrywa się przed tatą i młodszymi braćmi". 

Pojawia mi się pytanie: kto decyduje o ciele tej dziewczynki? Wydaje się, że mama. I powiedziałabym, że wstyd trzylatki przed tatą nie jest normatywny. Obserwuję silną potrzebę rodziców, by od maleńkości mówić dziecku: "Pamiętaj, nikt nie ma prawa cię dotykać. Nikomu nie możesz się pokazywać bez majtek". 

To źle?! 

To bardziej straszenie dziecka ciałem niż nauka tego, czym jest zgoda i że dziecko samo decyduje – albo będzie decydować – o tym, komu chce, a komu nie chce pokazać ciała. W twoim przykładzie dziecko nie dowiaduje się, że jego ciało należy do niego. Dostaje komunikat, że to mama decyduje o jego ciele. 

Pewnie niejedna osoba zapyta: a kto ma decydować o ciele trzylatki, jak nie mama? 

Samo dziecko, w obszarach, w których może. Nauka stawiania granic, zgody i odmawiania nie odbywa się wyłącznie przy decydowaniu, czy ono ma prawo być nago na plaży, czy nie, tylko przede wszystkim w codziennych sytuacjach, które z majtkami nie mają absolutnie nic wspólnego. 

Czyli? 

Dziecku wolno samemu wybrać strój do przedszkola. Albo może nie zjeść mięsa z talerza, chociaż wcześniej powiedziało, że zje. Mogę uszanować jego wybór albo powiedzieć: "Sorry, za późno". Dziecko może zmienić zdanie, tymczasem niektóre przez 15 lat są wychowywane według hasła: kon-se-kwen-cja. "Tak powiedziałeś, to musisz tak zrobić". To się przekłada na relacje z innymi ludźmi. Nie brak majtek. 

Idąc tym tropem, jak często, decydując o stroju lub braku stroju u dziecka, bierzemy pod uwagę jego zdanie? Koleżanka opowiedziała mi, że gdy miała pięć–sześć lat, rodzice kazali jej biegać po plaży na golasa. Bardzo źle to wspomina. 

To jest bardzo ważny wątek. To nie rodzic ma zdecydować, lecz dziecko. Jeśli dziecko chce chwilę pobyć nago, to może. Ale jeśli nie chce, absolutnie nie możemy go zmuszać!  

Małgorzata Iwanek: To nie rodzic ma zdecydować, lecz dziecko. Jeśli dziecko chce chwilę pobyć nago, to może. Ale jeśli nie chce, absolutnie nie możemy go zmuszać! (Fot. Shutterstock.com)

Podobno dziś nawet niektóre trzylatki wstydzą się rozebrać, bo sądzą, że są za grube. 

Raz na placu zabaw siedmioletni chłopiec powiedział mi, że "musi palić kalorie". Mnie to zasmuca. Bo to kolejna rzecz, która oddziela dziecko od ciała. Skupianie się na wystających brzuchach trzylatek to bardzo niebezpieczny trend.  

"Wcale nie jesteś gruby, rozbieraj się i biegaj po plaży, bo dzieci biegają" – to pomaga? 

Tu jest potrzebny szerszy kontekst. Ale jeśli dziecko negatywnie się ocenia, to mówienie mu, że wszystko jest OK, anuluje to, co dla dziecka jest ważne.  

A w drugą stronę, co sądzisz o dwuczęściowych strojach kąpielowych dla kilkulatek? Podobno są już małe staniczki push-up i stringi. Mamy, które popierają takie stroje, mówią: "Moja córka to mała kobietka i ważne, żeby o tym wiedziała". 

Dla mnie to jednak jakiś rodzaj przesady. Trzyletnie dziecko niekoniecznie ma już poczucie stałości swojej płci i wiedzę, na czym ta płeć polega, bo to się rozwija do szóstego roku życia. A kilkulatka nie jest żadną małą kobietką, tylko dzieckiem. 

Małgorzata Iwanek: Kilkulatka nie jest żadną małą kobietką, tylko dzieckiem (Fot. Shutterstock.com) , Małgorzata Iwanek: Wyobrażam sobie domy, w których mama ma ultrakobiecy styl ubierania się i dziewczynka to przejmuje. (Fot. Shutterstock.com)

A widzisz w tym seksualizację? 

Tak. Usilne wtłaczanie w role płciowe związane z atrakcyjnością jest rodzajem seksualizacji. Wyobrażam sobie domy, w których mama ma ultrakobiecy styl ubierania się i dziewczynka to przejmuje. I nie chciałabym mówić takiej mamie, że ma dziecku jakieś szare majty zakładać. Ale zachęcałabym do czujności. Czy przekaz dla dziecka jest taki, że ma się przede wszystkim podobać, czy słyszy, że ślicznie wygląda, ale podkreślamy też inne jego cechy, umiejętności i możliwości.  

A jeśli to malutkie bikini to wybór córeczki? 

To słuchajmy tego. Ostatnio byłam z córką w sklepie, chciałyśmy kupić hula-hoop. Do wyboru było ze Świnką Peppą i z Elsą. Cała zadowolona chwyciłam za Świnkę Peppę, bo moja córka ma trzy lata, a ona mówi, że nie, chce z "laleczką". I to jest ważne, żeby uhonorować jej wybór. Jeśli brokatowe bikini ma dać dziecku szczęście, pozwólmy.  

A jeśli chce sobie jeszcze do tego oczy pomalować? 

Dzieci mają okres tak zwanych zabaw seksualnych, powtarzających zachowania dorosłych osób. Nie mają nic wspólnego z seksem, tylko z rolami płciowymi. I to jest powszechne, że dziewczynka, która widzi mamę malującą paznokcie albo nakładającą cienie na powieki, też chce spróbować. Mały chłopiec też może mieć taką ochotę! 

Małgorzata Iwanek: Jeśli brokatowe bikini ma dać dziecku szczęście, pozwólmy. Ale podkreślajmy nie tylko, że dziecko jest śliczne, ale ma też inne cechy, umiejętności i możliwości (Fot. Shutterstock.com)

Twoja trzylatka bawi się na plaży w stroju czy bez? 

Mamy większość ubrań po rodzinie, córka znalazła wśród nich strój kąpielowy. Jest nim zachwycona. Ale gdyby na publicznej plaży chciała go zdjąć, nie miałabym z tym problemu.  

Często sama wybiera sobie ubrania. Serce mi krwawi, ale mówię tylko: "Super, że się cieszysz, wychodzimy". Traktuję to jako bardzo ważne lekcje własnego wyboru. To obszar, w którym może decydować. Bo nie może zdecydować, czy weźmie lek podczas choroby. Musi go wziąć, bez względu na to, czy jest ohydny, czy nie.  

A jak udźwignąć ocenę tego człowieka zza parawanu?  

Chciałabym wszystkim życzyć, żeby cieszyli się wodą, piaskiem i słońcem, a nie zamartwiali tym, co ktoś o nich pomyśli. Jak to zrobić? To duży i skomplikowany temat. Na początek polecam oglądać na Instagramie nie tylko konta celebrytów i osób mieszczących się w aktualnym kanonie wyglądu, ale też zwykłych ludzi, jakich widujemy na co dzień na ulicach. Jak się tak na nich napatrzymy, to się oswajamy.  

*Sondaż został przeprowadzony w czerwcu 2021 roku przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna na zlecenie Wirtualnej Polski

Małgorzata Iwanek. Psycholożka seksuolożka, certyfikowana edukatorka seksualna. Prowadzi blog o związkach, rodzinie i seksualności Kultura Seksualna.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo Zwykli Niezwykli. Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Pisze o podróżowaniu, miejscach, designie i trendach, a gdy chce odpocząć od tych ciągłych wakacji - o psychologii, społeczeństwie, związkach i seksie. Robi wywiady i grzebie w biografiach. W Weekendzie ma swój cykle Historia w rzeczy samej o niezwykłej historii zwykłych przedmiotów.