Rozmowa
Zespół Hatari (materiały prasowe)
Zespół Hatari (materiały prasowe)

Zanim zostałaś filmowcem, pracowałaś w branży muzycznej. Dlaczego zainteresował cię zespół Hatari?

Znałam ich dość dobrze. Ich perkusista Einar Stef grał również w zespole Vök, którego menedżerem był mój mąż. Hatari przykuwało uwagę z powodu swoich niespotykanych strojów, kontrowersyjnej estetyki BDSM, postawy antysystemowej, piosenek zaangażowanych politycznie.

Na samym początku byli grupą absolutnie niszową. Aż do momentu, w którym wzięli udział w programie wyłaniającym reprezentanta Islandii w konkursie Eurowizji.

Pomyślnie przeszli przez półfinał i dostali się do finału. 

Trudno było uwierzyć, że tego typu zespół, z tak radykalnym występem, przebił się do mainstreamu. A trzeba podkreślić, że w Islandii Eurowizją żyją wszyscy.

Dziwne, że chcieli się w tym mainstreamie znaleźć.

Myślę, że wszystko zaczęło się od żartu. Wysłali piosenkę na konkurs i pewnie nawet nie brali pod uwagę, że się dostaną. Jak mówi jeden z naszych rozmówców w filmie: każda dobra sztuka to żart posunięty za daleko.

Kiedy dowiedziałam się, że są w finale i mają szansę wystąpić w 64. Konkursie Piosenki Eurowizji w Tel Awiwie, pomyślałam, że robi się ciekawie.

Dwa lata temu Islandia wzywała do bojkotu imprezy w Izraelu. Wynikało to z niezgody na sposób, w jaki władze Izraela traktują Palestyńczyków. Członkowie grupy Hatari podzielali te opinie. Możliwość udziału w konkursie była dla nich okazją do pokazania światu, co myślą.

Cały czas nie było jednak wiadomo, czy wygrają lokalne eliminacje, czy pojadą do Izraela. W tamtym czasie akurat zakładałam firmę producencką Tattarrattat z Iainem Forsythem i Jane Pollard reżyserami filmu "20 000 dni na ziemi" o Nicku Cavie. Pomyśleliśmy, że historia Hatari ma potencjał filmu dokumentalnego. Opowiedziałam członkom zespołu o mojej koncepcji.

Możliwość udziału w Eurowizji była dla Hatari okazją do pokazania światu, co myślą o konflikcie izraelsko-palestyńskim (materiały prasowe) , (materiały prasowe)

Oni mieli już inny pomysł, na mockument, czyli film fikcyjny udający film dokumentalny, w stylu Andy’ego Kaufmana.

Od początku z Iainem i Jane czuliśmy, że mockument nie udźwignie tego typu historii, że ironia i sarkazm nie będą tutaj pasować.

Mieszkam na co dzień w Londynie, poleciałam do Islandii, żeby obejrzeć lokalny finał. Pomyślałam: jeśli wygrają, jadę z nimi do Izraela.

Wygrali.

I pojawiło się pytanie: czy wykorzystają możliwość występu przed 200-milionową publicznością, pójdą na całość i dokonają na tym niepolitycznym wydarzeniu politycznego manifestu? Wiedziałam, że chcę im towarzyszyć w tej podróży, obserwować ich za kulisami, zobaczyć, co przeżywają, jak radzą sobie z presją.

Do samego końca nie było wiadomo, czy w ogóle pojadą. Organizatorzy Eurowizji obawiali się, że Hatari nie odpuszczą i podczas występu zaprotestują przeciw polityce Izraela wobec Palestyny.

I do samego końca nie było wiadomo, co zdecydują się zrobić. Dla nas, jako ekipy filmowej, praca nad dokumentem stała się wyzwaniem, bo nie mieliśmy pojęcia, czego możemy się po nich spodziewać. Ciekawie było obserwować, jak zaognia się konflikt między nimi a Basharem Muradem – muzykiem palestyńskim, z którym podjęli współpracę artystyczną podczas pobytu w Izraelu. Członkowie Hatari mieli poczucie, że zrobili wystarczająco dużo, by nagłośnić problem Palestyny – przed wyjazdem do Izraela i w trakcie pobytu w Tel Awiwie cały czas opowiadali w mediach, dlaczego tam są.

Samym zamieszaniem wokół swojego występu sprawili, że usłyszał o nich świat.

Dla Bashara to było za mało. Uważał, że muszą zrobić więcej, przekroczyć kolejną granicę.

Ich występ przebiegł bez niespodzianek. Za to podczas podawania wyników Hatari wyciągnęli flagę Palestyny i pokazali ją do kamery. Po całym zdarzeniu widać było na ich twarzach, że są bardzo przejęci, że może żałują tego, co zrobili. Z drugiej strony to tylko flaga...

Niby tylko flaga, ale w tamtych okolicznościach wywołali tym gestem burzę, bo pogwałcili zasadę apolityczności konkursu. Ten element występu nie pojawił się na próbach, które zatwierdzali Europejska Unia Nadawców oraz nadawca odpowiedzialny za transmisję. Reakcja organizatorów była natychmiastowa – ochroniarz przybiegł do muzyków i kazał im oddać flagę.

Nie mogłabym powiedzieć, że żałowali, raczej bardzo przeżyli to, co się stało, kosztowało ich to wiele emocji. Możliwe, że nie spodziewali się, że wywołają taki szum. Jedna z członkiń zespołu miała załamanie nerwowe, bo ktoś zagroził, że skrzywdzi jej dziecko. Po występie wszyscy zastanawialiśmy się, czy bezpiecznie będzie wychodzić na ulice Tel Awiwu. Ale to nie znaczy, że na jakimkolwiek etapie wahali się, czy to, co zrobili, było słuszne lub nie.

Z jednej strony wykazali się odwagą i bezkompromisowością, z drugiej Hatari pochodzą z jednego z najbardziej liberalnych i otwartych krajów na świecie. Premierka Islandii, która wypowiada się w dokumencie, mówi wprost: artyści powinni mieć swobodę ekspresji, nie można ich cenzurować. Z tak uprzywilejowanej pozycji łatwo protestować. W Polsce aktorzy czy muzycy obawiają się o swoje życie lub mają procesy w sądzie, na przykład za obrazę uczuć religijnych...

To prawda, Islandia jest krajem, który sprzyja artystom. Także dlatego, że dużo się tam dzieje, powstaje mnóstwo niszowych inicjatyw i mogą swobodnie się rozwijać, eksperymentować, nieustannie ze sobą współpracują. Moim zdaniem to fenomen, że wielu islandzkim artystom niszowym udało się odnieść międzynarodowy sukces, jak Björk czy Sigur Rós. Pod tym względem Islandia jest wyjątkowa.

Myślę, że Hatari zdają sobie sprawę z tego, na jak uprzywilejowanej pozycji są. Mają wolność, dzięki czemu mogą w sposób kreatywny zwiększać świadomość ludzi na temat problemów współczesnego świata. I dlatego tak ważne było zrobienie filmu o roli sztuki w społeczeństwie, o tym, jak sztuka łączy się z polityką. Dla artystów to bardzo istotne, żeby dyskusja na pewne tematy odbywała się na arenie międzynarodowej.

Podczas koncertu w Warszawie na początku 2020 roku również prowokowali. Jeden z tancerzy wystąpił na scenie w koszulce z napisem "KonstytucJA", chwilę później wyciągnął z ust chustę z napisem "wolność".

Tancerz Andrean Sigurgeirsson pod koniec koncertu wszedł na scenę ubrany w tęczowe skrzydła; w ten sposób wyraził solidarność ze swoimi przyjaciółmi w Polsce. Takimi działaniami Hatari chcą pokazać, że ludzie nie są sami i że bardzo ważne jest mówienie o pewnych sprawach głośno.

'Członkowie Hatari, wykorzystując estetykę pełną sprzeczności i kontrastów, zrobili między innymi bardzo dużo dobrego dla środowiska BDSM w Islandii' (Shutterstock.com)

Członkowie Hatari, wykorzystując estetykę pełną sprzeczności i kontrastów, zrobili między innymi bardzo dużo dobrego dla środowiska BDSM w Islandii – sprawili, że niszowa kultura przedostała się do mainstreamu, zaczęła być akceptowana. Ściśle współpracują z tym środowiskiem, żeby nikogo nie urazić, żeby publiczność nie odebrała tego, co robią, jako czegoś obrzydliwego, sprośnego.

W dokumencie pokazujesz islandzkie dzieci w czarnych maskach, ubrane w skórę, lateks, ćwieki, z uśmiechem na twarzy śpiewające: "Nienawiść zwycięży...". W Polsce, gdyby ktoś zobaczył dziecko w takim stroju, złapałby się za głowę, a rodziców zgłosiłby do ośrodka pomocy społecznej.

A dzieci po prostu lubią się przebierać, wcielać w różne role. To dorośli wszędzie dostrzegają niepokojące zjawiska, to, co dla nich jest zboczeniem, dla dziecka jest po prostu zabawą. Poza tym do dzieci przemawia przesłanie piosenki Hatari: że należy walczyć z nienawiścią.

Hatari to koncept muzyczny, ale przede wszystkim artystyczny.

Klemens, jeden z głównych bohaterów dokumentu, oprócz tego, że jest muzykiem, jest również artystą wizualnym, performerem, pisarzem, poetą. Jego kuzyn Matthias, który również jest członkiem Hatari, ukończył uniwersytet artystyczny, interesuje się teatrem. Hatari współpracuje z bardzo różnymi artystami: tancerzami, śpiewakami operowymi, grafikami. Estetykę BDSM wykorzystuje, żeby pokazać relację władzy i uległości.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach młodzi w coraz bardziej kreatywny sposób pokazują swoje zaangażowanie polityczne. Niekoniecznie poprzez wychodzenie na ulice, ale przez tworzenie różnego rodzaju inicjatyw, kolektywów artystycznych. W ten sposób o wiele lepiej trafiają do ludzi. Dla mnie film o Hatari to nie opowieść o muzyce, ale przede wszystkim o sztuce stawiania oporu, o tym, że rolą artysty jest branie odpowiedzialności za robienie rzeczy nieodpowiedzialnych.

Członkowie Hatari podczas wizyty w Hebronie (materiały prasowe) , (materiały prasowe) , (materiały prasowe)

Z twojego dokumentu nie dowiadujemy się wiele na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Nie wiemy właściwie, dlaczego Klemens i Matthias stają po stronie Palestyny. Dopiero podczas spotkania po filmie, który był pokazywany na ubiegłorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym, dowiedziałam się, że ogromny wpływ miał na Matthiasa prezes Stowarzyszenia Islandzko-Palestyńskiego, z którym pracował, kiedy miał 19 lat, i który otworzył mu oczy na wiele kwestii.

Takiego dokonałam wyboru. Nakręciliśmy mnóstwo materiału, w którym Klemens i Matthias wypowiadają się na ten temat. Uznałam jednak, że wolę pokazać ich przede wszystkim jako młodych artystów, którzy poprzez sztukę chcą nagłośnić ważny problem, a nie skupiać się na kwestiach politycznych. Towarzyszyliśmy im w całej podróży do Izraela, podczas której między innymi odwiedzili Hebron, żeby przekonać się na własne oczy, jak wygląda życie na obszarze będącym pod okupacją Izraela.

A kto nie wie nic na temat tego konfliktu, na pewno po obejrzeniu dokumentu będzie chciał wiedzieć, o co właściwie się rozchodzi. Film będzie można zobaczyć online podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Minneapolis-Saint Paul, który odbywa się między 14 a 23 maja.

'Hatari to oryginalny koncept tworzony przez bardzo wiele osób, który jest niczym maszyna' (materiały prasowe) , Anna Hildur, reżyserka filmu dokumentalnego 'Piosenka o nienawiści' (materiały prasowe)

Myślisz, że Hatari jeszcze nas czymś zaskoczą?

Nie mam pojęcia, nie mam wobec nich żadnych oczekiwań. Wiem jedno: Hatari nigdy nie będzie zwykłym zespołem muzycznym. To oryginalny koncept tworzony przez bardzo wiele osób, który jest niczym maszyna. Czasem może się dezaktywować, żeby za chwilę znów się uruchomić i powrócić z czymś nowym i zaskakującym.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.