Rozmowa
Patrycji rozebranie się przed wieloma obcymi osobami nie przyszło łatwo (fot: kitty_tease, Instagram.com)
Patrycji rozebranie się przed wieloma obcymi osobami nie przyszło łatwo (fot: kitty_tease, Instagram.com)

Wywiad po raz pierwszy był opublikowany 24 kwietnia 2020 roku.

Masz teraz więcej klientów, czy wręcz przeciwnie?

Pracuję na amerykańskich stronach z czatami erotycznymi. Moje zarobki się więc na razie bardzo nie zmieniły, choć rzeczywiście kilku klientów straciłam - ich sytuacja finansowa się pogorszyła i nie mogą sobie już pozwolić na korzystanie z płatnych stron. Zauważyłam również, że na czatach pojawiło się więcej dziewczyn oferujących swoje usługi. Obawiam się, że z czasem konkurencja może być coraz większa.

fot: Shutterstock.com

Dlaczego?

Pewnie to efekt kryzysu finansowego, który już wiele osób dotknął i sprawił, że dziewczyny szukają nowych źródeł zarobku. Ale też tego, że o wiele więcej czasu spędzamy w domach. Widzę, że z kamerką zaczynają eksperymentować dziewczyny, które nie pracowały wcześniej w branży seksualnej. Twierdzą, że po epidemii wrócą do dawnych zajęć. Często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji, jakie ma wejście w ten świat. To, co wrzucasz do sieci, już tam zostaje. Społeczny odbiór pracowników seksualnych wciąż jest bardzo negatywny. Może się zdarzyć, że nie będą mieli łatwo ze znalezieniem innej pracy.

Kolejna rzecz to zarobki. Wiele dziewczyn ma przeświadczenie, że dzięki pracy na kamerce można zarobić dużo w krótkim czasie.

Tak nie jest?

To nie takie oczywiste, zwłaszcza że sytuacja jest niepewna, a konkurencja rośnie już od dawna. Na jednym z portali, gdzie sprzedawałam swoje wideo pornograficzne, jeszcze trzy lata temu zarejestrowanych było około dwóch tysięcy dziewczyn, dziś jest ich kilkanaście tysięcy. Ciężko byłoby mi dzisiaj się przebić.

Na czatach erotycznych można dobrze zarobić, pod warunkiem że potrafi się zdobyć klientów i sprawić, że do ciebie wrócą.

Zdradzisz, ile zarabiasz?

Nie. Ustaliłam sobie "dniówkę", nie wychodzę z czatu, dopóki nie będę miała tej kwoty. Ale zdarzają się dni posuchy, to dość frustrujące. Minusem tej pracy jest to, że nigdy nie wiesz, ile zarobisz.

Jak zaczynałam w tej branży, nie miałam pojęcia, czy się z tego utrzymam. Po pierwsze, trzeba zainwestować w dobry sprzęt. Jeżeli ktoś chce sobie poczatować godzinę dziennie, to OK, może to robić po amatorsku, na jakimkolwiek komputerze, ale niech liczy się z tym, że wiele na tym nie zarobi. Ja mam wysokiej jakości sprzęt, na który długo odkładałam. Pracuję kilka godzin dziennie, więc muszę mieć pewność, że komputer nie będzie się przegrzewał, zawieszał, że jakość obrazu będzie bardzo dobra. Trzeba też zadbać o dobre połączenie internetowe, oświetlenie.

fot: kitty_tease, Instagram.com

Ważne są też zapewne umiejętności.

Doświadczenie zdobywałam w pracy dla kogoś - w polskim studio kamerkowym. Było tam kilka pokoi, w każdym pracowało po mniej więcej pięć dziewczyn. Mogłam uczyć się od nich, jak seksownie się poruszać, prezentować figurę, a od operatorów czatów, jak rozmawiać z klientami - w studio to nie dziewczyny prowadziły konwersacje. Każda minuta, jaką klient spędzi na prywatnej rozmowie z dziewczyną, to cenne złotówki - klienci byli przekonani, że rozmawiają ze mną, nie z operatorem. Na samym początku byłam przekonana, że nigdy tego nie ogarnę, ale z miesiąca na miesiąc szło mi coraz lepiej.  

Rozebranie się przed wieloma obcymi osobami też nie przyszło mi łatwo, musiałam się przyzwyczaić. W studio zawsze występowałam w ubraniu - najlepiej obcisłym, ale nie pokazywałam nawet bielizny, dopiero jak przeszłam na swoje i nabrałam więcej pewności siebie, zaczęłam pokazywać się nago - na początku występowałam tylko topless, z czasem odkrywałam coraz więcej.

Dlaczego teraz pracujesz na czatach amerykańskich, a nie polskich?

Wolę pracować w języku angielskim, wtedy łatwiej wejść mi w rolę przed kamerą. Ale przede wszystkim klienci są zupełnie inni. Na Zachodzie praca seksualna przestaje być tak dużym tabu, klienci traktują dziewczyny z szacunkiem, zachowują się kulturalnie, czego, niestety, wciąż nie można powiedzieć o klientach w Polsce.  

To znaczy?

Mówiąc wprost - są strasznymi burakami. Obrażają dziewczyny, poniżają je, wyzywają. Jedna z dziewczyn powiedziała mi kiedyś, że przez pracę na kamerce w Polsce tylko nabawiła się kompleksów i problemów psychicznych. Problemem nie był rodzaj pracy, ale zachowania klientów. Na zagranicznych czatach, jak wszędzie, też zdarzają się mało ciekawi ludzie, ale tych sensownych mam wrażenie jest nieporównywalnie więcej. Nigdy od nikogo nie usłyszałam negatywnej uwagi na temat mojego wyglądu, a w ciągu ostatnich sześciu lat zdarzyło mi się przytyć 10 kilogramów, a potem schudnąć 12. Co ciekawe, jak schudłam, straciłam trochę klientów. Poza tym, jeśli trafi się na jakiegoś palanta, to po prostu się go zgłasza i administracja portalu taką osobę blokuje. Na polskich stronach teoretycznie też coś takiego funkcjonuje, ale z tego, co wiem, to bardzo rzadko zdarza się, że ktokolwiek, kto zostawia pieniądze, zostaje zablokowany.

Czego klienci oczekują najczęściej? Koleżanka, która pracuje również na kamerce, powiedziała mi, że wielu mężczyzn lubi być poniżanych.

To prawda, stąd tak dużą popularnością cieszą się profesjonalne dominy. Te dobre mogą naprawdę świetnie zarabiać. Zdarzyło mi się też trafić na klientów, których kręci, że wyciągam od nich pieniądze. Mówię na przykład: pokażę ci piersi, jeśli wpłacisz określoną sumę. Gdy on to robi, zmieniam zdanie i żądam jeszcze więcej. Podczas jednej takiej sesji klient wydał na mnie dwa tysiące złotych.

Ale nie specjalizuję się w dominacji ani innych fetyszach, robię podstawowe rzeczy.

To znaczy?

Rozbieram się, dotykam.

fot: kitty_tease, Instagram.com

Zdarza ci się, że klient poprosi, żebyś zrobiła coś, na co nie masz ochoty?

Oczywiście. Wtedy odmawiam. Stawianie granic w tej pracy jest bardzo ważne.

Czego odmawiasz?

Mam taką zasadę, że nie rozmawiam z klientami, jedynie z nimi piszę. Kiedyś w ogóle nie włączałam głosu, teraz można mnie słyszeć, ale tylko dźwięki, jakie wydaję podczas pokazu.  

Dlaczego nie chcesz rozmawiać z klientami?

Rozmowa jest dla mnie czymś bardzo intymnym. Jestem w stanie napisać wszystko, ale nie wszystko przeszłoby mi przez gardło.

Jest taki stereotyp, że mężczyźni korzystają z usług pracownic seksualnych również po to, żeby się wygadać. Na czatach jest podobnie?

Oczywiście. Są tacy, co przychodzą tylko popatrzeć, i są tacy, co przychodzą porozmawiać, nawiązać kontakt z dziewczyną, zwierzyć się.

Z czego się zwierzają?

Z codziennych problemów, z jakimi się borykają. Jeden klient opowiadał mi, jak opiekuje się chorą matką, która musi być cały czas pod tlenem. Inny, który korzysta z mojego czatu od czterech lat, często opowiadał mi o pewnej dziewczynie, której się podobał, ale on traktował ją tylko jako przyjaciółkę. W międzyczasie zbliżyli się do siebie, zaczęli być razem, ostatnio dowiedziałam się, że urodziło im się dziecko.

I on wciąż wpada czasem na twój czat?

Tak. Według mnie nie ma w tym nic złego, czat erotyczny to po prostu inna forma porno. Nie oceniam nikogo. Mam wielu klientów, którzy mają dziewczyny, żony. Bardzo często dobrze się o nich wypowiadają. Są też tacy, którzy szukają u mnie wsparcia i porady, bo na przykład w ich związku pojawiły się problemy, czy to na tle seksualnym, czy innym. Albo zastanawiają się na przykład nad separacją i chcą o tym pogadać.

Doradzasz im coś?

Raczej wysłuchuję.

Kobiety również korzystają z czatów?

Tak, ale rzadko. Ja wolę pracować z mężczyznami, kobiety z jakiegoś powodu mnie peszą.

Pracujesz przede wszystkim na prywatnych czatach, ze stałymi klientami. Ilu ich jest?

Nie mam pojęcia, nie liczyłam, ale jest ich sporo.

Umawiasz się z nimi na konkretną godzinę?

Nie, trafiamy na siebie spontanicznie.

Wiele dziewczyn, które pracują na kamerkach, nie pokazuje swojej twarzy. Ty od zawsze upubliczniałaś swój wizerunek.

W studio, w którym zaczynałam, trzeba było pokazywać twarz, więc potem, jak już przeszłam na swoje, było mi obojętne, czy się ukrywam, czy nie. Ale szczerze mówiąc, nigdy mi to nie przeszkadzało. Gdy tylko weszłam do branży, od razu powiedziałam o wszystkim moim rodzicom, znajomym. Mój ówczesny chłopak też wiedział, czym się zajmuję, nie miał z tym problemu, zresztą sam namawiał mnie, żebym odeszła ze studia i zaczęła pracować dla siebie. Od kilku lat jestem sama, ale umawiam się z mężczyznami. Jeśli komuś nie odpowiada, jak zarabiam na życie, nie kontynuuję tej znajomości.

Rodzice, znajomi od razu zaakceptowali twój wybór?

Rodzina tak, choć obawiałam się, co sobie pomyślą. A znajomi - różnie. Część odwróciła się ode mnie. Teraz myślę, że to dobrze, bo zostali tylko ci, którym naprawdę na mnie zależy.

Spotyka cię dużo hejtu ze strony obcych, na przykład w Internecie? Prowadzisz publiczne konto na Instagramie, gdzie publikujesz dużo zdjęć erotycznych.

Największy hejt, krytyka tego, co robię, pojawia się pod wywiadami ze mną. Ale te komentarze mnie nie dotykają. Inaczej w przypadku wiadomości, które dostaję od mężczyzn na Instagramie.

Co piszą?

W obrzydliwy sposób opisują, co by ze mną zrobili w sensie seksualnym, albo wysyłają mi zdjęcia swoich penisów. O ile hejt mnie nie rusza, to coś takiego bardzo. Bywa, że dostaję kilka tego typu wiadomości w tygodniu. Po ich przeczytaniu czuję się naprawdę okropnie.

Jak reagujesz?

Najczęściej nie reaguję, blokuję takie osoby. Ale są dni, kiedy nie wytrzymuję i mi się ulewa, piszę wtedy, co o nich myślę, albo publikuję ich wiadomości na publicznym profilu bez ukrywania danych. Dla mnie to, co robią, jest formą molestowania seksualnego, która wymaga piętnowania. Dziewczyny piszą do mnie potem, że czasem wystarczy, że opublikują swoje selfie i już dostają podobne wiadomości. Mężczyźni z kolei najczęściej komentują, że przesadzam i powinnam takich typów po prostu ignorować. Życzę im wtedy, żeby przez miesiąc ktoś im przysyłał takie rzeczy, może wtedy przekonają się, jak trudno czasem zachować dystans.

Coraz więcej mówi się, i na świecie, i w Polsce, że praca seksualna to po prostu praca, która powinna być regulowana prawnie. Pojawiają się głosy kobiet pracujących seksualnie, że nie życzą sobie, aby ktokolwiek oceniał ich wybór życiowy, że nie czują się uprzedmiotawiane, pracując seksualnie.

Należę do koalicji Sex Work Polska, która działa na rzecz osób pracujących seksualnie, więc ten temat jest mi bliski. To bardzo ważne, żeby mówić głośno o tym, że osoby pracujące seksualnie zasługują na szacunek, że są to zwykli ludzie, z krwi i kości, a nie jakieś internetowe awatary. Teraz mamy kryzys gospodarczy, który również dotkliwie odczuła branża seksualna - bardzo wiele kobiet, których praca polegała na bezpośrednim kontakcie z klientem, nie może oferować swoich usług, a jeśli mimo epidemii oferują, bo nie mają z czego żyć, to narażają zdrowie. Dlatego zorganizowaliśmy na Facebooku zbiórkę pieniędzy, żeby wesprzeć te najbardziej dotknięte przez kryzys osoby.

Osoby pracujące seksualnie w świetle polskiego prawa nie istnieją. Nie mogą zakładać działalności gospodarczej, odprowadzać składek zusowskich. Są narażone na przemoc ze strony klientów, którzy grożą im, że jeśli nie będą posłuszne, to oni zgłoszą je na policję. Dziewczyny często pracują razem w jednym mieszkaniu, we dwie, we trzy, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo.

Zobacz wideo "Trzymają nas cały czas w ryzach". Kobiety dopiero uczą się rzeczy, które są w standardach wiedzy o seksualności

A jak to wygląda w twojej branży?

W przypadku pornografii internetowej te kwestie są już regulowane - należy założyć działalność gospodarczą lub płacić podatek dochodowy od osób fizycznych. Niektórzy prawnicy twierdzą jednak, że czaty internetowe to nie porno i odprowadzać składek nie trzeba. Jest to dość skomplikowany temat.

A ty jak się rozliczasz?

Zachowam to dla siebie.

Czy w ciągu tych sześciu lat pracy na kamerkach miałaś myśli, żeby z nią skończyć?

Takie myśli się pojawiają, ale ja lubię swoją pracę.

Nie sprawia mi ona przyjemności pod względem seksualnym, ale lubię się oglądać w kamerce. Podoba mi się przede wszystkim to, że pracuję na swoich zasadach. Systematycznie odkładam też pieniądze, żeby w przyszłości otworzyć własny biznes.

fot: kitty_tease, Instagram.com

Związany z branżą porno?

Też. Mam kilka pomysłów. Nie obawiam się  jednak, że za kilka lat, kiedy moje ciało się zmieni, nikt nie będzie chciał mnie oglądać. W tej branży pracują kobiety w każdym wieku, po prostu wraz z upływającymi latami zmieniają się klienci.

Często dostajesz wiadomości od dziewczyn, które chcą się dowiedzieć, jak wejść w tę branżę, jak pracować na kamerkach?

Często. Ale nie lubię tych wiadomości.

Dlaczego?

Nie będę nikogo wyręczać. Do wszystkiego doszłam sama, pracując w studio, oglądając czaty innych dziewczyn, obserwując, jak one to robią. Odsyłam więc piszące do mnie dziewczyny na różne strony internetowe z czatami, radzę, żeby poczytały regulaminy, informacje o tym, jakie są metody płatności, ile można zarobić. Na pewno nie będę im zdradzać, jak mają się zachowywać na czacie, jak rozmawiać z klientami, to ogromna wiedza, którą zdobywałam latami. Muszą same do tego dojść, metodą prób i błędów. Każda też powinna samodzielnie wypracować swój system pracy, to, co działa u mnie, może w ich przypadku nie zadziałać.

A jeśli pytają o radę, czy w to wejść, bo mają obawy?

Jeśli mają silne obawy, to lepiej niech w to nie wchodzą.

Ewa Jankowska. Dziennikarka magazynu Weekend.Gazeta.pl, była redaktor naczelna serwisu Metrowarszawa.pl. Wcześniej pracowała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała w serwisie Ksiazki.wp.pl, magazynie Vice.com. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu.