Rozmowa
Jacek Cygan (fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)
Jacek Cygan (fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)

A jak artyści

Pana piosenki są w repertuarze największych polskich artystów - Zdzisławy Sośnickiej, Alicji Majewskiej, Zbigniewa Wodeckiego, Edyty Górniak, Grażyny Łobaszewskiej, Ryszarda Rynkowskiego. Jak to się stało, że tak celnie trafił pan w ich wrażliwość?

Bez chemii między mną a artystą nie byłoby dobrego tekstu. Ale ta więź nie spada jak manna z nieba, buduje się ją latami. Patrzy się w oczy drugiego człowieka, rozmawia się z nim. Czasem pije się z nim wino, a czasem wódkę.

Wtedy dotykamy materii, która zwie się szczerością. I wtedy nasze rozmowy stają są inne niż small talki w autobusie. I czasem ta bliska relacja zamienia się w przyjaźń.

Podziwiam tych moich artystów, bo sam trochę podśpiewuję i wiem, jaka jest różnica między mną a nimi. Utwierdzam się w przekonaniu, że oni są geniuszami. Bardzo doceniam, że los mnie z nimi zetknął.

A z kim się pan przyjaźni?

Z Ryszardem Rynkowskim, który kiedyś przyznał, że nie ma rodzonego brata, ale mnie tak właśnie traktuje. Na pewno też z Jurkiem Filarem, z którym założyłem grupę Nasza Basia Kochana. Bliscy są mi też dwaj inni faceci: Grzesio Skawiński i Grzesio Markowski. I Zbyszek Wodecki, który w mojej książce "Odnawiam dusze" zajmuje szczególne miejsce.

C jak "Chwytaj dzień"

Jak się poznaliście?

U Zdzisławy Sośnickiej, w jej mieszkaniu na warszawskiej Sadybie. Poprosili, żebym napisał polską wersję piosenki "All of you", którą mogliby zaśpiewać w duecie jak Diana Ross i Julio Iglesias. Napisałem piosenkę "Życie jest natchnieniem", którą pierwszy raz wykonali wspólnie w 1986 roku. 

Spotykaliśmy się potem ze Zbyszkiem przy różnych okazjach. Któregoś razu Zbyszek poprosił, żebym napisał dla niego po polsku jakiś tekst piosenki Steviego Wondera. "Jadę do Chicago i będę tam śpiewał" - powiedział. Był takim człowiekiem, którego obecność się czuje, niezależnie od tego, czy się z nim spotyka, czy nie.

Jacek Cygan przed laty i rękopis jednego z jego tekstów (fot. archiwum domowe Jacka Cygana)

Zbyszek krótko przed śmiercią dał mi swoją muzykę i poprosił o słowa do niej. "Jacuś, tylko żeby nie było za dużo tekstu, bo się nie nauczę" - żartował. Cały Zbyszek. W maju 2017 roku skończyłem pisać tę piosenkę w domu pracy twórczej ZAiKS-u w Zakopanem. Była druga w nocy. Najpierw pomyślałem, że od razu mu wyślę, ale ostatecznie zdecydowałem, że rano jeszcze przeczytam tekst i dopiero pokażę Zbyszkowi. Następnego dnia wstałem, włączyłem komputer i zobaczyłem nagłówki: "Zbigniew Wodecki miał udar". Parę dni później Zbyszek odszedł. Napisałem tekst "Chwytaj dzień", a on umarł. Nigdy tego tekstu nie poznał.

E jak emocje

Ale wspaniale dośpiewała go Kayah.

Kiedy sobie czasem z nim rozmawiam, mówię: "Zbysiu, kazałeś mi napisać piosenkę, a teraz śpiewasz w niej tylko la la la". Ludziom się czasami wydaje, że pisanie piosenek jest czynnością mechaniczną. Że dostaje się muzykę i trzeba wpisać sylaby tak, by pasowały. A dobra piosenka jest zbudowana na emocjach.

Z Kayah znamy się od wielu, wielu lat. Ona to jest profesor śpiewania. Wie o tym wszystko, przeszła długą drogę - od chórków po wspaniałą, samodzielną karierę. Jak ona się ułożyła z głosem Zbyszka, który dostała w wersji demo! Ma się nieodparte wrażenie, że śpiewają razem, chociaż Zbyszka już wtedy nie było.

Pisze pan w książce, że jedną z artystek, która żadną siłą nie dała się przekonać do pańskiego pomysłu na wykonanie piosenki, była Zdzisława Sośnicka.

Dzidka poprosiła mnie, żebym napisał dla niej piosenki na płytę. I tak powstały "Realia". Przyznaję, że chciałem Zdzisławę trochę zmienić, sprawić, że zaśpiewa o innych rzeczach, nie tylko o miłości. Odniosłem porażkę, ale jakże słodką. Zdzisława jest absolutną gigantką wokalną. Śpiewa fenomenalnie pod każdym względem: interpretacyjnie, barwowo, rytmicznie. Czy pani czuje, jak te jej piosenki są nią przesycone? Chociażby "Uczymy się żyć".

Zbigniew Wodecki, 2013 rok (fot. Aleksandra Koszyk/Agencja Gazeta)

Niesamowita piosenka!

Niedawno zostałem poproszony o wybranie kilku swoich piosenek na Festiwal Pamięci Andrzeja Zauchy w Bydgoszczy. Artyści wykonywali jedną Zauchy, jedną moją. "Uczymy się żyć" wybrał Igor Herbut z zespołu Lemon. Gdy na próbie usłyszał piosenkę w nowej aranżacji, zaprotestował: "Proszę o stary bas, stary rytm lat 80.". I rzeczywiście poszło mu świetnie.

F jak festiwale

Pan ma chyba niezły kontakt z młodymi artystami. Kiedyś pracował pan z Magdą Fronczewską, córką aktora Piotra Fronczewskiego.

Do pisania piosenek dla dzieci zmusiła mnie Agnieszka Osiecka. Powiedziała: "Jacku, robię połowę płyty z Majką Jeżowską, na przykład napisałam taką głupią piosenkę 'A ja wolę moją mamę'."

Głupią? Protestuję!

I ja też zaprotestowałem: "Agnieszko, to jest jedna z najpiękniejszych piosenek dla dzieci, jakie znam". A ona na to: "Dobra, dobra. Masz napisać teksty na drugą połowę tej płyty. I proszę cię, abyś czuł, że nie masz wyjścia". Odparłem: "Agnieszko, tobie się nie odmawia". I wtedy, przez Majkę, poznałem Magdę Fronczewską. Cudownie wykonała "Laleczkę z saskiej porcelany". Piosenka jest wykonywana do dziś na każdym dziecięcym festiwalu. Magda nie poszła jednak w śpiewanie, została psychologiem.

Napisał pan też kultową, śpiewaną do dziś piosenkę "Wszystkie dzieci nasze są".

W stanie wojennym Majka zadzwoniła do mnie z Chicago. "Słuchaj, robimy wielki koncert charytatywny na rzecz polskich dzieci i potrzebujemy piosenki na finał". Co prawda Majka w Stanach, a ja w Polsce, ale sobie poradziliśmy. Nagrałem sobie jej muzykę na mały przenośny magnetofon i słuchałem jej przez kilka dni. A potem powstał tekst "Wszystkie dzieci nasze są".

Majka Jeżowska w Opolu, 2016 rok (fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta)

W sierpniu tego roku Majka śpiewała tę piosenkę na Poland Rock Festiwalu. Na widowni było 100 tysięcy osób i wszyscy śpiewali razem z Majką. Serce mi rosło, miałem dreszcze. Dwa dni później Majka zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Właśnie po to stworzyliśmy tę piosenkę".

Wiele pana piosenek brzmi tak, jakby napisał pan je wczoraj. Nic nie straciły na świeżości i aktualności.

We wszystkich napisanych przeze mnie piosenkach dla dzieci grają najlepsi muzycy: Krzysztof Ścierański na gitarze basowej, Janek Borysewicz na gitarach. A podczas nagrań towarzyszyli nam najlepsi realizatorzy, chociażby nieoceniony Rafał Paczkowski. No i była wspólna pasja, którą się czuje, słuchając tych utworów.

"Cała Polska czyta dzieciom" to także pana uniwersalny tekst.

W 2006 roku poszliśmy do Pierwszego Programu Polskiego Radia: autor tekstu Jacek Cygan, kompozytor Romuald Lipko oraz Irena Koźmińska, która wymyśliła akcję "Cała Polska czyta dzieciom". Pan redaktor mówi: "Mnie ta piosenka jest do niczego w audycji niepotrzebna, tylko mi zabiera czas reklamowy". Cóż mogliśmy zrobić?

Tymczasem gdy jeżdżę na spotkania autorskie po całej Polsce, przychodzą do mnie bibliotekarki i mówią: "Panie Jacku, jak ta pana piosenka pomaga nam zainteresować dzieci czytaniem". I to jest dla mnie prawdziwa nagroda. Wtedy czuję, że ta robota ma sens.

H jak hity

Miał pan to samo uczucie także wtedy, gdy w Polskim Radiu po śmierci Pawła Adamowicza puszczono pana piosenkę "Wznieś serce nad zło".

Marysia Szabłowska opowiadała mi, że po tym wydarzeniu Muzyczna Jedynka puszczała takie utwory jak "Tolerancja" Staszka Soyki czy "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena. Ona puściła wtedy w audycji  "Wznieś serce nad zło" w wykonaniu Ryszarda Rynkowskiego. Słuchacze pisali potem w mailach, że ta piosenka jest właśnie o tym, co się stało.

Ryszard Rynkowski, 2017 rok (fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta)

Ten utwór jest zawsze niesamowicie przyjmowany. W 2017 roku obchodziłem 40-lecie pracy artystycznej w NOSPR-ze [Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia - przyp. red.] w Katowicach. Gdy Ryszard zaśpiewał "Wznieś serce nad zło", publiczność zareagowała ogromnymi owacjami. Ciary mi szły po plecach.

Do listy pańskich hitów, które śpiewa Ryszard Rynkowski, dorzuciłabym jeszcze "Wypijmy za błędy", "Dziewczyny lubią brąz", "Dary losu", "Za starzy za młodzi"

.

Przyjaźń z Rysiem wiele ułatwia, bo nie mógłbym pisać tekstów o tak osobistych sprawach dla kogoś, kto nie jest mi bliski. Ryszard śpiewa to, co mi w duszy gra. On mówi, że zawsze myli mu się tekst, gdy jestem na jego koncercie.

Z czego to wynika? Stresuje go pan?

Nie, raczej z tego, że gdy siedzę na widowni, to po części zabieram mu ten tekst. Bo ja w środku śpiewam razem z nim. I on czuje, że ktoś odbiera mu energię. Kiedy siedzę blisko, podpowiadam Rysiowi tekst. A myli się najczęściej, śpiewając "Wypijmy za błędy".

K jak "Klan"

Wszyscy znają piosenkę z serialu "Klan" pt. "Życie jest nowelą". Czy przed napisaniem słów do tego utworu dostał pan scenariusz serialu?

Paweł Karpiński, reżyser "Klanu", przyjechał do mnie w czwartek czy piątek i opowiedział, o czym jest serial. Mówił: "We wtorek jest kolaudacja w telewizji, a my nie mamy piosenki. Wymyśl coś". I tyle. Ale gdyby Krzesimir Dębski nie napisał tak genialnej muzyki, nie dałoby się tego słuchać. Ładna, skromna melodia powoduje, że ludzie wciąż tę piosenkę lubią.

Jest w tym tekście jedno zdanie, o którym ludzie często mi mówią. Wie pani jakie? "Wczoraj biały biały welon, jutro białe białe włosy". Ile to już razy słyszałem, że ten fragment szczególnie słuchaczy porusza.

Jacek Cygan z psem (fot. archiwum domowe Jacka Cygana)

Ja z kolei, skoro już jesteśmy przy welonie, wzruszam się przy "Mój piękny panie" zespołu Dwa Plus Jeden. "Już mi niosą suknię z welonem".

A skoro jesteśmy przy Dwa Plus Jeden, to opowiem pani pewną historię. Gdy z Anią Jurksztowicz nagrywaliśmy "Stan pogody", do studia wszedł Janusz Kruk [wokalista i lider zespołu Dwa Plus Jeden - przyp. red.]. Człowiek słońce. Posłuchał ośmiu taktów i mówi: "Macie hita". Zamknął drzwi i poszedł. Gdy piosenka zdobyła wiele nagród, m.in. została piosenką roku, przypomniałem sobie jego słowa. Ania śpiewa to tak, że nie można się oprzeć, ludzie na koncertach śpiewają razem z nią.

P jak publiczność

A pan ma dobry kontakt z widownią?

Czasem ludzie zwierzają mi się z bardzo intymnych przeżyć. Że przy tej piosence się poznali, a przy innej spędzili razem pierwszą wspólną noc. To często jest "Dotyk" Edyty Górniak. Kiedyś jedna pani opowiadała mi, że rodziła przy moim "Czas nas uczy pogody". "Dzięki pana słowom uwierzyłam, że wszystko będzie dobrze" - przyznała.

"Czas nas uczy pogody" to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych tekstów.

Cóż, wygląda na to, że moje piosenki są bliskie ludziom. Choć zdarza się, że coś nucą i nie wiedzą nawet, że to ja napisałem. Wie pani, jaka piosenka wzbudza największe zaskoczenie, że jest moja? "Black and white" zespołu Kombi. Albo "C'est la vie - Paryż z pocztówki" Andrzeja Zauchy. Kiedyś usłyszałem od jednego pana: "Genialne są te piosenki Zauchy, szkoda, że pan z nim nie pracował".     

Nie jest panu wtedy przykro?

Wręcz przeciwnie! Cały smaczek w tym, że ktoś może jeszcze odkryć któryś z moich tekstów. Niektórzy mówią mi, że artyści są sławni także dzięki moim przebojom, a ja pozostaję w ich cieniu. Nie przeszkadza mi to. Zresztą wydaje mi się, że trochę się w tym moim długim życiu oświetliłem.

W tym długim, jak pan mówi, życiu napisał pan ponad tysiąc tekstów. Któryś się nie udał?

Jak się nie udał, to go odrzucam. Teksty opiniuje też moja żona, która jest moim nadwornym krytykiem. Kiedy mam wątpliwości, posiłkuję się jej radą. Budzę ją w nocy i każę opiniować. Kiedy jestem przekonany, że tekst jest dobry, może spać spokojnie. Nieraz, jak jej nie pokażę tekstu przed wysłaniem do artysty, ma do mnie pretensje. Mówię wtedy, że nie było już czasu, robię uniki. Trzeba przyznać, że bywam niewdzięczny.  

Edyta Górniak (fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

A zdarzyło się, że artysta źle zareagował na pana propozycje?

Dyplomatycznie ujmę to tak: relacje między autorem a wykonawcą nie polegają tylko na tym, że się całujemy na powitanie, pijemy razem wino i głaszczemy się po główkach. Czasami trzeba stoczyć walkę o każde słowo. Z Ryszardem wiele razy bywało tak, że dawałem mu tekst, a on odmawiał, tłumacząc: "Wiesz, ja się w tym nie czuję". I ja to absolutnie rozumiem.

S jak szuflada

Wtedy dawał pan tę piosenkę komuś innemu?

Nigdy. Jeden taki tekst leży u mnie w szufladzie do dziś.

Powiedział pan "w szufladzie". To znaczy, że nie ma pan swoich tekstów w komputerze?

Wie pani, w jakich okolicznościach piszę?

Zobacz wideo Piosenki, wiersze, książki. Piękne utwory, które powstały po stracie bliskich

Nie wiem, może w ogrodzie?

W okolicznościach, kiedy muszę oddać tekst. Chodzę z tą muzyką, i chodzę, aż w końcu nadchodzi moment, w którym nie ma zmiłuj. Jutro rano muszę oddać. I wtedy słowa przychodzą mi do głowy, choć wcześniej jakoś nie chciały. Pomaga też to, że sam do siebie mówię: "Jacek, zrobiłeś sobie kawę, nalałeś trochę koniaku, no weź wreszcie coś napisz".

I działa?

Wtedy wszystko inne przestaje istnieć. Jest tylko muzyka, ja i w efekcie pomysł na tekst. Piszę ręcznie, ołówkiem. Mam ich bardzo dużo, zbieram je.

Żeby wymazać, jak coś się nie uda?

"Myszka wiedziała ostatnia". Kreślę, poprawiam, ulepszam. Każda piosenka to stos kartek, nieraz cała dokumentacja zmian. Niektóre zachowuję, inne wyrzucam. W książce "Odnawiam dusze" czytelnik znajdzie kilka rękopisów, widać na nich, jak kotłowały się pomysły. Bo zawsze zaczynam od jednej linijki. 

T jak Teatr Polski

Coś pana jeszcze pochłania poza pisaniem?

Mam spektakl w Teatrze Polskim "Cygan w Polskim. Życie jest piosenką". W trakcie przedstawienia Andrzej Seweryn zaczyna recytować: "Znam ludzi z kamienia, co będą wiecznie trwać". A po chwili  ja wychodzę na scenę i śpiewam dalszą część "Łatwopalnych". Gdy tak stoję sobie w ciemności, w kulisie, mówię wtedy do siebie: "Boże, jaki jestem szczęśliwy". Dla tego jednego momentu warto żyć.

Wzruszyłam się. A pan się łatwo wzrusza?

Dużo mi nie trzeba. W kinie prawie zawsze płaczę. Choć najbardziej ze wszystkich filmów wzruszają mnie "Krzyżacy".

Jacek Cygan i okładka jego najnowszej książki (fot. Michał Lepecki / Agencja Gazeta, mat. prasowe)

Ż jak życie

Nie mógłby pan żyć wyłącznie z tantiem? Mieszkać sobie na Karaibach i wygrzewać się na słońcu?

Może gdybym tworzył w innym kraju. Nie chciałbym narzekać, ale czasy dla polskiej muzyki nie są łatwe. W rozgłośniach dominują utwory zachodnie. I coraz mniej gra się przebojów starszych artystów. Cóż, widać musi tak być, "wszystko ma swój czas". 

Nawet gdybym miał własny odrzutowiec i wyspę na Morzu Śródziemnym, dalej bym pisał, bo to moje życie. 

Jacek Cygan. Autor tekstów, poeta, scenarzysta. Honorowy obywatel Sosnowca, w którym się urodził. Napisał ponad 1000 tekstów piosenek, z których wiele stało się przebojami. Mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście " Miłość i Swoboda ", kawy i sportowych samochodów.