Rozmowa
Patryk Vega (fot. archiwum prywatne)
Patryk Vega (fot. archiwum prywatne)

Twój ostatni film "Kobiety mafii" obejrzały już ponad dwa miliony osób.

Całe życie musiałem się borykać z szukaniem pieniędzy na filmy, a teraz dostaję tyle propozycji, że brakuje mi czasu, żeby je zrealizować. Aktualnie pracuję nad sześcioma filmami. Robię na przykład trylogię "Kobiet mafii", w czerwcu zaczynam zdjęcia do nowej produkcji dla Showmaxa, oprócz tego chcę zrobić kobiecego "Wilka z Wall Street", który ma mieć premierę jesienią przyszłego roku. Przygotowuję też film o kobietach w sądownictwie. W kinach ma być w 2020 roku.

Skąd ta klęska urodzaju?

Po pierwsze, jestem w stanie sam sfinansować sobie film. Po drugie, po sukcesach ostatnich produkcji, przy których inwestorzy zarobili w 12 miesięcy 200-300 procent, chętnych nie brakuje. To, co robię, spotkało się z zapotrzebowaniem rynku i myślę, że musiałaby nastąpić zmiana pokoleniowa, żeby te filmy przestały się oglądać.

Patryk Vega na planie filmu ''Czerwony punkt'' (fot. mat. prasowe Showmax)

Taki jesteś pewny siebie?

Mam w sobie dużo pokory. Po prostu wiem, czego widzowie oczekują dzisiaj od kina. W latach 90. byliśmy społeczeństwem aspirującym do sukcesu. Na tym jechała telewizja TVN, która sprzedawała rzeczywistość o oczko lepszą niż za oknem. Bohaterowie seriali mieli piękne apartamenty i samochody, świetnie wyglądali. A w pracy zajmowali się głównie romansami. Polacy to oglądali, bo wierzyli, że odniosą taki sam sukces. Dziś wolą skończyć pracę o 17 i mieć święty spokój. A w kinie nie chcą oglądać waniliowych historii, tylko prawdę o otaczającym nas świecie. 

I twoje filmy ją pokazują?

Doszedłem do wniosku, że w kinie nic nie chcę wymyślać. Każdy mój film jest poprzedzony dokumentacją. To najdłuższy etap, bo trwa zazwyczaj około roku. Film jestem w stanie nakręcić i wprowadzić do kin w pół roku.

Ale to etap dokumentacji jest dla mnie najciekawszy. Moi rozmówcy, którzy opowiadają mi o najbardziej intymnych sprawach, przy mnie czują się bezkarni. Rozmawiałem na przykład z matkami zamordowanych dzieci, dzięki czemu mogły się pozbyć części bólu. Niektóre mówiły mi później: "Czuję się, jakbym wstała z kozetki".

Śnią ci się czasem koszmary związane z historiami, które poznajesz?

Rozpuszczam je w modlitwie, modlę się przez godzinę dziennie. Przed laty miałem depresję i nadużywałem alkoholu, bo robiąc dokumenty, nie radziłem sobie z tymi wszystkimi potwornościami, które widziałem. Dzisiaj mnie to już raczej nie dotyka. Chyba że rozmawiam z rodzicami, którym 20 lat temu uprowadzono dziecko. Po takiej rozmowie płaczę.

Kadr z filmu ''Kobiety mafii'' (fot. mat. prasowe)

Co sprawia, że ci ludzie się przed tobą otwierają?

Każdy człowiek ma do opowiedzenia co najmniej jedną ciekawą historię. A ja mam ponadprzeciętnie rozwiniętą empatię. Sam też się otwieram przed moimi rozmówcami, w ten sposób zdobywam ich zaufanie. Nie jestem wyłącznie zasysającym informacje, historie. Zaprzyjaźniam się z moimi rozmówcami, ale utrzymanie tych relacji staje się coraz trudniejsze, bo jest ich coraz więcej. Każdy oczekuje, że poświęcę mu uwagę.

A co na to żona?

O godzinie 17 kończę pracę, wracam do domu i zamieniam się w męża i ojca. Do wieczora nie używam komórki. Żona chciałaby, żebym nie używał jej już w ogóle. Pracuję nad tym i staram się nie zaglądać wieczorami do skrzynki mailowej. Pracuję na tak dużej adrenalinie, że potem trudno mi się wyciszyć i zasnąć. Jest to trudniejsze, kiedy przed snem podkręcam się, czytając maile.

Wiele osób pisze do mnie wiadomości w stylu "mam ciekawą historię" albo "mam genialny pomysł na film". Raz na tysiąc zdarza się świetna historia. Niedawno zgłosił się do mnie facet z kapitalnym pomysłem na film inspirowany jego przeżyciami w korporacji. Na podstawie tej historii nakręcę, wspomnianą już na początku, kobiecą wersję "Wilka z Wall Street".

Spływające do mnie opowieści tuninguję w głowie, bo wiem, co zrobić, by stały się atrakcyjne dla widza.

Skąd wiesz, że historia zażre?

Kieruję się intuicją. Problem mojej konkurencji polega na tym, że zamiast pochylić się nad losem pana Zdzisława, wolą pier***ć  przy kieliszku prosecco o zamorskich wojażach. Nie chcą się spotkać ze zwykłym człowiekiem, dowiedzieć się, jak żyje. I historie, które pokazują, opowiadają o Polsce z perspektywy nocnej lampki, przy której siedzą.

Kadr z filmu ''Kobiety mafii'' (fot. mat. prasowe)

Jesteś w stanie tak dobrze wyczuć też zachodniego widza?

Moim marzeniem jest to, żeby ściągać do Polski gwiazdy hollywoodzkie i robić z nimi produkcje anglojęzyczne, które będą dystrybuowane na całym świecie. Zastanawiam się jednak, czy mój język filmowy trafi do tak szerokiej widowni. To, że jest atrakcyjny dla polskiej, wcale nie oznacza, że musi być podobnie na świecie. W Wielkiej Brytanii "Botoks" zajął drugie miejsce w box office, a w Holandii - pierwsze. Ale w jednym i drugim kraju widzami była głównie Polonia.

Ostatnim polskim filmem, jaki obejrzałem, był "Dom zły". Uprzedzając twoje pytanie - ostatniego "Pitbulla" też nie widziałem. Oglądam wyłącznie amerykańskie filmy i seriale, więc jestem nimi przesiąknięty. One stanowią punkt odniesienia dla tego, co chciałbym robić w kinie.

Właśnie napisałem scenariusz międzynarodowego filmu pt. "Small world" o handlu dziećmi, który dzieje się w Polsce, Rosji, Stanach i RPA. Jestem na etapie kompletowania obsady. Zależy mi, żeby pozyskać trzy zagraniczne gwiazdy, bo nazwisko Vega jest na świecie anonimowe. Będę w stanie sprzedać ten film wyłącznie dzięki znanym aktorom.

Widzę, że na serio podchodzisz do kariery za granicą.

Każdy filmowiec marzy, by dostać Oscara. Wtedy czuje się spełniony. Jednak w przypadku filmu o dzieciach mam osobistą potrzebę, by go zrobić. To porażające, że 300 milionów ludzi na świecie jest niewolnikami, a codziennie pół miliona dzieci jest sprzedawanych na handel narządami lub do domów publicznych. Musiałem wymyślić, jak to pokazać, żeby przerażeni ludzie nie wychodzili z kina. Mam poczucie, że to film z misją, który ma uderzyć w ciemność. Jako katolik wierzę w silne prowadzenie Ducha Świętego.

Mam też pomysły na dwie kolejne produkcje międzynarodowe - jeden film to "Mord w zakonie" o rosyjskiej mafii, a drugi to "Okna bez zasłon" o starciu judaizmu, chrześcijaństwa i islamu z zamachem na papieża w tle. Zamierzam ewangelizować świat, ale w inteligentny sposób. Ludzie nie chcą być indoktrynowani, trzeba to robić podstępem. Jak w "Złym poruczniku".

Często nawiązujesz do religii. Nie boisz się krytyki z tego powodu?

Doświadczyłem obecności Ducha Świętego w swoim życiu i jestem na 100 procent pewien, że on jest. Nie mam dylematów, nie mam wątpliwości. I nie interesuje mnie, jaki ludzie mają stosunek do mojej wiary. 

A interesują cię recenzje?

W ogóle ich nie czytam. Ale uważam, że hejt jest potrzebny, bo dzięki niemu mam dużo lepsze wyniki oglądalności. Kontrowersje, które pojawiły się przy "Botoksie", zadziałały rewelacyjnie na frekwencję. Owszem, jeśli wszyscy mówią, że film jest zły, to wtedy jest ona niska. Ale jeśli część widzów daje jedną gwiazdkę, a część dziesięć, jest polaryzacja opinii, wtedy na film walą tłumy. Kowalski chce zobaczyć ten film i jak najszybciej włączyć się do dyskusji.

Przy "Kobietach mafii" ubolewałem, że tych kontrowersji zabrakło. W biznesie można zarządzać nienawiścią i ją wykorzystywać. 

Na planie filmowym jesteś szalenie wymagający. Wprowadzasz wręcz wojskowy dryl.

Z biegiem lat coraz mniej krzyczę. Ekipa ma świadomość, że uczestniczy w produkcji, która stanie się kolejnym hitem, więc bardziej się stara. Pomaga mi to, że mam już pozycję jako reżyser w tym kraju.

Plakaty filmów Patryka Vegi (fot. mat.prasowe)

Czy to znaczy, że jesteś milionerem?

Nie lubię mówić o pieniądzach. Powiem tak - ludzie często wytykają mi, że z jednej strony deklaruję swoją wiarę, a z drugiej moje filmy zarabiają duże pieniądze. Dla jasności: religia katolicka nie zabrania bycia bogatym. Chodzi o to, żeby nie uczynić z pieniędzy bożka. 

Pieniądze dają adrenalinę, mogą uzależniać jak narkotyk. Trzeba więc umieć sobie z nimi radzić. Jestem dzieckiem z siódmego piętra na blokowisku. Doświadczyłem ubóstwa. Nosiłem po wsiach ulotki w plecaku, składałem gazety. Mam więc zdrowe podejście do pieniędzy. Gdyby sukces nadszedł 10 lat temu, pewnie byłby dla mnie totalnie destrukcyjny. Ale ponieważ pojawił się teraz, kiedy mam trójkę dzieci i mocny kręgosłup moralny, to się nim nie ekscytuję. 

Ale plan B na życie pewnie masz?

Mam świadomość tego, że nie będzie dobrze zawsze. Że pojawią się chudsze lata. Szukam więc alternatywy, którą są chociażby produkcje zagraniczne. W pewnym momencie zresztą producent, jakim się stałem, przejął kontrolę nad reżyserem, którym zawsze byłem.

Teraz udało mi się właśnie wrócić do tekstów i scenariuszy, które pisałem w wieku 17 lat. Ta podróż sentymentalna przypomniała mi o mojej pasji, o tym, że byłem marzycielem, który po prostu chciał opowiadać historie. I staram się tego nie utracić.

Zobacz wideo "Niewidzialna wojna" - zwiastun autobiograficznego filmu Patryka Vegi

Patryk Vega . Reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Twórca popularnych filmów i seriali m.in. "Pitbull" i "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć". Po latach przerwy wrócił do kina sensacyjnego. Zrobił m.in."Służby specjalne","Pitbull. Nowe porządki", "Pitbull. Niebezpieczne kobiety", "Botoks" oraz "Kobiety mafii".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU