Naprawdę wciąż chce ci się jeździć na kraniec świata?
- Przyznam ci się, że ten sezon programu był dla mnie prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem.
Dlaczego?
- Nigdy jeszcze nie dostałam tak dużej dawki skrajnych emocji i doświadczeń. Nigdy wcześniej nie testowałam też tak solidnie mojej tolerancji wobec świata, wobec jego różnorodności.
Co masz na myśli?
- Wyobraź sobie, że jednego dnia budzisz się w drewnianym domeczku na wyspie wielkości mojego salonu. Nasza bohaterka mieszkała w domu na palach, do którego nie mieliśmy nawet jak wstawić kamer. Rozłożyliśmy się więc na maleńkim, zmurszałym tarasie, który, gdy tylko na nim stanęłam i próbowałam coś powiedzieć, od razu się zarwał.
Ale ludzie, którzy tam mieszkają, należą chyba do najbardziej wolnych na świecie. Nie mają narodowości, nie mają żadnych dokumentów, nie wiedzą, ile mają lat. Nie muszą płacić podatków. Nie chodzą też do szkół i nie mają podstawowej opieki medycznej - to ciemne strony. Nie mają też, co trudno sobie wyobrazić, zdobyczy cywilizacyjnych, które tak bardzo zmieniają wszystkie społeczności
Na przykład telewizji i Internetu?
- Spotkałam ludzi, dla których telewizja jest abstrakcyjnym pojęciem, podobnie jak Internet czy telefon. Kiedy zapytałam, czy dzieci chodzą do szkoły, moja bohaterka odparła, że ona nie chodziła, więc jej dzieci też tego nie robią. Bo one są po to, żeby być z rodzicami, a nie po to, żeby wychowywał je ktoś inny. Wszystko, czego potrzebują, żeby przeżyć, dostają w domu.
To dość obcy nam sposób myślenia.
- Jakby tego było mało, po raz pierwszy w historii tego programu przenieśliśmy się w czasie. Podróżując przez Boliwię, tętniącą i energetyczną, nagle wyjechaliśmy do kolonii mennonitów, którzy żyją zgodnie z doktryną z XVI wieku. Jedyna książka, którą mają, to Biblia. Żyją odgrodzeni od świata. Do Boliwii przywędrowali z terenu Prus, wciąż mówią językiem dolnoniemieckim. Kobietom mennonitów nie wolno się uczyć języków obcych, nie znają się też na geografii, biologii i historii.
Tym łatwiej nimi zarządzać.
- No właśnie. Dobrze, że do tego nawiązujesz, bo w tym sezonie skupiliśmy się na bardzo ważnej dla mnie wartości - wolności.
Jak cię znam, nie potrafiłabyś bez niej żyć.
- Pewnie że nie. Ale przyjmuję, że dla niektórych życie bez wolności jest lepsze, łatwiejsze. Bardziej uporządkowane, bo wszystko jest jasno określone. Podróżując, zobaczyłam, że w różnych częściach świata wolność jest różnie definiowana. Zrozumiałam, że ta będąca moim marzeniem, nie jest marzeniem wielu osób.
Albo jej zwyczajnie nie potrzebują.
- Mennonici wiedzą, jak wygląda świat poza kolonią, bo opuszczają ją chociażby po to, by sprzedać swoje produkty rolne. Nikt ich zresztą siłą w niej nie trzyma, mogą się w każdej chwili wyprowadzić do miasta. Ale nie chcą. W kolonii mają wspólnotę, która będzie ich wspierać, czują się bezpiecznie. Wiedzą, jaki będzie ich każdy kolejny dzień.
A co dla ciebie byłoby najbardziej bolesnym ograniczeniem wolności?
- Z niczego nie chciałabym rezygnować. Choć najważniejsza jest chyba dla mnie wolność i świadomość wyborów. Przy czym uważam, że każdy z nas może żyć tak jak chce - niestandardowo albo tradycyjnie, jak woli. Mówię o nas, kobietach, bo tak się składa, że to one są tematem moich programów i filmów, a także dlatego, że kobiety mają trudniej, muszą pokonać więcej barier. I pewnie dlatego są dla mnie tak interesujące.
Co dzisiaj cię jeszcze zastanawia?
- Zajęłam się kwestią mieszkańców krajów Unii Europejskiej, którzy wyjechali na Bliski Wschód, żeby przyłączyć się do tzw. Państwa Islamskiego. Wybraliśmy się z kamerą do Molenbeek, dzielnicy Brukseli, skąd duża grupa młodych ludzi zasiliła szeregi ISIS.
Dlaczego właśnie stamtąd?
- Jest to centrum Unii Europejskiej, dzielnica jest tuż pod nosem Parlamentu Europejskiego. Wystarczy jednak przejść przez most i zaczyna się inny świat. Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź, dlaczego dzieciaki wyjeżdżają z Niemiec czy Francji, porzucają wygodne życie i przyłączają się do ISIS. Wiadomo, że na terenie Belgii działa wielu sprytnych rekruterów, którzy wiedzą, jak manipulować młodymi ludźmi. Jedną z moich bohaterek jest dziewczyna, która pojechała do Syrii, tam zaszła w ciążę i wróciła do Europy. Za chwilę Europejczycy będą musieli się zmierzyć z większą liczbą osób takich jak ona, które wracają z wojny na Bliskim Wschodzie.
Wielu ludzi w Europie wini dzisiaj islam za te wszystkie problemy.
- To jest religia jak każda inna. Realne zagrożenie stanowi jej interpretacja. Terroryści nie potrzebują jednak szczególnej ideologii, by prowadzić swoją wojnę. Tak się złożyło, że ISIS do swoich celów instrumentalnie wykorzystuje islam. Ale tzw. Państwo Islamskie jest tworem, który nie ma nic wspólnego z religią.
Wychowujesz córkę. Czy boisz się, że w przyszłości ona też może ulec tak silnej ideologii?
- Boję się. Ale wierzę, że wychowuję mądrą, niezależną i silną kobietę, która będzie potrafiła dokonywać własnych wyborów i oddzieli dobro od zła. Ale nie wiem, w jakim świecie przyjdzie jej żyć. Dzisiaj mamy do czynienia z ruchami populistycznymi i z ograniczaniem wolności człowieka w wielu miejscach na świecie, także w Europie. Ludzie zaczynają się bać jedni drugich. Nie o takim świecie marzę dla mojego dziecka.
Opowiedz jeszcze o wydarzeniach w Pakistanie, bo słyszałam, że potrzebowałaś tam wiele szczęścia.
- Przez wiele lat marzyłam, żeby tam pojechać, ale z różnych przyczyn nie mogłam tego zrealizować. Byłam więc bardzo szczęśliwa, kiedy się w końcu udało. Pojechałam tam z otwartą głową, bez uprzedzeń. Moim przewodnikiem była bardzo silna pakistańska kobieta, więc przekonałam się, że i takie tam są.
Nie obyło się jednak bez poważnych kłopotów.
- Podróżowanie po Pakistanie z kamerą oznacza kłopoty. Pracowaliśmy przy granicy z Afganistanem, więc naraziliśmy się na zainteresowanie wywiadu wojskowego. Zatrzymano nas pod wymyślonym pretekstem i skonfiskowano sprzęt. Wiedzieliśmy jednak, że taka sytuacja może się zdarzyć, więc członkowie ekipy sprawnie odkręcili z urządzeń najdroższe ich części i oddali gołe kamery. W ten sposób naraziliśmy się na mniej dotkliwe straty finansowe.
A co z nagranym materiałem?
- Pakistańskie służby skonfiskowały cały materiał, twierdząc, że oddadzą go po przejrzeniu. Oczywiście tego nie zrobiły. Prawie całość nagrań mieliśmy jednak skopiowaną i pochowaną w różnych miejscach. Po tym, jak nas wypuszczono, służby pilnowały, żebyśmy niczego więcej nie nagrali. W Islamabadzie czuliśmy się już spokojniej, choć obawa, czy będziemy mogli bez przeszkód wylecieć z Pakistanu, towarzyszyła nam do końca.
Wróciliście, a ty jak widzę jesteś w świetnej formie i naładowana energią.
- Wciąż mi się chce, wciąż się ekscytuję. To mnie zadziwia, bo dla telewizji pracuję już dwadzieścia lat. Wczoraj oglądałam kolejne odcinki programu przygotowane do emisji. Płakałam, śmiałam się, wychodziłam i wracałam do studia. Myślę, że kiedy mi to minie, będzie to znak, że powinnam zmienić pracę.
Nowe odcinki programu "Kobieta na krańcu świata" można oglądać w Travel Channel w soboty o godz. 11 i w niedziele w TVN o godz. 11.
Martyna Wojciechowska. Dziennikarka, podróżniczka, autorka książek i programów telewizyjnych, m.in. sprzedanego do 56 krajów cyklu "Kobieta na krańcu świata". Jej pasje to, jak sama pisze: "podróże, czyli ziemia, ogień, czyli rajdy, nurkowanie, czyli woda i góry - powietrze" - cztery żywioły. Obecnie realizuje kolejną serię "Kobiety na krańcu świata".
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU