Dziewczyna w tirze?!
- Nie wydaje mi się, żeby to było jakieś nadzwyczajne osiągnięcie. Praca jak każda inna. Wciąż funkcjonuje taki stereotyp, że to zawód tylko dla faceta. Bo dawniej było inaczej, trudniej - samochody bez wspomagania i ogrzewania, serwis potrzebny co kilometr. A teraz? Sama zobacz, jak u mnie w aucie jest ciepło i przyjemnie. Komfortowo i elegancko, prawda?
Prawda.
- Ja już od małego jeździłam z tatą. Kamazem z przyczepą. Tata był zawodowym kierowcą, on prowadził, a ja szwendałam się po kabinie. Pierwszy raz wsiadłam do ciężarówki, jak miałam trzy czy cztery latka. Wszędzie właziłam sama. Zawsze był ze mnie taki harpagan, świetnie się dogadywałam z chłopakami. Ale bawiłam się lalkami, nie samochodzikami.
Bo wolałaś prawdziwe ciężarówki.
- Musiało mi się w tych ciężarówkach rzeczywiście bardzo podobać, bo spędziłam w nich praktycznie całe dzieciństwo. Jako mała dziewczynka jeździłam u taty na kolanach i wtedy najchętniej dodawałam gazu. Tato, tato, a będziemy gazować? - pytałam. Wszyscy się ze mnie śmiali, że ja tylko "ten gaz i gaz". Jaka to była dla mnie frajda. Jak tata wyjeżdżał w trasę, to ja obowiązkowo zabierałam się z nim. Do momentu, kiedy musiałam iść do przedszkola, jeździłam z nim cały czas. Później, w przedszkolu, a potem w szkole, dołączałam się do niego, kiedy tylko się dało. Na moje szczęście tata robił wtedy krótsze trasy.
Trochę odpuściłam pod koniec gimnazjum i na początku liceum. Nie miałam czasu. Ale potem do tego wróciłam i wtedy nie liczyły się ani imprezy, ani koleżanki. Plan był jeden - kolejna trasa. Wszystko kręciło się wokół jeżdżenia.
Aż sama zrobiłaś prawo jazdy.
- Egzamin był dla mnie potwornym stresem. Jako dziewczyna robiąca kategorię C i E byłam nie lada rzadkością. W trakcie egzaminu musiałam przejść przez cały plac w ośrodku egzaminacyjnym w Nowym Sączu, bo ciężarówki były zaparkowane na końcu. Techniczni, którzy siedzieli w garażu, krzyczeli do mnie: Nie, to nie tu, wracaj! Idziesz za daleko, tam są ciężarowe! Ja na to: Ale ja właśnie tam zdaję . Zaniemówili.
Przy pierwszym podejściu egzaminator powiedział do mnie wprost: Ale pani to i tak nie zda . No i nie zdałam. Gość uważał, że to nie jest kategoria dla kobiet. Udowodnił mi, że nie zaliczę od razu, bo nie jestem facetem. Szowinista. "C" zdałam za trzecim podejściem, "E" za drugim. Jak zdawałam kategorię E, trafiłam na egzaminatora, któremu nawet podobało się to, że jestem kobietą. Wręcz założył sobie, że powinnam zdać.
Zdałaś i postanowiłaś: "Teraz będę jeździć tirem"?
- Tak. Chciałam jeździć od razu, jak najszybciej. Ale wtedy - to był 2010 rok - nikt nie chciał mnie zatrudnić. Wysyłałam CV do różnych firm i nic. Bez odzewu. Nie liczę telefonu z pewnej dużej firmy, bo jej przedstawiciel chciał się ze mnie po prostu pośmiać. Skończyłam więc kolejną szkołę i pracowałam jako kosmetyczka, później wyjechałam na rok za granicę. Jak wróciłam, dopiero po znajomości trafiłam do człowieka, który zgodził się przyjąć świeżaka bez doświadczenia. W dodatku świeżaka kobietę.
Przez pierwsze trzy dni ze mną jeździł i wszystko mi pokazywał. Na przykład to, jak najlepiej manewrować tirem. Słuchałam i stosowałam się do jego wskazówek. Oczywiście chciał też zobaczyć, jak mi idzie. Po trzech dniach stwierdził: Spoko, dasz sobie radę . Byłam ciężko przerażona, ale uwierzyłam mu na słowo. W pierwszą trasę pojechałam z piwem, z Brzeska do Bielan Wrocławskich, ponad 300 kilometrów. Wtedy to był wyczyn!
Bałaś się?
- Samochód jaki jest, taki jest. Bałam się, że trafi mi się awaria, stanę gdzieś na środku drogi i nie będę wiedziała, co robić. Mechanikiem samochodowym nie jestem, choć oczywiście koło potrafię zmienić. Mam w aucie dwa zapasy i jak trzeba, to zmienię.
A potrafisz załadować i rozładować towar?
- Potrafię, chociaż z tym bywa różnie. Najczęściej biorę towar z magazynów logistycznych i różnych firm, gdzie jest tzw. załadunek boczny - wózkiem widłowym, ewentualnie tyłem z rampy. Kiedyś w Kostrzynie sama ładowałam papier toaletowy, tekturę też często ładuje się samemu, ale załadunek ręczny zdarza się rzadko, właśnie przy lekkim asortymencie. Jak trafia się coś ciężkiego, dostajesz elektryczny wózek. Mam na niego uprawnienia, przydają się. Jak ich nie masz, liczysz na łaskę kogoś z magazynu albo spedycji. W tej branży kierowców ma się raczej w głębokim poważaniu.
Ty nie masz specjalnych względów?
- Zauważam oznaki radości, jak mnie widzą, ale nie przekłada się to na specjalne traktowanie. Zresztą ja nie mogę tego wymagać - to po pierwsze. A po drugie - nawet jeśli chcą mi okazywać specjalne względy, ja muszę zrobić wszystko sama. Parę dni temu zaciągałam pasy na płycie OSB, którą wykorzystuje się głównie w budownictwie. Przyleciał jakiś chłopaczek i pyta, czy mi pomóc. Mówię: Nie, dam sobie radę. Wolałam to zrobić sama, spokojnie, odpowiednio i bardzo starannie zabezpieczyć towar. Pasy trzeba zaciągnąć idealnie, a potem i tak jedzie się jak z jajkiem.
Odpowiadam za towar, muszę go dostarczyć w takim stanie, w jakim go odebrałam. Jak coś będzie uszkodzone, ja będę obciążona kosztami. Przede wszystkim jednak, gdyby się coś wywaliło takiemu, powiedzmy, Iksińskiemu, toby mówili: Eee, zdarza się . Jeżeli jednak stałoby się to mnie - kobiecie, to byłoby gadania, że baba, że blondynka, że taki z niej "kozak maślak", a wywaliła towar na pierwszym zakręcie . Nie mogę sobie pozwolić na wpadki. Nie mogę splamić honoru swojego i kobiet w tym fachu. Od razu by poszła fama, że baby się do tego nie nadają . Zresztą ciągle słyszę, że baby to do garów i do dzieci .
Od kolegów z branży?
- Tak, w CB radiu, ale też na magazynach. Teraz już rzadziej się to zdarza, ale kiedyś bez przerwy się na mnie krzywo patrzyli. Mówili: O Jezu, czego ty tu szukasz? Czego w ogóle chcesz? Często słyszę też: To już nie było lepszego zawodu ?! Ostatnio w Łodzi kierowca z lewej machnął ręką, że mnie wpuszcza, ale pozostał jeszcze samochód z lewej i trzeci na wprost. Gdy ten pierwszy zwrócił uwagę, że to dziewczyna, do tego ładna, pozostali kierowcy również mnie wpuścili z uśmiechem.
Czyli czasem "ładnej dziewczynie w dużym aucie jest łatwiej"?
- Tak. I bywa, że to wykorzystuję. Ktoś na mnie spojrzy i kiwa: Jedź, puszczam cię . Wiadomo. Czasem wpuszczają mnie, nie widząc, że jestem kobietą, sama też próbuję innym ułatwić włączanie się do ruchu. Chodzi o kulturę jazdy, a z tą w Polsce bywa różnie.
A najgorsi są ci w tirach...
- To stereotyp. Wszystko zależy od kierowcy. Czasem sama muszę wymusić pierwszeństwo, bo stoję, stoję i nikt mnie nie chce wpuścić. To nieprawda, że najgorzej prowadzą kierowcy tirów i ci w Warszawie. Po Polsce generalnie ciężko się jeździ - cwaniactwo, chamstwo, wciskanie się. Przodują w tym przedstawiciele handlowi, którzy wszędzie się spieszą. Jest jeszcze obiegowa opinia facetów: baby nie potrafią jeździć . Oczywiście nieraz widzę takie, które faktycznie jeżdżą rozpaczliwie, ale często tak kozaczą, że hej! Znam też facetów, którzy nie potrafią prowadzić.
Miałaś jakiś wypadek?
- Kiedyś dziewczyna wyprzedzała mnie na zakręcie. Myślała, że zdąży, i nie zdążyła. Zdążyłaby, gdyby dodała gazu, ale jak zobaczyła auto z naprzeciwka, to się wystraszyła i przyhamowała. A właściwie nawet nie hamowała, tylko zaczęła walić w mój bok. Może liczyła na to, że mnie zepchnie? Wkomponowała się w moje przednie koło, odbiła się i przeleciała mi przed maską. A na koniec wylądowała tyłem w rowie. Mi się właściwie nic nie stało, mimo ostrego hamowania. Wyszłam z auta roztrzęsiona, a dziewczyna mówi, że to jej wina, bo się na angielski śpieszyła... Popatrzyłam na naczepę, bo coś z niej zaczęło kapać, ładunek mi się solidnie poprzestawiał. Piwo się powywalało, butelki porozbijały, a tu upał, pełne słońce, więc minęła chwila i wszędzie waliło browarem. Jakby tego było mało, policjant, który przyjechał, mówi do mnie, że zbadamy teraz moją trzeźwość. Teraz? Teraz to mi się piwo z butów wylewa! Czuć mnie nim było chyba z kilometra. Policjant mnie powąchał i stwierdził: Faktycznie, teraz to nie ma sensu .
Jak reagują na ciebie kierowcy na parkingach?
- Jak przyjeżdżam na parking, na którym stoi dwóch czy trzech kierowców, którzy się znają, od razu zaczynają się trącać. Jest poruszenie. Jak są w grupie, to zwykle mnie zaczepiają. Jeśli jest jeden kierowca, to wydaje mi się jakiś roztrzęsiony. Pewnie sobie myśli: O Boże, baba! Zupełnie jakbym z kosmosu spadła. Stoi zamurowany.
Nie podrywają cię?
- To nie jest takie klasyczne podrywanie. Zazwyczaj trafia się jakiś facet, który niby zagaduje, niby chce, ale generalnie nieśmiało bardzo. Większość się do mnie jednak nie odzywa. Możliwe, że ich onieśmielam. W każdym razie są poruszeni. Zdarzają się też tacy, którzy podchodzą i...
...dają ci swój numer telefonu.
- Zdarza się.
I co wtedy robisz?
- Nic nie robię.
Nawet jak się trafi ktoś fajny?
- A po co? Widzę go pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu. On mnie też. Poza tym fajny gość zazwyczaj zachowuje się inaczej, nie zostawia swojego numeru telefonu, nie truje za uszami. Ale poza wszystkim to ja w ogóle nie jestem zainteresowana panami z parkingu. Mam chłopaka.
Twój chłopak też jeździ tirem?
- Nie, prowadzi firmę budowlaną i nie do końca rozumie specyfikę mojej pracy. Chciałby, żebym ją zmieniła na taką, żebym była częściej w domu. Wiesz, mnie nie ma w domu cały tydzień, czasem mi się uda zjechać dosłownie na parę godzin. Nie ma reguły, ale zwykle przez 5-6 dni w tygodniu jestem w trasie. Czasem wracam w piątek czy w sobotę, a w niedzielę już muszę wyjechać.
Jak twój chłopak to znosi?
- Różnie. Czasem na luzie, a czasem jest taka rozpacz, że aż jest mi przykro.
I nie myślisz wtedy, żeby zmienić pracę?
- Doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie jest robota na całe życie. Zwłaszcza dla kobiety. Chcę mieć przecież rodzinę, dzieci, dom. Nie będę w ósmym miesiącu ciąży wysiadać z ciężarówki i rozładowywać towaru. Nie wyobrażam sobie bycia w trasie, kiedy mam małe dziecko w domu. Jeżdżąc tirem, niczego nie mogę sobie zaplanować. Wizyta u dentysty w czwartek o czternastej? Zapomnij! Skąd mam wiedzieć, co będę robić w czwartek? To zasadniczy minus tej roboty. Nigdy nie wiesz, gdzie wylądujesz następnego dnia.
Natomiast lubię w tej pracy to, że sama jestem sobie sterem i okrętem. Mogę liczyć tylko na siebie. Taka Zosia Samosia. Nie czuję oddechu mojego przełożonego za plecami. To robota dla silnych indywidualistów. Przydaje się cierpliwość i wytrwałość. Gdziekolwiek nie zajedziesz, słyszysz, że musisz poczekać. Czekać, czekać, czekać. Bywa, że ktoś chce flaszkę - jak dasz, pójdzie szybciej. Ja nie daję takich łapówek. Przekonanie, że wszystko załatwisz za butelkę, to pozostałość dawnych czasów.
Z dawnych czasów jest też przekonanie, że kierowcy tirów często korzystają z usług stojących przy drodze prostytutek.
- To kolejna obiegowa opinia, przecież nawet nazywa się te prostytutki "tirówkami". Tylko że one często stoją w takich miejscach, gdzie tirem nawet nie da się podjechać. Dawniej może kierowcy korzystali z ich usług, ale jak dziś zapytasz któregoś, to się oburza: Co ty, tirówkę mam wziąć do kabiny?
Jak się żyje w tirze?
- Odkąd wsiadłam za kółko, przytyłam piętnaście kilo. I waga cały czas rośnie. Dużo siedzę, jem nie wiadomo co i nie wiadomo gdzie. A przede wszystkim nie wiadomo kiedy. Jak się uda, zajeżdżam w jakieś sprawdzone miejsce przy drodze. Często jednak nie mam czasu, więc wybieram coś przypadkowego. Mam w aucie zamrażarkę, ale po co mam wozić jedzenie? Czasem zabieram jakieś warzywa na patelnię, które mogę szybko podgrzać na kuchence w aucie, ale rzadko się to zdarza. Myję się najczęściej na stacji, jak mają prysznic i jest czysto. Jak jest brudno, mam ze sobą miskę, nalewam wodę i myję się w samochodzie. W ogóle wożę ze sobą 10 litrów wody na zapas. Nigdy nie wiesz, kiedy się przyda.
Dużo można zarobić, jeżdżąc tirem?
- Nie jest źle, choć nie są to pieniądze rekompensujące specyfikę tej pracy. No i oczywiście są to mniejsze kwoty niż kiedyś. Wielu kierowców powtarza, że dziś na "krajówce" nie da się dużo zarobić. A jednocześnie wielu z nich na tę "krajówkę" wraca, bo za granicą stawki pospadały. Ci, którzy po jeżdżeniu za granicą wracają na polskie drogi, dostają apopleksji.
Dlaczego?
- Są nieprzyzwyczajeni do naszego ruchu i, nazwijmy to, stylu bycia na drodze. Każdy kierowca ma swój świat, jeździ swoim stylem i każdemu wydaje się, że robi to zaje***cie. A tak naprawdę, w porównaniu do Niemców czy Francuzów, jesteśmy kiepscy. Polacy nie potrafią na przykład jeździć na autostradzie. Potrafimy zatrzymać się na samym końcu pasa do włączenia się do ruchu, stać bez końca z włączonym kierunkowskazem. Nie chodzi mi o to, że Polak za kierownicą to cham. Raczej o to, że Polak za kierownicą jest bezmyślny, i włosy mi stają dęba, jak widzę, ilu kierowców wyprzedza na zakrętach. Nie wiem, jak można mieć taką fantazję.
Patrycja "Almerka" Rzenno . Pochodzi z Okocimia. Ma 28 lat, zawodowo jeździ ciężarówkami od ponad trzech. Ma prawo jazdy kategorii B, C i E oraz chłopaka, który cierpliwie znosi fakt, że rzadko bywa w domu. W wolnych chwilach jeżdżą wspólnie na rowerach, wędkują i gotują. Wolny czas poświęca na decoupage, wyszywanie i malowanie.
Angelika Swoboda . Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.