Szczuplutka jesteś.
- Z natury jestem chuda. Ale kiedy zaczęłam pracować jako modelka, usłyszałam, że jestem za gruba. Miałam 180 centymetrów wzrostu, 58 centymetrów w talii i 91 centymetrów w biodrach. Byłam naprawdę bardzo, bardzo szczupła. Ważyłam z dziesięć kilogramów mniej niż dziś.
W agencji na początek kazali ci schudnąć?
- Tak. Ale wystarczyło, że odstawiłam słodycze i już ważyłam trzy kilogramy mniej. Jak tego nie pilnowałam, to na mnie krzyczeli. Kiedyś do naszej agencji przyjechał booker [menedżer modelki, który zajmuje się wysyłaniem jej na castingi, "bookowaniem" prac, promowaniem modelki - przyp. red.] z Seulu. Już miałam z nimi umowę, ale chciał ją podpisać z jeszcze jedną dziewczyną od nas. Szefowa kazała mi uciekać. Bała się, że jak booker mnie zobaczy, to anuluje kontrakt, bo właśnie trochę przytyłam.
Większość dziewczyn jednak się pilnowała. Jadły zdrowe rzeczy, dużo sałatek, ćwiczyły. Zresztą ja też. Kiedy jako 16-latka dostałam się do pierwszej agencji, również skrupulatnie liczyłam kalorie. Byłam w szoku. Ja za gruba? Byłam megachuda, naprawdę. Przez moment tak się zafiksowałam, że bałam się, że nawet herbata ma kalorie.
To prawda, że niektóre modelki łykają waciki nasączone wodą?
- Z wacikami się nie spotkałam, ale wiem, że niektóre dziewczyny miały bulimię. Jadły, a potem szły do toalety wymiotować. Byłam świadkiem, jak moja koleżanka zjadła sałatkę, a chwilę później ją zwróciła. Wiem, że to zrobiła, bo poszłam za nią i wszystko słyszałam. Ona była bardzo, bardzo chuda.
Dziewczyny z anoreksją też poznałam. Nawet jedna z moich koleżanek na nią cierpiała, o czym początkowo nie wiedziałam. Wmawiała mi, że ma problemy z żołądkiem, że nie może jeść. Odwoziłam ją czasami do szpitala na kroplówkę, kiedy już naprawdę nie miała na nic siły.
Trudno to zrozumieć, ale w modelingu panuje spora presja. Kiedy modelka ma nieodpowiednie wymiary i nie wygląda tak, jak powinna wyglądać według wymogów tego biznesu, to jej miejsce szybko mogą zająć inne dziewczyny. Jest ich mnóstwo. I ona widuje się z nimi codziennie na castingach. Porównuje się. Chce być lepsza, czyli chudsza.
Chociaż - wracając jeszcze do anoreksji - wydaje mi się, że te dziewczyny, które są na topie, nie cierpią na anoreksję. Wiesz, wtedy trzeba być na bardzo wysokich obrotach, nie dałyby rady.
W świecie modelek narkotyki są popularne?
- W Szanghaju mieszkałam w apartamencie z Andreą. Dużo brała, głównie kokainę. Mnie to nie kręciło, ale akceptowałam to, co robiła, bo brali prawie wszyscy. W pewnym momencie branie wydawało mi się wręcz normalne.
Raz poszłam z Andreą na imprezę do klubu. Od razu podeszli do nas jacyś faceci i zupełnie wprost zaproponowali, że dadzą nam kokainę, jak pójdziemy z nimi do łóżka. Byłam w kompletnym szoku, powiedziałam: Co to jest za propozycja?! Wychodzę stąd . Później się dowiedziałam, że ci faceci byli właścicielami znanej francuskiej sieci sushibarów. Jeden z nich był wtedy w związku z pewną francuską modelką, która spodziewała się jego dziecka.
Spróbowałaś narkotyków?
- Kiedyś Andrea pokazała mi woreczek z białym proszkiem i powiedziała: To jest dobra kokaina. Jak chcesz, możesz spróbować . Ale nie imponowało mi to. Mówię szczerze: ja nigdy nie brałam narkotyków. Moja mama jest lekarzem i sporo mi o nich opowiadała. Bałam się tego, potwornie się bałam. Że się uzależnię, że zemdleję, że coś mi się stanie. I nie będzie akurat przy mnie kogoś, kto mi pomoże. Że moi rodzice się dowiedzą, że stracę kontrakt...
Podobno niektóre modelki biorą, bo narkotyki hamują poczucie głodu.
- Faktycznie, dziewczyny które brały, były chudsze, ale nie chciałabym generalizować, że wszystkie, które były bardzo szczupłe, zażywały narkotyki. Nie. Raczej chodziło o to, żeby wejść w towarzystwo. Wiesz, kiedy nastolatka sama przyjeżdża do innego kraju, wchodzi do apartamentu z obcymi ludźmi, to chce się z nimi zaprzyjaźnić. A jest głupia, bo jest młoda...
A alkohol?
- To jest osobna kwestia. Faktycznie, dużo się imprezuje. Dziewczyny są z dala od domu, bez kontroli rodziców i mogą poszaleć. Ja sama też bardzo często chodziłam na imprezy, znałam prawie wszystkich właścicieli klubów. W Europie jest tak, że PR-owcy klubów przychodzą na castingi, żeby się z dziewczynami zaprzyjaźnić. Na przykład w Mediolanie gość przyjeżdżał po nas samochodem, wprowadzał nas do klubu, dawał nam lożę VIP i darmowe drinki. A po imprezie odwoził nas do domu. Nie płaciłyśmy za nic, a miałyśmy wszystko.
Nawet kiedy byłam w agencji, której bardzo się to nie podobało i jej przedstawiciele nas pilnowali, parę razy udało mi się wymknąć. Zresztą sporo dziewczyn tak robi. A można za to stracić kontrakt!
Kluby, do których chodzą modelki, ściągają mężczyzn, którzy chcą je oglądać. W Mediolanie niektóre dziewczyny umawiały się potem z tymi facetami na kolacje, za które oczywiście to oni płacili. Podobno nie wchodził w grę żaden seks, a przynajmniej dziewczyny tak mówiły. Za samo towarzystwo przy kolacji dostawały ponoć po 200-300 euro.
Miewały stałych sponsorów?
- Andrea spotykała się z bogatym facetem, który miał ochroniarzy i drogiego mercedesa. Nie wiem, czy był gangsterem. Wolałam wierzyć, że jest na przykład wziętym prawnikiem. Kiedyś, gdy akurat byłam u znajomych, zadzwoniła do mnie i powiedziała: Jest dobra impreza, przyjeżdżajcie . Pojechałam do luksusowej rezydencji z basenami, położonej w wielkim parku, niedaleko centrum Szanghaju. W pewnym momencie facet Andrei zapytał mnie, ile mam lat. Siedemnaście - odparłam zgodnie z prawdą. To zamawiam ci taksówkę i wracasz do domu - powiedział. I mnie wygonił. Byłam niepocieszona, ale dziś wiem, że dobrze się stało. Impreza była hardcorowa, jestem pewna, że z orgiami w basenie. Potem długo jeszcze wysyłał Andrei torebki Louis Vuitton i inne drogie prezenty. Płacił jej w ten sposób, a ona nawet się z tym nie kryła. Zresztą z tej imprezy Andrea wróciła po dwóch dniach.
Było na to w branży ogólne przyzwolenie?
- Dopóki dziewczyna nie zawalała pracy, to nie miała problemów. Jednak jeśli tryb życia odbijał się na wykonywanych przez nią obowiązkach, w agencji zaczynano z nią rozmawiać. Reagowano, ale potrzebna była także dobra wola z tej drugiej strony. Znałam jedną modelkę, która została odesłana do domu z powodu zbyt imprezowego trybu życia. Usłyszała, że agencja nie będzie jej fundować wakacji.
Modelki dostają wiele niemoralnych propozycji?
- Przecież w każdym środowisku - w korporacji czy show-biznesie - padają niemoralne propozycje. Z tą jednak różnicą, że w modelingu manipuluje się nastolatkami, które nie wiedzą jeszcze, gdzie jest granica. Widziałam, jak niektóre młode dziewczyny przyjeżdżały na kontrakt. Miały małe czy wręcz zerowe doświadczenie seksualne. A wyjeżdżały z ogromnym. To było dla mnie straszne. Zatraciły się... Ale jak dziewczyna, która ma 16 czy 17 lat, ma sobie z tym wszystkim poradzić? Skąd może wiedzieć, co jest dobre? Moi rodzice do dziś zadają sobie pytanie, jak to się stało, że mnie puścili samą do tego świata. Mówię: Mamo, gdybyś nie pozwoliła mi wyjechać, tobym ci do końca życia nie darowała.
Przytrafiło ci się coś nieprzyjemnego?
- Mnie osobiście nie, ale pamiętam, jak kiedyś robiliśmy pokaz znanej marki kosmetycznej na jednej z greckich wysp. Pracował przy niej słynny francuski stylista, który lubił niby przypadkiem trącić dziewczynę w ramię, niby żartem podszczypywał. Zgłosiłyśmy nawet jego zachowanie jednej z menedżerek. Ale zanim to się stało, doszło do pewnej sytuacji. Stylista wziął do ogrodu jedną z moich koleżanek. Myślała, że chce z nią omówić stylizację na pokaz. On ją jednak przytulił i próbował pocałować. Był obleśny, dziewczyna mu się wyrwała i uciekła. Za to się na niej zemścił. Później, na pokazie, zrobił jej tak straszną fryzurę, że się popłakała. Poszarpał jej włosy i pofarbował - z przodu na jasno, a z tyłu na czarno. Zniszczył je. Długo nie mogła iść na żaden casting. Dzisiaj jest jedną z lepszych polskich modelek i bardzo dobrze sobie radzi.
Jak było w Azji?
- Azjaci uwielbiają Europejki. Wiele dziewczyn dorabia więc sobie jako hostessy w klubach. Oczywiście w tajemnicy przed agencją, bo agencje nigdy się na to nie zgadzają. Uważam, że takie dorabianie jest nie fair, ale niektóre dziewczyny na przykład przez dwa miesiące nie miały żadnej pracy i potrzebowały pieniędzy.
Znałam Czeszkę, która była właśnie taką hostessą. Kiedyś, gdy wychodziła z klubu, poszedł za nią mężczyzna. Podejrzewam, że był przekonany, że ma dużo pieniędzy. Napadł na nią pod drzwiami mieszkania. Ukradł jej wszystko i zamordował.
Ty się nie bałaś?
- Ja po prostu bardzo na siebie uważałam. Jeśli sama zachowujesz się lekkomyślnie, w każdym zakątku świata może być niebezpiecznie. Jednak właśnie na kontrakcie w Azji postanowiłam zrezygnować z pracy jako modelka. Byłam przed maturą i musiałam zdecydować, w jakim kierunku idę. Chwała Bogu, wybrałam dobrze.
Ale nie żałuję lat przepracowanych w modelingu. Dzięki temu doświadczeniu szybko dojrzałam. Już idąc na studia, planowałam własny biznes. I wiedziałam też, że zarabianie pieniędzy to nie jest taka łatwa sprawa. Przestałam patrzeć na życie jak dziecko. Wydoroślałam.
To właściwie czemu zrezygnowałaś?
- Nie podobało mi się, że modelki są traktowane przedmiotowo. Zaczęło mnie to męczyć. A poza tym... zakochałam się. Podpisałam wprawdzie kolejny kontrakt, ale zadzwoniłam do mojego bookera i powiedziałam, że nie pojadę. Że już nie chcę. I poczułam niesamowitą ulgę. Wzięłam z modelingu to, co chciałam.
No i dostałaś pewnie mnóstwo ciuchów, torebek, butów?
- Niedoświadczone modelki dostają ubrania czy torebki zamiast pieniędzy. Taki barter. Dziewczyna się cieszy, bo ma markową torebkę, a projektant też jest zadowolony, bo zapłacił jej w ten sposób.
Dużo zarobiłaś?
- Najmniej w Mediolanie, bo tam jest ogromna konkurencja. Jak się jednak zostało modelką w showroomie znanego projektanta, to stawka za dzień pracy wynosiła od 100 do 250 euro. W Szanghaju było lepiej. Za jeden dzień reklamy telewizyjnej dostawało się kilka tysięcy euro, a za całą kampanię - nawet 60 tys. euro.
Fortuny nie przywiozłam. Coś tam zarobiłam, ale nie żebym mogła sobie za to kupić mieszkanie. Zresztą sporo wydawałam na bieżąco. Dziś prowadzę własny biznes, także opierając się na tym, czego się w tamtym czasie nauczyłam. Modeling dał mi siłę, zaczęłam wierzyć w siebie.
Dlatego bardzo bym nie chciała, żeby z naszej rozmowy wynikał negatywny obraz świata mody. Bo on taki nie jest. Jest w nim to, co dobre, i to, co złe. Jak w życiu.
Małgorzata Włas . Ma 25 lat, pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Modelką została jako 16-latka. Przez trzy lata pracowała w Szanghaju, Mediolanie, Atenach, dla wielu marek, m.in.: Roccobarocco, Byblos, Theory, Stella McCartney, iBlues, Marella, Diesel. Jest architektem wnętrz, z pasją prowadzi własne studio projektowe.
Angelika Swoboda . Ekspert show-biznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.