Rozmowa

27 proc. maturzystów nie zdało w tym roku egzaminu z WOS-u. Nie wiedzą, jakie mają prawa wyborcze, kto jest premierem, prezydentem...

- Moim zdaniem to wina rodziców, którzy "uczulili" ich na politykę, bo tak bardzo na nią narzekali.

Dorośli winą za stan wiedzy polskich nastolatków obarczają przeważnie internet, w którym ich dzieci spędzają większość czasu

.

- A może to wina nauczycieli, bo beznadziejnie przekazują wiedzę? Internet to jedno, a to, czego uczą nas w szkole - to drugie. Brak wiedzy to nie wina internetu. Do niedawna też nie interesowałem się polityką.

Dlaczego?

- Bo codziennie rano musiałem słuchać narzekania. Jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia, a tu od rana miałem spie***ny dzień, bo słyszałem, że tata nie jest w humorze, bo znowu coś tam politycy powiedzieli czy zrobili. Dopiero odkąd zamieszkałem sam, zaczynam trochę to rozumieć i się tą polityką interesować. Te wszystkie wybory, informacje, podatki, opłaty.

Igor Ignacy Leśniewski ''Ajgor'' (fot. Instagram.com)

Myślę, że to jest odpowiedź na pytanie, czemu młodych nie interesuje polityka - bo mieszkają z rodzicami, mają wszystko pod ręką. Nie obchodzi ich, ile rodzice płacą za rachunki, jaki jest podatek, kto jest ważnym politykiem. To nie internet jest problemem, chociaż taki filtr - "co złego to internet" - jest wygodny, żeby usprawiedliwić wszystkie kłopoty. Dorośli lubią podkreślać wady internetu, a gdzie zalety? Doceniłem i zrozumiałem wiele rzeczy, kiedy wyprowadziłem się z Krakowa do Warszawy.

Tata puścił cię bez problemu?

- No ba! Ja od pierwszej klasy gimnazjum byłem już tak zbuntowany, że tata stwierdził, że da mi wolną rękę. Ale nie zrobił tego w ciemno. Widział, że sobie radzę.

Sam chciałem podejmować wszystkie decyzje. Mam tak, że jak ktoś mówi coś, co nie jest po mojej myśli, to bardzo się buntuję. Próbuję dojść do porozumienia, ale jak mam swoje zdanie, to się go trzymam. Oczywiście, jeżeli nie mam racji, to ustąpię, ale wolę iść swoim torem. Na razie to się sprawdza.

Jak ci się mieszka w Warszawie?

- Miasto jak miasto, tylko więcej betonu. Brakuje mi jednak rock'n'rolla krakowskiego, takiego luzu, brudu, który tworzy w Krakowie fajny, miejski klimat. W Warszawie ludzi w moim wieku i 20+ mogę opisać w czterech zwrotach: hajs, modne ciuchy, klub w piątek i duże statystyki w internecie. To się liczy.

W Krakowie jest inaczej?

- Mniej uwagi zwraca się na lajki w internecie, na to, czy idzie się w piątek do klubu, czy ma się najnowszego iPhone'a 6...

Jaki masz telefon?

- (śmiech) Ale ja go potrzebuję do pracy i jestem fanboyem. Na przykład iWatcha sobie nie kupię, bo nie zamierzam szpanować. W Warszawie jest duży lans i tempo. Mam czasem wrażenie, że wszyscy tutaj muszą mieć wybielone zęby, jeść z pudełek i mieć sprzątaczkę na chacie.

Youtuberzy, nie tylko ci warszawscy, mają opinię lanserów.

- Hejt jest nie tylko na youtuberów. Regularnie dostaje się przecież blogerkom modowym. Generalnie osobom związanym z internetem. Wystawiają się publicznie, mają duży odbiór, więc to zawsze spotyka się z krytyką. Celebryci sprzed kilkunastu lat też byliby w sieci hejtowani, gdyby internet był wtedy tak popularny jak dziś. Mamy nową erę celebrytów - internetowych. Jedni są bardziej kontrowersyjni, inni mniej, ale jeżeli zabierasz głos publicznie, krytyka będzie temu zawsze towarzyszyć.

(fot. Instagram.com)

Uważasz, że w polskim internecie często przekracza się granice tego, co dopuszczalne?

- Oczywiście, że tak. Przykładają się do tego "bardzo fajni" youtuberzy, którzy wykorzystują czarny humor, który czarnym humorem w ogóle nie jest. Jestem ogromnym fanem czarnego humoru i używam tego typu żartu na co dzień. Niektórzy jednak zapominają się do tego stopnia, że nawet srając przed kamerą uważaliby, że to czarny humor. Przez nich wiele złych zachowań zaczyna być uważanych za normalne. Przykładem tego jest to, co spotkało 14-letniego Dominika, który popełnił samobójstwo . Dowiedziałem się, że był u mnie w grupie na Facebooku. Dotknęło mnie to...

Co pomyślałeś, jak dowiedziałeś się, że nastolatek powiesił się na własnych sznurówkach, bo nie poradził sobie ze szkolną nagonką?

- Pierwsza myśl: był słaby psychicznie. Wielu ludzi skarży się dziś na depresję, generalnie na problemy osobiste. Jak ktoś jest smutny - to już trzeba go zabrać do psychologa, dać mu leki i faszerować go nimi przez najbliższe lata. Dla mnie to jest trochę dziwne. Miałem bardzo trudne sytuacje w życiu, osobiste, rodzinne, odeszła bliska mi osoba, były też inne ciężkie momenty, nie chcę o tym mówić, ale przy takich doświadczeniach, i biorąc pod uwagę mój wiek, powinienem być już w wariatkowie.

Może jesteś silniejszy niż większość rówieśników.

- To chyba duża zasługa surowego wychowania taty. Tata robił mi trochę szkołę wojskową i jestem mu za to wdzięczny, bo stałem się odporniejszy. Jestem też osobą niewierzącą, nie obracam się w tym całym szale kościelnym, nie chodziłem do kościoła, nie tłumaczyłem sobie problemów wiarą. Musiałem stawić im czoła, nawet w tych bardzo bolesnych chwilach. Bolesne momenty wzmacniają i trzeba się nauczyć sobie z nimi radzić, a tego wiele osób - nie tylko w moim wieku - nie potrafi. Moi rówieśnicy chodzą do psychologa, bo mają dwie jedynki z fizyki i to ich przerasta...

Na pewno są osoby, które przesadzają, ale jest też wielu bardzo wrażliwych ludzi, nieodpornych na ataki innych. Sam przyznajesz, że miałeś dużo szczęścia, bo wychowanie cię uodporniło.

- Oczywiście. Długo myślałem nad tą historią z Dominikiem... Jeżeli w szkole się z takimi zachowaniami walczy nieumiejętnie, to się te dokuczające dzieciaki tylko nakręca. Wiele razy w moich szkołach działo się tak, że jeżeli ktoś był inny, i się to podkreśliło, to dawało się w ten sposób tylko kolejny powód do kpin. Mam czasem wrażenie, że mimo że nauczyciele są z wykształcenia pedagogami, zupełnie nie potrafią w takich sytuacjach postępować właściwie. W tej historii z Dominikiem ogół jest niefajny. Również to, jak reagował internet. Zgadzam się z tym, że niektórzy youtuberzy to pustaki i robią dużo szkody, bo przesuwają granice tego, co jest społecznie dopuszczalne.

I później patrzy się na te kilkusettysięczne fanpage'e, ogromną liczbę wyświetleń filmów, lajków przy wulgarnych postach, skandaliczne komentarze...

- Nic na to nie poradzę, robię swoje. Jeszcze rok temu nosiłem okulary na wadę wzroku, miałem trądzik, chodziłem w sweterkach. Jak się trochę ogarnąłem, wzrosła liczba fanek. Rzeczy wizualne przyciągają i dla niektórych tylko to jest ważne, jak dla tej grupy dziewczynek u mnie. Ale ogląda mnie też coraz więcej starszych osób. Ja zamierzam trzymać się treści. Chcę, żeby była jak najprostsza, nawet topornie prześmiewcza.

 

Z pewnością zwróciłeś uwagę, które twoje filmy mają najwięcej wyświetleń.

- Te, które są najbardziej życiowe.

Chyba najbardziej na czasie, jak odcinek o Snapchacie .

- Nie skrytykowałem samej aplikacji, w której widzę duży potencjał, tylko zachowanie ludzi. Robię to w większości swoich filmów.

Ironiczne poczucie humoru, twoje ulubione?

- Fajnie, że ktoś oprócz mnie je rozumie (śmiech).

Jak poczytałam komentarze na YouTubie i na fanpage'u, to rzeczywiście można mieć co do tego wątpliwości.

- Czytam komentarze przez jeden dzień, potem nie chcę tracić na to czasu. Jest tam za dużo szamba. Ironii w filmach nie czają przeważnie te dziewczynki. Nazywam je "dziewczynkami bez stanika". Ale nie wszystkie nastolatki takie są. Mam dwie młodsze siostry i nie są zmielone przez social media. Justin Bieber ich nie obchodzi. Tak chyba zostaliśmy wychowani, więc może to dowód, że podejście do życia to nie kwestia złego internetu, tylko wychowania i tego, co przekazują nam rodzice? Ale zgadzam się, że internet idzie w taką stronę, gdzie k***a jest coraz bardziej na porządku dziennym.

U ciebie też się pojawia.

- Pojawia się, ale staram się to ograniczać. Czasem się wymsknie. Są youtuberzy, którzy przeklinają przez 90 proc. swoich filmów i potem dzieciaki też tak mówią, bo uważają, że to jest OK. No nie jest. Zgadzam się, że obniżył się poziom oczekiwań widzów, którzy teraz pochłaniają wszystko. Mnie załamuje, że taki "Warsaw Shore" oglądany jest przez tylu ludzi. To jest totalnie debilne, puste, poniżej wszystkiego. Obniżyły się oczekiwania co do muzyki i karierę potrafi zrobić kawałek, który jest chłamem. To wszystko ciągnie poziom popkultury w dół. Kiedyś był Monty Python, teraz jest Gimper. Ja mam trochę inne cele.

Ajgor (fot. Instagram.com)

W 1,5 roku osiągnąłeś wyniki, których inni youtuberzy - po kilku latach działalności - mogą ci pozazdrościć.

- Ten kanał to było idealne miejsce, żebym mógł powiedzieć to, co myślę, i nie dostał za to w ryj. Nie miałem od razu tysięcy wyświetleń, tylko budowałem to przez te półtora roku. U mnie apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc cały czas stawiam sobie poprzeczkę wyżej. To buduje motywację. Poza tym nie czuję się tylko youtuberem.

160 tys. na Facebooku, 194 tys. na Instagramie, prawie 400 tys. na YouTube - mały, szary człowiek z twojego wideo nie jest już małym, szarym człowiekiem. Teraz to duża odpowiedzialność, szczególnie że - tak jak zauważyłeś - wielu z twoich fanów to dzieciaki, dla których jesteś wzorcem. Bierzesz to pod uwagę, nagrywając filmy?

- Myślę nad tym, co powiem, ale nie chcę być sztuczny. Odbiorcy muszą mieć świadomość, że do internetu trzeba podchodzić z dystansem. Nie można wszystkiego brać na poważnie. Zacząłem nagrywać filmy, bo denerwowało mnie zachowanie rówieśników, chciałem ich trochę ogarnąć w ten sposób, żeby na przykład nie biegali na imprezie z telefonem cały czas.

Nagranie z komunikacji miejskiej w Warszawie, na którym biją się nastolatki , też opublikowałeś, żeby kogoś "ogarnąć"?

- Nagrała to moja koleżanka. Przyjechałem po nią na przystanek, otwierają się drzwi i widzę, jak jedna dziewczyna wjeżdża drugiej w twarz z kopa. Wrzuciłem ten filmik trochę dla beki, a ma ponad 726 tys. wyświetleń, rozszedł się w mediach. To nie jest norma, to były jakieś dresiary. Moim zdaniem dresy wyginą za dziesięć lat, to już dziś trochę dinozaury. Być takim stereotypowym dresem to przecież wieśniactwo.

Dominika z Bieżunia , o którym rozmawialiśmy, nie zgnoiły właśnie takie "dresy"?

- Nie dresy, a polska mentalność. Jak przychodziłem do szkoły, to też nieraz słyszałem wyzwiska: pedał, Justin Bieber . Po miesiącu już się kumplowałem z tymi ludźmi, bo dałem im się poznać. W Polsce strasznie szybko się szufladkuje. Internet trochę zaciera te granice i dziś nietolerancja jest częściej społecznie tępiona niż akceptowana.

Zrobiłeś film, w którym mówisz, że tolerancja jest dziś nadużywana .

- Bo to hasło jest strasznie naginane. Kto wyznacza granice tolerancji? Moim zdaniem granica jest przekraczana, jeśli ktoś narusza moją strefę komfortu. Ja absolutnie nie mam nic do osób homoseksualnych, ale nie podoba mi się, jak ktoś robi ze swojej seksualności manifestację. Po co? "Jestem gejem, musisz to akceptować, bo inaczej jesteś złą osobą". Akceptuję to i szanuję, ale nie dlatego, że ktoś wywiera na mnie presję, tylko dlatego, że uważam, że szacunek do drugiej osoby jest właściwą postawą.

 

Powiedziałeś wcześniej, że nie czujesz się do końca youtuberem.

- YouTube to najbardziej wizualna strona tego, co robię, bo tam mnie widać i z tym mnie większość osób kojarzy, ale zajmuję się też innymi rzeczami. Mam trzy marki odzieżowe - każda w innym klimacie. Projektowanie tego od początku do końca bardzo mnie jara. Wspólnie z kolegami informatykami i programistami mamy pomysł na dwie aplikacje. Tworzymy też stronę, której nie było jeszcze w internecie - nie mogę póki co zdradzić szczegółów.

Naprawdę masz 17 lat?

- Tak (śmiech) . W październiku kończę 18. Idolem jest dla mnie Steve Jobs. Zdaję sobie sprawę, że dużo z rzeczy, które mu przypisano, może być chwytem, który ładnie pasuje do marki, ale bardziej chodzi mi o budowanie czegoś od zera. Jara mnie tworzenie i jak widzę potem efekty swojej pracy. Na przykład wzruszyłem się, kiedy zobaczyłem ludzi na Monciaku w moich koszulkach. Myślę też o filmach pełnometrażowych. Napisałem nawet scenariusz, który oceniał Wojciech Smarzowski. To mój ulubiony reżyser.

Chcesz iść do szkoły filmowej?

- Nie, generalnie chcę wszystko robić na własną rękę. Postanowiłem, że zostanę milionerem do 20. roku życia. Nie chodzi o to, żeby się obłowić, tylko żeby sobie samemu udowodnić, że mogę wyjść poza przedmieścia Krakowa. Zostały mi dwa lata.

Igor Ignacy Leśniewski (ur. w 1997 w Krakowie). Jeden z najpopularniejszych youtuberów w Polsce. Twórca kanału Ajgor Ignacy na YouTube , gdzie publikuje filmy z serii "Mały, szary człowiek". Twórca i właściciel dwóch marek odzieżowych: Disorder , Sztos , pracuje właśnie nad trzecią. Ma ponad 159 tys. fanów na Facebooku , 194 tys. na Instagramie , prawie 400 tys. subskrybentów na YouTube.

Marta Pawłowska . Dziennikarka i redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl. Wcześniej m.in. wydawczyni i reporterka serwisu naTemat.pl. Publikowała m.in. w "Dzienniku", "Gazecie Wyborczej" i "Metropolu". Realizowała projekty dziennikarskie dla ONZ-u i PARP-u. Niecierpliwa fascynatka podróży i kryminałów.