Ten artykuł jest częścią cykluZagrajmy w zielone
Drobne cząsteczki ze sprayów mogą pozostawać w powietrzu przez wiele godzin po sprzątaniu (fot. Shutterstock)
Drobne cząsteczki ze sprayów mogą pozostawać w powietrzu przez wiele godzin po sprzątaniu (fot. Shutterstock)

Trzydzieści pięć. Tyle razy przekroczono normy stężenia wnikającego głęboko w płuca pyłu PM10 w Polsce w 2019 roku zgodnie z najnowszym raportem GIŚ. 36 spośród 46 stref w naszym kraju zostało zaliczonych do klasy C, w której dopuszczalne normy zostały przekroczone. O fatalnej jakości powietrza mówi się dużo i głośno. Gdy spada drastycznie, zaleca się zamknąć okna i pozostać w domu. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Za to żaden alarm się nie rozlegnie, gdy spryskamy środkiem do dezynfekcji kuchenny blat, a płuca nasze i naszych bliskich wchłoną drobne cząsteczki toksycznych substancji. Coraz więcej wiemy o tym, ile chorób chemia do sprzątania może wywołać w krótkiej i dłuższej perspektywie. I dlaczego szare mydło i kubeł wody mogą być lepsze dla naszego zdrowia niż kolorowe butelki ze środkami czyszczącymi, którymi zapchane są sklepowe półki. Od stycznia do października 2020 roku kupiliśmy 6,2 mln środków dezynfekujących. To ponad 47 razy więcej niż w roku poprzedzającym, pisała w grudniu "Rzeczpospolita"

Produkt ma przede wszystkim zadowolić klienta, spełnić swoje zadanie, ale musi też mieć kuszący kolor i atrakcyjny zapach. Dostajemy w butelce chemiczny koktajl. Konsekwencji jego stosowania nikt nie jest w stanie konkretnie ocenić, bo substancji używanych do jego produkcji są setki. Każda z nich może w jakimś stopniu wpływać na nasze zdrowie, a przecież reagują one też ze sobą i z innymi substancjami, na przykład z powietrza – wyjaśnia chemiczka Sylwia Panek, prowadząca blog i konto na Instagramie Mama Chemik, gdzie promuje odpowiedzialne i zdrowe sprzątanie.

Jak to możliwe, że środki, które mogą być szkodliwe, są dopuszczone do sprzedaży? Zaraz do tego dojdziemy. Najpierw o tym, jakie są konsekwencje ich stosowania.

20 papierosów dziennie

W 2018 roku Øistein Svanes z Uniwersytetu w Bergen przeprowadził badanie, które miało pokazać wpływ chemicznych rodków czyszczących na zdrowie osób sprzątających zawodowo przez długi czas, w tym przypadku – ponad 20 lat. Jak wyglądały płuca badanych? Jakby codziennie wypalali 20 papierosów. 

"Drobne cząsteczki ze sprayów mogą pozostawać w powietrzu przez wiele godzin po sprzątaniu. Mogą przedostać się głęboko do płuc i powodować infekcje oraz przyspieszać starzenie się płuc" – tłumaczy na uniwersyteckiej stronie Cecilie Svanes z Uniwersytetu w Bergen, supervisorka badania Øisteina Svanesa.

Rok wcześniej Orianne Dumas z Francuskiego Instytutu Zdrowia i Badań Medycznych opublikowała wyniki badań prowadzonych wśród 55 185 pielęgniarek dyplomowanych w ciągu ośmiu lat. Okazało się, że te, które używały środków dezynfekujących do czyszczenia powierzchni co najmniej raz w tygodniu, wykazywały od 24 do 32 proc. zwiększone ryzyko zachorowania na POChP (przewlekłą obturacyjną chorobę płuc) niż te, które stosowały te środki rzadziej. POChP jest chorobą nieuleczalną.

Z kolei w Szwajcarii przeprowadzono badanie ponad setki produktów najczęściej używanych do sprzątania przez profesjonalne firmy. Główny wniosek wysnuty przez naukowców: środki te zawierają wiele substancji chemicznych o znanym i szkodliwym działaniu na zdrowie. Aż 75 proc. produktów miało w składzie substancje drażniące, 28 proc. – żrące, 64 proc. – szkodliwe w inny sposób. 

Pielęgniarki, które używały środków dezynfekujących do czyszczenia powierzchni co najmniej raz w tygodniu, wykazywały od 24 do 32 proc. zwiększone ryzyko zachorowania na POChP (fot. Wojciech Waloch / AG)

"Dieselgate przemysłu chemicznego"

Europejska Agencja Chemikaliów przyznała już w listopadzie 2019 roku, że aż dwie trzecie z 700 zbadanych przez nią środków chemicznych różnego rodzaju, które są sprzedawane na terenie Europy, łamie ważne aspekty unijnego rozporządzenia dotyczącego bezpieczeństwa chemicznego REACH. Wśród wymienionych specyfików znalazł się ftalan dibutylu, stosowany w podłogach, meblach, zabawkach itd., żeby między innymi zwiększyć ich elastyczność i wytrzymałość. Jest też octan metylu, używany w produktach do czyszczenia, klejach i szczeliwach, kosmetykach i wielu innych.

Z kolei według danych Eurostatu aż dwie trzecie wszystkich chemikaliów produkowanych w UE jest niebezpieczne dla zdrowia. A do 2030 roku ich ogólna produkcja ma się podwoić. Tymczasem już teraz większość producentów kosmetyków, żywności, leków i tworzyw sztucznych w Europie używa milionów ton chemikaliów bez przeprowadzania ważnych kontroli bezpieczeństwa. Oczywiście łamiąc tym samym prawo. Jak można przeczytać w komunikacie prasowym EEB, największej sieci ekologicznych organizacji obywatelskich w Europie, opublikowanie dokumentów to potwierdzających ochrzczono mianem "dieselgate’u przemysłu chemicznego". 

Chemia jest w powietrzu, którym oddychamy w naszych mieszkaniach. Zespół z Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona w USA badał próbki kurzu zebrane w amerykańskich domach. Badacze stwierdzili, że pył w pomieszczeniach zawiera dużą ilość czterech klas szkodliwych chemikaliów. To: ftalany (używane do produkcji kosmetyków, zabawek, podłóg winylowych i innych produktów), fenole (stosowane w środkach czyszczących i innych artykułach gospodarstwa domowego), środki zmniejszające palność i wysoce fluorowane chemikalia używane do produkcji naczyń kuchennych z powłoką zapobiegającą przywieraniu.

To nie pierwszy raz, gdy do opinii publicznej docierają informacje o tym, że przedmioty codziennego użytku mogą szkodzić zdrowiu. Jednym z bardziej znanych przypadków jest historia firmy DuPont. Jej przykład pozwala zrozumieć, że nawet to, iż coś zostało dopuszczone do produkcji, wcale nie oznacza, że powinno być produkowane. 

"Najgorszy koszmar" DuPontu

Adwokat broniący chemicznych gigantów, który przeprowadza prywatne śledztwo w małym miasteczku i postanawia walczyć o sprawiedliwość dla umierających ofiar swoich pracodawców – brzmi jak scenariusz filmowy? To opis fabuły "Dark Waters" z Markiem Ruffalo i Anne Hathaway. I prawdziwych wydarzeń z Zachodniej Wirginii w Stanach Zjednoczonych.

Adwokatem, którego gra Mark Ruffalo, jest w rzeczywistości Robert Bilott. "The New York Times" nazwał "go najgorszym koszmarem" jednej z największych firm chemicznych na świecie – DuPont. W 1999 roku Bilott reprezentował Wilbura Tennanta, właściciela farmy znajdującej się niedaleko miejsca, w którym DuPont wyrzucał setki ton kwasu perfluorooktanowego, zatruwając zarówno zwierzęta, jak i ludzi. 

 

Ale po kolei. Na początku pojawił się on: teflon. Wynaleziony przez przypadek pod koniec lat 30. XX wieku przez Roya J. Plunketta, chemika zatrudnionego w laboratorium DuPontu, jest nazwą handlową grupy chemikaliów, z których najpowszechniejszym jest politetrafluoroetylen, PTFE. I tutaj na scenę wkracza główny bohater naszego filmu, którym wbrew pozorom wcale nie jest Ruffalo. To PFOA, kwas perfluorooktanowy, znany również jako C-8. Jest to kolejna substancja stworzona przez człowieka, a używana w procesie wytwarzania teflonu.

W 1947 roku firma 3M rozpoczyna produkcję PFOA. Cztery lata później DuPont zaczyna kupować PFOA od 3M i wewnętrznie zmienia jego nazwę na C-8. W 1951 roku DuPont inicjuje wykorzystanie C-8 w produkcji wodoodpornej odzieży, kabli, pudełek do pizzy. Potem także teflonowych naczyń kuchennych.

Zaledwie trzy lata później, w 1954 roku, pojawia się w firmie pierwsza informacja o możliwej szkodliwości C-8, potwierdzona wewnątrz firmy ostatecznie w 1961 roku. Oficjalny, publiczny panel medyczny powołany 40 lat później, w 2001 roku, stwierdza, że istnieje prawdopodobny związek C-8 z sześcioma chorobami: nowotworami nerki i jąder, wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, chorobą tarczycy, nadciśnieniem powiązanym z ciążą i wysokim poziomem cholesterolu.

Do lat 90. konsumenci są jednak nieświadomi, a DuPont nie ma zamiaru tego zmieniać.

Życia warte 671 mln dolarów

W 1984 roku firma zaczyna monitorować poziom C-8 w wodzie pitnej w pobliskim miasteczku, szybko jednak dochodzi do wniosku, że ograniczanie ilości tej substancji nie jest "ekonomicznie atrakcyjne", więc badania się kończą. 

Przez cały ten czas C-8 nie jest poddane właściwie żadnym regulacjom rządowym, bo organizacje, które za to odpowiadają… nie wiedzą o nim prawie nic. DuPont utrzymywał przez bardzo długi czas w tajemnicy większość badań wewnętrznych dotyczących C-8 i niezwykle rzadko omawiał je z władzami. Informację o konsekwencjach stosowania kwasu udawało się ukrywać przez prawie pięć dekad. Do czasu, aż Robert Bilott wniósł pozew, gdy bydło na farmie Wilbura Tennanta zaczęło masowo umierać. 

W odpowiedzi DuPont przedstawił raport, w którym o powstałą sytuację obwiniono… Tennantów, że źle prowadzili swoją farmę. Billotowi udało się jednak udowodnić, że w pobliżu gospodarstwa znajdują się tysiące ton C-8 zalegające na składowiskach odpadów. W dodatku substancja trafia do wodociągów. Sprawa zostaje zamknięta; nie wiadomo, jaką sumę DuPont finalnie wypłacił Tennantom. 

W 2001 roku 70 tys. osób z Zachodniej Wirginii i Ohio wniosło pozew zbiorowy przeciwko DuPontowi w związku z narażeniem na negatywne skutki C-8. W 2004 roku firma zgodziła się sfinansować programy monitoringu medycznego i zainstalować nowe systemy uzdatniania wody. Miną jeszcze dwa lata, zanim DuPont przystanie na wycofanie kwasu z produkcji do 2015 roku.

Po tym, jak szkodliwość substancji została udowodniona przez lata monitoringu medycznego, Bilott zaczął składać indywidualne pozwy przeciwko firmie. Do 2015 roku było ich ponad 3500. W 2017 roku ogłoszono, że firma zgodzi się zapłacić poszkodowanym 671 mln dolarów w gotówce. Kwota robi wrażenie? W 2014 roku sprzedaż produktów przynosiła DuPontowi 95 mln dolarów zysku. Dziennie.

W 2007 roku zespół naukowców z Centers for Disease Control and Prevention w Atlancie w Stanach Zjednoczonych opublikował badanie, z którego wynikło, że C-8 znajduje się w organizmach ponad 99 proc. Amerykanów. Znaleziono je u noworodków i w mleku matek. A także u niedźwiedzi polarnych, lwów, tygrysów i całej gamy różnych zwierząt. C-8 jest w ziemi i w jedzeniu.

Najnowsze badania sugerują, że jest już obecny u wszystkich ludzi na Ziemi. A ponieważ jest tak trwały, zostanie tu jeszcze długo po nas.

Istnieje prawdopodobny związek C-8 z sześcioma chorobami: nowotworami nerki i jąder, wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, chorobą tarczycy, nadciśnieniem powiązanym z ciążą i wysokim poziomem cholesterolu (fot. Shutterstock)

Jak unikać szkodliwych substancji chemicznych?

W dokumencie "Strategia chemiczna na rzecz zrównoważonego rozwoju" Unia Europejska przyznaje, że obecnie istnieje około 70 tys. chemikaliów, które stwarzają zagrożenie, ale jest ono "słabo opisane", podobnie jak konsekwencje ekspozycji na owe chemikalia. W tym samym materiale możemy przeczytać, że "wciąż brakuje kompleksowej bazy informacji na temat wszystkich substancji znajdujących się na rynku". 

Niestety, wiele z nich, podobnie jak C-8, jest już obecnych w naszym otoczeniu i na tę obecność wpływu nie mamy. Nie jest jednak tak, że nic nie możemy zrobić.

– Są trzy produkty, bez których obecnie nie wyobrażam sobie sprzątania – mówi Sylwia Panek. – To soda oczyszczona, szare mydło i ocet lub kwasek cytrynowy – obie substancje działają podobnie, więc można je stosować zamiennie. Sodę oczyszczoną polecam głównie w formie pasty sodowej. Żeby ją uzyskać, mieszam sodę z rozpuszczonym wcześniej w wodzie szarym mydłem lub – w prostszej wersji – z samą wodą.

Taka pasta, jak tłumaczy chemiczka, świetnie sprawdzi się wszędzie tam, gdzie do tej pory sięgaliśmy po mleczka czyszczące. Zastąpi też płyny do czyszczenia fug, piekarnika, okapu, płyty grzewczej czy przypalonego, zabrudzonego tłuszczem garnka.

– Soda sprawdzi się jako pochłaniacz nieprzyjemnych zapachów, na przykład ustawiona na spodeczku w lodówce lub obok kosza na śmieci. Możemy użyć jej zamiast detergentów do czyszczenia pralki oraz zmywarki – wyjaśnia. – Ocet i kwasek cytrynowy to z kolei świetne odkamieniacze. Usuną osad w czajniku, toalecie lub na drzwiach kabiny prysznicowej. Z połączenia octu z wodą w stosunku 1:1 lub z roztworu kwasku cytrynowego o podobnym stężeniu uzyskamy uniwersalny płyn do przecierania blatów, płytek czy mycia okien.

Na pytanie o skuteczność takich środków chemiczka odpowiada historią czyszczenia piekarnika. Możemy kupić płyn, za który zapłacimy kilkanaście złotych, spryskać nim ścianki piekarnika, a po chwili włożyć tam głowę i szorować, sapiąc i wdychając jednocześnie środek, którego składu zazwyczaj nie znamy.

Większość takich płynów ma w składzie różne mocne, drażniące substancje, które będą powodowały drapanie w gardle, pokasływanie, być może swędzenie lub pieczenie w nosie albo nawet późniejszy ból głowy – tłumaczy. – Niestety, nie myślimy o tym, że piekarnika nie wsadzimy pod kran i nie wypłuczemy dokładnie, więc wiele z tych substancji zostanie na ściankach piekarnika, który następnie nagrzejemy do 180 stopni i wstawimy do niego ciasto.

Tymczasem piekarnik możemy też wyczyścić sodą, czyli substancją, którą do ciast bardzo często dodajemy. Soda nie wpływa na nasze drogi oddechowe, nie nada ciastu sztucznego smaku czy zapachu, a jednocześnie kosztuje grosze w porównaniu ze sklepowym płynem. 

Bezpieczeństwo

Przy przestawieniu się na domowej roboty środki czystości nie wolno zapominać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. – Soda, ocet i kwasek cytrynowy to substancje, które są dla nas bezpieczne, o ile używamy ich poprawnie – mówi Sylwia Panek. – Przede wszystkim nie łączymy ich z innymi substancjami,  jeśli nie wiemy, co w wyniku takiej reakcji powstanie. Nawet łączenie sody i octu, polecane w wielu internetowych przepisach, jest błędem, bo powoduje utratę wspaniałych właściwości, które mają stosowane oddzielnie. Łączenie ze sobą różnych środków chemicznych lub dodawanie do nich sody czy octu jest już w ogóle niedopuszczalne, ale niestety zdarzają się osoby, które trafiają do szpitali po bawieniu się w chemika bez znajomości chemii.

Uwzględniając wszystkie zasady bezpieczeństwa, warto zadbać o powietrze w naszych mieszkaniach, by następnym razem zamknięcie okien przed smogiem nie skazało nas na powietrze jeszcze gorszej jakości.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Agata Porażka. Dziennikarka weekendowego magazynu Gazeta.pl, wcześniej pisała dla Wirtualnej Polski. Twórczyni cyklu Zagrajmy w Zielone, który skupia się na tym, co powinniśmy zrobić, by zamiast niszczyć, dbać o planetę. Interesują ją tematy związane z górami, środowiskiem i problemami współczesnego świata.

Piątka Weekendu

1. Jeśli decydujesz się na kupne środki do czyszczenia powierzchni, zwróć uwagę na ich skład i na certyfikaty. 2. Wypróbuj domowe sposoby, takie jak sprzątanie z użyciem octu czy sody, zachowując przy tym wszystkie niezbędne zasady bezpieczeństwa. 3. Zacznij edukować siebie i bliskich na temat niebezpieczeństw związanych ze stosowaniem silnych środków chemicznych. 4. Po każdym sprzątaniu wietrz pomieszczenia. 5. Upewnij się, że dzieci i zwierzęta nie mają dostępu do środków do czyszczenia ? zarówno tych sklepowych, jak i domowej roboty.