artykuły
Wstyd szkodzi w nadmiarze (fot. Shutterstock.com)
Wstyd szkodzi w nadmiarze (fot. Shutterstock.com)

Czy wstyd jest pierwotny i rodzimy się z nim, czy jesteśmy uczeni wstydzić się swojego zachowania w procesie wychowawczym?

- Bliżej mi do teorii, że mówi nam się, co jest właściwe, a co jest niewłaściwe, i to potem determinuje, czego się wstydzimy. A ludzie wstydzą się dosłownie wszystkiego. Braku wykształcenia, ale i ogromnej wiedzy, biedy i majątku. Ktoś się wstydzi, że jest za stary, a ktoś inny, że za młody. Spotkałam na swoich warsztatach (Joanna Chmura prowadzi warsztaty pracy ze wstydem zatytułowane "Z wielką odwagą" - przyp. red.) osoby, które wstydziły się tego, że urodziły się w dużej aglomeracji, i takie, które wstydzą się, że pochodzą z małych miejscowości. A wstyd to nic innego jak strach, że ktoś nas źle oceni.

Wstyd ma płeć? Kobiety i mężczyźni wstydzą się tego samego?

- Obszary, w których najłatwiej ich zawstydzić, są różne. U kobiet zwykle dotyczy to wyglądu zewnętrznego, macierzyństwa i sposobu zachowania, którego oczekuje się od kobiet, czyli że będą miłe, uprzejme, radosne i ciche. U mężczyzn czuły obszar to sukces finansowy, nieokazywanie słabości, omnipotencja intelektualna i kompetencyjna - nie mogą istnieć rzeczy, na których mężczyźni się nie znają. Jeśli uderzymy w któryś z tych obszarów, jest duże prawdopodobieństwo, że uruchomimy poczucie wstydu.

Komu z tym wstydem trudniej jest sobie radzić?

- Kobietom łatwiej jest mówić o wstydzie, co rodzi przekonanie, że mężczyźni go nie doświadczają, a to nieprawda, bo tak samo ich dotyka, tylko rzadziej o tym słyszymy. Mężczyźni płacą też inną cenę za wstyd. Żeby odreagować, sięgają po używki i bywają agresywni. Paradoksem jest to, że szukając ujścia wstydu, wybieramy takie drogi, które wpisują się w to, jak chcemy widzieć kobiety i mężczyzn. Stąd na przykład mężczyźni częściej niż kobiety topią swój wstyd w alkoholu, bo dla mężczyzn jest większe społeczne przyzwolenie na picie niż dla kobiet. Czyli znów, żeby zdusić w sobie wstyd, wybierzemy taką metodę, przez którą nadmiernie nie narazimy się na osąd i nie będziemy musieli dodatkowo się wstydzić.

Brene Brown, amerykańska psycholog i badaczka wstydu, w książce "Z wielką odwagą" opisała historię mężczyzny, który stracił pracę i wstydził się o tym powiedzieć swojej żonie. Dlatego codziennie rano zakładał garnitur, wychodził z domu, szedł do kawiarni, skąd wysyłał CV i umawiał się na rozmowy rekrutacyjne, a kiedy przychodziła godzina powrotu z pracy, wracał do domu jak gdyby nigdy nic. Twierdził, że jego żona wcale nie chciałaby znać prawdy, że to by ją załamało.

- Kiedy pracuję z mężczyznami, słyszę od nich, że wstydzą się mówić o lęku o przyszłość swoją albo swojej rodziny, w pracy nie mogą przyznać się do niewiedzy czy porażki, boją się przyznać, że nie spełniają się w roli ojca i męża, że czasem są smutni. Nie mówią też często o swoich potrzebach, rzadko proszą o pomoc i wsparcie. To wszystko potęguje napięcie. My jako społeczeństwo zakneblowaliśmy mężczyzn. Duży w tym udział kobiet, które często oczekują od mężczyzn gwarancji bezpieczeństwa, a kiedy ta jest zagrożona, wolą tego nie widzieć i nie słyszeć.

Mężczyźni płacą inną cenę za wstyd (fot. Shutterstock.com)

Warto przy tym pamiętać, dlaczego niektóre kobiety szukają poczucia bezpieczeństwa na zewnątrz. Bardzo często bierze się to stąd, że im samym brak pewności siebie i wiary w to, że potrafią o siebie zadbać. Często pracuję z kobietami, które nie zostały tego nauczone w domu, najprawdopodobniej dlatego, że model ich rodziny opierał się na stereotypowym podziale ról, w którym kobieta była finansowo zależna od mężczyzny i nie wierzyła we własne możliwości i niezależność. Dlatego żeby przerwać taki schemat, zarówno kobieta, jak i mężczyzna muszą popracować nad zmianą sposobu myślenia. Kobiety potrzebują zadbać o poczucie własnej wartości i przekonanie, że nie muszą być zależne od partnera czy męża, a to da oddech mężczyznom i przyzwolenie na to, że jeśli stracą pracę albo chcą zmienić ścieżkę zawodową, to mogą to zrobić i para sobie poradzi. Mężczyznom w takich sytuacjach pomoże przyzwolenie sobie na słabość.

Każdego da się zawstydzić?

- Tak, bo każdy ma w sobie poczucie bycia niedoskonałym. Antidotum leży w akceptacji samego siebie, bo nawet jeśli ktoś zwróci nam uwagę na obszar, w którym nie spełniamy oczekiwań innych czy nawet swoich własnych, ale my akceptujemy siebie wraz ze swoją niedoskonałością, to nas to nie zaboli. Gwarantuję, że będzie bolało, jeśli będziemy oczekiwać od siebie perfekcjonizmu.

Myślałam, że perfekcjoniści nie muszą się wstydzić właśnie dlatego, że są perfekcyjni i idealni.

- Perfekcjonizm to takie sprytne narzędzie, które daje nam poczucie iluzji, że jeśli zrobimy coś superdokładnie i porządnie albo spędzimy w pracy nie 40 godzin tygodniowo, a 80, to w ten sposób ochronimy się przed oceną, krytyką i wyśmianiem. Jak schudnę jeszcze 10 kilo, to dostanę awans, jak zarobię jeszcze kolejne 5 tysięcy miesięcznie, to wtedy będzie można pomyśleć o mnie, że jestem zaradny i co najważniejsze, sam tak o sobie pomyślę. Problem tylko tkwi w tym, że nie istnieje żadne "tak dobrze", żeby nie znalazła się osoba, której coś się nie spodoba i która nie pokusiłaby się o krytykę. Nieprawdą jest, że idealnych wszyscy akceptują, podziwiają i kochają. Tym bardziej że idealni nie istnieją. Nie można uniknąć krytyki. Można natomiast nauczyć się sobie z nią radzić.

Co jest pożywką dla wstydu? Na czym on wyrasta?

- Na poczuciu, że jesteśmy niewystarczająco doskonali, na strachu, że nie zostaniemy zaakceptowani i nie będziemy kochani.

Kiedyś mówiło się "wstydu nie masz", kiedy chciało się wyrazić dezaprobatę wobec czyjegoś fatalnego zachowania. To wstyd określał granice dobrych manier. Przestał być takim barometrem?

- Do pewnego momentu wstyd pełnił rolę bezpiecznego ogrodzenia, za które się nie wychodziło, więc ułatwiał wspólne funkcjonowanie w społecznościach, w których żyliśmy. Ale ze wstydem jest jak z solą i cukrem - w nadmiarze szkodzą. I stało się tak, że wstyd i idący za nim strach przed oceną zaczęły pojawiać się w sytuacjach, które nie mają nic wspólnego z zachowaniem spójności i bezpieczeństwa w grupie. Wstydzimy się na przykład, że nie wyglądamy jak ludzie na okładkach kolorowych czasopism.

Wstyd zaczął nam służyć jako narzędzie wywierania wpływu w każdej sytuacji, choć najgorzej jest, kiedy używa się go jako metody wychowywania dziecka. Sama chodziłam do szkoły, w której wstydziłam się zgłaszać do odpowiedzi, bo wstydem było przyznać się do wiedzy. Zostałam nauczona, żeby się nie przechwalać, bo innym dzieciom może zrobić się przykro, że ja coś wiem albo coś mam, a inni nie. Żyłam więc z przekonaniem, że trzeba się ukrywać i nie wychylać. Znam też sytuacje, kiedy wstyd służy zastraszeniu. Są rodzice, którzy w czasie mszy potrafią powiedzieć dziecku, żeby się nie kręciło i nie rozmawiało, a jeśli nie przestanie, to wyciągną je na środek i wszyscy zobaczą, że gadało i przeszkadzało. To straszny wstyd dla takiego dziecka.

Wstyd nie może być traktowany jako metoda wychowywania dziecka (fot. Shutterstock.com)

I jakie mogą być tego konsekwencje?

- Ten wstyd może zostać na lata i zakiełkować jako strach przed ocenianiem, wyśmiewaniem, krytyką. Zblokuje radość i autentyczność, bo kiedy boimy się oceny innych, to nie robimy rzeczy, na które mamy ochotę, które chcemy zrobić po swojemu, inaczej, niż wszyscy sugerują. Taki człowiek przestanie być kreatywny i nie będzie wychodzić z pomysłami, za to doskonale będzie się dopasowywać do okoliczności i otoczenia.

Poza tym wstyd istotnie koreluje z uzależnieniami, zaburzeniami jedzenia, perfekcjonizmem, pracoholizmem, wypaleniem zawodowym. U źródeł wielu problemów, z którymi zgłaszają się pacjenci do gabinetów psychoterapeutycznych, często leży wstyd i poczucie bycia niewystarczającym.

Co zatem takiego kuszącego jest w zawstydzaniu, że czasem hamulce nie działają?

- Paradoksalnie, kiedy zawstydzamy innych, samych siebie chronimy przed własnym wstydem. Jeśli rodzic wyciąga na środek kościoła gadające w czasie mszy dziecko i wystawia je na widok wszystkich obecnych, to prawdopodobnie chce wyłącznie siebie zabezpieczyć przed byciem ocenionym jako zły rodzic. W jego głowie rodzi się myśl: skoro moje dziecko nie potrafi się zachować, to znaczy, że ze mną jest coś nie tak, bo sobie nie radzę i wszyscy właśnie to widzą.

Osoby zawstydzające często uderzają też w obszary, w których same czują się niepewnie. Oceniamy i krytykujemy tych, którzy mają krótsze nogi niż my, większy brzuch, gorzej lądują zawodowo, a wszystko po to, żeby się porównać i wypaść w tym porównaniu lepiej. W ten sposób uwalniamy własne wewnętrzne napięcie. Nie chcemy wypadać gorzej, bo czujemy się wtedy mniej wartościowi.

W miniony weekend w Warszawie przeszedł Marsz Nieprzyzwolenia, który miał zwrócić uwagę na skalę przemocy seksualnej. Zanim ruszyła demonstracja, zebrani wysłuchali kilku wystąpień, między innymi zgwałconych kobiet. Jedna z nich zwróciła się z apelem i prośbą, żeby ofiary przemocy seksualnej zaczęły mówić o tym, co je spotkało. Co im sznuruje usta?

- Strach przed odrzuceniem. Wstydzą się, że kiedy powiedzą o gwałcie na głos, to ktoś je obwini, powie, że same czegoś nie dopilnowały. Przyczyny takiego zachowania mogą być dwie. Socjologiczna i psychologiczna. Społeczeństwo ciągle nam mówi, że kobieta jest obiektem seksualnym i że gdyby ubierała się schludnie i przyzwoicie, to nie prowokowałaby. Komuś, kto nie zakłada krótkiej spódnicy, nie zdarzają się takie historie, więc jeśli kobieta ubrała się "niestosownie", to sama jest sobie winna.

Marsz Nieprzyzwolenia - protest przeciw przemocy seksualnej w Warszawie (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Psychologiczny aspekt uderza bezpośrednio w poczucie własnej wartości. Zgwałcona kobieta konfrontuje się z myślą: zgodziłam się na coś, na co nie miałam ochoty, nie miałam wystarczająco siły, żeby temu zapobiec, powiedzieć "nie". Samoocena spada diametralnie. I w jej głowie kiełkuje myśl, że spotkał ją gwałt z jej własnej winy, bo przecież tak mówi wciąż duża część społeczeństwa, a po drugie nie jest wystarczająco wartościowa, bo nie udało jej się powstrzymać sprawcy. Trzeba dużo siły, odwagi i wsparcia z zewnątrz, żeby przełamać ten wstyd i zdjąć z siebie ciężar winy.

Dzieci, które są ofiarami przemocy domowej, też milczą. Arkadiusz*, dziś już dorosły mężczyzna, opowiadał: "Wstydzę się moich rodziców. To wstyd do trzeciej potęgi, obrzydzenie, upokorzenie. Chciałbym ich usunąć ze swojego życia, chciałbym usunąć całe zniszczone przez nich dzieciństwo. Mój ojciec, moja matka - dwoje zwyrodnialców. Ojciec wrócił do nas, kiedy miałem 5 lat, kiedy miałem 9 - odszedł. Nigdy w życiu nie powiedziałem do niego "tato". Był sadystą. Matka jeszcze większym; to ona wydawała rozkazy. Mówiła ojcu rano, zanim poszedłem do szkoły: Kiedy wróci, zbij go! Tak na zimno. I ja szedłem do szkoły ze świadomością, że po powrocie czeka mnie bicie". Nikomu się nie poskarżył.

- Prawdopodobnie wstydem chciał ochronić oprawców, w tym wypadku własnych rodziców. Dzieci podskórnie czują, że coś jest nie tak, że nie powinny dostawać pasem, ale jakoś to tłumaczą i usprawiedliwiają. Dlaczego? Bo jeśli komuś o tym powiedzą, to nic im na świecie nie zostanie. A rodzice to zawsze jest ich cały świat. Poza tym ten wstyd chronił jego samego przed odrzuceniem przez rówieśników. Gdyby się dowiedzieli, to pewnie zaczęliby się z niego śmiać i czułby się odrzucony podwójnie - przez nich i rodziców. Nie miałby wtedy nikogo, a zwykle robimy wszystko, żeby zostać w plemieniu, w grupie, żeby przetrwać.

Magdalena Tulli w książce "Szum" napisała takie zdanie: "Wstyd zastępował poczucie winy". Czym one się różnią od siebie?

- Wstyd mówi, że to z nami coś jest nie tak, jak powinno, a poczucie winy odnosi się do naszego zachowania. Wstyd powie nam, że jesteśmy głupi, leniwi, beznadziejni, a poczucie winy, że głupio się zachowaliśmy, czegoś nie chciało nam się zrobić albo coś nam nie wyszło. Poczucie winy nie uderza bezpośrednio w poczucie wartości człowieka, tylko w jego postępowanie i błędne decyzje, a te można zmienić. Osobowości już nie. Kiedy wykrzyczymy komuś oskarżenie, że jest kłamcą, to przyklejamy takiej osobie łatkę, że taka po prostu jest i nic z tym się nie da zrobić. A gdy powiemy: "Okłamałeś czy okłamałaś mnie", oznacza to tylko tyle, że w danej sytuacji ktoś nie powiedział prawdy. Następnym razem być może zdobędzie się na szczerość.

Apeluję, żeby wstydu nie zastępować poczuciem winy, tylko czymś, co po angielsku nazywa się critical awareness, czyli krytyczną świadomością, uważnością, zarówno w stosunku do samego siebie, jak i wobec zachowań i komentarzy innych - czy są mi one bliskie, czy może chcę je odrzucić, bo się z nimi nie zgadzam? Jeśli to zrobię, zapewne narażę się na krytykę, ale zostanę w zgodzie z własnymi wartościami i przekonaniami.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto pokusi się o krytykę (fot. Shutterstock.com)

Jest coś, czego powinniśmy się wstydzić

?

- Tego, że nie jesteśmy sobą. Ostatnio pytałam uczestników warsztatu, jacy są, kiedy nikogo nie udają i nie próbują się nikomu przypodobać? I posypały się odpowiedzi, że są kreatywni, swobodni, radośni, szczęśliwi, ktoś powiedział, że najlepiej mu się wtedy tworzy. Czy to nie za tym tak tęsknimy, żeby to mieć, żeby takimi być?

W "Potopie" Kmicic mówi do Pana Wołodyjowskiego: "Kończ waść! Wstydu oszczędź!", kiedy wie, że nie wygra z nim pojedynku. Wstydem jest przegrać?

- Mamy zakorzenione przekonanie, że odwagą jest nie poddawać się, napierać, cały czas walczyć. Czasem większą odwagą jest powiedzieć sobie: tu kończę, dłużej nie mam siły. W świecie sportowym panuje teraz trend, który mobilizuje społeczeństwo do ćwiczeń, do ruszania się, i to świetnie. Tylko że z mojej perspektywy brak w tym równowagi, bo nie uczy się równolegle akceptacji siebie. Sztuką jest coś zakończyć, powiedzieć, tu jest moje maksimum, dalej już nie idę i szukam dla siebie czegoś innego. Są małżeństwa, które rozwodzą się po pół roku, a są takie, które latami próbują się dograć, mimo że jest to bardzo trudne, ale z domu wynoszą przekonanie, że małżeństwo to jest coś na zawsze i jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B i być razem na zawsze. Trudno osądzić, co jest większą odwagą - czy rozstać się po kilku miesiącach, czy zostać i walczyć? Najważniejsze to nie robić niczego na siłę, spełniając wyłącznie oczekiwania innych. Jeśli chcemy w czymś trwać, to niech to będzie nasza decyzja.

Co jest przeciwieństwem wstydu?

- Powiedziałabym, że akceptacja, bo to stan, w którym jest pełna harmonia. Jak w naturze, w której panuje równowaga. Żeby do niego dojść, czyli żeby wyzbyć się wstydu, trzeba po pierwsze mieć świadomość, kto i w jakich sytuacjach nas zawstydza. Po drugie zawsze zastanowić się, czy cudze przekonania są także moimi. I ostatnia rzecz, najtrudniejsza. Jeśli uznamy, że narzucane nam pomysły, rozwiązania, poglądy nie są naszymi, trzeba będzie zbudować nowe, własne drogi, którymi się podąży. Warto też uzbroić się w cierpliwość, bo oswojenie otoczenia z myślą, że będę żyć po swojemu, bez względu na to, co inni o mnie powiedzą, zwykle zajmuje chwilę i nam, i im.

* Arkadiusz - jeden z bohaterów wystawy Olgi Świąteckiej i Moniki Redzisz "Wstyd", łączącej fotografie i spisane historie sportretowanych osób. Wystawę można oglądać w Galerii Ostrołęka, pl. Bema 14, w Ostrołęce. Czynna do końca miesiąca.

Joanna Chmura. Psycholog, coach ACC ICF, jedna z ośmiorga certyfikowanych trenerek i trenerów w Europie (jedyna w Polsce) prowadząca warsztaty pracy ze wstydem "Z wielką odwagą" - The Daring Way?.

Nina Harbuz-Karczmarewicz . Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca. Pytanie o to, "jak żyć?" najchętniej kieruje do psychologów w audycji "Problem z głowy" - w radiowej Jedynce. Publikowała w "National Geographic Traveler" i "Magazynie Coaching". Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, robi renowację starych mebli.

Zapraszamy do obejrzenia filmu "Wstyd" , nominowanego do Złotego Globu za najlepszą rolę męską w wykonaniu Michaela Fassbendera.